Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
niedziela, 26 lipca 2015

Jadę metrem, linia szósta. Na Passy  nieoczekiwana jasność, wyjechaliśmy na powierzchnię, pokonujemy Sekwanę, ale na drugim brzegu nie wpadamy z powrotem pod ziemię, tylko ciągniemy napowietrznie.

 Patrzę jak urzeczony: jedziemy na żelaznej estakadzie na wysokości trzeciego piętra, gapię się przez okno na zdobnie kute kraty na balkonach i w portefenetrach - i żadnych ekranów jak przy autostradzie A2, da się żyć ze składami przejeżdżającymi co parę minut. Dopiero przed Gare Montparnasse ładujemy się z powrotem pod ziemię, a i to nie koniec jazdy na wysokości.

Jestem ciekaw jak się mieszka z taką estakadą metra za oknem, na szczęście sam byłem od niej odgrodzony szeregiem kamienic, z balkonu się nawet nie słyszało metra pomimo że się je widziało jak jedzie.

Tagi: Francja
19:50, bartoszcze , Z podróży
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 lipca 2015

Zbieram się do podróży, co oznacza między innymi zrobienie całej masy rzeczy, na które pora wypadałaby zwykle nieco później. Między innymi oznacza to przygotowanie rutynowej korespondencji do urzędu skarbowego... Wydrukowałem sobie co trzeba, podpisałem, ruszyłem do półki z kopertami. Zobaczyłem dwie koperty typu podłużnego (kartkę A4 składa się do niej na trzy, a nie na ćwiartki), pomyślałem sobie "a właściwie dlaczego nie". Jedna z tych kopert była biała, druga żółta, wybrałem więc białą, podniosłem ją i uśmiechnąłem się. 

Koperta nie była zupełnie zwykłą kopertą. W lewym górnym rogu, gdzie zwykle wpisuje się dane nadawcy (przy przesyłkach poleconych) widniał elegancki emblemat, adres i nazwa: Hotel Cervo Milano. Nawet nie pamiętałem, że wzięliśmy taką kopertę z podręcznej papeterii hotelowej podczas względnie niedawnej (rok jeszcze nie minął) bytności. I nawet, jak sądzę, za bardzo nie podzieliłem się żadnymi wspomnieniami... To w ramach rekompensaty jakieś zdjątko może, ale nie będzie sztampowe (choć sztampowe obiekty w Mediolanie całkiem fotogeniczne są i nadają się do wielokrotnego oglądania).

Residence Porta Nuova Milano Mediolan 2014

Jeżeli ten budynek (bliźniak zza niego wyziera, wokół zresztą sporo różnych wieżowców) wydaje się komuś dziwny, to niech się pogodzi z faktem, że ten budynek jest dokładnie taki, na jaki wygląda - te ciemnie nieregularne plamy to jak najbardziej żywa, rozległa zieleń. 

Residence Porta Nuova Milano Mediolan 2014

A kopertę wziąłem żółtą (bez emblematu).

wtorek, 14 lipca 2015

Referendum już dawno zapomniane, odbył się Najdłuższy Szczyt w Historii Unii, po wielogodzinnym grillowaniu i mentalnym waterboardingu Grecy przystali na mniej więcej takie warunki jakie odrzucili w referendum (miałem zamiar przeanalizować to punkt po punkcie, ale zwyczajnie nie zdążyłem, miałem co innego do roboty, a rzeczywistość wokół Grecji wyjątkowo dynamiczna) plus parę dodatkowych kopniaków. Między innymi nadkomisarz "Wynegocjujmy Podatki Dla Biznesu, Żeby Luksemburg Rósł W Siłę" Juncker zaproponował aby Grecja oddała swój majątek wart 50 mld euro do specjalnego funduszu pod cichym i czułym zarządem niemieckiego ministra finansów Herr "A Jak Się Nie Podoba To Grexit" Schaeuble, ostatecznie dzięki słynnemu manewrowi "Sorry, taki mamy klimat że nie wyjdziecie bez porozumienia" uzgodniono że taki fundusz powstanie, ale w Atenach, sprzeda tego majątku za 50 mld euro i podzieli między wierzycieli oraz bankrutujące greckie banki (jako akcjonariusz, o ile rozumiem).

Z oficjalnych komunikatów na razie nie wiadomo, jaki dokładnie majątek zostanie zaszczycony prywatyzacją, spotkałem dziś na gazeta.pl takie propozycyjne wyliczenie:
grecki fundusz prywatyzacyjny gazeta.pl 
Patrząc na te propozycje mam mieszane uczucia. O ile bowiem stadion, niszczejące obiekty olimpijskie czy starą bazę sprzedawałbym bez wahania (bo raczej się do tego dokłada niż kiedykolwiek na tym by zarobiło, ale może nie znam wszystkich realiów), o tyle przy innych pozycjach pojawia się lekka obawa, czy nie zostaną sprzedane zbyt tanio (porty, lotniska, autostrada - mogą sobie być zarządzane prywatnie, byle nie odbyło się to ze szkodą dla interesu publicznego). Nie wspominam już nawet o strategicznych monopolach (przez co rozumiem także pozycję dominującą), które najchętniej bym podzielił na części i sprzedawał po kawałku, wszak konkurencja zdrową jest (a nikt nie zapłaci aż tyle ile wart będzie monopol), lepiej mieć kilka sieci stacji benzynowych czy operatorów energetycznych.

Chodzi mi po głowie - i nie wydaje się sprzeczne z ustaleniami szczytu - żeby Grecy wprowadzili do swojego prawa zastrzeżenie, zgodnie z którym mogą odkupić majątek sprywatyzowany poprzez fundusz za cenę równą wartości sprzedaży (powiększoną o inflację, niech będzie uczciwie). Kto da uczciwą cenę, ten nie straci - a w lepszych czasach państwo będzie mogło odzyskać co straciło pod przymusem.

Ale to oczywiście przy założeniu że do czegokolwiek dojdzie, bo na razie to dzielenie skóry na stadzie całkiem żwawo biegających niedźwiedzi.

Tagi: Grecja
18:18, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 12 lipca 2015

Jej, już lipiec, zaraz rok będzie od poprzednich wakacji... Znów się łapię na tym, że tak mało napisałem o poprzednich (no, dwa lata temu to wrzucałem już po urlopie ostatnie wspominki z poprzedniego urlopu). 

Jedną z wielu rzeczy, za które kochamy Czechy (lub Czechów), jest czeskie poczucie humoru. Przejawiające się między innymi w nazwach knajp, które uwiecznialiśmy na zdjęciach. Państwo pozwolą, że nie będę tłumaczył ;)

knajpa Belzepub Praga Praha Zizkov

Praha, Zizkov, U rajske zahrady

knajpa U dvou strasidel Olomouc Ołomuniec

Olomouc, Komenskeho

knajpa U kulate baby Praha Zizkov Praga

Praha, Zizkov, Rehorova

knajpa Tlusta koala Praha Senovazna

Praha, Senovazna

No i nie zapominamy o Martwym ptaku

piątek, 10 lipca 2015

Zadam taką zagadkę: co mają wspólnego Ossolineum, Wiedza Powszechna i Państwowy Instytut Wydawniczy? Oczywista odpowiedź "to szacowne wydawnictwa z wieloletnim rodowodem i zasługami dla polskiej książki" to jednak za mało. Dam zatem podpowiedź: a co mają ze sobą wspólnego Czytelnik, Iskry, Książka i Wiedza, Nasza Księgarnia, Wydawnictwo Literackie, Znak? Również są szacownymi wydawnictwami etc., ale mają cechę wspólną, dokładnie odwrotną niż pierwsza trójka. 

Otóż wydawnictwa z drugiej grupy prosperują (nie wiem czy w najlepsze), wydają i sprzedają książki ku chwale polskiej kultury. Jeżeli zaś chodzi o pierwszą grupę - cóż, Ossolineum funkcjonuje jako instytut naukowy, ale jako wydawnictwo zostało postawione w stan likwidacji w roku 2012, minister kultury za kilkaset tysięcy złotych wykupywał prawa do znaku towarowego, dziś działalność wydawnicza jest prowadzona przez Fundację Ossolineum. Wiedza Powszechna ogłosiła upadłość w roku 2011, dziś jego działalność jest kontynuowana przez prywatnego przedsiębiorcę Roberta Matysiaka (zapewne odkupił od syndyka rozmaite prawa). Państwowy Instytut Wydawniczy został postawiony w stan likwidacji w roku 2012... No właśnie. Jest w likwidacji od trzech lat, minister kultury przez cały ten czas zastanawiał się co zrobić z przynoszącym straty wydawnictwem. Nie wydaje się mniej zasłużony dla polskiej kultury niż Ossolineum (seria Biblioteka Narodowa!) ani bardziej niż Czytelnik i Wydawnictwo Literackie. Czymże więc można wyjaśnić histerię, jaka zapanowała wokół wizji, że likwidacja PIW-u zostanie zakończona (po trzech latach braku postępów)? Tym bardziej że zgodnie z ustawą o przedsiębiorstwach państwowych (tak, PIW działa w tej dość archaicznej formie) likwidacja polega na "zadysponowaniu jego składnikami materialnymi i niematerialnymi, o których mowa w art. 55[1] Kodeksu cywilnego, i wykreśleniu przedsiębiorstwa państwowego z Krajowego Rejestru Sądowego, po zaspokojeniu lub zabezpieczeniu wierzycieli." Zadysponowaniu, czyli ich sprzedaży lub przekazaniu innej instytucji, na przykład Bibliotece Narodowej czy Instytutowi Książki. 

Doprawdy, nie chcę nikogo skrzywdzić postawionym na wyrost niesłusznym zarzutem, więc nie napiszę co myślę o tych, którzy za wszelką cenę chcą "ratować" coś co nie działa dobrze i nie zanosi się by miało lepiej działać (złośliwi ludzie z branży mówią o PIW-e per "skansen"), a w innych rękach bynajmniej się nie straci możliwości kontynuowania tego, co wartościowe. Twierdzenie o "RATOWANIU KSIĄŻKI" jest - jak widać z powyższych przykładów - wierutną bzdurą i nie świadczy dobrze o intencjach "ratujących". I tak, rozumiem ewentualnie obawy pracowników, ale raczej przeszliby po prostu w nowe miejsce (a jeśli są cenni, to jeszcze by ktoś prosił żeby broń Boże nie wpadło im do głowy odejść).

Tagi: książka
20:04, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
środa, 08 lipca 2015

Idą wybory, te w sumie najważniejsze, bo od nich zależy kto będzie sprawował realną władzę i ustanawiał prawo. Kampania wyborcza jeszcze przed nami, ale już trwa festiwal propozycji na skuszenie wyborców świńskim jelitem wypchanym mięsem mechanicznie oddzielonym, w tym z etykietką "podatki", dziś trochę mną zatrzęsło kiedy przeczytałem o pomysłach "bez podatku poniżej trzydziestki" czy "obniżmy podatki tym którzy nie będą kantować pracowników", szczegóły w rządowych materiałach, postanowiłem więc pozbierać trochę pomysłów które plączą mi się po głowie. 

Moja niechęć do głosowania na Partię Obecnierządzącą jest znana i absolutnie nie maleje, wszystkich powodów nie będę tu wymieniał. Ich rywale znani z ław sejmowych nie są lepsi, mam oczywiście swoje awaryjne mniejsze zło, ale też w ostatnich latach moje jak zawsze niezależne poglądy zradykalizowały się nieco (zachowując umiar i tradycyjną dozę konserwatyzmu). Dlatego też z dużym zainteresowaniem i sympatią obserwuję inicjatywę znaną jako Partia Razem, oczywiście nie w każdej sprawie jestem z nimi zgodny, ale jeżeli chodzi o ogólne kierunki polityki podatkowej - jak najbardziej. 

Cóż więc można byłoby zrobić? Pomysły jakie mi chodzą po głowie to:
- wprowadzenie sankcji dla nieuczciwych pracodawców, tj. tych którzy udają że zawierają z pracownikami umowy inne niż umowy o pracę, polegające na pozbawieniu ich prawa do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodu wynagrodzeń wypłaconych osobom, z którymi należało zgodnie z art. 22 kodeksu pracy zawrzeć umowy o pracę; nie wyłącza to oczywiście wszystkich pozostałych obowiązków względem tych pracowników (to sprawa inspekcji pracy i sądów pracy), ale tego rodzaju bodziec podatkowy zmniejsza atrakcyjność sięgania po śmieciówki;
- wprowadzenie zakazu zaliczania do kosztów uzyskania przychodu świadczeń dla zarządów (i rad nadzorczych, bo czemu nie), zarówno wynagrodzeń (choć tu dopuszczam wyjątki na zasadzie o której będzie w następnym punkcie), jak i wszelkich innych świadczeń - samochodów, telefonów, sprzętu, przelotów, hoteli, reprezentacji... Jak spółka chce dowartościowywać swoich prezesów, to proszę bardzo, ale bez udziału podatników, niech akcjonariusze płaczą;
-  wprowadzenie motywacji do spłaszczania wynagrodzeń poprzez ograniczenie górnej kwoty wynagrodzenia, jaką można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu - np. jako ośmiokrotność najniższego wynagrodzenia wypłacanego w firmie,
- wprowadzenie ograniczenia zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków związanych z korzystaniem z samochodów - tu jednak wciąż się zastanawiam jak to mądrze ująć, żeby się nie okazało, że nie będzie można uznać za koszt wydatków na dowiezienie materiałów na plac budowy własną ciężarówką; kierunek nakreślony w tej nowelizacji uważam jednak niezmiennie za właściwy,
- koniecznie wprowadzenie sumowania wszystkich dochodów do opodatkowania - oczywiście problemem może być sytuacja w której ktoś akurat duże pieniądze zgarnie ze sprzedaży majątku, ale temu można częściowo zapobiegać przez wprowadzenie rachunków podatkowych, na których zostałyby zdeponowane takie znaczące wpływy, i do opodatkowania w danym roku przyjmowano by tylko kwoty faktycznie z takich rachunków wypłacane (podobne rozwiązania stosuje się w Stanach przy wygranych w totka, a przynajmniej w niektórych stanach)
- na zakończenie drobiazg z nieco innej beczki - utrzymywanie odliczenia na cele kultu religijnego wydaje mi się zbędne, nawet jeżeli ostatnio sam na nim skorzystałem, nie wiem tylko jak to wygląda w przypadku mniej licznych wyznań, ale wydaje mi się, że w statystykach Ministerstwa Finansów nie widziałem zbyt dużych kwot odliczanych z tego tytułu.  

Skupiłem się na podatku dochodowym, bo VAT jest przede wszystkim przedmiotem regulacji unijnych. Dorzucę jeszcze własną kontrę do rządowego pomysłu zwalniania z podatku wszystkich nasto- i dwudziestopluslatków - zamiast zwalniać im wszystkie dochody jak leci, wprowadziłbym zwrot podatku od wynagrodzenia z umowy o pracę za pierwsze dwa lata zatrudnienia (z limitem kwotowym, żeby nie zachęcać milionerów do prania dochodu przez bliższych i dalszych krewnych). 

To teraz zostało tylko wygrać wybory...

20:17, bartoszcze , Prawo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 lipca 2015

Jesteśmy po referendum, wynik był zgodny z przewidywaniami (i niezgodny z oczekiwaniami europejskich przywódców), w tej chwili jest chwilowy stan zawieszenia pomiędzy "eee, to Grecy mieli wychodzić z euro" a "to co, robimy coś?" (codename: pożar w burdelu). Zapewne jutro zaczną się na nowo rozmowy, w których wszyscy będą szukać formuły ucieczki do przodu, czyli jak zrobić, żeby było jak było, ale żeby to sprzedać, że jest inaczej. 

Śledząc z doskoku negocjacje z Grecją, próbowałem się dowiedzieć w czym tkwi istota problemu. Wygrzebałem w internecie ostatnie przedreferendalne stanowisko troiki, ostatnie przedreferendalne stanowisko Grecji (tak na 26 czerwca), wziąłem lupę i szukam. Bo trzeba pamiętać, że Grecy w negocjacjach nie unosili się honorem "nic wam nie damy", tylko szli dość mocno na zbliżenie (można by rzec, że narodowi na pohybel). Do porozumienia nie doszło, spróbujmy zobaczyć o co poszło, przynajmniej po kawałku. 

Więc najpierw może VAT. U nas, przypomnijmy, VAT obowiązuje w wysokości kolejno 23%, 8% i 3%. W Grecji najwyższa stawka również wynosi 23%, niższa 13%, a najniższa miała zostać obniżona z 6,5% do 6%. Kością niezgody były z jednej strony zakresy ich stosowania - troika żądała stosowania najwyższej stawki do odprowadzania ścieków oraz usług restauracyjnych, pozwalając jedynie na obniżoną stawkę na żywność "podstawową", Grecy chcieli utrzymania obniżonej stawki - a z drugiej strony bardzo specyficzna grecka instytucja polegająca na stosowaniu przez Greków obniżki VAT o prawie jedną trzecią na swoich licznych przecież wyspach (nie ma chyba w Unii drugiego tak wyspiarskiego państwa, Szwecja czy Finlandia wysiadają). 

W zakresie innych podatków doszukałem się między innymi greckiej niezgody na ściąganie w trakcie roku podatkowego od firm 100% zaliczek na podatek dochodowy (trudno mi powiedzieć co tu Grekami kierowało, skoro jednocześnie proponowali większą podwyżkę podatku dochodowego od firm i dodatkowo jednorazowy podatek specjalny w wysokości 12% od firm osiągających zyski powyżej pół miliona euro) oraz woli utrzymania preferencji dla rolników (odmowa wyeliminowania preferencyjnego opodatkowania rolników, utrzymanie dotowania oleju napędowego dla rolników), widzę też niejasne dla mnie gry wokół preferencji podatkowych dla armatorów. Strony zgodziły się na przegląd systemu zasiłków pod nadzorem Banku Światowego - przy czym troika oczekiwała znalezienia przy tym oszczędności na poziomie 0,5% PKB, a Grecy chcieli go reformować nie tnąc świadczeń (trudno się czyta propozycje odwołujące się do różnych innych dokumentów lub do pojęć, które zainteresowanym są świetnie znane, a postronnym - mniej). Trudne jest dla mnie do zrozumienia, czemu Grecy nie chcieli zrezygnować z dodatkowych 200 mln cięć w budżecie wojskowym (może chodziło o to, by nie powiększać bezrobocia wśród wojskowych?)

Widzicie jakieś istotne powody, dla których strony nie mogły się porozumieć? Ja nie. Widzicie jakieś istotne by oskarżać Greków i niechęć do reform? Ja nie. (Celowości referendum też w tej sytuacji zbytnio nie widzę). Ale też do końca zostało sporo, w tym między innymi sprawy emerytur, w których się jeszcze słabiej wyznaję.

Tagi: Grecja
00:03, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (2) »
czwartek, 02 lipca 2015

Jak niektórzy zapewne pamiętają, mierzę się w tym roku z wyzwaniem "przeczytam 52 książki w roku 2015" (ci co nie pamiętają mogą o tym więcej przeczytać tutaj, jeśli mają ochotę). Czytam aktywnie, acz bez zbędnego zadęcia, zadeklarowałem że będę składać kwartalne raporty z postępów. W pierwszym kwartale wyszło całkiem nieźle, bo 20 książek. A że właśnie się skończył drugi kwartał...

Znajomi z fejsa (tam wrzucam informacje że skończyłem kolejne książki, ale nie piszę jakie) wiedzą, że w czerwcu dość mocno hamletyzowałem "pewnie nie dam rady wyrównać wyniku pierwszego kwartału, a może jednak". I ostatecznie...

21. Alicia Gimenez-Bartlett, Puste gniazdo
22. Dorota Masłowska, Paw królowej /e/
23. Janusz Zajdel, Lalande 21185 /e/
24. Adam Pluszka, Mysz na młynku /e/
25. Jean-Noel Fenwick, Maria i Piotr Curie. Rad i... wielka miłość
26. Ziemowit Szczerek, Był sobie Polak, Rusek i Niemiec, czyli Historie z Europy B /e/
27. Janusz Zajdel, Prawo do powrotu /e/
28. Kristina Ohlsson, Niechciane
29. Janosch, Szczęśliwy kto poznał Hrdlaka
30. Terry Pratchett, Potworny regiment /p/
31. Fannie Flagg, Babska stacja
32. Marcin Przybyłek, CEO Slayer. Pierwszy raz /e/
33. Orhan Pamuk, Nazywam się Czerwień
34. Angela Bajorek, Heretyk z familoka. Biografia Janoscha
35. Marjorie Price, Dar z Bretanii
36. Alex Bellos, Futebol. Brazylijski styl życia /e/
37. Kazimierz Brakoniecki, W Bretanii
38. Polina Daszkowa, Rosyjska orchidea
39. Lee Child, Poszukiwany

...nie dałem rady. Pewnie gdybym nieco inne lektury dobrał lub inną kolejność czytania, to byłoby inaczej, mam zaczętych nie mniej niż pięć kolejnych książek - ale wakacje za pasem, więc nie cisnąłem za mocno z książkami załadowanymi już do czytnika, w podróż samolotem lepiej nie zabierać zbyt wiele tomów papierowych.

Jak myślicie, czy w trzecim kwartale dam radę przeczytać 20... a co najmniej 19... 

środa, 01 lipca 2015

Z tymi współczesnymi wyjazdami to jest kram: zabiera człowiek cyfrowe aparaty (konwencjonalne czy w telefonach), po czym nielimitowany kliszą tłucze zdjęcia bez opamiętania. I potem przychodzi - jak kac po imprezie - ta ciężka chwila, w której trzeba przejrzeć te wszystkie wykonane zdjęcia.

Urlop za pasem, za trzy tygodnie powinienem być nad morzem. Wolę nie myśleć ile takich widoczków się uwieczni, choć okoliczności przyrody na pewno będą inne (zimowej plaży musiałbym szukać na Ziemi Ognistej). 

Gdynia promenada luty

Nie powiem Wam ile zdjęć przeglądałem dziś wieczorem żeby wybrać to jedno.