Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
sobota, 28 lipca 2018

Poranek przyniósł wieść - wcale nie zaskakującą zważywszy na rockandrollowy życiorys, wiek oraz publicznie znany stan zdrowia i emerytury - o śmierci Kory. Zupełnie nie zaskakujący był wysyp świeczek, łezek i osobistych wspomnień - z dużym zróżnicowaniem wspominanych piosenek, ktoś określił to jako życiowy Sukces - ale w dziwną stronę odpłynął Twitter, gdzie rozszalała się (na tyle że do mnie odpryskami docierała) burza o to, kto jak powinien wspominać Korę w świetle jej ujawnionych poglądów na aktualną rzeczywistość polityczną... I jakoś mnie to zmotywowało.

Bo nie chcę się poddać politycznemu zawłaszczaniu. Kora to Maanam. Maanam to... muzyczny ocean. Na tym oceanie bywają przepiękne wyspy, i przypomnę dziś pięć takich najbardziej moich.

Zaczniemy od Szarych miraży, bo one jakoś pierwsze gdzieś utkwiły w zakamarkach młodego mózgu, zbyt młodego by ogarnąć całość utworu, ale refren powtarzałem, na ile język potrafił za Korą nadążyć.

Jeśli chodzi o Kreona, to mam nieodparte wrażenie, że jego z kolei poznałem w telewizji. Brudny realizm teledysku przytłaczał wtedy wszystko (zwłaszcza w kontraście z innymi teledyskami dostępnymi w Telewizji Polskiej), więc mam wrażenie, że poważnie wsłuchałem się w niego dopiero parę lat później na obczyźnie. Były to czasy...

...kiedy każdą kasetę, jaką kto miał w okolicy, wszyscy pracowicie kopiowali na dwa magnetofony, a potem zajeżdżali na amen. Akurat z Maanamu mieliśmy do dyspozycji właśnie Mental Cut, i wtedy definitywnie wsiąkłem też w Lucciolę

"Raz-dwa-raz-dwa" kojarzy mi się jako kawałek, który uwielbialiśmy śpiewać. Może dlatego, że tekst był taki prosty, wydawał się nie zawierać treści niejasnych dla młodych głów, i taki nieobszerny, nie trzeba się było skupiać na zwrotkach. 

Najpiękniejsza wyspa była na początku jedną z wielu ciekawych. Dopiero z biegiem lat zacząłem doceniać każdy drobiazg, a i ekspresja ostatniego powtórzenia refrenu przenika człowieka po ostatni nerw. Krakowski spleen, stańmy z nim jeszcze raz na raz.

Nie pytajcie tylko te, a inne nie. I tak nie miałbym siły odpowiedzieć.

wtorek, 24 lipca 2018

Obywatelu! Polaku!! Patrioto!!!

Co Ty zrobiłeś dla powstrzymania demontażu i demolki demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej?

Jeśli nie wiesz, co to takiego, przeczytaj artykuł 2 Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Do końca.

Tagi: prawo
08:40, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 23 lipca 2018

Powinienem zacząć od tego, że niezapomniany jest smak wiejskiego chleba zjadanego na wakacjach, ale ta retoryczna figura byłaby zwyczajnie nieprawdziwa. Nie pamiętam bowiem w zasadzie* smaku tego chleba, niezależnie od tego w jakiej wsi był kupowany i jedzony. 

Zdecydowanie lepiej pamiętam - z lat 80-tych i co najmniej wczesnych 90-tych - zawsze istotny problem, czy ten chleb uda się dostać. Będąc w trasie chleb kupowało się nieco na zapas i intensywnie zastanawiało, czy w następnej wsi będzie sklep, w jakich godzinach będzie czynny i czy tego chleba w sklepie wystarczy, żeby go kupić wtedy gdy dotrzemy. Na wakacjach pobytowych problem był nieco mniejszy, sprowadzał się głównie do tego, czy i o której ten chleb przywiozą (nie zawsze we wsi była/jest piekarnia), przy czym przyznam szczerze, że nie pamiętam, jak ten problem był rozwiązywany, kiedy w deszczowe lato zerwało most na rzece poniżej sklepu, za młody byłem.

Pamiętam natomiast, jak się po ten chleb chadzało do sklepu i stawało w kolejce. Kolejki stały wtedy dwie - jedna po chleb, druga dla tych co tylko coś innego, ta po chleb stała po ścianą, a potem po schodach i na zewnątrz. Aż w końcu pod sklep podjeżdżała furgonetka z piekarni, i nastawał najfajniejszy moment: starannie odliczona ilość bochenków wędrowała żywym łańcuchem z rąk do rąk, zwykle po dwa naraz złożone spodem. I nikomu, panie, nie przeszkadzało, że ręce podających nie były w rękawiczkach jednorazowych, zdezynfekowane czy w inny sposób zgodne z HACCP (a jeśli komuś nawet, to jakoś to musiał przeżyć, albo jechać do sąsiedniej wsi do piekarni), sam czasem się łapałem do takiego łańcucha.

*pamiętam, że raz na obozie jak poszliśmy pomagać w gospodarstwie, to niesamowicie smakowały mi kanapki jakie dostaliśmy w zamian za tę pomoc, ale po pierwsze to było po robocie, a po drugie były z pomidorem; ale ich smaku, to tak naprawdę nie pamiętam  

Tagi: lato XX wiek
11:38, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
niedziela, 15 lipca 2018

12 lipca, 07.23

Teraz właściwie sobie w pełni uświadomiłem, że kiedy parę minut przed końcem dogrywki chorwacki trener ściągał Modricia, to była to forma powiedzenia Anglikom "nie, nie macie już szans tego wyciągnąć". Teh final insult.

14 lipca, 23.30

Kiedy spojrzałem na skład Anglików przed meczem o trzecie miejsce, pomyślałem sobie "teraz tam już całkiem nie ma komu grać", i poza Dierem (oraz tradycyjnie wrzucającym Trippierem) faktycznie nie było. Z drugiej strony tymczasem Czerwone Diabły przebrały się w żółte koszulki i szczerze żałowałem, że nie założyli też brazylijskich spodenek, w każdym razie w brazylijskim stylu urządzili sobie Belgowie zabawę w wesołą kompanię Robin Hooda, ośmieszając Anglików okrutnie.

15 lipca, 19.50

To się w końcu musiało tak skończyć: Pani Fortuna musiała odebrać swoją dolę za tolerowanie tej chorwackiej dezynwoltury. I jak w greckiej tragedii*, musiało się to zdarzyć akurat wtedy, kiedy Chorwaci grali bodaj najpiękniej, nie przejmując się wmawianym im z wszystkich stron zmęczeniem. Bach! pechowy samobój po niesłusznie podyktowanym wolnym. Bach!! Pechowy karny, bo Perisic nie wiedział gdzie z rękami uciekać (a sędzia długo się naradzał nad decyzją). Później jeszcze dwa gole do których Francuzi się bardziej przyłożyli, ale ten Pogby to i tak dość szczęśliwe kopnięcie. 
Francja mistrzem, ale (jak w dowcipie) niesmak pozostał. 
I to już tak naprawdę koniec tego Mundialu. 

*czepił się ten frazeologizm, choć nic o tym w greckich tragediach nie pamiętam

środa, 11 lipca 2018

10 lipca, 19.58

Patrzę na składy Francuzów i Belgów, ważę w myślach koncepcje taktyczne, a potem głęboko wzdycham nad niewykorzystanym potencjałem gry Dembele przeciwko Dembele. 
Nie, to nie taki sam przypadek jak Boateng przeciwko Boateng.

10 lipca, 22.03

Chciałbym coś dobrego napisać o Francji, ale przychodzą mi na myśl tylko porównania do Grecji (mur i stay fragment), Islandii (obrona całą drużyną) czy Portugalii (obrona całą drużyną plus wkurzanie przeciwnika). I co z tego że okazjonalnie przyspieszał Griezmann, Kante czy Mbappe, przyspieszanie Hazarda było co najmniej o klasę lepsze, nawet może lepsze niż Modricia. 

11 lipca, 21.14

Rzeczy fascynujące w tym meczu:
- dezynwoltura w grze Chorwatów
- miejsca, w których Rakitic idzie do pressingu, w szczególności na bramkarza
- sposób w jaki Szpakowski wymawia nazwisko TripPIER, jakby mówił o Francuzie, a nie Angliku.

11 lipca, 22.51

Na Chorwatów nie sposób patrzeć bez zadziwienia. Trzecia dogrywka z rzędu a biegają jak po wolnym losie. Im więcej się po nich człowiek spodziewa, tym bardziej grają nonszalancko, zachowując się w półfinale mundialu jakby byli na treningu, kopiąc piłkę jakby z myślą, że sama zaleci we właściwe miejsce. Spokojnie mogli i powinni byli wygrać w regulaminowym czasie, wysnułem w pewnej chwili teorię, że sam mundial jako taki już ich po prostu nudzi i celują w wygranie wszystkich meczów fazy pucharowej po karnych. 
A w pewnej chwili włączają drugi bieg i wtedy są bezdyskusyjnie najwspanialszą drużyną na tym turnieju.

sobota, 07 lipca 2018

6 lipca, 18.03

Podchodziłem do tego meczu fatalistycznie, nie robiąc sobie zbyt wielkich nadziei, i to zanim się dowiedziałem, że Cavani nie zagra. Nie powinienem więc czuć wielkiego rozczarowania że Urugwaj odpadł, ale dlaczego, ach dlaczego, musiał odpaść po takim farfoclu Muslery? Ten rok jakąś klątwą Kariusa jest obłożony.
I pamiętam, że po drugiej stronie boiska Lloris tak cudownie zapobiegł 1-1.

6 lipca, 22.48

Patrzyłem na bramkarzy. Na szalejącego w belgijskiej bramce człowieka-pająka, któremu obrońcy dawali zdecydowanie zbyt wiele okazji do wykazania się (nawet jeśli drugie tyle strzałów zablokowali, a trzecie tyle poszło górą), ale to było łatwe. Po drugiej stronie boiska stał Alisson, dotąd w turnieju zbytnio nie niepokojony, raz tylko pokonany; w tym meczu Belgowie oddali trzy celne strzały , dwa obronił bez wysiłku, w trzeciej próbie de Bruyne znakomicie wykorzystał Marcelo jako ruchomą zasłonę i strzelił przy słupku że Papin by się nie powstydził. Przy kornerze i przedłużeniu piłki przez Kompany'ego Alisson nie miał szans z samobójem, aczkolwiek jestem ciekaw co by było gdyby to przedłużenie doszło do Witsela. W każdym razie szkoda, że nikt go porządnie nie sprawdził.

7 lipca, 19.12

Lubię Anglików. Nieprzesadnie, ale lubię. Nie zmienia to faktu, że nie ulegam czarowi angielskich nazwisk piłkarzy (nawet jeśli nie brzmiią one w sposób tradycyjnie angielski). Oglądając jak grają przeciwko Szwedom, zachodziłem w głowę, jak ci Szwedzi dali radę dojść aż tak daleko (eliminując tyle renomowanych ekip), skoro byli bezradni wobec mało kreatywnych Anglików. Swoistym podsumowaniem był klocowaty Maguire udający momentami rozgrywającego, jeśli nie skrzydłowego, którego Szwedzi nie potrafili ograć, choć powinni byli ośmieszyć.

7 lipca, 23.29

Droga od nieba do piekła jest krótka. Fernandes w dogrywce dał Rosjanom karne, a potem pozbawił ich awansu nie trafiając w bramkę. Akinfiejew obronił jedenastkę Kovacicia, ale na tym skończyło się jego rumakowanie, karny Modricia pofrunął od jednej bocznej siatki do drugiej. Rosjanie nie mogą jednak narzekać, bo w ten sam słupek przymierzył wcześniej Perisić, tylko piłka wtedy wzdłuż linii bramkowej wyszła w pole.
Chyba że to była przeciwna bramka.

piątek, 06 lipca 2018

30 czerwca, 11.17

Trochę żałowałem, że Kolumbia wygrała naszą grupę. Gdyby skończyła na drugim miejscu, to w górnej połówce drabinki byłyby 4 drużyny południowoamerykańskie, z teoretyczną szansą na awans wszystkich 4 do ćwierćfinałów. Z kolei w dolnej połówce do 7 drużyn europejskich... mogliśmy dołączyć jako ósma i zrobić sobie małe Euro. Zwłaszcza że zagralibyśmy z Anglią.

1 lipca, 18.15

Cudowny w swej złośliwości tweet:
Don't cry 4-3, Argentina.

2 lipca, 17.08

Zaczynam poważnie żałować, że nie znalazłem na satelicie niemieckiej telewizji publicznej. Nie, nie chodzi o protesty polityczne ani o narodowe reklamy, tylko o komentatorów. Polscy podniecają się, że Ney-MAR (akcent jak w TVP) CUDOWNIE GENIALNIE wbił piłkę do bramki wślizgiem. Niemieckich bym też zrozumiał, niestety.

3 lipca, 22.15

Imponuje mi Yerry Mina. Po czterech meczach ma tyle samo strzelonych bramek z gry (czyli wszystkie bez karnych), co Harry Kane. Chciałbym go zobaczyć w parze z Bednarkiem, też mi chłopak się podoba. 

czwartek, 05 lipca 2018

Wczoraj popołudniu doszło do tzw. zaciemnienia Wikipedii. Polega to na tym, że gdy otworzymy dowolne hasło, to po chwili następuje przekierowanie do strony zawierającej "Stanowisko wikipedystów w kwestii dyrektywy o prawach autorskich". A że temat ten śledzę od pewnego czasu, to załamałem nieco ręce i postanowiłem na tym przykładzie pokazać, w jak ślepe uliczki brnie dyskusja na ten temat. 

Ponieważ oświadczenie wkrótce zapewne zniknie, będę analizował jego tekst fragmentami.

"5 lipca 2018 Parlament Europejski zdecyduje w głosowaniu, czy propozycję dyrektywy dotyczącej praw autorskich wystarczy procedować przez odpowiednią komisję, czy należy ją przegłosować plenarnie. Jeżeli nastąpi to pierwsze, a proponowana dyrektywa zostanie przyjęta w brzmieniu zaakceptowanym przez komisję JURI, otwartość Internetu będzie poważnie zagrożona."

Oznacza to w pewnym skrócie: przez ostatnie 20 miesięcy komisje Parlamentu obradują nad projektem wniesionym przez Komisję Europejską. Komisją wiodącą jest komisja prawodawcza (JURI), swoje propozycje zgłosiły też inne komisje, 29 czerwca komisja JURI przekazała swój finalny projekt (ilość naniesionych poprawek liczy się w tysiącach), a zatem pytanie brzmi: czy półtora roku pracy miało znaczenie, czy zaczynamy od nowa. O "zagrożeniu otwartości Internetu później", bo na razie to tylko hasło.

"Aktualna treść dyrektywy nie aktualizuje prawa autorskiego w Europie i nie promuje uczestnictwa w społeczeństwie obywatelskim."

Gdyż - uwaga - dyrektywa dotyczy praw autorskich na jednolitym rynku cyfrowym i będzie jedną z wielu dyrektyw unijnych dotyczących prawa autorskiego. Czyli jest to zarzut typu "zmieniacie zasady opieki nad dziećmi, a nie wprowadzacie małżeństw jednopłciowych". 

"a zagraża wolności online i tworzy przeszkody w dostępie do Sieci. Wprowadza nowe ograniczenia, filtry i restrykcje."

Jest to co do zasady nieprawda, chyba że przez "wolność online" ktoś rozumie prawo do naruszania cudzych praw autorskich. Jest to dość intrygujące w świetle zasad Wikipedii, która przestrzega cudzych praw autorskich. Dyrektywa w ogóle nie zajmuje się dostępem do sieci, a "ograniczenia i restrykcje" jakie wprowadza, to zakaz zarabiania na cudzych tekstach prasowych bez zapłacenia wydawcom tych tekstów oraz środki mające zablokować zarabianie na cudzych utworach (w praktyce na piosenkach, filmach i serialach). O "filtrach" później.

"Jeżeli propozycja zostanie przyjęta w obecnej formie, dzielenie się wiedzą encyklopedyczną w sieciach społecznościowych, czy znajdowanie artykułów w wyszukiwarkach może nie być możliwe. Wikipedia także będzie zagrożona."

Zapomnieli dodać, że encyklopedie internetowe (takie jak Wikipedia) i ogólnie projekty niekomercyjne (w tej wersji projektu, która została przekazana Parlamentowi pod głosowanie) są wyłączone spod dyrektywy, a przynajmniej spod tych postanowień, które najgłośniej zwalczają. Co mieli na myśli o znajdowaniu artykułów w wyszukiwarkach... dalibóg, ciężko zgadnąć.

"Przeciw propozycji już zdecydowanie sprzeciwiło się ponad 70 programistów, w tym także twórca sieci, Tim Berners-Lee, 169 naukowców i badaczy, 145 organizacji zajmujących się prawami człowieka, wolnością słowa, badaniami naukowymi, a także branża technologiczna, Wikimedia Foundation, organizacja non-profit, która opiekuje się, między innymi, tą darmową encyklopedią."

70 programistów to faktycznie ważny głos, przepraszam za ironię. Nawet jeśli wśród nich jest TBL, który ostatnio przyznał, że jest załamany tym, jak internet nie działa tak jak sobie wymyślił 30 lat temu. Ale wróćmy do meritum.

"Z tych powodów polskojęzyczna Wikipedia zdecydowała się na zaciemnienie wszystkich swoich stron na 24 godziny (do godz. 15.00 5 lipca 2018). Chcemy nadal oferować darmową, otwartą, społecznościową encyklopedię opartą na weryfikowalnych źródłach"

W czym nowa dyrektywa nijak nie przeszkadza: ani w części dotyczącej oferowania encyklopedii, ani oparcia jej na weryfikowalnych źródłach. 

"Wzywamy wszystkich członków i członkinie Parlamentu Europejskiego, aby głosowali przeciwko zawężeniu procedowania dyrektywy do dedykowanej komisji, aby w trakcie dyskusji plenarnej wrócono do rozmów i rozważono liczne propozycje zmian, pochodzących między innymi od organizacji ruchu Wikimedia"

Czyli aby wyrzucić do kosza półtora roku pracy, bo projekt po rozważeniu setek propozycji nie jest zgodny z oczekiwaniami jednej organizacji (w której działalności akurat dyrektywa nijak nie będzie przeszkadzać).

"aby usunięto artykuły 11 i 13"

I tu okazuje się być pies pogrzebany. Artykuł 11 wprowadza prawo wydawców do uczciwego i proporcjonalnego wynagrodzenia za używanie  w formie cyfrowej opublikowanych przez nich tekstów (jak wyżej - żeby ktoś za darmo nie zarabiał na cudzych prawach). Nikt nie wspomniał o tym, że zastosowanie będą mieć zasady dozwolonego użytku, ani że wyraźnie podkreślono prawo do prywatnego i niekomercyjnego korzystania z publikacji, ani wreszcie że (dla uniknięcia przesadzonych wątpliwości) wyraźnie zapisano w projekcie, że wynagrodzenie nie należy się za umieszczanie linków (powszechnie i myląco o artykule 11 pisano jako o wprowadzającym "podatek od linków" i wielu ludzi w to rzeczywiście uwierzyło, że będzie musiało płacić, jak chcą umieścić linka na stronie). Artykuł 13 z kolei nakazuje, że "platformy", na których użytkownicy umieszczają pliki zawierające treści chronione prawem autorskim (piosenki, filmiki, obrazki, teksty, programy...), mają obowiązek zapewnić, że nie będzie to naruszało praw autorskich osób uprawnionych (biorąc pod uwagę, że Wikipedia nie zamieszcza takich plików, to można sobie zadać pytanie jak to miałoby Wikipedii przeszkadzać). Nie ma jednak informacji, jak bardzo w finalnym projekcie zabezpieczono zwykłych użytkowników sieci przed ewentualnymi nadużyciami (bo nie pasowałoby do konceptu "zagrożeń", nieprawdaż?) - zakazano co do zasady filtrowania całości treści, nakazano ograniczenie mechanizmów ochronnych do tego, co zgłoszą osoby posiadające prawa autorskie, wprowadzono obowiązek wykazania przez zgłaszających, że posiadają prawa autorskie do utworów nielegalnie zamieszczonych, zagwarantowano kontrolę sądową... Wiedzieliście o tym? No właśnie, ciekawe dlaczego w komunikacie Wikipedii (pardon: wikipedystów) o tym nie napisano.

"jak i aby poszerzono wolność panoramy na całą Unię Europejską"

Abstrahując od zasadności postulatu, jest to znów żądanie "skoro zajmujemy się regulacją uprawy ziemniaków, to wprowadźmy wolność uprawiania konopi".

"i poddano domenę publiczną większej ochronie"

Oraz żeby było ogólnie fajnie (bo inaczej zamkniemy Wikipedię).

Generalnie zamiast przekazywać rzetelną informację, to tym komunikatem Wikipedia szerzy ciemnotę. Smutne.

PS Dla zaciekawionych faktami:
- ostatni projekt z 25 maja 2018 roku (tylko w formacie PDF)
https://eur-lex.europa.eu/legal-content/EN/TXT/?uri=consil:ST_9134_2018_INIT
- ostateczne propozycje poprawek z 29 czerwca 2018 roku, przedłożone Parlamentowi
http://www.europarl.europa.eu/sides/getDoc.do?type=REPORT&mode=XML&reference=A8-2018-0245&language=EN#title2