Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
środa, 30 września 2009

Podczas czeskiego urlopu, któregoś wieczora zdarzyła się solidna burza, która aż spowodowała przejściowe wyłączenie światła. Generalnie dość szybko prąd został przywrócony, ale oświetlenie drogi nie działało chwilę dłużej. I następnego wieczora wyszedłem jak zwykle z psem na spacer, przeszedłem kilkadziesiąt metrów drogą, aż wyszedłem z kręgu światła rzucanego przez lampę przed pobliskim domem. Zerknąłem w górę, jakoś tak ot sobie. Widok był zniewalający. Nie pamiętam, kiedy poprzednio widziałem naraz tyle gwiazd (pewnie kiedyś w góach w ubiegłym tysiącleciu). Niebo (bezchmurne) było niemal idealnie czarne, widoku nie zakłócały światła latarni, a i w większości domów pogaszono już tak wewnątrz, jak i na podwórzu. Aż kazałem żonie na chwilę wyjść z domu, żeby to zobaczyła.

Wróciłem do domu z urlopu i zaraz trafiłem w GW na tekst o Sopotni, którego ważną część stanowi opowieść o wprowadzaniu w Sopotni idei "ciemnego nieba". Pomysł, żeby na część nocy wyłączać latarnie, przypadł mi całkiem do gustu (nawet się zastanawiałem, czy nie można by wyłączać wcześniej, ale w końcu te latarnie są dla ludzi, żeby byli w stanie do domu wieczorem trafić). Przy okazji jest to na pewno źródło niemałych oszczędności (w Vattenfallach w tym miejscu robią się nerwowi:))

Nieopodal mojego domu, od roku trwała przebudowa drogi (ciekawe kto to wychodził w urzędzie miasta, łach jeden), którą od momentu wprowadzenia się zapamiętałem jako uroczą gruntówkę, z jednej strony starannie obramowaną chaszczami. W miejscu chaszczy rosną płoty i domy, a gruntowo-szutrowa droga zamieniła się w elegancką (no, powiedzmy) asfaltówkę, z chodnikiem i rzędem słupów oświetleniowych. W zeszłym tygodniu latarnie rozbłysły (termin oddania się zbliża), że jest jasno niczym na autostradzie (droga jest ewidentnie boczną, a jaśniej tam niż na głównej przelotowej, na którą wychodzi). Zwłaszcza jesienią, w pochmurną noc chodziło się tam choć oko wykol. Ale mnie się to podobało, bo i na gwiazdy się miło patrzyło, a teraz jest jasno i.. obco jakoś. Jeszcze bardziej mi tego będzie brakowało w zimie, bo uwielbiam efekt rozjaśnienia okolicy nikłym światełkiem odbijanym przez śnieg, w świetle latarni nie da się tego ani trochę zauważyć.

Jestem zdania, że należałoby przekonać władze miejskie do przyłączenia się do akcji "Ciemne niebo". Jak nie zadziała argument ekologiczny, to może choć ekonomiczny? Nawet jeśli nie będę z tego bardzo korzystał, bo z psem jednak wychodzę przed północą.

Hmmm, wcześniej promowałem akcję "Jeździmy bez świateł", teraz "Ciemne niebo". Normalnie na jakiegoś fotofoba wychodzę:))

 

20:31, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 września 2009

Miałem napisać o Romanie P., ale już wszyscy o nim piszą i mówią, więc nie chce mi się mielić tego samego o zbiorowym amok, jaki opanował niektóre środowiska z filmowcami na czele. Zajmę się więc inną celebrytką, Weroniką M.-P., byłą żoną Cezarego Pazury:) (wiem, że zezwoliła na publikację personaliów, ale nie umiałem sobie odmówić użycia tej formuły), zatrzymanej za mniemane przyjęcie łapówki. O istocie sprawy, winie, sensowności łapówki rozmyślać nie zamierzam - skupię się na pewnych niuansach związanych z tym, że bohaterka notki jest radcą prawnym (achhh, koleżanka po fachu..).

Zacznę od nieautoryzowanej wersji zdarzeń, która jako pierwsza pojawiła się w mediach. Nie bardzo wierzę w to, że pani mecenas M.-P. przez pół roku obsługiwania agenta CBA, w dużej bądź co bądź sprawie, nie uzyskała kompletu dokumentów firmowych (przedstawił podrobione zaświadczenie o wpisie do ewidencji?). Jeszcze bardziej nie wierzę, żeby pani mecenas nie zadbała o podpisanie kontraktu na taką sprawę (no chyba że jako celebrytka takim duperelami jak zagwarantowanie sobie wynagrodzenia za duża robotę, już się nie przejmuje). O ile wersję z prezentem jestem gotów kupić, to tej reszty już nie bardzo (ale kto wie, kto wie, jak się było żoną Czarka  "Przepraszam, to nie Pani została Miss" Pazury..)

Ale żeby było fajniej, to dzisiaj pojawiła się wersja oficjalna, sprzeczna z nieautoryzowaną i jak dla mnie jeszcze zabawniejsza. Może ja jestem tylko prostym, prowincjonalnym prawnikiem, ale dla mnie pomysł, żeby 100 tysięcy złotych oficjalnego wynagrodzenia (bo przecież chyba miało być grzecznie zafakturowane i opodatkowane?) przekazywać w torebce, to pomysł śmiechu warty. Nawet jeśli to torebka z napisem Armani. Pomijam taki drobiazg, że przy kwocie powyżej 15 tysięcy euro zgodnie z art. 22 ust. 1 ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, należało dokonać zapłaty przelewem. Chyba piarówka za dużo kombinowała, zamiast zostawić fachowe sprawy fachowcom. Albo też wersja oficjalna to tylko chwilowy PR.

W każdym razie na kolejne odsłony opowieści "Agent i jego prawnik" czekać będę z pewną taką niecierpliwością.

20:55, bartoszcze , Prawo
Link Komentarze (3) »
niedziela, 27 września 2009

Oglądałem sobie dzisiaj jeden z meczów Mistrzostw Europy kobiet w siatkówce. Jedna z drużyn grała w składzie: Rybaczewski, Szewczyk, Lozancic, Bauer, Faesch, Ortschitt. Jaka to mogła być drużyna, sądząc po nazwiskach zawodniczek?

Podpowiedź: oglądałem mecz Francja-Niemcy.

Każdy kibic siatkówki wie, że była to oczywiście drużyna Francji:)

Dobra: wiem, odrobinę naciągnąłem. Wpuściłem Ortschitt w miejsce Lienard, podczas gdy tak naprawdę wchodziła w miejsce Szewczyk. Severine Szewczyk, gdyby ktoś pytał.

A nasze siatkarki - cóż, na razie bliżej im do Hiszpanii niż do Holandii. Brakuje ognia. Ale to temat na odrębną, szerszą notkę, albo i dwie.

19:51, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 września 2009

Dzięki temu, że Matka przed wieloma już laty bardzo polubiła świeże figi, Junior miał okazję podjąć bohaterską próbę przekonania się, czy są one jadalne. Bohaterstwo zostało wynagrodzone:) bo okazało się rychło, że Junior figi bardzo lubi (to znaczy lubi tylko mnóstwopesteczkowy miąższ, a skórkami - też słodkimi - dzieli się z Matką:)).

Ciepłe uczucia dla fig musiały się skończyć obdarzeniem ich jakąś pieszczotliwą, zdrobniałą nazwą. Jakoś najbardziej przychodzą na myśl rozmaite figusie i figunie (chociaż bardziej to przypomina zdrobnianie imienia zwierzęciu). Junior nie poszedł na taką łatwiznę i poprosił o fidżkę.

Szkoda, że sezon na fidżki taki krótki (a dostępność u nas ograniczona).

 

figi, figi, słodkie świeże figi

19:43, bartoszcze , Junior
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 września 2009

Jednym z naczelnych zarzutów wobec Beenhakkera było pomijanie jednych zawodników i nieuzasadnione forowanie innych. Zobaczyłem dzisiaj listę powołań selekcjonera Majewskiego na mecze z Czechami i Słowacją. I tak sobie pomyślałem - gdyby Beenhakkeer powołał do kadry Dudka, Polczaka, Pawelca, Piszczka, to drwinom z lewelasów i sugestiom o pozasportowych przyczynach tych powołań nie byłoby końca. A teraz jest nowy (nie piszę lepszy) trener, o epigoństwo nie podejrzewany, i...

PS. [UZUPEŁNIENIE] Właśnie przeczytałem uzasadnienie wyboru bramkarzy, podane przez trenera Młynarczyka:
"dlaczego pominięto Boruca kosztem Jerzego Dudka, Wojciecha Kowalewskiego i Sebastiana Przyrowskiego. - Po długich rozmowach wybraliśmy trzech rutynowanych, odpornych na stres bramkarzy."
Mam nadzieję, że Przyrowski będzie ćwiczył odporność na stres na trybunach. Ale generalnie jest coraz śmieszniej i coraz..

15:51, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (8) »
czwartek, 24 września 2009

Wstąpiłem dzisiaj po parę drobiazgów do hipermarketu. Skręciłem tam na chwilę na dział z książkami, żeby coś sprawdzić. I wtedy nastąpił ten magiczny moment, w którym dostrzegamy coś wartego zapamiętania.

Nad półkami z książkami były wielkie napisy określające, czego możemy w danym miejscu szukać (normalka). Mózg zarejestrował jednak podświadomie, że część półek opisana była przz wskazanie czytelnika docelowego. Była więc półka MALUCH, DZIEWCZYNKA, CHŁOPIEC i NASTOLATKA. I tyle. Starannie obszedłem wszystkie półki czytając napisy nad nimi - pozostałe kategorie były wyłącznie tematyczne (lektury, kulinaria, albumy etc.). No i tak zastanawiam się nad tym jakże nieistotnym problemem - co przyświecało autorowi klasyfikacji, kiedy uznawał, że istnieją osobne książki dla chłopców i dziewczynek, ale dla nastolatków płci męskiej już nie? Nie, to nie problem dyskryminacji:) po prostu mnie dziwi. Ale w końcu to hipermarket..

20:11, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
środa, 23 września 2009

W Trójce urządzili dziś zdaje się urodzinowy dzień specjalny. 60-te urodziny obchodzi legenda rocka - Bruce Springsteen, "The Boss". W pewnych okolicznościach przyrody polubiliśmy się swego czasu nieco, więc przyjąłem tę inicjatywę z sympatią:) Zagrane na rozgrzewką popołudniową Human Touch przyjąłem spokojnie (zresztą byłem skupiony na pewnych dość pilnych czynnościach) i nie usłyszałem nawet, co zapowiedziano jako następny utwór okolicznościowy. Ale kiedy popłynęło z głośnika, postawiło mnie na baczność.
Z tą piosenką poznaliśmy się ze dwie dekady temu. Nie umiem już powiedzieć, jak w moje ręce trafiła składanka przebojów Bossa; była mocno zróżnicowana stylistycznie (takie od sasa do lasa), był tam i Born in the USA, i Dancing in the Dark, i Darlington Country, i Nebraska, i moje ulubione Down' Bound Train. Ale najsilniej zapadła mi w serce i pamięć piosenka wciśnięta na sam koniec którejś ze stron kasety, nawet nie dograna do końca (nie mieściła się, więc piraci skrócili ją do połowy). Harmonijka tworzy klimat, gitara lekko podaje rytm, a Springsteen maluje banalną historyjkę chłopaka z małego zakątka, mającego swoją małą wyśnioną odskocznię od wszystkiego. Wszystko proste, a całość przesycona tym nieuchwytnym spoiwem, które skleja banalne elementy w arcydzieła. I pomyśleć, że też ma już 30 lat:)
Ladies and Gentlemen, a może lepiej girls and boys: down to The River we ride.

18:01, bartoszcze , Kult-ura
Link Komentarze (3) »
wtorek, 22 września 2009

Właśnie przeczytałem, że zarząd PZPN - jako że istnieją jeszcze matematyczne szanse awansu na MŚ'2010 - rozważa przesunięcie terminu jednej kolejki Ekstraklasy, tak aby dać więcej czasu reprezentacji na przygotowanie do meczów z Czechami i Słowacją.

Pamiętam, że na układanie kalendarza pod potrzeby reprezentacji naciskał Raul Lozano. Ciekawe, czy podobny pomysł powstałby w PZPN, gdyby kadrą dowodził nadal Beenhakker, ba! jaka byłaby reakcja, gdyby spróbował coś podobnego zaproponować. Pytanie jest bez odpowiedzi, bo jej już nigdy nie poznamy, możemy co najwyżej snuć własne przypuszczenia. Ja śmiem wątpić.

A tak swoją drogą, to gdyby wygrać w Pradze, gdyby Słowacy wygrali ze Słowenią, zapewniając sobie pierwsze miejsce, i rozprężeni radością odpuścili nam mecz w Chorzowie.. - nie wiem, jak bym się czuł, gdyby się okazało, że odpadamy, bo Słoweńcy w 90 minucie strzelą San Marino jeszcze jedną, rozstrzygającą bramkę. To znaczy wiem, ale nie powiem, bo po łacinie bym musiał mówić.

20:43, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 21 września 2009

Przeczytałem dzisiaj wywiad z nowym selekcjonerem. Kilka wypowiedzi ubawiło mnie setnie:
"Nie wyobrażam sobie, by [reprezentanci] przyjechali na zabawę. Ich zaangażowanie i to, co pokażą na boisku, ocenią kibice. Żaden mecz reprezentacji nie jest bez znaczenia. Czy zostanę na stanowisku, czy przyjdzie ktoś inny, ci zawodnicy dalej będą grać dla Polski. Muszą sobie z tego zdawać sprawę. To nie jest tak, że piłkarzowi wszystko wolno. On musi wiedzieć, co robi i musi za to odpowiadać i ponosić konsekwencje."

No. Czyli magiczna siła Stefana Majewskiego kopaczy piłki w aniołów przerobi. Kiedy wizja wyjazdu na Mundial nie zadziałała ani trochę. Ale może po prostu Stefan Majewski się zna, i wie, że Rafał Stec ma rację.

Ale jakby co, pamiętajmy:
"Zawodnicy mają umiejętności, nie zapomnieli, jak się gra w piłkę"
"Żadnych nazwisk nie podam. Muszę przejrzeć, kto w jakiej jest formie"

W jednym selekcjoner Majewski ma rację:
"Bez względu na to, co napiszą o mnie media, kadra zawsze miała, ma i będzie mieć kibiców."
I dlatego my, idioci, będziemy wierzyć, że reprezentacja potrafi zagrać dobrze (a matematycznie nadal podobno mamy jakieś szanse, jeżeli Mars stanie na drodze Wenus w 88 minucie meczu Słowenia-Słowacja* albo jakoś tak).

Całość powoduje u człowieka ludzki odruch nawet wobec funfla.

PS. Grzegorz Lato zamierza uczyć się od PZPS, jak zorganizować konkurs na selekcjonera. Biorąc pod uwagę, że konkurs PZPS był zorganizowany tak, żeby wygrał prezesowski kandydat Castellani, to trener Majewski ma pracę na lata. Chociaż gdyby miał rzeczywiście zostać Castellanim..

12:11, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (2) »
niedziela, 20 września 2009

Atakuje mnie ostatnio kampania reklamowa Lexusa, w której jednym z elementów jest promocja "leasing 101%" [uwaga z grudnia 2010 teraz jest po 105%]. Cóż. Lexus kojarzył mi się swego czasu jako auto luksusowe, z kategorii bliskiej Jaguarom. Już więc sam fakt, że auto tego rodzaju promuje się ceną, oznacza jego pauperyzację, staje się ono nie czymś luksusowym, ale kontrofertą dla wypasionych Passatów (dopłacisz tylko trochę i masz Lexusa). Luksus ma bowiem to do siebie, że się za niego odpowiednio płaci, a dla mniej majętnych zawsze zostaje "odrobina luksusu". Nawet w obecnym kryzysie akurat marki luksusowe trzymają się podobno znakomicie.

Nie umiem przy tym oprzeć się refleksji, że taka oferta finansowa albo zawiera haczyk w postaci "101% to jest tylko przy wpłacie własnej 70% lub podobnej", przez co jest podwójnie bez sensu (bo negatywny efekt marketingowy marki już został osiągnięty, a i tak jest formą oszustwa wobec targetu, który w salonie może się ewidentnie zniechęcić), albo sprzedawca solidnie dopłaca z własnej marży, bo koszt finansowania 1% jest nie do uzyskania na rynku (chyba że sprzedawca ma kredytowanie w walucie obcej, ale ryzyko kursowe też go wtedy w całości obciąża) - co po raz kolejny pokazuje, jak solidna jest taka marża (w końcu na luksusowych dobrach robi się luksusowe interesy).

Pozostaje mieć nadzieję (zakupu samochodu luksusowego nie przewiduję , a marki zawsze szkoda), że inni sprzedawcy nie pójdą tą drogą i nie zobaczymy wkrótce promocji "Porsche z rabatem 100 tys. zł" (salon Porsche mają mi wkrótce otworzyć w okolicy) ani "trzy Bentleye w cenie dwóch"..

Lexus GS 300, teraz taniej
(zdjęcie z serwisu www.privatefleet.com.au)

09:55, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3