Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
wtorek, 28 września 2010

Naród cały tak rozemocjonowany mundialem, systemem rozgrywek oraz celowością podkładania się lub nie podkładania, że najwyższy czas podejść do tego lajtowo i zrealizować notkę, do której poszczególne uwagi nasuwały mi się od czasu do czasu.

Spójrzmy zatem na siatkówkę nie od strony etycznej, lecz estetycznej. Z punktu widzenia piękna gry - przyznam, że męska siatkówka dostarcza więcej wrażeń, ponieważ zwykle gra toczy się szybciej, z większą dynamiką, a to w siatkówce element chyba najurodziwszy. W sumie jedyną ładną rzeczą, jaką może zaoferować siatkówka w wykonaniu pań, jest atak z obejścia, zwłaszcza w kombinacji (Azjatki robią to fantastycznie), w męskiej siatkówce chyba zbyt powolny; względnie czasem "pajp" (właściwie nie podoba mi się ta nazwa, i mam nadzieję, że używam jej po raz ostatni), grany jednak znacznie rzadziej.

Z mojego punktu widzenia nie ma natomiast porównania, jeśli idzie o doznania estetyczne związane z samymi uczestnikami gry. W przypadku panów mogę czasem docenić tatuaż (choć nie wydają się wyrafinowane), względnie kunszt fryzjera i brylantynisty, o tyle jednak - cóż tu kryć - siatkarki często prezentują widok fascynujący sam w sobie (pewnie mogłyby biegać i skakać choćby i bez piłki, a i tak by się oglądało). Tutaj nasuwa mi się jednak smutna refleksja, że nasza kadra narodowa obniża jednak loty. Kiedy bowiem patrzę na nowe zawodniczki w różnych drużynach (Włoszki! Holenderki!..), i porównuję z takimi nowymi polskimi siłami jak Kosek, Zaroślińska czy Okuniewska, to wzdycham smutno za Skowrońską i rozważam klonowanie Barańskiej (panie wybaczą, że tak po nazwiskach, ale teza się obronić musi). Analizę, czy Kurek jest bardziej ciachem od Bartmana, jako nie dość kompetentny pozostawiam innym:)

A przy okazji uwaga dodatkowa, związana z realizacją transmisji z meczów siatkarskich. Świecką tradycją stało się już, że operatorzy kamer w przerwach między akcjami lustrują nieustannie widownię i wynikami tej lustracji od czasu do czasu dzielą się z telewidzami. Czasem ich uwaga padnie na interesujące kibicowskie przebranie, nietypowego kibica, wielką flagę, ale najczęściej oko kamery wyłapuje widzów atrakcyjnych wizualnie (ciekawe, co zrobiłby na ich miejscu radiowiec - "szkoda że państwo nie widzą tych Brazylijek"). I tu aż się prosi o refleksję, czy posadzenie za kamerami (i w reżyserkach) pań, doprowadziłoby do sytuacji, w której zamiast atrakcyjnych blondynek pojawialiby się na ekranie przystojni bruneci? Najbliższy mecz pojutrze, więc jest szansa się do takiego nowego modelu transmisji przygotować:)

niedziela, 26 września 2010

To był wyścig. Pojedynki, że aż bandy trzeszczały i iskry szły spod skrzydeł.

Dzielny Strażak Heiki (od teraz do szwedzkiego kucharza dołączy fiński strażak), choć pomysł postawienia zasłony dymnej na prostej startowej wciąż nie wydaje się najszczęśliwszy.

No i Robert, który wyprzedził na torze ciągu 8 okrążeń więcej równorzędnych przeciwników, niż w ciągu całego dotychczasowego sezonu.

Doprawdy, nie pamiętam kiedy odczuwałem tyle podniecenia podczas wyścigu.

20:50, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 września 2010

To nie jest znowu tak, że nie staram się być zwykle ekologiczny. Po prostu postanowiłem, że wyjdę jeszcze bardziej Matce Naturze naprzeciw i załatwię w banku zamianę papierowych wyciągów z karty kredytowej (jeszcze się czasem plączą) na elektroniczne, zgodnie z sugestiami zamieszczanymi na tych wyciągach (mającymi oczywisty podtekst ekonomiczny dla banku).

Udałe się więc do właściwej placówki, powiedziałem miłej pani, w czym rzecz, ta zaczęła pracowicie dłubać w Systemie (nie żeby go chciała zaraz rozmontować, oczywiście) na różne sposoby - po czym okazało się, że oczywiście jak najbardziej mnie zachęcają do proekologicznej postawy, ale.. no żeby mieć elektroniczne wyciągi zamiast papierowych, to muszę mieć elektroniczny dostęp do banku, a żeby ten dostać od banku, to muszę sobie założyć - superatrakcyjne oczywiście - konto osobiste. Dyplomatycznie powiedziałem, że przemyślę to, i uprzejmie się pożegnałem. Przemyślenia moje były proste i krótkie - skoro do dwóch innych kartach kredytowych mam dostęp bezpośrednio przez sieć, nie mając żadnych innych związków z bankami, które mi te karty wydały, to w imię czego mam zakładać rachunek (odpłatny, a jakże), by mieć podgląd do trzeciej?

A teraz najładniejszy smaczek: jak się nazywa bank, który tak promocyjnie zachęca do przechodzenia na ekologiczne wyciągi? Bank Ochrony Środowiska. Es A.

PS. Komu się tytuł notki z czymś kojarzy?:)

20:57, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 września 2010

Tematem tygodnie staje się popijanie alkoholu przez sportowców. Nihil novi sub sole, i nie warto byłoby nawet palcem kiwnąć, ale rozbawił mnie serdecznie jeden fragment przeczytanego artykułu:

Nowe władze ŁKS Łódź, które przejęły klub w połowie poprzedniego sezonu, na jednym z pierwszych treningów wprowadziły badanie alkomatem. Miały uzasadnione podejrzenia, że piłkarze mogą pojawić się na treningu z alkoholem we krwi. Wiceprezes klubu Tomasz Wieszczycki przebadał ponoć Piotra Świerczewskiego i Wahana Geworiana.

Cóż w tym zabawnego? Otóż podobne teksty pamiętam z lat zamierzchłych, kiedy to opisywano rozmaite starsze alkoholowe ekscesy (jaki ładny tekst przy okazji wyguglałem, szukając czegoś o legendarnym czołgu paczki Króla we Wrocławiu). I z któregoś z tekstów tamtych czasów pamiętam rzucone przez działacza ŁKS-u zdanie: "Musieliśmy sprzedać Grada, żeby ratowac od pijaństwa Wieszczyckiego" (pamiętam też relację z meczu ligowego, w którym młodego Wieszczyckiego niestety dla jego drużyny zabrakło, bo zatruł się... podobno bitkami wołowymi).

Tagi: futbol
20:24, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 września 2010

W ramach uczczenia tej godnej pochwały inicjatywy, w celu ograniczenia zanieczyszczenia środowiska i dla zmniejszenia zużycia paliwa, jadąc rano do sklepu po chleb nie włączyłem świateł. Pewnie lepiej było nie włączać silnika samochodu, ale różnica pomiędzy czasem dojścia a dojazdu (z powrotem włącznie) wynosi w moim przypadku 20 minut, których zwyczajnie nie miałem.

11:29, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (6) »
poniedziałek, 20 września 2010

Sięgnąłem dzisiaj po poniedziałkowy sportowy dodatek Wyborczej. Przeczytałem prawie cały, dotarłem do dużego materiału o Agnieszce Radwańskiej i rozwoju jej kariery w porównaniu z Karoliną Woźniacką (wybaczcie, proszę, to patriotyczne spolszczanie, ale jakoś głupio mi się pisze wersję oryginalną, kiedy i tak czytam "Karoline Wozniacki"). Radwańska w tym sezonie spisuje się średnio, niby tu i tam punktów pozbiera, niby trochę poprawiła serwis, ale ani błysku, ani efektów za bardzo nie widać. Trochę rozczarowująco, zwłaszcza w porównaniu z rywalkami. Nie będę snuł efektownych analiz, bo fachowiec ze mnie żaden, ale już w zeszłym roku - kiedy ustanawiała rekord ilości osiągniętych i nieprzebytych ćwierćfinałów - zaczęło we mnie kiełkować odczucie, że Radwańska może zostać właśnie taką zawodniczką "ćwierćfinałową", na tyle dobrą, by w mocnym gronie dobić się gdzieś do ósemki, w słabszym czasem nawet i zabłysnąć, ale jakby niegotową (bojąc się powiedzieć: niezdolną) do zrobienia tego kroku na sam szczyt, bez względu na to, jaie byłyby tego przyczyny.

Osoby wypowiadające się do tego tekstu o Agnieszce Radwańskiej mówią: "Cały sukces Agnieszki jest oparty na jej niewątpliwym talencie. Ale nie da się polegać tylko na tym", "Agnieszka pracować nie lubi, była leniwa od dziecka, bo z tym wielkim talentem od zawsze z łatwością ogrywała dziewczyny. (..) Nie lubiła za to biegać, była przyzwyczajona, że wygrywa stosunkowo małym wysiłkiem. I tak jej zostało."

I nagle poczułem, że już coś takiego w tym samym dniu czytałem, w tym samym dodatku. Szybko przekartkowałem wstecz i znalazłem tekst o gwiazdce rodzimej ligi futbolowej Macieju Iwańskim, z bezlitosnym sformułowaniem: "Transfer do Legii był spełnieniem jego kariery. Nie ma ambicji grać w jeszcze lepszej drużynie."

Życzę Agnieszce,  - wcale nie bezinteresownie - aby została tenisowym Bońkiem, a nie Iwańskim.

Ta notka połączy dwa wątki obecne już na blogu od jakiegoś czasu. Zobaczyłem bowiem w TV reklamę pewnej firmy, która postawiła na promocję przez kolarstwo górskie:

<object width="640" height="385" data="http://www.youtube.com/v/V0FDAKNgSO4?fs=1&amp;hl=pl_PL" type="application/x-shockwave-flash">
<param name="allowFullScreen" value="true" />
<param name="allowscriptaccess" value="always" />
<param name="src" value="http://www.youtube.com/v/V0FDAKNgSO4?fs=1&amp;hl=pl_PL" />
<param name="allowfullscreen" value="true" />
</object>

Bohaterka reklamy przez długi czas jedzie w kasku - dopóki szaleje na trasie terenowej. Ale kiedy pojawia się na środku ulicy, ma na głowie już co najwyżej kaptur. I wierz tu potem, człowieku, że ten kask jest do przeżycia koniecznie potrzebny.

A bohaterką reklamy (gdyby ktoś nie rozpoznał, nie usłyszał i nie przeczytał) jest oczywiście: Maja Włoszczowska!:)

czwartek, 16 września 2010

Jak wiadomo, Lech Poznań przegrał walkę o Ligę Mistrzów, a "jego" miejsce zajęła słowacka MSK Żilina. Wczoraj zadebiutowała, grając u siebie z Chelsea. Cóż, nie wiem jak inni, ale ja chyba nie czułbym się bardziej szczęśliwy widząc jak Lech Poznań przegrywa u siebie z Chelsea 0:4, nawet gdyby zdobył potem i dwie honorowe bramki.

Swoją drogą ta kolejka to był pogrom słabeuszy. Żilina u siebie 1:4 z Chelsea, Bursaspor u siebie 0:4 z Valencią, Braga z Arsenalem na Emirates 0:6. Tylko z Panathinaikosu nie da się zrobić debiutanta, ale w sumie czym jest 1:5 na Camp Nou wobec 0:4 Arsenalu tamże.

środa, 15 września 2010

Zajrzałem na stronę Dziennika GP (robię to dla poprawy perspektywy, żeby się w 100% nie zdawać na informacyjną monokulturę GW et consortes), a tam minister Grad płacze, że zakup BZ WBK przez Santander Bank od Irlandczyków wydaje mu się wielce podejrzany. Podejrzany, bo sprzedający zachowywał się nie dość transparentnie, a kupujący płaci.. za dużo.

Wow. Ostatnie dwie dekady przyzwyczaiły nas do tego, że podejrzane wydawały się transakcje, w których ktoś sprzedawał za tanio. Dzisiaj paranoja ma szansę się skierować w drugą stronę. Cóż, pan minister należy do bardziej krytykowanych za swoją działalność. Jestem ciekaw, czy gdyby otrzymał za majątek stoczni gdańskiej i szczecińskiej kwotę wyższą, niż "wartość rynkowa", to czy również uznałby to za podejrzane, czy może za swój sukces? No ale cóż, skoro dostał zadanie służbowe "doprowadzić do nabycia BZ WBK przez PKO BP", to teraz jest w strachu.

Tym gorzej, niestety, wygląda teraz dalszy los sprzedaży Energi, wpychanej w sposób absolutnie transparentny w ręce państwowego PGE, zapewne za wartość rynkową, za to wbrew opinii organów antymonopolowych.

14:48, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 września 2010

Sezon tenisowy właściwie się właśnie skończył z ostatnimi piłkami na Flushing Meadows; oczywiście, tenisistki i tenisiści jeszcze przez dwa miesiące będą się tłuc w różnych turniejach w pogoni za dolarami, punktami i Masters, ale solą jest Wielki Szlem. Emocje jednak nie mijają, a nawet będą rosnąć. Na kortach w Melbourne Rafael Nadal będzie bowiem polował na kolejny tenisowy wyczyn, dostępny tylko nielicznym - na Niekalendarzowego Wielkiego Szlema, czyli cztery zwycięstwa z rzędu w turniejach wielkoszlemowych, choć nie w jednym roku. Dzisiejszej nocy osiągnął to, co Federer w roku ubiegłym - skompletował "Karierowego" Wielkiego Szlema, czyli wygrał w każdym z turniejów wielkoszlemowych, bez względu na rok. Oczywiście, nikt mu tego łatwo nie sprzeda - Federer będzie chciał obronić tytuł i nie dać tej satysfakcji przebicia w osiągnięciach, Djoković będzie chciał wrócić na tron i odegrać się za porażkę w Nowym Jorku, a cała reszta będzie się oczywiście starała jak tylko będzie mogła. Emocje będą rosły z każdym dniem. A w razie triumfu Nadala w Melbourne wszyscy zaczną nerwowo czekać na lato, czy będzie pierwszym od ponad czterdziestu lat zwycięzcą męskiego klasycznego Wielkiego Szlema.

Australian Open 2011 rozpoczyna się 17 stycznia, za 123 dni, 19 godzin i około 50 minut. Ma się zakończyć 30 stycznia. Ach..

 
1 , 2