Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
wtorek, 30 września 2014

W historii mojego blogowania sport zawsze odgrywał istotną rolę. Przez pierwsze cztery lata z haczykiem - jak kiedyś podliczyłem - popełniłem notek o sporcie blisko ćwierć tysiąca (i zgodnie z kategoryzacją nie wliczam do tego notek o Formule 1). Potem zostałem namówiony, aby to sportowe blogowanie wydzielić do osobnego tworu na chwałę serwisu śląsk.sport.pl., założyłem bloga sportowego na Bloksie i rok sobie to jakoś hulało. Po kolejnym roku informatycy dokończyli organizowania technikaliów i zyskałem nowy adres, już docelowy, to jakby zacząłem się tam przenosić...

Właściwie to powiedziałbym: przeniosłem się, ale nie zadomowiłem. Interfejs Bloksowy nie jest doskonały, tak uprzejmie powiedzmy, ale możliwości nowego produktu nazwanego dyskretnie Blox-lite były od początku nader skromne. Szybko się wkurzyłem, kiedy się okazało, że zeżarło mi (z powodu chwilowej utraty połączenia) prawie gotową notkę, poprawiłem, kiedy zrozumiałem, że raz opublikowanej notki nie mogę wyedytować. Zacząłem więc pisać projekty notek na "starym" blogu (i gotowe kopiować)... i tak coraz bardziej czułem się na nim jakbym go nigdy nie opuszczał. A na dodatek jeżeli ktokolwiek wpadał coś powiedzieć na temat tego co napisałem, to robił to wyłącznie na starym blogu. Przez 13 miesięcy napisałem ponad 50 notek, uwierzycie, że na nowym blogu mam raptem cztery do nich komentarze? Wszystkie własne, zastępujące właściwie edycję. 

Ten nowy blog to poniekąd fikcja (nie będę się zastanawiał czy 30 tysięcy odwiedzin w okresie nieco ponad roku to dużo czy mało), z czym mi takse. Dumałem nad tym ostatnio i doszedłem do wniosku, że przestanę udawać - "stary" blog sportowy oficjalnie staje się miejscem, w którym piszę o sporcie. "Nowy" blog będzie istnieć dalej, po staremu będę przeklejać tam notki, ale to on będzie kopią, de facto wyłącznie realizacją obietnicy, że będę tam pisać. A jeśli się coś tam zmieni... to najwyżej zmienię znowu.

22:26, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 września 2014

Kiedy byłem dzieckiem wczesnoszkolnym, wmawiano mi że nazwa "listopad" pochodzi od tego, że akurat liście opadają (wiecie, na zasadzie że "sierpień" to od machania sierpem i podobne). Wtedy to jakoś nie przeszkadzało, ciągle coś nowego w dziecięce głowy wtedy starali się wcisnąć, bardziej fascynowało co to są te paździerze, które pojawiały się w czytankach o starych wiejskich zwyczajach.

Mamy wrzesień, a ja trzeci weekend z rzędu spędzałem godzinkę wokół domu grabiąc i zamiatając liście. Jarzębina i akacja (oraz jakieś pnącze napłotne) dbają o to, żeby mi roboty nie brakowało, czasem coś zaleci jeszcze z oddali, w październiku pewnie bzy się postarają dołączyć. Jak tak sobie pomyślę, to w czasach szkolnych chodziło się na prace społeczne (polegające zwykle na grabieniu trawników) we wrześniu-październiku, więc niewiele się w kwestii opadania liści zmieniło, nawet na zmiany klimatyczne nie ma co tego zwalać (bo co nie spojrzeć, to powinno powodować późniejsze opadanie liści, a nie wcześniejsze niż w listopadzie).

Może listopad pochodzi w istocie od miesiąca, w którym wszystkie liście już opadły i na ziemi leżą? 

Tagi: jesień
21:23, bartoszcze , Język
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 22 września 2014

W zasadzie nie jest chyba żadnym zdziwieniem, że skoro w naszych rodzimych halach trwała wielka impreza siatkarska, i to jeszcze jak miło zakończona, to nablogowałem coś o siatkówce na blogu sportowym?
- Siatkarska reklama,
- Guma,
- Wizje.

Po drodze też popełniłem coś o naszych innych sukcesach...
- Niech się święci Pierwszy Majka

...oraz o porażkach czy może kompromitacjach (czyli o futbolu (czyli o Legii)):
- Dywagacji czar,
- Oczekiwanie.

07:56, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
piątek, 19 września 2014

Idę sobie wolniutko przez miasteczko, bo na wywiadówkę przyjechałem z ciut za dużym zapasem. Mijam plac zabaw, dzieci przed- i wczesnoszkolnych na nim już nie widać, widzę natomiast, że na placu porusza się dwoje młodych nastoletnich, podskakuje, w powietrzu porusza się jakiś przedmiot skrzypiący przy kontakcie z innym ciałem stałym.

Zaintrygowany zmieniam trasę tak aby móc przyjrzeć się bliżej. Spoglądam przez płot czując się prawie jak jakiś voyeur - i tak, pierwotne wrażenie mnie nie zmyliło, rzucali do siebie opróżnioną (być może prawie) plastikową półlitrową butelką po mineralnej lub innym napoju. 

Liczyli punkty.

Tagi: bzdury
09:13, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
środa, 17 września 2014

Dzwoni telefon. Numer na wyświetlaczu jest mi nieznany, patrzę na niego z podejrzliwością, bo zalatuje podłódzkim zagłębiem call-center, ale z tej okolicy czasem do mnie dzwonią w moich sprawach, więc niechętnie odbieram. Z drugiej strony jakaś pani(enka) atakuje mnie słowotokiem wprost ze szkolenia, przedstawiając się jako Instytucja Finansowa Bez Nazwy. Przeczekuję dwie minuty prezentacji znakomitej i niepowtarzalnej oferty, aż padnie sakramentalne "I co Pan na TO?"

I wtedy nieprzyjaźnie pytam:
- A skąd Instytucja Finansowa ma mój numer telefonu?

Spodziewam się usłyszeć nazwę jakiejś firmy handlującej danymi (cóż, każdemu się czasem zdarzy zdeponować gdzieś własne dane osobowe, a wysyłanie pism o usunięcie danych z bazy jest zajęciem jałowym i nudnym) - ale nie, Instytucja ma dla mnie niespodziankę:
- Proszę Pana, nie mamy Pana numeru, system komputerowy losowo generuje numery telefonów, na które dzwonimy...

Na tym rozmowa z Instytucją się zakończyła, klient losowo wybrany przez System nie czuł się zmotywowany do kontynuowania znajomości. 

niedziela, 14 września 2014

Sezon F1 kręci się w najlepsze, aż trudno pisać o poszczególnych wyścigach, kiedy się ma usta rozdziawione z zachwytu (poza tym, mówiąc szczerze, w tylu miejscach piszą fajnie, że ledwo nadążam czytać, i trudno przy tym wydobyć jakiś oryginalny ton, a notowanie dla notowania znudziło mi się dawno temu). 

Dominującym hasłem w tym sezonie jest oczywiście "postęp" i "zmiana", zmiany technologiczne zaowocowały przetasowaniami w stawce i masą nowych, wciąż oswajanych rozwiązań (skutkiem ubocznym jest fantastyczne ściganie, co marudy jakoś zwykle przegapiają). Kierowcy i ekipy wciąż poznają możliwości swoich szalejących maszyn, rejestrując każde drgnienie z dokładnością do setnych sekundy i starając się z niego wycisnąć maksimum informacji. Nieoczekiwanym efektem stało się podawanie na bieżąco informacji, że "w zakręcie nr 3 możesz nadrobić dwie dziesiąte sekundy bo partner daje radę" lub "odpuszczaj gaz przed zakrętem jedenastym, to zaoszczędzisz paliwo nie tracąc na czasie". Złośliwi zaczęli mówić, że kierowcy są sterowani z boksów...

Przesadzanie zwykle źle się kończy. W tym sezonie FIA pogroziła już raz palcem, uznając, że zespoły zaczęły przesadzać z tzw. systemem FRIC (pozwalającym na stabilizowanie samochodu przez hydrauliczne połączenie przedniego i tylnego zawieszenia) do tego stopnia, że stał się on zakazanym "ruchomym urządzeniem aerodynamicznym". Tym razem uznano, że takie rozmowy z kierowcą mogą stanowić naruszenie zasady, że kierowca prowadzi samochód samodzielnie (i przy okazji zakazu przekazywania do samochodu danych) - a w konsekwencji sprecyzowano, że nie wolno przekazywać przez radio informacji dotyczących osiągów samochodu lub kierowcy (po więcej szczegółów odsyłam do Mikołaja Sokoła, bo nie będę tego przepisywał ani przeklejał).

Jako że ludzie są.. ludźmi, natychmiast zaczęły się rozważania, czy zespoły mogą próbować przekazywać informacje w sposób zaszyfrowany. Żadna to nowina, mnie się nasunęła analogia brydżowa - już nieoceniony Janusz Mikke (pseudonim artystyczny znacie) asystując Andrzejowi Macieszczakowi pisał, że najbardziej typowym dla brydża sposobem oszukiwania jest nielegalne przekazywanie informacji partnerowi (ponieważ wszelkie formy werbalne przy brydżowym stoliku są zakazane, zostają wszelkie próby przekazywania informacji gestem). Tak w brydżu, jak i w wyścigach, problemem jest ograniczona ilość możliwych kodów, zwłaszcza w relacji do ilości możliwych do przekazania informacji - zwłaszcza że i tu, i tu przyłapanie może rodzić konsekwencje czyniące całą zabawę grą niewartą świeczki.

Nie spodziewam się więc zbyt wielu dziwnych komunikatów, i oczekuję, że - wbrew tytułowi - wyścigi staną się bardziej... wyścigowe, oldschoolowe wręcz, kiedy kierowca będzie z jednej strony sam pilnował co mu się w samochodzie dzieje, a z drugiej sam wyważał między ostrożnością a ryzykiem, szukając granicy - czy też, jak mówią w motosporcie: limitu.  

wtorek, 02 września 2014

Junior kupuje co tydzień gazetę motoryzacyjną (eh, na pewno już o tym pisałem, ale przez te lata już nie pamiętam gdzie, a szukać mi się nie chce). Jako dziecię życzliwe,* proponuje Matce na początek, by również przejrzała (furda stereotypy, mając dziecię zmotoryzowane Matka również wyszkoliła się w kwestiach motoryzacyjnych). I popołudniową porą następuje dialog:
M: - Przeczytałam już gazetę, możesz sobie zabrać.
J: - I co, ciekawa?
M: - No właśnie nie, tym razem dość nudna.
J: - A co najbardziej?

Przynajmniej tym razem korzysta z cudzych doświadczeń.

*noo... nie, jednak nic nie powiem

Tagi: dialogi
18:52, bartoszcze , Junior
Link Komentarze (4) »