Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
środa, 30 września 2015

Pamiętam, jak kiedyś rozmawiałem z jednym przedstawicielem handlowym dużej firmy, który zdradził, że plan sprzedaży za cały rok zwykle wyrabia (co gwarantuje mu określoną premię) do sierpnia-września, a potem do końca roku ma właściwie wolne (być może mógłby nakręcić jeszcze większą sprzedaż, ale po pierwsze nie dostałby za to aż tak dużej premii, a po drugie być może w następnym roku dostałby znacznie wyższy plan do wykonania). Czuję się w zasadzie podobnie - roczny plan wykonałem w sierpniu, a teraz czytam już tylko dla przyjemności :) 

Niemniej przyjemność przyjemnością (cóż, nie zawsze się zresztą trafi na książkę gwarantującą przyjemność czytania), ale tradycji niech stanie się zadość - skoro dziś ostatni dzień kwartału (i właśnie skończyłem czytać książkę), to pełna lista przeczytanych w tymże kwartale wg kolejności ukończenia:

40. Oksana Robski, Szczęście nadejdzie jutro
41. Wawrzyniec Podrzucki, Uśpione archiwum /e/
42. Wawrzyniec Podrzucki, Kosmiczne ziarna /e/
43. Wawrzyniec Podrzucki, Mosty wszechzieleni /e/
44. Joanna Dziwak, Gry losowe /e/
45. Adam Wiśniewski-Snerg, Robot /e/
46. Terry Pratchett, Łups! /p/
47. Daniel Kot, Kierunkowy 22 /e/
48. Adam Wiśniewski-Snerg, Nagi cel /e/
49. Jerzy Żuławski, Na srebrnym globie /e/
50. Anne Tyler, Święty Być Może 
51. Szczepan Twardoch, Drach
52. Alice Munro, Widok z Castle Rock
53. John Burdett, Detektyw z Bangkoku
54. Michael Connelly, Oskarżyciel
55. Jeronimo Tristante, Tajemnica domu Arandów
56. Ostatnia karczma. Zbiór opowiadań /p/
57. Jeffrey Archer, Pierwszy cud
58. Michał Bułhakow, Biała gwardia
59. Jeronimo Tristante, Zagadka ulicy Calabria
60. Mariusz Czubaj, 21:37
61. Laurence J. Peter, Raymond Hull, Zasada Petera /p/
62. Jean-Christophe Grange, Las Cieni
63. Graham Greene, Pożycz nam męża, Poopy

W sumie 24.. a tak się krygowałem po drugim kwartale... Na koniec roku myślę, że dam od razu zbiorczo za całe 12 miesięcy.

Tagi: książka
22:46, bartoszcze , Kult-ura
Link Komentarze (4) »
wtorek, 29 września 2015

Wsiadam o poranku do samochodu, szczękając zębami w jednocyfrowej temperaturze. Moszczę się na fotelu, włączam silnik tęsknię spoglądając na wskaźnik temperatury silnika. Rzucam w powietrze:

- Co to jest, gdzie mój płaszcz?

- Nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobi - odpowiada samochód. 

08:57, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
niedziela, 27 września 2015

Włączyłem sobie do treningu z płyty jeden z odcinków "Przystanku Alaska" - ten zajefajny, kiedy Fleischman spotyka (po raz pierwszy) Adama, a do Chrisa przyjeżdża nigdy nie widziany brat (przyrodni). Dominującym motywem odcinka jest księżyc wiszący nad Alaską, który nikomu nie pozwala spać w nocy. W tle stale słychać jak nie "Księżycową sonatę", to "Moon River". 

W gazetach i w internecie od paru dni ciągle natrafiam na zapowiedzi, że w tę niedzielę czeka nas Wielki Krwawy Księżyc (i jego zaćmienie). W najgłębszej porze nocnej, więc czuję, że raczej nie będę wyczekiwał, ani budzika nastawiał, bo rano wstać trzeba. 

I tylko się zastanawiam, czy to dlatego mnie ostatnio trochę na Moon River trzyma? I nie chodzi tu o Holly Golightly, bo w każdym wykonaniu lubię, czy Audrey, czy Sinatry. Raczej chodzi o zgrabność, i o to fascynujące "my huckleberry friend", wiedzieliście, że chodzi w tym po prostu o wspomnienie zbierania w dzieciństwie najzwyklejszych jagód?

No to zanim księżyc wzejdzie, jeszcze raz. Tym razem Louis Armstrong

niedziela, 20 września 2015

Z każdym rokiem coraz bardziej przekonuję się, że w kinie tak naprawdę chodzi o oglądanie ładnych obrazków (jeżeli przy tym składają się w ciekawą/sensowną/zabawną historyjkę to tylko lepiej). Mogą być to po prostu ładnie zakomponowane kadry:

mogą to być urocze sztuczki ze światłem i innymi efektami wizualnymi:

ale całkiem dobrze też robią zwykłe widoki ładnych krajobrazów (od niektórych filmów wręcz oczekujemy, że takie ładne widoczki się w nich pojawią). 

I kiedy tak sobie okazjonalnie oglądałem Skyfall, to po raz kolejny zachwyciłem się widokami Szkocji, najpierw górami, potem lasami, w końcu ponurymi wrzosowiskami wokół siedziby. I taka myśl przemknęła przez głowę, że gdyby się kiedyś zachciało wybrać na wycieczkę do Szkocji, to czy dałoby się takie miejsca odwiedzić... (wszak rynek podróży śladem miejsc filmowych jest rozwinięty, Nowozelandczycy sporo na ten temat opowiedzą, aż dziwne że nie robimy u siebie podobnych wypraw po Narnii) Zacząłem grzebać i...

Znalazłem stronę identyfikującą ze szczegółami poszczególne miejsca pokazane w filmie. Powyższe góry to majestatyczne Buachaille w sercu Szkocji, ale już wrzosowiska... to przeciwległy koniec wyspy, ze 20 mil od Kanału, w jakże angielskim Surrey. Takoż i filmowy Szanghaj w zasadzie cały był sprytnie udawany przez Londyn (londyńczycy i szanghajczycy pewnie poznali, reszta patrzyła jak urzeczona). I dziwić się potem, że w polskim filmie wojennym "Karbala" całe irackie miasteczko powstało na Żeraniu (ale też podobno wygląda bardziej jak Żerań niż jak Irak).

No, ale w sumie autentyczności oczekujemy raczej od National Geographic niż od Bonda (nie będę tu zdradzał gdzie kręcono w przeszłości różne egzotyczne sceny...), Bond ma wyglądać. Z tego co słyszałem, zdjęcia do Spectre kręcono między innymi w Rzymie, Austrii i Meksyku, ale przecież nie wszystkie. 

Tagi: 007 film fotka
13:54, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 września 2015

Wieczorna chwila odpoczynku, leniwie przeglądam co tam fejs przyniósł. Rzuca mi się w oczy link sponsorowany o tradycyjnie szokującym tytule, tym razem "FIRMA ZBANKRUTOWAŁA BO FISKUS UZNAŁ ŻE LODY TO NAPÓJ!" Oczywiście popadam w namysł, bo pierwsze prawo mediów mówi, że ważne żeby było chwytliwie, a drugie - że związek tekstu z rzeczywistością nie jest niezbędny. Dochodzę do wniosku, że trzeba to rozkminić, klikam, czytam notkę niewychodzącą w istocie poza komunikat reportera sądowego PAP (chyba). Postanawiam przeprowadzić Próbę Gugla. 

Trach, wyskakuje mi od razu parę linków, w tym strona rzeczonej firmy. Clou sprawy polegało na tym, że na lody prawo przewiduje obniżoną stawkę VAT, natomiast na napoje bezalkoholowe - normalną (wysoką). Ha ha ha, śmieją się wszyscy, jak to nie można odróżnić napoju od loda, włoskiego lub gałkowanego, prawda? Spoglądamy na stronę producenta - produkuje on lizaki lodowe, które kontrahentom dostarcza w formie... płynnej (Lody wodne GUT-MIX  przechowywać można w stanie płynnym, przez co nie wymagają specjalistycznych warunków przechowywania i transportu.Zamrażamy je przed spożyciem)?, czyli - można by rzecz - jakby nieszczególnie przypominającej lody. Śmieją się państwo nadal? 

Nie twierdzę, oczywiście, że urząd skarbowy miał rację, zwłaszcza że sąd administracyjny przyznał rację firmie. Zwróciła jednak moją uwagę kategoryczność twierdzenia że firma nie wytrzymała i upadła - jakkolwiek jej strona wydaje się być w jak najlepszym stanie (jeśli kiedykolwiek była we wzorowym), a w jej rogu widać datę 2015. Cóż, przed mediami dobrze jest źle się prezentować, kiedy pretenduje się do bycia ofiarą.

Morał z tej historyjki jest taki, że nie należy ślepo wierzyć w to co się przeczyta w internecie, a także w to co się przeczyta w gazecie lub usłyszy w radio czy telewizji

wtorek, 15 września 2015

Czas wyborczy nastaje, dziś ostatni dzień zanoszenia do okręgowych komisji wyborczych list z podpisami, wkrótce będzie wiadomo kto skąd i dokąd kandyduje. Zerkałem z ciekawości na to jak tu i ówdzie pojawiają się zarejestrowane listy (po części by zobaczyć jak komu idzie, po części po podejrzeć kto gdzie został wystawiony), a przy okazji dokonałem paru mało istotnych obserwacji.

Więc na początek powiem, że zgłosiły się do wyborów 124 komitety. Nie znaczy to że tyle wystartuje, tylko tyle się zgłosiło, zabawnie wyglądają obok siebie dwa komitety KORWIN (to znaczy jeden jest przez małe "i", a ten drugi przez duże "I" i temu z dużym odmówiono rejestracji, ale liczy się jako zgłoszenie), Ryszard Nowoczesny Petru zgłaszał się dwa razy (raz się wycofał), teraz zobaczymy kto "przejdzie dalej". I tak w sumie to najzabawniejsze w tym wszystkim są nazwy właśnie. 

Mnie na przykład bawi Komitet Wyborczy Wyborców Społecznej Demokracji. Czyli Ludzi Którzy Chcą Wybrać Do Sejmu I Senatu Społeczną Demokrację. Ciekawe personalia, wydaje mi się. Fascynujący jest Komitet Wyborczy Piast - Jedność Myśli Europejskich Narodów (chyba nie ma to związku z poczciwym PSL Piast...) Frapuje Komitet Wyborczy Wyborców Spanski Naszym Senatorem, sądząc po adresie z Włocławka ("wlokę ten ból przez Włocławek...") Oczywiście nieładnie jest się śmiać z nazwiska, ale Komitet Wyborczy Wyborców Kandydata na Senatora Jana Bobek ma swoją poezję (niedeklinującą się), kudy do niego Senatorowi Pupie (bo on akurat nie startował z Komitetu Własnego Nazwiska). No i, oczywiście, Komitet Wyborczy Wyborców Spoza Sitwy - tylko czy spoza sitwy są głosujący, czy kandydat?

Wolę się pośmiać teraz, nie mam pewności czy za półtora miesiąca będzie mi do śmiechu. 

Tagi: bzdury wybory
22:49, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 13 września 2015

Niejeden raz już tu recenzowałem filmy będące adaptacjami powieści, i zwykle podkreślałem, że to właściwie są opowieści na motywach. Było tak i ostatnio w przypadku Małego Księcia, i w przypadku wszystkich tomów Hobbita, ale też i - dawno, dawno temu - w przypadku popełnionego w oparciu o książki Steinbecka filmu "Ulica Nadbrzeżna". 

Natrafiłem wczoraj przypadkiem na informację, że zekranizowano także Steinbeckowy "Autobus do San Juan". Zelektryzowała mnie informacja, że występowała w niej Joan Collins (znana głównie jako Alexis), a jak jeszcze zobaczyłem, że zagrała Alice Chicoy... po prostu nie mogłem się oprzeć, żeby tego filmu nie obejrzeć, w duchu liczyłem na scenę w której Alexis zatacza się pijana jak bela. Na Youtube film dostępny bez trudu, włączyłem sobie na wieczór. No i oczywiście...

Lista bohaterów jest właściwie ta sama, lecz nie jest to odtworzenie książki toczka w toczkę. Przycięcie tych czy owych wydarzeń (wszyscy pasażerowie tak ot, znienacka przyjeżdżają do Rebels' Corner) mieści się w granicach adaptacji, ale zupełnie mi nie pasuje obsada. Juan Chicoy jest za młody i za irlandzki (w ogóle nie widać po nim, że jest Meksykaninem, nawet żona mówi o nim "Johnny", ale też w tamtym czasie Latynos nie uchowałby się w głównej roli). Jayne Mansfield jako Camille... można zrozumieć, że przyciąga wzrok, ale to NIE jest ten sposób, w jaki przyciągała wzrok Camille. Horton wydaje się ciutkę za stary (ale ujdzie), Pritchardowie wydają się w porządku, a Alice... Nie, to zupełnie jest inna Alice niż książkowa, ale - nie ukrywam - wspaniała. Aha, idę oglądać dalej, do momentu w którym się schleje chyba jeszcze spory kawałek (chyba że wycięli).

sobota, 12 września 2015

Dziś konwencja Platformy, miały się ukazać szczegóły rewolucyjnego pomysłu o którym była mowa wczoraj - no i opad szczęki trwa. Według werbalizacji nie tylko bowiem ma nastąpić zniesienie składki ZUS i NFZ, ale także jednocześnie obniżenie stawki PIT do 10% (tak, w ten sposób wynagrodzenia wzrosną...) Pytanie skąd zatem państwo ma brać pieniądze na sfinansowanie wydatków, nasuwa się w sposób jeszcze bardziej oczywisty. 

Szczegółów w zasadzie brak, ale zastanawia informacja znaleziona u kogoś dobrze poinformowanego - czyli think tanku Platformy, zwanego Instytutem Obywatelskim. Niejaki Gmurczyk "analizuje" tam tę propozycję i serdecznie polecam pewien fragment:

W przypadku osób lepiej zarabiających korzyści byłyby mniejsze, ale również odczuwalne. Program przewiduje, że maksymalny wymiar zsumowanego opodatkowania i oskładkowania pracy zmalałby z dzisiejszego poziomu 43,5 proc. do 39,5 proc.

Tak, proszę przetrzeć oczy. Składki mają zniknąć, podatek ma spaść do 10%, co w sumie ma osiągnąć 39,5% dla lepiej zarabiających (poproszę od podpowiedź jakie liczby urojone mam wstawić w równaniu 10+i=39,5). Ponadto dzisiejsze opodatkowanie to 18-19%, więc samo obniżenie stawki podatku powinno dawać większe efekty (nie wspominając o 1,25% wynikających z likwidacji składki zdrowotnej). 

Zaczynam podejrzewać, że "likwidacja składek" sprowadza się do tego:
Ministerstwo Finansów samodzielnie przekazywałoby – w odpowiedniej części – fundusze na ubezpieczenia społecznego pracownika: począwszy od ubezpieczenia emerytalnego, po ubezpieczenie zdrowotne. Tym samym skończyłby się obowiązek oddzielnego odprowadzenia składek do ZUS i NFZ równolegle do podatku dochodowego. 

Czyli tak naprawdę zmieniłoby się tylko to, że do urzędu skarbowego wysyłany byłby jeden przelew, w wysokości mniej więcej takiej samej jak do tej pory. To akurat pomysł niegłupi, ale jego rewolucyjność wynosi mniej więcej zero.

Aha: jestem ciekaw co o tych genialnych pomysłach myślą samorządy, które w dużej części utrzymują się z udziału w PIT. Bo to samorządy płacą za utrzymanie dróg, komunikację publiczną, szkoły, przedszkola, żłobki i tysiące innych rzeczy...

PS [z ostatniej chwili] Pan minister wyjaśnił, że PIT ma wynosić od 10 do 39,5% (z tego będą pokrywane ubezpieczenia społeczne i służba zdrowia). Ale sprzedaje się to hasłem "PIT 10%"

16:25, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2015

W zasadzie staram się tu unikać polityki, ale dziś wieczór zaintrygował mnie znajomy na fejsie dziwnie brzmiącym pytaniem o ZUS. Zaintrygował na tyle, że aż poszedłem sprawdzać o co chodzi, a kiedy znalazłem, rozdziawiłem szeroko paszczę ze zdumienia połączonego z rozbawieniem.

Przeczytałem oto bowiem, że Tajną Wyborczą Bronią Platformy ma być... zniesienie składek na NFZ i ZUS. Wynikiem takiego manewru (oprócz splendoru pogromców Znienawidzonych Instytucji) ma być rzekomo "znaczący wzrost wynagrodzeń Polaków którzy dziś te składki odprowadzają". I ja tak sobie patrzę na to i patrzę i oczom nie wierzę, gdyż się to - scusi - dupy nie kupy nie trzyma  (nawet dupy w wielkopomnym cytacie z ministra Sienkiewicza), i poważnie się zastanawiam, czy to pani dziennikarz przekręciła panią premier, czy to pani premier przekręciła autorów planu, czy wszyscy mają generalnie znikome pojęcie o czym mówią.

Zacznijmy więc od NFZ-u, bo to jest śmieszne w sposób oczywisty (jeśli chodzi o wzrost wynagrodzenia obywatela). Otóż składki na NFZ ("składki ZUS 52") są prawie w całości odliczane od podatku dochodowego. Prosta i logiczna jest zatem konkluzja, że likwidacja składek NFZ dla podatnika będzie mniej więcej obojętna, gdyż to co płacił na ubezpieczenie zdrowotne, zapłaci teraz w formie zaliczki na podatek dochodowy. Różnica wyniesie zatem dla podatnika 1,25% wynagrodzenia, bo taka jest wysokość składki niepodlegającej odliczeniu od podatku.

Jeśli chodzi zaś o ZUS - tutaj być może młodzież się nie orientuje, a starzy zapomnieli, ale kiedy zostały wprowadzone obecnie obowiązujące zasady, to pierwszym krokiem było tzw. ubruttowienie wynagrodzeń, czyli formalne powiększenie ich o kwotę odpowiadającą wysokości składek ZUS (bez NFZ, żeby była jasność). Skoro składki mają zniknąć, to logicznym krokiem byłoby odpowiednie obniżenie ("unettowienie"?) wynagrodzeń do poziomu jaki otrzymujemy po potrąceniu składek z wynagrodzenia. Gdzież więc ta podwyżka? A na dodatek jeszcze jeden kwiatek (rym niezamierzony) - Pani Premier zapowiedziała, że te składki będą pokrywane przez państwo. Proszę zgadywać, skąd państwo weźmie na to pieniądze, i dlaczego będą to pieniądze z dodatkowego opodatkowania wynagrodzeń, które przecież w jakiś magiczny sposób mają wzrosnąć...

Cóż, teraz będę z pewną niecierpliwością oczekiwał wyjaśnienia, ile w tym newsie przekłamania, a ile desperacji, która potrafi pchnąć do tak idiotycznych kroków jak referendum. Na moją decyzję wyborczą nie wpłynie - partia Razem zebrała już wymaganą liczbę podpisów pod listami wyborczymi (tak na marginesie, Razem też postuluje zniesienie składki na NFZ i finansowanie służby zdrowia z budżetu, ale nie opowiada bzdur, że od tego wzrosną wynagrodzenia) i 25 października postawię krzyżyk przy nazwisku któregoś z ich kandydatów. W kratce.  

Aha, znajomy zapytał z niedowierzaniem, czy ten news o ZUSie to ASZDziennik. Ale ostatnio politycy wymyślają rzeczy, których żaden satyryk by nie wymyślił.

21:01, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
czwartek, 10 września 2015

Wjeżdżam do miasteczka, dobrze sobie znaną drogą. Przede mną, na moim pasie ustawiła się wielka ciężarówka, w skrócie tir (na niemiejscowych numerach rejestracyjnych). Zerkam ostrożnie na przeciwległy pas, czekam aż przejadą ci z naprzeciwka, omijam tira. Jakieś dziesięć minut później wyjeżdżam tą drogą z miasteczka, tir nadal jest na drodze, lecz... tym razem na przeciwnym pasie (czyli znów mi na drodze staje). Wlokąc się się koło za kołem obserwuję, jak tir ostrożnie cofa do nieodległego skrzyżowania, na którym zmylił drogę.

A znów parę dni wcześniej jechałem do innego miasteczka, drogą przez wieś, pole i las. Nie popędzałem auta (bo właśnie sprawdzałem, czy uda mi się pobić rekord zasięgu na baku, co mi się i udało, i nie), co pozwalało przejeżdżać leśne zakręty bez odjęcia, dojechałem do końca lasu. Zobaczyłem przed sobą cysternę, wydawało się że jedzie sprawnie, lecz zaczęła zwalniać, obszar zabudowany, pomyślałem, zwolniłem. Wydało mi się że zwalnia coraz bardziej, zerknąłem w łuku... potem jeszcze raz się wysunąłem zza niej na prostej... i aż mi się wierszyk w głowie zaczął układać.

Jedzie cysterna
przed cysterną tir
przed tirem autobus
przed autobusem dźwig 

Lubię takie historyjki składać po trzy na raz (omne trinum perfectum), ale nie będę ściemniał, trzecia mi się szczególnie nie zapamiętała żadna, a zmyślać... mi się nie chce. Już w końcu niejedną taką zanotowałem.

 
1 , 2