Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
piątek, 31 października 2008

Doszedłem właśnie do wniosku, że ujawniły się ostatnio u mnie zdolności profetyczne. No bo tak:
- w meczu Polska-Czechy pomyślałem "będzie gol" zanim Szirl dośrodkował do Fenina,
- w meczu Słowacja-Polska przy aucie wykonywanym z prawej strony zacząłem drżeć z niepokoju, zanim ten aut wykonano i piłka spadła Borucowi na nogę,
- w toku obrad Walnego Zjazdu PZPN byłem pewien, że Lato zostanie prezesem, póki jeszcze liczono głosy.
No i wszystkie złe przeczucia się spełniły.

Oczywiście, jedynie przeczucie bratysławskie jest coś warte:) bo ustawienie obrony przy akcji Szirl-Fenin kazało się już tylko modlić o to, żeby go nie wykorzystali. A typowanie wyników głosowania było banalne, jak się przez 10 minut posłuchało wystąpień delegatow na Zjazd. Brrr. Jak przy czymś takim można było w ogóle marzyć o zmianach?

08:15, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 października 2008

Zaczyna się najważniejszy weekend sezonu Formuły 1 - ten, który przyniesie rozstrzygnięcia. Media już zdążyły na dziesiątą stronę przemaglować, co komu jest potrzebne i do czego, więc nie będę tego powtarzał, Skupię się na tym, jak potencjalnie cele poszczególnych drużyn mogą zostać osiągnięte, patrząc na atmosferę przed Interlagos.

A ta gęstnieje. Mieliśmy już deklaracje, kto komu zamierza "pomagać". Eddie Jordan doradza LH, żeby ten "urwał Massie koło", jeżeli zostanie zaatakowany. Zastanówmy się więc: jeżeli Massa ma zdobyć tytuł, to najlepiej dla niego byłoby, żeby LH nie dojechał do mety (w zeszłym roku gonił z końca stawki i był tuż-tuż). Może się zdarzyć defekt, może LH przeszarżować (chociaż rzadko mu się to zdarza) - ale też ktoś może LH "pomóc" nie dojechać (jakoś instynktownie palec obraca się w kierunku Davida Coultharda, gdyby oczywiście miał szansę jechać gdzieś w okolicy lidera cyklu:)). Analogicznie też najlepiej dla McLarena byłoby, gdyby Massa nie dojechał (chociaż wystarczy, żeby znalazł się na końcu stawki i raczej nie będzie w stanie nadrobić straty, tak moim skromnym zdaniem). Wszystko to sugeruje, że może dojść do próby jakichś nieczystych manewrów. Włącznie z tym, że w pierwszym zakręcie LH może nie odpuścić Massie (kolizja bardziej zaszkodziłaby Brazylijczykowi). Przesadzam? Ależ skąd. Historia F1 zna takie przypadki. Sam tylko Schumacher dwukrotnie uczestniczył w takich kolizjach w ostatnim wyścigu sezonu, zderzając się z rywalem, nad którym miał punkt przewagi. Jacques Villeneuve wyprzedził go wtedy w 1997, ale Damon Hill w 1994 roku nie dał rady (co zresztą jest jednym z powodów, dla których MiSchu nie cieszy się moją sympatią). A wielki Ayrton Senna otwarcie przyznawał, że w 1990 roku w Japonii wjechał w pierwszym zakręcie w Ferrari Alaina Prosta..

Życzmy więc sobie przede wszystkim jazdy fair, aby o wynikach sezonu nie decydowali stewardzi!

A ja kibicuję Massie, Robertowi i  Force India:) chociaż przeczuwam, że mistrzem zostanie LH.

21:41, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 października 2008

To jutro zdaje się zakończenie cyrku pt. Jak wspaniali kandydaci chcą uzdrowić polski futbol. Mamy do wyboru (to znaczy nie my wybieramy, ale menu już ułożone) gospodarnego sekretarza Kręcinę (ja wiem, że to tania kpina, ale to jego nazwisko..), senatora Lato (niby eks, ale senatorem zostaje się na zawsze), redaktora Jagodzińskiego i Wielkiego Zibi.

Z tej czwórki - jeśli spojrzeć na tzw. zaufanie do kandydatów - jedynym akceptowalnym kandydatem jest Boniek. Ale dla mnie jest to argument przeciw niemu. Dlaczego? Bo moge go lubić, mogę mu ufać, ale - niestety - nie wierzę, że jest w stanie cokolwiek zmienić. Nie dość, że nie słyszałem o jakichkolwiek jego konkretnych a sensownych planach Wielkiej Transformacji Polskiej Piłki, to na dodatek nawet gdyby je miał, to obawiałbym się, czy będzie je w stanie realizować. O przyczynach tego stanu rzeczy napisano wiele, ostatnio Rafał Stec. I dlatego - chyba - lepiej, by Boniek nie przejmował sterów. Nie widzę, by jego ewentualne zaplecze dało mu na tyle mocną pozycję, by był kimś więcej niż Don Kichotem szarżującym na wiatraki zastygłych układów. Skończyłby jeszcze gorzej, niż jako selekcjoner, i na drugą szansę nie moglibyśmy już liczyć.  Niestety, nie jest chyba jeszcze aż tak źle, aby Boniek mógł zrobić w PZPN to, co trzeba. 

Kto zatem? Szczerze a brutalnie, zwisa mi to. Podobnie jak zwisa mi, kto w OE będzie mistrzem, kto spadnie, a kto awansuje. Jeszcze czasem ruszą mnie występy kadry, może Lech w PUEFA (chyba że na dzień dobry zbierze cięgi wykluczające go z szans na dalszą grę). A w PZPN, niech się dzieje co chce. 

 

21:35, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 27 października 2008

Co prawda emocje po GP Belgii już dawno opadły, ale skutki starcia LH-Raikkonnen w dalszym ciągu na pierwszym planie - w końcu gdyby ne decyzja stewardów o karze dla LH, to dziś już byłby mistrzem świata. A tak mamy walkę aż do końca.

Co do samego starcia - jak dla mnie w sedno sprawy trafił Robert, kiedy powiedział (przytaczam z pamięci), że trzeba spojrzeć, jakby się zachował LH, gdyby w miejscu szykany była przeszkoda. Otóz wtedy miałby do wyboru albo zakończyć wyścig na przeszkodzie (lub na Raikkonnenie), albo wykonać ostre dohamowanie (pomjam, czy nie skończyłoby się ono bączkiem). Skutkiem dohamowania byłaby znacznie niższa prędkość, niż ta, z którą Raikkonnen pokonywał szykanę po lepszym torze jazdy, a jednocześnie - o czym nie można zapominać - konieczność przejechania szykany bardzo niekorzystnym torem, takim głębokim "S". W rezultacie na wyjściu z szykany, LH byłby daleko za Raikkonnenem i praktycznie nie miałby szans zbliżyć się do niego przed następnym zakrętem, na tyle, żeby marzyć o skutecznym ataku. I tu jest właśnie rzeczywisty zysk wynikający ze ścięcia szykany. Dlatego decyzję stewardów uważam za słuszną.

Tak na marginesie, gdyby nie ten manewr, to LH połknąłby Raikkonnena z okrążenie dalej, i nie dałby za darmo dodatkowych punktów Massie..

21:36, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 października 2008

Przez ponad dwa tygodnie w blogu zawarta była fraza, która zawierała parę określeń często poszukiwanych przez maniaków:) Ponieważ nie mam potrzeby, aby wisiała tam dożywotnio, dokonałem małej edycji i teraz będę obserwował, na ile spadnie mi w statystykach ruch generowany przez wyszukiwarki.

A tak na marginesie - wpisanie w google cr.ssdr.ss.ng n.ns z odpowiednimi samogłoskami zamiast kropeczek, wyrzucało mojego bloga na czartej pozycji. Na drugiej był blog WO:))

21:54, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »

W okresie letnim Junior sporo czasu spędzał na placu zabaw przy wiejskim Domu Kultury i któregoś dnia w ramach odbywających się tam półkolonii został przez ich opiekunkę poczęstowany ciastem.
Teraz przychodząc na tenże plac zabaw obserwuje uważnie Dom Kultury z siedziska huśtawki i mruczy:
- Nie ma pani z ciastem. Poszła na zasłużony odpoczynek...

Połączenie pamięci do miłych szczegółow z kreatywnym cytowaniem zasłyszanych związków frazeologicznych:)

14:36, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
piątek, 24 października 2008

Jadąc w tym tygodniu koło stacji benzynowej, zauważyłem, że cena ON (na razie na Łukoil w Katowicach) spadła poniżej 4,00 zł za litr. No proszę. A jednak można. Na razie czekam cierpliwie, bo skoro w NY ropa spadła już do ok 70$ za baryłkę, czyli o połowę w stosunku do maksimum, a dolar nie skoczył znowu aż tak bardzo, to do ilu powinna spaść cena litra na stacji za kilka tygodni (ach, ten cykl opróżniania zapasów..)?

I tylko sobie przypominam z nostalgią, że kiedyś zrezygnowałem ze "swojej" stacji z dużej sieci, bo cena Pb95 przekroczyła na niej 3,90 PLN.. Chlip, chlip, to se (ne?) vrati..

PS. Szkic notki napisałem w poniedziałek. Dzisiaj dolar powyżej 3 PLN. I jak tu, cholera, przełamać tę barierę na trwałe?? 

09:52, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 23 października 2008

Gdyby istniała Czwarta Rzeczpospolita Planktonu, to pewnie egzystowałyby w niej łże-kiełże. Pewnie zdradziecko knułyby, o na przykład tak:

Pewien bulterier planktonu
skarżył się swemu ogonu
że łże-
kiełże
gryzć go tam chcą bez pardonu.

Uff, nie ma jak odrobina surrealizmu na odreagowanie codzienności. Łże-kiełże bardzo mi się podobają, choć nie czuję w nich wielkiego ładunku twórczego. Jak ktoś poczuje do nich wenę, ma moje błogosławieństwo, o linka lub trackback jedynie poproszę:)

21:00, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 października 2008

Tytuł jest raczej przewrotny i nie dowodzi mojego nagłego nawrócenia się na tę ideę:) Kiedy jednak patrzę na sytuację przed ostatnim wyścigiem sezonu i czytam, że McLaren zapowiada defensywną taktykę "byle dojechać w piątce" (bo szóste miejsce, przy zwycięstwie Massy, czyli w warunkach równości punktów, daje tytuł Ferrari!). Spoglądam więc na klasyfikację Ecclestone (tylko dwóch pierwszych zawodników) i co widzę?

Hamilton 
5

3
Massa5
2 2

(liczby oznaczają oczywiście liczbę miejsc pierwszych, drugich i trzecich)

Gdyby więc teraz o końcowej kolejności decydowała klasyfikacja Ecclestone, to strategia defensywna byłaby samobójcza - LH musiałby bezpośrednio walczyć z Massą o zwycięstwo (lub drugie miejsce, gdyby wygrać miał ktoś spoza duetu). Wtedy by się działo:)

Aha - gdyby ktoś pytał, czy Massie nie wystarczy trzecie miejsce: nie, nawet gdyby LH nie skończył. Mając po tyle samo miejsc na pudle, decydowałyby te odleglejsze. LH był dwa razy piąty, a Massa tylko raz:)

Oczywiście, opisana sytuacja nie sprawia, że klasyfikacja Ecclestone jest lepsza - ot, akurat się ułożyło. Poza tym, walkę o tytuł mógłby rozstrzygnąć jeden "manewr Schumachera".. Ale o tym jeszcze w osobnej notce:)

 

23:49, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »

W ramach cyklu "Kryzys finansowy na świecie" czytam sobie ostatnio o prezesie Deutsche Bank Josefie Ackermannie, który miał powiedzieć, że wstydziłby się brać pieniądze od państwa. Co dokładnie powiedział, nie wiadomo, bo podobno media jego wypowiedź przekręciły, ale w każdym razie wzbudził oburzenie powszechne w Niemczech.

A ja nie rozumiem dlaczego. Powiedział po prostu prawdę. Dla facetów, którzy w swoich instytucjach już-już prawie rządzili światem, pokorne zwrócenie się po ratunek do kredytodawcy ostatniej szansy to rzeczywiście upadek i powód do wstydu. Ale moim zdaniem, jeszcze większy wstyd wynika z faktu, że właściwe zachowanie prezesów powinno wyglądać inaczej. Powinni stanąć przed swoimi akcjonariuszami i powiedzieć im: póki inwestycje na granicy ryzyka powodziły się, dostawaliście wypasione dywidendy, a dzisiaj poszło na abarot i zostajecie z gównianymi akcjami. Powinni stanąć przed swoimi odpowiedzialnymi pracownikami i powiedzieć im: póki deale wychodziły, byliście bogami rynku, a dzisiaj wylatujecie. Powinni stanąć przed swoimi menedżerami i powiedzieć: póki żarło, opływaliście w luksusy, a dzisiaj oddajecie bonusy. W porównaniu z tym, zwrócenie się do państwa po pieniądze podatników to taka łatwizna, że aż wstyd. No i poza tym, jest to nacjonalizacja strat po prywatyzacji zysków.

Ackermanna szanuję jeszcze za jedno - w czasie kryzysu zrezygnował ze swojej liczonej w milionach premii (choć jego bank akurat podobno problemów nie ma, przynajmniej jeszcze albo już). Czytałem, że uznano to za populizm. Może to wyrachowana zagrywka, ale wolę populizm Ackermanna, niż bezczelne kasowanie odpraw przez management padających banków czy imprę AIG.

PS. Na deser przypomniał mi się dowcip o kobiecie, która zakładała się z prezesem Deutsche Banku, że jego..:)

00:07, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3