Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
sobota, 31 października 2009

Tak mnie naszło, że postanowiłem sobie zerknąć "z góry" na swoją okolicę, zobaczyć jak wygląda po Wielkiej Przebudowie Dróg (pisałem już wcześniej, że mi się znacznie bardziej podobało przed tą przebudową, ale cóż..). Kazałem więc wyszukać odpowiednią ulicę, zacząłem robić zbliżenia, i..

I się zdziwiłem. Zdjęcia z GoogleMaps nie tylko nie pokazują Nowych Dróg, ba, one pokazują rzeczywistość sprzed dobrych paru lat! Zacząłem się kolejno przyglądać - nie ma Słonecznej Enklawy, nie ma Osiedla Feng Shui,* nie ma Osiedla Zagajnik, nie ma drugiej części Osiedla Kopaniny Lewe, ba! nie ma praktycznie nawet Osiedla Pod Dębem, które było zamieszkałe, kiedy się przenosiłem ponad cztery lata temu! To jak stare muszą być te zdjęcia?!? Ale w sumie zamiast się martwić, że nie zobaczę widoku Nowej Rzeczywistości, właściwie ucieszyłem się z zobaczenia swojej okolicy takiej, jaką była tych kilka lat temu, kiedy tak się dobrze w niej czułem. Chyba sobie porobię trochę screenów:)

A potem - trochę intuicyjnie - przełączyłem się z trybu widoku satelitarnego na tryb mapy. Nie byłem już zaskoczony, że adresów domów z nowych osiedli GoogleMaps tez nie potrafiło znaleźć:) ale za to za chwilę przeżyłem kolejnego zonka. Ni stąd, ni zowąd, GoogleMaps zaczął zaznaczać na mapie rozmaite firmy. I tak w pobliskiej hurtowni mięsa zainstalował się nagle sklep komputerowy, w zapuszczonym ogrodzie sklep z artykułami dziecięcymi, a w zagajniku brzozowym - fotograf (w zagajniku, bo parcela z odpowiednim adresem porośnięta jest uroczymi małymi brzózkami). A już zupełnie rozłożył mnie na kolana oddział banku (w kolejnym zapuszczonym ogrodzie, jak mi się zdaje). Sklep meblowy czy parę kantorów już prawie przy tym nie robiło wrażenia. Po chwili rozwiązałem tę zagadkę - przy nazwach i adresach tych wszystkich pożytecznych instytucji, widniał kod pocztowy z sąsiedniego miasta..

W każdym razie: wierz tu człowieku, takiemu GoogleMaps:))

*oficjalna nazwa to Osiedle Grota, ale tak na swojej stronie akcentowali zgodność osiedla i domów z zasadami feng shui, że już tak zostało..

20:41, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
piątek, 30 października 2009

Ściślej rzecz biorąc, powinienem był napisać: Grand Slam Bridge wyprodukowany przez Cybron Corporation. Tak jak zawsze uważałem, że nie robi głupot, tak ostatnio zaczął mi cuda wyczyniać w licytacji - pomimo że ma w ustawieniach otwieranie z piątki, to nagminnie robi to z czwórki, co gorsza pokazując młodszą przed starszą (i dogadaj się tu człeku z takim soft-partnerem). Dzisiaj mnie wkurzył, kiedy po moim powtórzeniu koloru, mając trzykartowy fit z asem i królem postanowił pokazać drugą czwórkę. W takich sytuacjach z nerwów korzystam z opcji przejścia do nowego rozdania lub przynajmniej powrotu do licytacji (może trochę głupie, ale to w końcu przyjemność ma być).

Cóż, wolałbym że się zachowywał bardziej przewidywalnie, ale i tak nic nie zmieni faktu, że jest to wciąż mój ulubiony program brydżowy, i najlepszy jaki znam, biorąc pod uwagę relację playability do wymagań sprzętowych. Ale też inni na starcie są prawie bez szans, bo to jest program zajmujący ok. 400 KB, napisany w latach 1985-86:)

Cybron Grand Slam Bridge screenshot

Bez obsługi myszki, bez bajerów, czysta gra. Idę zrobić sobie przerwę na roberka:)

13:11, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (7) »
środa, 28 października 2009

W reakcji na znaną powszechnie zadymę wokół hazardu, premier ogłosił wojnę z hazardem, polegającą - jeśli dobrze dosłyszałem - na zakazaniu hazardu internetowego i wyrzuceniu automatów z powrotem do salonów. Przyznam szczerze, że jestem sceptyczny co do skuteczności tej wojny, bo hazard zejdzie w strefę szarą, albo co gorsza i czarną. Może będzie bardziej moralnie, na pewno zaś spadną dochody budżetu, co - mówiąc cynicznie - w obecnej sytuacji budżetowej martwi mnie zdecydowanie bardziej, niż utrata przedostatniego grosza przez bezrobotnego albo zyski przedsiębiorców hazardowych. Wytrzeszczyłem jednak niemożebnie gały, kiedy usłyszałem dzisiaj rano w „Trójce” interpretację jednego z komentatorów, dla którego ograniczenie dostępności automatów tylko do salonów i kasyn jest.. po myśli firm hazardowych! Szanowny komentator (nie mam pewności, który to był z obecnych w studio, ale mogę przypuszczać, że z medium obecnie mocno antyrządowego) uznał bowiem, że przedsiębiorcy hazardowi tak naprawdę straty poniesione na rynku automatów (w końcu ileś tam automatów im wyjdzie z obrotu, co się przekłada zarówno na zmarnowane inwestycje, jak i na utracone obroty), odbiją sobie w kasynach, które obecnie kontrolują („to wygrana Rysiów i Jasiów, którzy zapewnili już sobie posiadanie kasyn”). To mniej więcej takie samo myślenie, jak spodziewać się, że zakaz sprzedaży wódki nakręci zysków producentom szampana.

09:48, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (7) »
niedziela, 25 października 2009

Szczęśliwym zbiegiem okoliczności udało mi sie dzisiaj poooglądać Milionerów. Jak być może nie wszyscy wiedzą:), program jest nagrywany w Krakowie. Jeden z uczestników, krakus zresztą, po udanej próbie skorzystania z koła "publiczność", odwołał się do nieraz powtarzanego (najczęściej przez Huberta) memu "krakowska publiczność znowu niezawodna" (a swoją drogą szacunek dla faceta, przy pytaniu o gwarantowane 40 tysięcy, bez namysłu wyjął z kieszeni monetę, rzucił, obejrzał i kategorycznym tonem podał Hubertowi wybraną odpowiedź, nie dając mu nawet odetchnąć, nie mówiąc o tradycyjnym wzbudzaniu wątpliwości:)). Dowodziło to jednak, że niezbyt uważnie śledził grę wcześniejszych uczestników. Jeden z nich poległ na pytaniu, który z zaproponowanych pisarzy zginął w wypadku samochodowym: Saint-Exupery, Borowski, Stachura czy Camus. Jest to klasyczny przykład pytania, na które odpowiedź powinno się ustalić w drodze selekcji negatywnej. O ile bowiem można nie wiedzieć, jak zszedł z tego świata właściwy bohater pytania (chociaż Włodzimierz Kalicki w "Dużym Formacie" względnie niedawno właśnie jego śmierci poświęcił swój cotygodniowy historyczny tekścik wspominkowy), o tyle co do pozostałych trzech oczekiwanie pewne jwiedzy o tym fragmencie biografii znajduje spore uzasadnienie, zwłaszcza w "elitarnym" Krakowie. A tymczasem Camus zebrał najmniej głosów wśród "niezawodnej" krakowskiej publiczności..
Oczywiście, nie był to wynik na miarę zadanego swego czasu pytania o domy mody, gdzie spośród publiczności prawidłowej odpowiedzi nie udzielił nikt (!). Ale uczestnikom też nakazuje ostrożność w korzystaniu z koła:)

sobota, 24 października 2009

Junior odkrył dzisiaj na nowo swoją kolekcję puzzli i zaczął je układać jedne za drugimi (angażując w to Rodziców na zasadzie "jeden kawałek ja, drugi kawałek ty, i nie układaj takiego, jakiego ja nie chcę"). Któreś kolejne puzzle w kolejce przedstawiały rysunek suki ze szczeniakami. Kiedy było już ułożone, Matka dla lekkiej odmiany pyta:
- A ile jest piesków na obrazku?
Liczenie (nie w sensie wykonywania działań arytmetycznych) nie sprawia Juniorowi najmniejszych problemów, więc prawidłowa odpowiedź pada niemal natychmiast (mógł zresztą odpowiedzieć z pamięci, bez liczenia:)). Matka postanawia więc jeszcze pociągnąć temat i pyta, ile jest w tym małych szczeniaków, i wtedy pada odpowiedź:

-  Są trzy szczeniaczki i ich mama. A ich taty nie ma, bo pojechał z rodzicami i dzieckiem...

No i dopisał szczeniakom całą dużą rodzinę, nawet jeśli ludzką, a nie psią:)

14:36, bartoszcze , Junior
Link Komentarze (1) »
środa, 21 października 2009

Jedna z weekendowych wycieczek zawiodła nas do Cieszyna, najpierw do polskiego, a potem i do czeskiego (między innymi dlatego, że z polskiej strony nie ma dobrego zejścia do Olzy, żeby pies się mógł wykąpać:)). Spacerowaliśmy więc tak sobie po obu stronach Olzy, a ja zastanawiałem się (dawno nie byłem na spacerze po Cieszynie), czym się różnią właściwie od siebie dwa miasta (półmiasta?). Oczywiste są takie drobiazgi, że po czeskiej stronie znaki drogowe przeważnie są mniejsze, a napisy są głównie po czesku (po obu stronach coraz liczniej występuje wielojęzyczność, a i marki też przekraczają granice). Ale jakąś taką różnicę podświadomie odczuwałem. Rozglądałem się, aż w końcu wrażenie się nieco skonkretyzowało.

ratusz w Czeskim Cieszynie

Po polskiej stronie, budynki centrum Cieszyna są (a przynajmniej sprawiają wrażenie) typową starówką, domy pachną nobliwą starością (co nie zawsze znaczy dobrze utrzymaną). Po czeskiej stronie natomiast domy wyglądają zdecydowanie nowocześniej (co nie znaczy nowo), a ich kolorystyka jest zdecydowanie odważniejsza, aż do przemyślanej krzykliwości. Nie jestem ekspertem od architektury:), ale nasunęło mi się słowo modernizm (mógłby się Łukasz Brzenczek przejechać, pofocić i ewentualnie mnie skontrować:))

chyba modernistyczny dom w Czeskim Cieszynie

Powielam trochę schemat, ale polska strona Cieszyna przypomina mi starszą,  przedwojenną (secesyjną, choć nie o konkretny styl chodzi) część Katowic, natomiast czeska - tę międzywojenną, modernistyczną. Przynajmniej po tym dość powierzchownym oglądzie:)

u fajnego synka w Czeskim Cieszynie:)

Cysaroków proszę o wyrozumiałość:)

poniedziałek, 19 października 2009

Tak mi dzisiaj przyszło do głowy, że to mógłby być niezły kandydat. Poddałem go testowi Rafała Steca i co mi wyszło.
Nie wiem, czy o nim można powiedzieć, że jest świetnym fachowcem, ale w tej chwili prowadzona przez niego drużyna jest rewelacją rozgrywek. Pewnie by się jakoś dogadał z klubem.
Absolutnie nie miał dotąd do czynienia z trenowaniem jednostek wybitnych, a wręcz przeciwnie - znakomicie poskładał przeciętności.
Jest skromny i na pewno nie pretendowałby do roli Wielkiego Mentora.
Kto wie, może stworzyłby duet ze swoim byłym trenerem, obecnym przejściowym selekcjonerem.
Grał jako obrońca, więc nieźle powinien sobie poradzić z poukładaniem drużyny "z tyłu".
Jest obcokrajowcem, ale ze świetną znajomością polskich realiów i języka.
Żadne tajniki słowiańskiej duszy i mentalności nie są mu obce.

Cóż to za prawie-że-ideał?

Trener Polonii Bytom Jurij Szatałow.

Żartowałem? Tylko trochę:)

20:23, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (1) »

Wracałem dzisiaj do domu. Stanąłem na światłach na dwupasmówce, na pasie do lewoskrętu. Czekając na zmianę świateł leniwie zacząłem omiatać wzrokiem znajomą okolicę, i wtedy coś pobudziło czujność zmysłów.

Na barierce energochłonnej pojawiło się coś nowego. Niemal dokładnie naprzeciw okna kierowcy widniała niewielka tabliczka (plakietka? naklejka?), w czerwonopodobnej kolorystyce reklamująca jakiś zakład z sektora wykończenia i wyposażenia domu.

Zacząłem snuć niespieszne rozważania. Jak ktoś wpadł na pomysł umieszczenia reklamy w takim miejscu? Ile kosztuje umieszczenie takiej reklamy? I przede wszystkim - jaka jest jej skuteczność?

A potem zrobiło się zielone.

20:10, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »

Rzuciła mi się w oczy w TV reklamówka jakiegoś produktu nabiałowego (nawet gdybym zapamiętał jakiego, to i tak bym nie napisał, nazwijmy go umownie jogurtem). W reklamiej tej dzieciak (jak ja nie lubię reklam wykorzystujących dzieci..), ośmiolatek bodajże, ma tradycyjnie jakieś marzenia, wykonuje podskok, nawet maluje sobie jogurtem wąs pod nosem. A potem pojawia się Matka Mistrza opowiadająca, że ona zawsze chciała dla dziecka tego co najlepsze i dawała mu odpowiedni produkt nabiałowy. Tak z grubsza, bo widziałem raz i nie uczyłem się na pamięć.

No i tak się zastanawiałem - z wiadomych względów - jaki to mógł być jogurt? Jak w tytule? Bananowy zagryzany bułką? Czysty zagryzany bułką i bananem? Aha, dla przypomnienia: w latach dziecięcości Mistrza z Wisły, w sklepie nie było bananów:) (aczkolwiek smakowe serki homogenizowane już chyba tak).

00:08, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 18 października 2009

Do rozpoczęcia GP Brazylii zostało półtorej godziny, do zakończenia - trzy do trzech i pół. Obejrzałem dane co do ciężaru bolidów sygnalizujące taktykę, i zaryzykuję twierdzenie, że tytuł mistrzowski rozstrzygnie się dzisiaj. Barrichello nie ucieknie na tyle daleko, żeby po tankowaniu nie stracić kilku pozycji, i nie zdobędzie pięciu punktów, zresztą na tym torze nigdy mu rewelacyjnie nie szło. Szanse Vettela są iluzoryczne już po Q1. Gdzieś niedawno napisałem w komentarzu, że w ostatnich latach to Interlagos rozdawał tytuły mistrzowskie, i tego samego się spodziewam w tym roku. Ale oczywiście każda seria może mieć swój koniec, a Pani Fortuna w ostatnich latach lubiła nam zapewniać emocje do ostatniego zakrętu. Na razie sprowadza deszcz, który może zamieszać wszystkim dokumentnie. Mmmmm. Już widzę te poślizgi:)

16:31, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3