Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
czwartek, 30 października 2014

Założyć teczkę dla pozwu, przeanalizować go. Wydać i wysłać nakaz zapłaty do obu stron. 
Włożyć do akt sprzeciw, przeanalizować go, przesłać odpis do powoda. Wyznaczyć termin rozprawy.
Poświęcić godzinę na rozprawę.
Przeczytać pismo które wpłynęło po rozprawie i odpowiedź na nie.
Poświęcić godzinę na kolejną rozprawę.
Poświęcić kwadrans na ogłoszenie wyroku na odrębnym terminie.
Napisać uzasadnienie wyroku, wysłać je do stron.
Wezwać do opłacenia apelacji.
Przeczytać wniosek o zwolnienie od kosztów, wydać postanowienie odmawiające i doręczyć je stronie.
Przesłać zażalenie do innego sądu.
Rozpoznać zażalenie, doręczyć postanowienie i odesłać akta.
Wydać postanowienie o odrzuceniu apelacji.

Jeżeli czegoś nie pominąłem, to teraz można byłoby przystąpić do liczenia ile Skarb Państwa wydał na prowadzenie takiej sprawy - na opłaty pocztowe, materiały biurowe oraz pracę sędziego i sekretariatu. W sprawie, którą mam przed sobą na biurku, w zamian za te czynności Skarb Państwa pobrał kwotę 84.597 złotych. 

Oczywiście byłbym hipokrytą gdybym twierdził że Skarb Państwa zawsze robi równie dobre "interesy", równie często (lub częściej) tyle samo lub więcej czynności wykonuje się za jedyne 30 zł. Po prostu czasem się robi więcej za mniej, a czasem mniej za więcej, i dotyczy to zarówno sądu, jak i pełnomocników. 

Tagi: sąd
12:40, bartoszcze , Prawo
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 26 października 2014

To brzmi jak tytuł opowieści wojennej. Gdzie bowiem, jeśli nie na obszarze działań wojennych, może zginąć reporter (przynajmniej w takim najpopularniejszym skojarzeniu)? Oczywiście, może się też zdarzyć, że znajdzie się w nieodpowiednim miejscu relacjonując jakąś klęskę żywiołową, albo najzwyczajniej w świecie ulegnie wypadkowi drogowemu w drodze na miejsce lub z miejsca. Albo...

Kiedy kilka dni temu w Katowicach wybuchł nad ranem gaz w kamienicy, powodując zawalenie się trzech pięter, jednym z kluczowych problemów był oczywiście los mieszkańców. Większość znalazła się wystraszona na ulicy, niektórzy nie nocowali pod adresem zameldowania, ale co do kilku osób zachodziło przypuszczenie, że znajdują się pod gruzami. I rzeczywiście, po półtora dnia odgrzebywania znaleziono ciała.

Ofiary to reporter TVN i jego rodzina. On pracował dla Faktów TVN (wcześniej dla TVP Katowice), robił m.in. relacje z akcji ratunkowej po katastrofie na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich. Nie oglądam wiadomości telewizyjnych, więc nie wiem, czy relacjonował np. poszukiwania górnika zasypanego po wybuchu na kopalni Wesoła w Mysłowicach w tym miesiącu; gdyby jednak chodziło o jakąkolwiek inną kamienicę w mieście, zapewne stałby przed nią i przekazywał informacje do studia. 

Prawdopodobnie nawet nie zdążył o tym pomyśleć, ani nawet zauważyć że umiera, wedle wstępnego raportu zginął na miejscu, kiedy spadły na niego kamienie ze stropu. 

00:22, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
wtorek, 14 października 2014

Tak mnie jakoś dziś wzięło i poniosło. Miałem po prostu wrócić do domu z miasta Bielska, ale zamiast jechać drogą prostą a zastawioną robotami drogowymi, lub inną drogą prostą lecz długą, podkusiło mnie na eksperymenty krajoznawcze w poszukiwaniu skrótu. Zjechałem więc sobie z ekspresówki, powlokłem się przez Jasienicę, między stawami Landka, z pewnym zaskoczeniem odnotowałem w pamięci Galerię Stracha Polnego w Rudzicy. A potem nadeszło Chybie i... zatrzymałem się.

Zatrzymałem się razem z całą kolumną pojazdów. Po minucie zorientowałem się, że stoimy przed przejazdem kolejowym (inny był kilometr wcześniej). Po kilku kolejnych minutach uznałem, że to nie wróży zbyt dobrze... a że tuż obok był parking pod sklepikiem, wykonałem ostry manewr w prawo i mogłem spokojnie wyjąć z bagażnika teczkę z kanapką i laptopem. Załatwiwszy co niezbędne wysiadłem z auta i rozejrzałem się. 

Na pierwszym planie miałem moknący w mżawce sznur aut, kończący się z jednej strony przed szlabanem, a z drugiej wydający się nie mieć końca (w zasięgu wzroku). Zacząłem zwiedzanie. Na wstępie zaciekawił mnie "SALONIK FRYZJERSKI" (nie zaglądałem do środka, czy istotnie malutki), po drugiej stronie placu widniał zresztą już całkiem duży Salon Fryzjerski. Dalej były sklepy, na drzwiach "marketu" zaintrygowała mnie "WĘDZONKA Z ŁYSYCH", nie dowiedziałem się o niej nic więcej, gdyż (co było jeszcze bardziej zaskakujące) market działał tylko do godziny 15.00. Na szczęście ciut dłużej działał barakowóz z pieczywem, nabyłem w nim dwie ostatnie bułki cynamonowe - niestety raczej jałowe, z cynamonem bardziej w dawce zapachowej niż smakowej. 

Jako zmotoryzowany nie wstąpiłem do karczmy, więc nie mogę potwierdzić, czy "okrutnie liche piwsko w tej Końskowoli", niemniej pierwsze wrażenie Chybie zrobiło mocno takie sobie (może gdybym był z drugiej strony przejazdu, byłoby ciut lepiej). Nie spodziewam się, bym tam jeszcze zawitał, nie dlatego bym się do mieściny zraził, po prostu droga niewarta zachodu (zwłaszcza myśl o przejazdach kolejowych, to linia na Wisłę), a nic szczególnie wartego wycieczki nie zauważyłem (nie zachęca mnie nawet "kościół zabytkowo-pielgrzymkowy", jak głosił przydrożny drogowskaz). Już lepiej do sąsiedniego Strumienia...

niedziela, 12 października 2014

Się narobiło. W tym tygodniu Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe NBP, w tym stopę kredytu lombardowego - co spowodowało między innymi obniżenie przewidzianej w kodeksie maksymalnej stopy odsetek jakie mogą wynikać z czynności prawnej (powyżej teoretycznie zaczyna się lichwa). Od czwartku stopa ta wynosi 12% rocznie (art. 359 par. 2[1] k.c.). 

No i powstał galimatias, ponieważ inny przepis tego samego artykułu (paragraf 2) stanowi zarazem, iż jeśli wysokość odsetek nie jest w inny sposób określona, należą się odsetki ustawowe. Te zaś zgodnie z paragrafem 3 są ustalane w drodze rozporządzenia Rady Ministrów. Aktualne odpowiednie rozporządzenie obowiązuje od sześciu lat i przewiduje prawo wierzyciela do żądania odsetek w wysokości 13%. W momencie jego uchwalania odsetki maksymalne wynosiły 31% rocznie... 

Powstaje pytanie, którą stopę stosować? Pojawiają się różne koncepcje - że odsetki maksymalne dotyczyć powinny tylko tych sytuacji, gdy strony umowy ustalają między sobą wysokość odsetek (zarówno za korzystanie z pieniędzy, jak i za opóźnienie), jako że "opóźnienie nie jest czynnością prawną"; że nie ma wyraźnego zakazu aby odsetki ustawowe były wyższe niż maksymalne; że odsetki ustawowe dotyczą też zobowiązań nie wynikających z czynności prawnych i w tym zakresie oczywiście pozostają w mocy, natomiast w zakresie czynności prawnych należy stosować ustawowe.. Być może któregoś dnia będzie to rozstrzygane przez sądy - teoretycznie to tylko jeden procent, ale przy milionie złotych zrobi to dużą różnicę. Na pewno zaś rząd powinien przy najbliższej możliwej okazji zmienić rozporządzenie (tradycyjnie zwykle po prostu wydawał nowe), aż się prosi ze wsteczną mocą obowiązującą (ale tu mogliby zaprotestować ci, którzy otrzymaliby te wyższe odsetki i wsteczna moc zapewne zostałaby uznana za niekonstytucyjną).

Przy okazji warto wspomnieć o jeszcze jednej powszechnie stosowanej stopie odsetek - od zaległości podatkowych. Tutaj akurat konfliktów nie ma, gdyż konstrukcja tej stopy też jest oparta na stopie kredytu lombardowego (więc spadła). Dysonans pojawiłby się w przypadku gdyby stopa kredytu lombardowego spadła jeszcze bardziej (poniżej 2% rocznie) - stopa odsetek od zaległości podatkowych to dwukrotność stopy lombardowej plus dwa punkty, obecnie 2x3+2=8% rocznie, i zgodnie z ustawą jest to najniższy dozwolony pułap. 

Swoją drogą, właściwie fascynujące jest, jak wysokość zobowiązań między obywatelami jest determinowana aktami rangi podustawowej, nawet jeśli wydawanymi przez organy konstytucyjne.

20:29, bartoszcze , Prawo
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 października 2014

Zdobycie fotela w bolidzie F1 nie jest łatwe, w tej chwili jest ich w końcu tylko 22, trzeba się legitymować niebagatelnymi walorami w postaci talentu lub gotówki (lub odpowiedniej kombinacji tychże). Niektórym zespołom zdarza się niemal otwarcie handlować miejscami, mówiło się, że za jedyne 300 tys. euro można spędzić weekend wyścigowy w barwach Caterhama (pamiętając jednak o ograniczeniach regulaminowych dotyczących liczby kierowców jaką jeden zespół może zgłosić w trakcie sezonu oraz o wymogu posiadania superlicencji F1), a w tylko jednym piątkowym treningu - jeszcze łatwiej. 

Alexander Rossi, jedyny obecnie Amerykanin w stawce F1, pierwszą swą próbę zaliczył w czerwcu, kiedy w barwach Caterhama jako oficjalny kierowca rezerwowy jeździł w piątkowym treningu w Kanadzie. Otwarcie pisano, że pojedzie też w treningu na ojczystej ziemi w teksańskim Austin. Cóż, w lipcu zmienił się właściciel zespołu i Rossi... dostał wolną rękę.

Zaczepił się w Marussii. W sierpniu - w atmosferze wielkie zamieszania - miał spędzić na torze cały weekend wyścigowy w Belgii, był już formalnie zgłoszony, po czym dosłownie następnego dnia okazało się, że problemy z kontraktem Maxa Chiltona jakoś się cudownie rozwiązały (czytaj: znalazł się jakiś przelew) i Rossi wypadł z listy startowej z powrotem do grona rezerwowych. 

Wczoraj wpisano go na listę zgłoszeń przed wyścigiem w Rosji w miejsce leżącego nieprzytomnie w szpitalu Julesa Bianchiego. Wpisano go, gdyż regulamin i umowa z organizatorem nakazują zgłoszenie w określonym terminie dwóch kierowców. Mówi się jednak (raniutko się będzie można dowiedzieć, pierwszy trening o ósmej), że Marussia może pojechać tylko jednym samochodem przez wzgląd na Bianchiego właśnie. Osobiście jestem zdania, że Rossi powinien jechać, w końcu Coulthard miał znacznie gorzej kiedy z marszu zastąpił za kierownicą tragicznie zmarłego Sennę, a i debiut w F1 Vettela zastępującego po wypadku Kubicę na pewno nie był wymarzonym. Jeśli jednak nie pojedzie - to chyba będzie oznaczało, że F1 go nie chce...

01:30, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »