Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
sobota, 28 października 2017

Już całkiem parę dni upłynęło od wielkiej fali hasztagu #MeToo czy też w polskiej wersji #JaTeż, w mediach społecznościowych (i w tradycyjnych również) dominują już inne mniej lub bardziej poważne tematy, ale sam problem nie znikł tylko z tego powodu, że upłynął tydzień czy więcej.

Zasadniczo użycie tego hasztagu było komunikatem "tak, ja też byłam ofiarą molestowania", użyte pojęcie jest pewnego rodzaju skrótem myślowym. Z uwagi na strukturę zjawiska dość oczywisty jest rodzaj żeński, choć jak najbardziej molestowanie mężczyzn również może mieć miejsce (publicznie przyznał się do bycia molestowanym dwumetrowy Terry Crews), płeć molestujących pominiemy (nie udając, oczywiście, że w znaczącej większości przypadków są nimi mężczyźni). Rozwiewając ewentualne wątpliwości: niniejsza notka nie stanowi deklaracji, że sam byłem molestowany (zwłaszcza przez facetów), nawet jeśli jakaś obawa kiedyś przemknęła mi przez myśl; nie liczę sytuacji kiedy pewna dziewczyna liczyła na zbyt wiele (i się lekko rozczarowała), bo karesy, którym zaczęliśmy się oddawać, służyły tylko zniechęceniu pewnej osoby do towarzyszenia nam w pokoju, żeby sobie wreszcie poszła i można było wyciągnąć z szafy flaszkę (tak, grono było liczniejsze), najwyraźniej przesadziłem z aktorstwem, w każdym razie nie sprawiała wrażenia, aby czuła się wtedy zmolestowana...

Żartobliwy ton może nie przystoi tematowi, służy też trochę przykryciu zmieszania. Czytając ewentualne wyznania towarzyszące hasztagowi (nie każda ofiara się dzieli swoimi przeżyciami), nie sposób nie zauważyć, jak zróżnicowane są formy tego co nazywa się molestowaniem, od czynów karalnych po zachowania niemal niezauważalne z pozoru (przynajmniej dla sprawców), wykorzystujące przemoc wyraźną i ukrytą (wynikającą z parametrów fizycznych lub innych), okazję, słowo, gest... W głowie rodzi się pytanie: czy mogę być bohaterem takich opowieści, z tej niewłaściwej strony? I im bardziej przetrząsa się historię własnego życia, tym silniejsze jest poczucie, że nie można tego wykluczyć (i nie mam na myśli anegdotki z poprzedniego akapitu), nawet jeżeli nie zapytam zainteresowanych, czy jakaś sytuacja z moim udziałem nie tkwi w ich pamięci jako zadra.

Nie wnikając w jakiekolwiek szczegóły: przepraszam. Nawet jeśli przeprosiny nie dotrą, problemem jest również to, że sprawcy milczą. 

10:25, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
piątek, 27 października 2017

Opisując projekt nowej ustawy o "jawności" życia publicznego, Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon odniósł się między innymi do planowanej instytucji "uporczywego żądania udzielenia informacji" (mającej uzasadniać odmowę udzielenia informacji) i napisał na Twitterze, że to jak utrudnianie przez chorowitego pracy lekarzom, co miałoby uzasadniać odmowę leczenia go. Nawet poglądowy obrazek zamieścił:

Wojciech Klicki Panoptykon jawność uporczywie porównanie

Ponieważ dostrzegłem wadliwość tego porównania, jako patentowany upierdliwiec podjąłem dyskusję, w toku której padł argument, że udzielanie informacji publicznej jest takim samym obowiązkiem jak inne. A że dyskusja na TT z racji na limity znaków (nawet jak ktoś ma podwójny limit 280, ja nie korzystam) jest wysoce utrudniona, to postanowiłem rozwinąć to już poza Twitterem. Zaznaczmy z góry, że nie będzie to analiza, czy takie ograniczenie z powodu "uporczywości" powinno istnieć ani jaki mieć kształt, bo to temat na zupełnie inną analizę (dość powiedzieć, że można śmiało sobie instytucji dostępu do informacji publicznej ponadużywać - jakkolwiek niektórzy twierdzą że takie nadużywanie to trochę żelazny wilk - ale każde zabezpieczenie przed takim nadużyciem może zostać nadużyte w celu niegodnym i wyjdzie jak z zarządzeniem pułkownika Korna, że zadawać pytania mogą tylko ci, co nigdy nie zadają pytań, if you know what I mean).

Zasadniczym celem służby zdrowia jest leczenie pacjentów. Zasadniczym celem administracji jest załatwianie spraw obywateli. Przy okazji leczenia pacjentów służba zdrowia ma też inne obowiązki, takie jak np. prowadzenie sprawozdawczości dla NFZ czy udostępnianie pacjentom prowadzonej przez siebie dokumentacji medycznej dotyczącej ich leczenia. Przy okazji załatwiania spraw obywateli administracja ma też inne obowiązki, takie jak archiwizowanie dokumentacji związanej z załatwianymi sprawami oraz udostępnianie obywatelom informacji publicznej. W porównaniu Klickiego te materie zostały wyraźnie pomieszane (może dlatego, że zajmujący się głównie jawnością widzą dostęp do informacji publicznej jako zadanie bardziej główne, niż uboczne). Porównując, co jest obowiązkiem podstawowym, a co dodatkowym (niepomijalnym, oczywiście), dochodzimy bowiem do logicznego wniosku, że w porównaniu do służby zdrowia odpowiednikiem "poważnie chorego" w urzędzie jest petent ze skomplikowaną, wielowątkową sprawą. Odpowiednikiem zaś człowieka, który miałby "uporczywie" składać wnioski o dostęp do informacji publicznej, będzie pacjent, który raz za razem przychodzi, żeby skopiować mu fragment jego dokumentacji medycznej (do czego ma pełne prawo) - angażując w ten sposób czas pracowników szpitala czy przychodni. Czy to wpływa na sprawność leczenia pacjentów - to oczywiście zależy od częstotliwości przychodzenia i zakresu kopiowanej dokumentacji, może w sposób pomijalny, a może znaczący...

Oczywiście można było zamiast pacjenta próbować podstawić NFZ z jego żądaniami, ale to też byłoby chybione porównanie, bo odpowiednikiem NFZ byłby jednak dowolny organ kontrolujący.

czwartek, 19 października 2017

Dzień bez skandalu lub skandaliku to dzień stracony, wydają się myśleć w mediach, więc każda sprawa się nada. Dziś rano huknęła sprawa "córki ministra", o której napisał "Fakt", snując narrację że "córka ministra przejęła kamienicę" (Polskie Radio zdążyło już do tego dorzucić, że "nielegalnie"). Chodzi o ministra sprawiedliwości z rządu Tuska, więc sami wicie, rozumicie...

Ponieważ tekst jest w szczegóły skąpy, natychmiast zacząłem z ciekawości rejestrować kluczowe pytania:
- skoro o zwrot kamienicy wystąpiło dwóch adwokatów, w tym "córka która została kuratorem", to w czyim imieniu składany był wniosek? 
- czy "córka" została zgłoszona jako kandydat na kuratora przez drugiego adwokata, czy została wybrana przez sąd samodzielnie?
- kiedy został złożony wniosek, kiedy został ustanowiony kurator (podobno w 2008), kiedy wydano decyzję zwrotową, kiedy zwrócono nieruchomość (podobno również w 2008, choć Alfa i Omega Śpiewak twierdził na Twitterze, że w 2010)?
- czy z akt sprawy lub z księgi wieczystej wynikał wiek byłego właściciela (urodzony w 1889, zmarł w 1958) połowy nieruchomości, któremu "córka" była kuratorem?
- co się dokładnie stało z byłym właścicielem, skoro zainteresowani mieszkańcy ustalili to dopiero po kilkuletnim śledztwie, czy w ogóle był z Warszawy?
- czy nieruchomość wydano "córce" skoro reprezentowała ona tylko właściciela połowy kamienicy?
- czy znaleźli się spadkobiercy byłego właściciela połowy reprezentowanego przez "córkę" (tak przynajmniej wynika z jej wypowiedzi) i jeśli tak, to kto został pokrzywdzony w tej sprawie? 

Krótka kwerenda w Google udziela przynajmniej częściowych odpowiedzi:
- o zwrot wystąpili spadkobiercy drugiej współwłaścicielki tej nieruchomości, żydowskiego pochodzenia sądząc z nazwisk, reprezentowani przez adwokata z Krakowa,
- wniosek został złożony prawdopodobnie w roku 2008, w tym samym roku Samorządowe Kolegium Odwoławcze wydało decyzję o zwrocie (później w 2016 roku uchyloną przez sąd administracyjny), zatem do ustanowienia kuratora musiało dojść zapewne w tym samym roku 2008,
- nie wiadomo, czy kiedykolwiek doszło do fizycznego przekazania nieruchomości (figuruje w wykazie nieruchomości objętych roszczeniami, sporządzonym na koniec roku 2014, a w tekście GPC z roku 2016 lokatorzy wciąż się tego"obawiali")

Mamy więc dość przewidywalną sytuację, w której goni się króliczka, nie przejmując się zupełnie tym, że króliczek grzecznie siedzi i patrzy w osłupieniu na to co się dzieje.

Najciekawsze własne pytanie zostawiłem na koniec: skąd właściwie świeżo upieczona (egzamin i ślubowanie w 2007) krakowska adwokat wzięła się w sądzie warszawskim i została wyznaczona na kuratora? Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby postępowanie w sprawie kuratora dla nieobecnego właściciela było prowadzone w sądzie krakowskim, być może właściciele warszawskiej nieruchomości byli z Krakowa (same procedury zwrotowe już oczywiście w Warszawie). 

Niestety, pełnych odpowiedzi dla Państwa nie mam, ponieważ Fakt, Śpiewak czy Polskie Radio faktami są zainteresowani najmniej.

PS Rzymianie mawiali, by wysłuchać drugiej strony (w natemat)

17:30, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 17 października 2017

Zaglądam o poranku na twittera i czytam niezrównanego Piechocińskiego cytującego ministra Gowina: "obecne oczekiwania płacowe lekarzy rezydentów rozsadziłyby polski budżet".

Zadaję sobie pytanie: to znaczy jak bardzo by rozsadziły? Rozpoczynam szybkie poszukiwania (bo nawet nie wiem ilu tych rezydentów jest). Szybko znajduję materiał na tvn24bis.pl, wedle którego rezydentów jest około 16,8 tysięcy, a podwyższenie wszystkim pensji do zgłaszanej od lat (och, jest nawet podpisane przez ministra, przepraszam, wtedy prezesa Konstantego Radziwiłła stanowisko NRL z roku pańskiego 2006 z takim postulatem) wysokości dwóch średnich krajowych oznaczałoby łączny koszt na poziomie "prawie 2 miliardów złotych". Zakładając, że w tej chwili zarabiają poniżej połowy postulowanego wynagrodzenia (niebędącego głównym żądaniem protestu), oznaczałoby to konieczność znalezienia w budżecie dodatkowego miliarda (z którego, dodajmy około 30 procent byłoby przeznaczone na należności publicznoprawne, czyli zasiliłoby budżet NFZ, przysypywało dziurę w ZUS, wracało do budżetu państwa względnie zasilało budżety samorządów). 

W projekcie budżetu państwa na rok 2018 przewidziano (za B.Arłukowiczem) w dziale "Zdrowie" kwotę 7,791 mld zł, co oznacza o ponad 100 mln mniej niż w budżecie na rok 2017. Projekt budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia na rok 2018 pozytywnie zaopiniowany przez sejmową Komisję Zdrowia zamykał się kwotą 77,4 mld zł. 

Tytułem ciekawostki: wg danych Naczelnej Izby Lekarskiej na koniec września 2017 roku w Polsce było około 173 tysiące lekarzy i dentystów wykonujących zawód. Gdyby wszyscy mieli pracować w publicznej służbie zdrowia za postulowaną pensję w wysokości potrójnej średniej krajowej, to na zagwarantowanie wynagrodzeń lekarzom nie-rezydentom potrzeba by było około 27,7 mld zł (w tym narzuty publicznoprawne), razem z rezydentami niespełna 30 mld (tak, oczywiście w następnej kolejności trzeba policzyć pielęgniarki i inny personel, a potem pozostałe koszty). Jeżeli wziąć pod uwagę, że podstawowym żądaniem protestu medyków jest zwiększenie nakładów na służbę zdrowia o jakieś 2 procent PKB (czyli o tyle, ile wydajemy na wojsko), czyli o jakieś 9-10 miliardów dolarów - to ten wzrost nakładów w zupełności by wystarczył.

niedziela, 15 października 2017

W Formule 1 zabawne zamieszanie z kierowcami. Wcześniej Renault ogłosiło, że na sezon 2018 zatrudni dotychczasowego kierowcę Toro Rosso - Carlosa Sainza (to wynik skomplikowanej operacji, której podstawowym skutkiem była zamiana dostawców silników w zespołach Toro Rosso i McLaren). Pojawiła się wtedy również plotka, że Renault chce ściągnąć Sainza do siebie jeszcze w trakcie sezonu (a Toro Rosso miało się zgodzić), przy czym jedyną przeszkodą był ważny kontrakt drugiego kierowcy Renault, Anglika Jolyona Palmera. Ten zaś nie wyraził entuzjazmu dla takiego rozwiązania - pomimo iż jest kierowcą uznawanym powszechnie za słabszego (i ma niewielkie szanse na dalszą karierę w F1), to jednak wolał korzystać z faktu, że ciężka praca, korzystne zbiegi okoliczności i odrobina ojcowskich pieniędzy pozwoliły mu cieszyć się jazdą w najważniejszej serii wyścigowej (nawet jeśli nieco odstające umiejętności i niekoniecznie znakomity samochód nieraz taką radość utrudniały). I tak oto minęły trzy kolejne wyścigi, aż tu nagle Palmer ogłosił że jednak skorzysta z propozycji prawie nie do odrzucenia i zrobi jednak miejsce dla Sainza...

I niby nic w tym takiego - poza telenowelowatością sytuacji - gdyby nie drobiazg, że przejście Sainza do Renault następuje ze skutkiem od nadchodzącego GP USA (za tydzień). Przygotowany już przez Toro Rosso zastępca - ostatni mistrz serii GP2 Pierre Gasly - miał zaś w ten właśnie weekend startować w finałowych wyścigach japońskiej serii Super Formula i walczyć o tytuł w tej serii. Wydawałoby się, że mógłby sobie tę serię odpuścić, ale nowym dostawcą silników dla zespołu Toro Rosso będzie Honda, a Gasly jest jedynym jasnym punktem Hondy w tej serii, pośród dominujących kierowców Toyoty. W sytuacji Japończycy wyrazili życzenie, aby Gasly dopełnił swoich obowiązków w Japonii, a Toro Rosso rozpoczęło nieomal łapankę na kierowcę, który jest w stanie wystartować dla nich w Austin...

Tu należy bowiem przypomnieć, że do startu w wyścigu Formuły 1 niezbędna jest tzw. superlicencja. Może ją otrzymać ktoś, kto już w F1 startował, lub ktoś, kto w ciągu poprzednich trzech sezonów sprawował się w różnych niższych seriach wyścigowych na tyle dobrze, że uzbierał 40 tzw. punktów do superlicencji (w zależności od rodzaju serii za miejsca w czołowej dziesiątce przyznaje się od 1 do nawet 40 punktów) - co w ostatnich czasach skutecznie ogranicza możliwość wstępu kierowcom nazbyt przypadkowym (dość powiedzieć, że wśród plotek pojawiały się nazwiska czy to szukającego swojej drogi powrotnej do F1 Kubicy, czy to nieszczęsnego Palmera). Mnie natomiast zaciekawił jeden słabo widoczny aspekt - samo spełnianie warunków do uzyskania superlicencji nie jest tożsame z jej posiadaniem, procedura przewiduje, że należy złożyć wniosek o jej wydanie najpóźniej na 14 dni przed sprawdzaniem samochodów (scrutineering) przed weekendem wyścigowym, w którym ma nastąpić start. Wyścig w Austin jest wyznaczony na niedzielę 22 października, sprawdzanie samochodów nastąpi w czwartek 19 października - zatem wniosek o wydanie superlicencji powinien był zostać złożony najpóźniej 5 października. O rozstaniu z Palmerem i przejściu Sainza ogłoszono 7 października... Jedyną furtką zostaje klauzula siły wyższej, która pozwala na złożenie wniosku o wydanie superlicencji na 48 godzin przed rozpoczęciem sprawdzania samochodów, czyli do wtorku, godzina 15.00 czasu Greenwich. 

W piątek ogłoszono, że za kierownicą Toro Rosso zasiądzie Nowozelandczyk Brendon Hartley, urzędujący zwycięzca Le Mans 24h, w poprzedniej dekadzie kierowca testowy zespołu. Z superlicencją jako mistrz WEC problemów mieć nie będzie, jeżeli najpóźniej we wtorek o odpowiedniej porze wpłynie odpowiedni, kompletny wniosek (a potrzebna jest między innymi opinia nowozelandzkiego związku motorowego) - i o ile FIA uzna, że nagłe odejście Palmera można uznać za siłę wyższą. No, chyba że wszystko było umawiane dużo wcześniej...

Tagi: prawo
17:22, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 października 2017

Szósta piętnaście (w tygodniu). Spokojnie, bez zbędnego pośpiechu poruszam się po kuchni przygotowując śniadanie. Słyszę za oknem hurgot, sekunda namysłu i uświadamiam sobie, że to dzień wywozu śmieci, śmieciarze właśnie przyszli przyciągnąć pojemniki w to miejsce osiedlowej uliczki, w którym zatrzyma się śmieciarka. Uświadamiam sobie, ponieważ nie mogę tego zobaczyć, jeszcze noc, za oknem czarno, dopiero za jakieś 10-15 minut zacznie przechodzić w granat i coraz bardziej się rozjaśniać, wschód słońca o siódmej.

Przesuwanie się godziny wschodu i zachodu słońca nie dziwi, oczywiście, choć wszyscy znacznie lepiej widzą godzinę zachodu niż wschodu. Stąd się bierze popularność postulatu, żeby zaniechać zmiany czasu z letniego na zimowy i z powrotem - i pozostać na stałe w letnim (bo wtedy popołudnia jesienne i zimowe mniej posępne). Ma to jakiś sens, jesteśmy na wschodniej rubieży czasu środkowoeuropejskiego, stosowanego od Galicji Zachodniej (tej z Krakowem i Rzeszowem) po Galicję hiszpańską na zachodnim brzegu Półwyspu Iberyjskiego. Wzdychający do "wiecznego lata" najwyraźniej jednak albo nie wstają rano, albo nie są świadomi jak to będzie o poranku wyglądało.

Dziś wschód słońca o siódmej pięć (czasu letniego), za miesiąc będzie za cztery siódma (czasu zimowego). Gdyby utrzymać czas letni, to w połowie listopada dzieci będą wchodziły do szkoły z pierwszymi promieniami słońca (przyjmując ósmą rano jako symboliczną, tradycyjną godzinę rozpoczęcia lekcji), a w zimie słońce będzie wschodziło w trakcie pierwszej lekcji. Kiepską rekompensatą jest przesunięcie zachodu słońca z czwartej na piątą...

Oczywiście, każdy może mieć swoje preferencje, ale ja wolę jasność o poranku, niż wieczorem (zwłaszcza że i tak zimą z pracy wychodzę i wychodziłbym po ciemku). 

PS Zwrócono mi uwagę, że notka nie uwzględnia (to oczywiste uproszczenie) różnic czasu w obrębie kraju. Uzupełniam więc, że w czasie wiecznie letnim nad morzem słońce zimą może wstawać w trakcie drugiej lekcji...

Tagi: lato zima
11:00, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 09 października 2017

Czytałem sobie dziś wywiad ze Śpiewakiem Janem, znanym warszawskim niezależnym kandydatem do urzędów i współtwórcą metody śledczej Śpiewaka-Piątka. Po raz kolejny zajmuje się on szerzeniem poglądu (ukutego pod wpływem swojej metody śledczej), że Hanna Gronkiewicz-Waltz (dalej dla oszczędności miejsca będę się posługiwać tym niesympatycznym skrótem HGW, bo i czemu nie) powinna stanąć przed sądem karnym, i dorzuca do tego zarzut wzbogacenia się na pożydowskim mieniu. A że nie chce mi się za każdym razem odtwarzać faktów w tej sprawie, to zrobię sobie kompendium.

1. Kamienica przy Noakowskiego 16 w Warszawie była własnością żydowskich rodzin Oppenheimów i Regirerów. 
2. W sierpniu 1945 roku Kalinowski (świeżo upieczony pracownik SB) fałszuje pełnomocnictwo do reprezentowania rodziny Oppenheimów i Regirerów, datowane na 30 sierpnia 1939 roku.
3. W grudniu 1945 roku Kalinowski na podstawie fałszywego pełnomocnictwa sprzedaje kamienicę Kępskiemu i Szczechowiczowi. Kępski i Szczechowicz zostają wpisani do księgi wieczystej (wówczas: do wykazu hipotecznego)
4. W 1946 w Warszawie pojawia się Maria Oppenheim, wdowa po zmarłym w 1940 Szlamie Oppenheimie, z dokumentami spadkowymi. Składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Kalinowskiego oraz wniosek o wykreślenie Kępskiego i Szczechowicz z wykazu hipotecznego. Kalinowski zostaje aresztowany, w październiku 1948 roku - skazany na 4 lata więzienia, wyrok skazujący uprawomocnił się w maju 1950 roku
5. Wniosek Marii Oppenheim o wykreślenie Kępskiego i Szczechowicza z wykazu hipotecznego zostaje oddalony w lipcu 1947 (nie wiadomo czy i kiedy się uprawomocniło orzeczenie).
6. W 1947 roku Skarb Państwa występuje do sądu o uznanie umowy sprzedaży kamienicy na rzecz Kępskiego i Szczechowicza za nieważną oraz o wykreślenie w/w panów z wykazu hipotecznego.
7. W lipcu 1948 roku sąd udziela zabezpieczenia powództwa Skarbu Państwa i nakazuje wpisanie do wykazu hipotecznego ostrzeżenia o toczącym się postępowaniu. Nie wiadomo czy i jak się sprawa zakończyła. Z wyjątkiem tego, że...
8. ..wydana została decyzja o przejęciu kamienicy przez Skarb Państwa. Odwołanie Kępskiego zostało oddalone 7 listopada 1953.
9. W 1997 roku Kępski składa w Urzędzie Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast wniosek o zwrot kamienicy. Siostrzeńcem jego żony jest Andrzej Waltz, którego żona pełni funkcję prezesa Narodowego Banku Polskiego. Wniosek Kępskiego jest pomyślnie procedowany w trzech różnych instytucjach: UMiRM, Samorządowym Kolegium Odwoławczym, Urzędzie Miasta (Kępski nie ujawnił sprawy z 1947)
10. W 1999 roku Kępski umiera. W 2002 roku sąd stwierdza nabycie spadku po nim między innymi przez jego żonę (najwyraźniej byli bezdzietni), która umiera w październiku tegoż roku 2002. Spadkobiercami Kępskiej zostaje między innymi rodzeństwo Waltzów (siostrzeńców Kępskiej). Żona Andrzeja Waltza jest wówczas (od stycznia 2001 roku) wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie.
11. W sierpniu 2003 roku prezydent Warszawy Lech Kaczyński wydaje decyzję o zwrocie kamienicy spadkobiercom Kępskich (na Andrzeja Waltza przypada najprawdopodobniej 1/12 udziału w kamienicy). HGW w dalszym ciągu jest wiceprezesem EBOiR.
12. Jesienią 2006 roku kamienica zostaje przekazana spadkobiercom Kępskich. HGW jest wtedy posłanką Platformy i kandydatką w wyborach na prezydenta Warszawy, w których pokonuje zarządcę komisarycznego miasta Kazimierza Marcinkiewicza (który zwracał kamienicę). 
13. Spadkobiercy sprzedają kamienicę, podobno za 8 mln zł (co oznaczałoby, że Andrzej Waltz dostał - do majątku odrębnego - prawdopodobnie jakieś 670 tys. zł). 
14. HGW obejmuje funkcję prezydenta miasta 2 grudnia 2006.

Każdy może sobie samemu wyrobić własne zdanie. Zapewne Andrzej Waltz mógłby uzyskane ze sprzedaży pieniądze oddać (komu? to osobne pytanie), ale co ma do tego wszystkiego HGW? Ani to jej kamienica, ani to jej pieniądze, i nijak nie widać, co miała wspólnego z procesem zwrotu kamienicy (do października 2002 jej najbliższa rodzina nie miała nic wspólnego z tą sprawą). Śpiewak i tak będzie swoje.

Żródła:
HGW oddaj kamienicę - strona na FB
tekst Pińskiego i Trębskiego we Wprost
tekst Szpali i Zubik w Wyborczej
strona HGW na Wikipedii

18:37, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 października 2017

Pogoda w ostatnim tygodniu była iście... kwietniowa, z przeplatanką złotej polskiej, zwykłych deszczyków, najgorszej szarugi i dość paskudnego wiatru (tylko zimy na szczęście brakowało). 

I aż zaskakujące że jeszcze nie nadeszły jesienne mgły (ale przy takim wietrze to mgła nie ma szans).

Zatem jesienna, październikowa mgła sprzed paru lat.

jesień październik mgła Katowice

Tagi: fotka jesień
23:09, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 października 2017

Panta rhei, powiedział Heraklit. W myśl tej maksymy nawet jak wrócimy w to samo miejsce, to będzie ono już inne, nawet jak spróbujemy odtworzyć jakąś sytuację, to nigdy nie będzie ona tą samą.

Siedem lat temu podczas weekendu F1 w Japonii mieliśmy potężną ulewę w porze przewidzianej na kwalifikacje. Lało (w Japonii jesienią potrafi mocno, nawet bez tajfunów) tak mocno, że żaden samochód nie wyściubił nosa z garażu, musiałby być zresztą bardziej łódką niż samochodem (samochód Pana Samochodzika też mógłby nie dać rady w tych warunkach). Jedyną formą ścigania tego dnia było puszczanie łódeczek majstrowanych przez mechaników...

Dziś zanosiło się podobnie - struga płynęła przez pitlane, nawet któryś garaż chciała zalać. I znów zespoły zabrały się do puszczania małych obiektów pływających.

Haas F1 Steiner boat Suzuka 2017 Japan
Nie ma to jak kazać szefowi spływać...

Haas F1 Steiner boat Suzuka 2017 Japan
...a potem pokażą to w telewizji.

Renault F1 Hulk boat Suzuka 2017 Japan
Puszczenie z prądem monstrum można jeszcze zrozumieć...

Renault F1 banana boat Suzuka 2017 Japan
...ale tego już nie bardzo...

Wygląda podobnie? Może, ale jednak inne łódeczki, inne zespoły i przede wszystkim inny dzień tygodnia. A poza tym po trzech kwadransach ulewa dała sobie spokój i samochody wyjechały.

Panta rhei.

21:24, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 października 2017

Koniec roku zbliża się nieubłaganie,tylko patrzeć jak rozpocznie się tradycyjne coroczne głosowanie na Trójkowy Top Wszech Czasów, tylekroć już wzmiankowany na blogu. Uważni czytelnicy może nawet pamiętają, że ostatnio Top prawie że manifestacyjnie olałem, co to będzie w tym roku? Pewne zmęczenie materiału wyczuwam, bo i ze "sportowego" punktu widzenia wkradła się nuda, wciąż te same kawałki jak w Rejsie, nawet jeśli tu czy tam się coś zmieni ("z piątego na siódme" brzmi jak "na Bugu we Włodawie przybyło pięć").

Prowadziliśmy sobie czasem różne dyskusje, że przydałoby się coś w tym Topie zmienić, żeby go urozmaicić (wolno prowadzić niewiążące dyskusje, format określą i tak redaktorzy), prowadziłem sobie i ja prywatne rozmyślania. I tak jakoś zupełnie niedawno uświadomiłem sobie że czas leci jak szalony, i mamy już oto co najmniej siedemnasty rok bieżącego stulecia. I tak ciągnąc tę myśl uświadomiłem sobie, że puszczałem przecież wiele zacnych kawałków, które niewątpliwie powstały już w tym stuleciu (nawet zacząłem sobie notować na pulpicie...). I wtedy już całkiem gotowa była myśl, że fajnym pomysłem byłoby głosowanie na najlepsze piosenki XXI wieku. 

Ciekawe, czy ktoś takie głosowanie już robi.

23:09, bartoszcze , Kult-ura
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2