Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
sobota, 07 października 2017

Pogoda w ostatnim tygodniu była iście... kwietniowa, z przeplatanką złotej polskiej, zwykłych deszczyków, najgorszej szarugi i dość paskudnego wiatru (tylko zimy na szczęście brakowało). 

I aż zaskakujące że jeszcze nie nadeszły jesienne mgły (ale przy takim wietrze to mgła nie ma szans).

Zatem jesienna, październikowa mgła sprzed paru lat.

jesień październik mgła Katowice

Tagi: fotka jesień
23:09, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (1) »
piątek, 06 października 2017

Panta rhei, powiedział Heraklit. W myśl tej maksymy nawet jak wrócimy w to samo miejsce, to będzie ono już inne, nawet jak spróbujemy odtworzyć jakąś sytuację, to nigdy nie będzie ona tą samą.

Siedem lat temu podczas weekendu F1 w Japonii mieliśmy potężną ulewę w porze przewidzianej na kwalifikacje. Lało (w Japonii jesienią potrafi mocno, nawet bez tajfunów) tak mocno, że żaden samochód nie wyściubił nosa z garażu, musiałby być zresztą bardziej łódką niż samochodem (samochód Pana Samochodzika też mógłby nie dać rady w tych warunkach). Jedyną formą ścigania tego dnia było puszczanie łódeczek majstrowanych przez mechaników...

Dziś zanosiło się podobnie - struga płynęła przez pitlane, nawet któryś garaż chciała zalać. I znów zespoły zabrały się do puszczania małych obiektów pływających.

Haas F1 Steiner boat Suzuka 2017 Japan
Nie ma to jak kazać szefowi spływać...

Haas F1 Steiner boat Suzuka 2017 Japan
...a potem pokażą to w telewizji.

Renault F1 Hulk boat Suzuka 2017 Japan
Puszczenie z prądem monstrum można jeszcze zrozumieć...

Renault F1 banana boat Suzuka 2017 Japan
...ale tego już nie bardzo...

Wygląda podobnie? Może, ale jednak inne łódeczki, inne zespoły i przede wszystkim inny dzień tygodnia. A poza tym po trzech kwadransach ulewa dała sobie spokój i samochody wyjechały.

Panta rhei.

21:24, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 05 października 2017

Koniec roku zbliża się nieubłaganie,tylko patrzeć jak rozpocznie się tradycyjne coroczne głosowanie na Trójkowy Top Wszech Czasów, tylekroć już wzmiankowany na blogu. Uważni czytelnicy może nawet pamiętają, że ostatnio Top prawie że manifestacyjnie olałem, co to będzie w tym roku? Pewne zmęczenie materiału wyczuwam, bo i ze "sportowego" punktu widzenia wkradła się nuda, wciąż te same kawałki jak w Rejsie, nawet jeśli tu czy tam się coś zmieni ("z piątego na siódme" brzmi jak "na Bugu we Włodawie przybyło pięć").

Prowadziliśmy sobie czasem różne dyskusje, że przydałoby się coś w tym Topie zmienić, żeby go urozmaicić (wolno prowadzić niewiążące dyskusje, format określą i tak redaktorzy), prowadziłem sobie i ja prywatne rozmyślania. I tak jakoś zupełnie niedawno uświadomiłem sobie że czas leci jak szalony, i mamy już oto co najmniej siedemnasty rok bieżącego stulecia. I tak ciągnąc tę myśl uświadomiłem sobie, że puszczałem przecież wiele zacnych kawałków, które niewątpliwie powstały już w tym stuleciu (nawet zacząłem sobie notować na pulpicie...). I wtedy już całkiem gotowa była myśl, że fajnym pomysłem byłoby głosowanie na najlepsze piosenki XXI wieku. 

Ciekawe, czy ktoś takie głosowanie już robi.

23:09, bartoszcze , Kult-ura
Link Komentarze (4) »
środa, 04 października 2017

Przyjemnie jest w lesie w słoneczny jesienny dzień. Zapewne byłoby jeszcze przyjemniej, gdybym w porządnych butach spacerował między drzewami, grzybki zbierając, ale w środowy poranek na takie luksusy sobie pozwolić nie mogłem, więc tylko chłonąłem las jadąc sobie grzecznie szosą przezeń prowadzącą.

Las o tej porze jeszcze nie jest całkiem jesienny, lecz dopiero jesienniejący, z zielenią przeplataną żółtą i innymi barwami. Lubię patrzeć na las i o tej porze, i kiedy całkiem się na jesiennie pokoloruje, więc w lesie najczęściej jadę nie za szybko i patrzę, patrzę, patrzę (pamiętając, że na drodze muszę zwracać uwagę nie tylko na przyrodę). I kiedy tak jechałem, dostrzegłem na poboczu jakąś majaczącą sylwetkę. Zwolniłem dodatkowo, nie wiedząc kto zacz i co zrobi...

A on wszedł na jezdnię. Wszystkimi czterema nogami, na szczęście nie ociągał się zbytnio, choć i nie biegł zbyt gorliwie, kiedy dojechałem do jego wysokości, zbiegał już z pobocza razem ze swoim efektownym porożem. 

To był naprawdę miły początek dnia, dzięki temu jelonkowi.

Tagi: jesień
16:21, bartoszcze , Z podróży
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 października 2017

Dziwne słowo w tytule, prawda? Sam wymyśliłem. Jest to na podobieństwo słowa "inktober", które poznałem w tym miesiącu, a które oznacza akcję (zapomniałem lub nie zapamiętałem czy ma to jakiś podtekst) polegającą na tym, że grafik codziennie rysuje obrazek (i publikuje, chyba, pamięć coraz słabsza do rzeczy mało istotnych przynajmniej). Oczywiście nazwa pochodzi z angielska, że niby ink+october (tak naprawdę to sam to sobie dośpiewałem).

Jak już zauważyłem taką akcję (oczywiście natychmiast sobie pomyślałem, że grafikiem nie jestem, a raczej antygrafikiem, więc...), to później zajrzałem sobie na blogaska i uświadomiłem sobie, że w tym miesiącu w ciągu dwóch dni napisałem dwie notki, obie w zasadzie nieplanowane, i zadałem sobie zaskakujące pytanie: "a co gdybym w tym miesiącu codziennie pisał jedną notkę"? Nazwa dorobiła się sama...

Możecie obstawiać, czy wytrzymam. To tylko i aż miesiąc.

 

Tagi: bzdury
18:25, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 02 października 2017

"Byłam dzisiaj w sklepie, jak wielu, którzy wychodzą z rodziną w niedziele do centr. handl." /Katarzyna Lubnauer, .Nowoczesna/

"Z tym, że pracujący w niedziele w handlu raczej nie mogą tego dnia wychodzić z rodziną"
/Michał Protaziuk/

Ten mini-dialog to kwintesencja sporu o dopuszczalność handlu w niedziele. Argumenty padają w nim różne, częściej emocjonalno-infantylne niż poważne. Ja niezmiennie stoję na stanowisku braku zdania, sam zakupów w niedziele unikam, pisałem już o tym zresztą. Godzę się zresztą z tym, że pomimo swego nastawienia zostanę uznany za bezwzględnego wyzyskiwacza, bo rozważam "symetryczne" myśli:

"Pracujący w niedzielę w handlu raczej nie mogą tego dnia wyjść z rodziną do kina"

"Pracujący w niedzielę w kinie raczej nie mogą tego dnia wyjść z rodziną do restauracji"

"Pracujący w niedzielę w restauracji raczej nie mogą tego dnia wyjść z rodziną do wesołego miasteczka"

"Pracujący w niedzielę w wesołym miasteczku raczej nie mogą tego dnia wyjść z rodziną do centrum handlowego"

W idealnym świecie nie byłoby z tym problemów. Co zrobić z tym, że żyjemy w niedoskonałym? To jest chyba to właściwe pytanie.

niedziela, 01 października 2017

Czytam w Wyborczej, że WHO zaleca nam podjęcie działań w celu ograniczenia spożycia alkoholu (między innymi przez podniesienie cen, ograniczenie reklam i zmniejszenie dostępności, w szczególności przez wyeliminowanie jego sprzedaży na stacjach benzynowych). Zalecenia jak zalecenia, przeżyję, niemniej pojawiające się w tekście argumenty natychmiast nasunęły mi pewne pytania, które wyłuszczę poniżej:

Skoro istnieje zależność (stwierdzona w Los Angeles i Nowym Orleanie) pomiędzy ilością sklepów z alkoholem a przemocą i chorobami wenerycznymi, to czy mamy w Polsce plagę napadów (nie wyjaśniono co prawda, czy chodzi o napady ogółem, napady pod wpływem alkoholu czy napady na punkty z alkoholem) oraz czy mamy wysoki poziom zachorowań na choroby weneryczne?

Skoro istnieje zależność między reklamami piwa i wzrostem spożycia piwa (o jedną czwartą w ciągu dekady), to czy spowodowało to wzrost spożycia alkoholu ogółem?

Skoro zakaz reklamy alkoholu obowiązuje m.in. w Rosji, na Litwie i Ukrainie, to czy w państwach tych nastąpił spadek spożycia alkoholu? (tekst zawiera wskazówkę poziom spożycia w Rosji jest analogiczny jak u nas)

Czy istnieje zależność pomiędzy zakazem reklamy alkoholu a wskaźnikiem samobójstw? (w Rosji, na Litwie i Ukrainie jest on wyższy niż w Polsce)

Na większość pytań zapewne odpowiedź da się wyguglać (nie chce mi się na trzeźwo), nie spodziewam się żeby brał takie niuanse pod uwagę. Podziwiam schematyczność myślenia (w polskiej kulturze picia przemyt, bimbrownictwo i meliniarstwo są wystarczająco mocno osadzone, i proponowane środki tego nie zmienią), niemniej nie umiem się powstrzymać przed jeszcze jednym pytaniem:

Skoro za ograniczeniem picia alkoholu są organizacja międzynarodowa oraz biskupi, to jaką narrację zbudują przeciwnicy ograniczeń?

17:44, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
sobota, 30 września 2017

Notki o genezie i smaczkach koncepcji 50% kosztów uzyskania przychodów dla twórców wciąż nie napisałem i zebrać się nie mogę, ale wkurzyła mnie wiadomość, że planowane jest podwyższenie (podwojenie) twórcom limitu kwoty, do którego mogą z tej możliwości skorzystać. Postanowiłem zobrazować to w formie prostych obliczeń. Dla uproszczenia przyjmiemy, że twórczość jest jedynym źródłem dochodu.

Dziś artysta, który na swojej twórczości zarabia rocznie 85.528 zł, ma prawo od tej kwoty wyliczyć sobie 50% kosztów uzyskania przychodu (wirtualnych, choć ładniej się mówi "zryczałtowanych"). W rezultacie do opodatkowania jego roczny dochód wynosi 42764 zł. 18% z tej kwoty wynosi 7.697,52 zł, co należy pomniejszyć o 556,02 zł kwoty wolnej od podatku - ostatecznie (po zaokrągleniu w górę) artysta od swoich 85.528 zł płaci 7142 zł podatku, zatem "na czysto" zostaje mu 78.386 zł.

Gdyby zaś rzeczony artysta nie korzystał z przywileju, tylko był traktowany jak zwykły śmieciówkarz na umowach o dzieło, to mógłby sobie odliczyć wirtualne 20% kosztów uzyskania przychodu i podatek płaciłby od kwoty 68.422,40 zł. Podatek wyniesie wtedy 11.761 zł, a na rękę zostanie 73.767 zł. 

Gdyby zaś ten artysta chałturzył na umowach o pracę (pamiętamy, że wtedy oprócz kwoty dochodu płyną jeszcze znaczne kwoty składek na ZUS), to w skali roku mógłby odliczyć nie więcej niż 2.502,56 zł kosztów, a wtedy jego podatek wynosi 14.389 zł i "na rękę" pozostanie mu 71139 zł. Różnica to kilka tysięcy w tę lub wewtę, które my, pozostali podatnicy, dajemy twórcy zarabiającemu miesięcznie na czysto sześć tysięcy złotych (z haczykiem lub bez).

Co więc się stanie, kiedy "opresyjny" limit kosztów uzyskania przychodu zostanie podwojony? Wtedy artysta, który zarobi rocznie "na twórczości" 171.056 zł, dzięki "złagodzeniu krzywdy" zapłaci 14.840 zł podatku i pozostanie mu 156.216 zł, czyli trzynaście tysięcy miesięcznie (dziś zapłaciłby 29080 zł i zostałoby mu 141.976 zł, czyli niespełna dwanaście na miesiąc). 

Powtórzmy zatem dobitnie: "przywrócenie sprawiedliwości" artystom oznacza wypłacenie przez innych podatników trzynastej pensji ludziom, którzy zarabiają kilka średnich krajowych. Możecie zgadywać, dla kogo takie nagrody.

13:44, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 września 2017

Wychodziłem wieczorem do sklepu, deszcz lał jak głupi, więc sięgnąłem do szafy po mało używaną kurtkę przeciwdeszczową. Wracając zacząłem grzebać w jej kieszeniach, wyłowiłem jakieś dwa niewielkie papierki. Ich język oraz wybita na nich data sugerowały niedwuznacznie, że pochodziły jeszcze z wiosennego wyjazdu do Budapesztu. Pozostawał tylko jeden problem...

Spędziłem dobrą chwilę zastanawiając się do czego te papierki służyły. Umieszczone na nich wielocyfrowe numery "seryjne" (kolejne zresztą) oraz kwota w forintach sugerowały, że to dowód zakupu czegoś, ale czego? Rozmiar - jakieś trzy centymetry na dwa lub w tych rejestrach, nie mierzyłem - i ascetyczna forma sugerowały, że to nic istotnego, cena - 250 forintów (jakieś 3,50 zł) - też wskazywała na drobiazg, bilet na metro kosztował bodaj 350 forintów. Przelatywałem myślami cały dzień spędzony w Budapeszcie, starając się namierzyć taki drobny wydatek. Nic pewnego nie przychodziło do głowy.  

Kiedy staromodne metody zawodzą, sięga się po nowoczesne. Włączyłem wyszukiwarkę, wpisałem wybite największymi literami słowo "nyugta", okazało się, że chodzi o kwitek, paragon. Nie przybliżało to jednak do odpowiedzi, gdzie go wydano. Zacząłem więc wpisywać w wyszukiwarkę długą trójwyrazową nazwę, wyszukiwarka przyjęła ją dość ochoczo, wyświetliła rozbudowaną stronę z licznymi zdjęciami, strona w języku węgierskim oczywiście, na szczęście miała też wersję angielską. Następnych kilkanaście minut spędziłem analizując jeszcze staranniej, w którym miejscu w Peszcie (do Budy tego dnia nie zaglądaliśmy) mogłem się zetknąć z firmą, do której należała ta strona, i wejść z tą firmą w komercyjną interakcję. Wychodziło mi, że musiało to być podczas przemierzania Wyspy Małgorzaty (od mostu Małgorzaty po most Arpada), bo tylko tam przypominałem sobie moment w którym mogliśmy skorzystać z usług budapeszteńskiego przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjnego...

Tak, przez trzy miesiące miałem w kieszeni kwitki z szaletu.

sobota, 16 września 2017

Mówi się, że w Formule 1 każdy element się liczy, bo każdy może dać setne czy dziesiąte części sekundy różnicy, lub wpłynąć na lepsze lub gorsze działanie innych elementów dających setne czy dziesiąte. Jednym z najważniejszych elementów pozostaje jednak zawsze silnik, który musi samochody rozpędzać do ponad 300 km/h i wytrzymywać setki kilometrów jazdy na wysokich obrotach, a im lepiej wykonuje to zadanie, tym większe szanse jego użytkownik ma w rywalizacji.

W aktualnej formule silnikowej, obowiązującej od 2014 roku (przewidywany okres do 2020 włącznie), silniki odgrywają nawet większą rolę niż kiedyś (choć Mercedes nie samym silnikiem dominował przez trzy lata). Nie jest więc żadnym zdziwieniem, że każdy zespół z ambicjami stara się mieć raczej lepszy silnik jak gorszy, przy czym wobec ograniczeń ilościowych (zasadniczo żaden producent nie powinien aktualnie obsługiwać więcej niż trzech zespołów), handlowych i konkurencyjnych nie jest to łatwe do osiągnięcia (ktoś musi wszak korzystać także z tych ciut słabszych silników). Malownicze spory wokół dostaw dla silników dla Red Bulla nadają się na długą opowieść, której nowy rozdział zaraz może zostać napisany. Podczas trwającego weekendu w Singapurze ogłoszono bowiem oficjalne potwierdzenie, że McLaren rozwiązuje wieloletnią umowę o współpracy z Hondą i podpisuje trzyletnią umowę z Renault, co stało się możliwe dzięki ogłoszonemu równocześnie przejściu Toro Rosso z jednostek Renault na Hondę. Jednocześnie pojawił się sygnał, że Renault nie przedłuży współpracy z Red Bullem poza rok 2018.

I tu pojawia się konieczność zerknięcia na przepisy dotyczące sytuacji silnikowej. Mamy czterech dostępnych producentów silników. Mercedes poza własnym zespołem ma umowy na zaopatrywanie Williamsa i Force India do roku 2020. Ferrari poza własnym zespołem zaopatruje Haasa (nie wiadomo dokładnie do kiedy) i podpisało umowę z Sauberem do roku 2020. Renault poza własnym zespołem ma po 2018 zaopatrywać tylko McLarena. Honda na razie jest dostawcą tylko dla Toro Rosso (podobno wieloletnim), i możliwości ich silnika są na razie delikatnie mówiąc niesatysfakcjonujące... Co zatem może zrobić Red Bull? Ani Mercedesa, ani Ferrari za bardzo nie zmusi do współpracy (zresztą już im się to nie udało w 2015). Jeśli nie zawierzy "w ciemno" Hondzie (a takie zawierzenie może spowodować, że uciekną mu kierowcy, pożądający samochodu z silnikiem pozwalającym na walkę o mistrzostwo), to może jedynie złożyć oficjalne żądanie do FIA, żeby skorzystała z mechanizmu przymusowego przydziału silników. Istnieją bowiem specjalne reguły, zgodnie z którymi każdy producent jest zobowiązany do obsługi określonej liczby zespołów, jeśli będzie to konieczne (na dziś - przy 10 zespołach i 4 dostawcach - z wzoru wynika, że ta liczba wynosi 3). Jeżeli więc do 15 maja 2018 roku żaden z producentów nie poinformuje FIA o podpisaniu umowy z Red Bullem, to FIA będzie uprawniona do skorzystania z tego mechanizmu - tyle że w sytuacji jak opisanej wyżej, będzie to oznaczało że dostawcą dla Red Bulla zostanie Honda, jako producent z najmniejszą liczbą klientów...

Ciekawiej byłoby, gdyby Honda się znienacka wycofała i zostało tylko 3 producentów. Zgodnie z tymi samymi regułami, w pierwszej kolejności Renault zostałoby zobowiązane do przyjęcia trzeciego klienta - przy czym o tym, który to byłby z zespołów sponsorowanych przez koncern Red Bull, decydowałoby losowanie. Dla drugiego zespołu konieczne byłoby losowanie spośród wszystkich trzech producentów... Wyobrażacie sobie w sezonie 2019 zespoły Red Bull-Renault i Toro Rosso-Mercedes?

Jak będzie, tak będzie, wizja Red Bull-Honda na 2019 jest niesamowicie realistyczna, z jakimi kierowcami i możliwościami? Boję się przewidywać... Poza tym, ewentualne wielopiętrowe negocjacje handlowe mogą doprowadzić do zupełnie nieprzewidywalnych rozstrzygnięć.

Tagi: prawo
14:59, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »