Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
czwartek, 23 października 2008

Gdyby istniała Czwarta Rzeczpospolita Planktonu, to pewnie egzystowałyby w niej łże-kiełże. Pewnie zdradziecko knułyby, o na przykład tak:

Pewien bulterier planktonu
skarżył się swemu ogonu
że łże-
kiełże
gryzć go tam chcą bez pardonu.

Uff, nie ma jak odrobina surrealizmu na odreagowanie codzienności. Łże-kiełże bardzo mi się podobają, choć nie czuję w nich wielkiego ładunku twórczego. Jak ktoś poczuje do nich wenę, ma moje błogosławieństwo, o linka lub trackback jedynie poproszę:)

21:00, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 października 2008

Tytuł jest raczej przewrotny i nie dowodzi mojego nagłego nawrócenia się na tę ideę:) Kiedy jednak patrzę na sytuację przed ostatnim wyścigiem sezonu i czytam, że McLaren zapowiada defensywną taktykę "byle dojechać w piątce" (bo szóste miejsce, przy zwycięstwie Massy, czyli w warunkach równości punktów, daje tytuł Ferrari!). Spoglądam więc na klasyfikację Ecclestone (tylko dwóch pierwszych zawodników) i co widzę?

Hamilton 
5

3
Massa5
2 2

(liczby oznaczają oczywiście liczbę miejsc pierwszych, drugich i trzecich)

Gdyby więc teraz o końcowej kolejności decydowała klasyfikacja Ecclestone, to strategia defensywna byłaby samobójcza - LH musiałby bezpośrednio walczyć z Massą o zwycięstwo (lub drugie miejsce, gdyby wygrać miał ktoś spoza duetu). Wtedy by się działo:)

Aha - gdyby ktoś pytał, czy Massie nie wystarczy trzecie miejsce: nie, nawet gdyby LH nie skończył. Mając po tyle samo miejsc na pudle, decydowałyby te odleglejsze. LH był dwa razy piąty, a Massa tylko raz:)

Oczywiście, opisana sytuacja nie sprawia, że klasyfikacja Ecclestone jest lepsza - ot, akurat się ułożyło. Poza tym, walkę o tytuł mógłby rozstrzygnąć jeden "manewr Schumachera".. Ale o tym jeszcze w osobnej notce:)

 

23:49, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »

W ramach cyklu "Kryzys finansowy na świecie" czytam sobie ostatnio o prezesie Deutsche Bank Josefie Ackermannie, który miał powiedzieć, że wstydziłby się brać pieniądze od państwa. Co dokładnie powiedział, nie wiadomo, bo podobno media jego wypowiedź przekręciły, ale w każdym razie wzbudził oburzenie powszechne w Niemczech.

A ja nie rozumiem dlaczego. Powiedział po prostu prawdę. Dla facetów, którzy w swoich instytucjach już-już prawie rządzili światem, pokorne zwrócenie się po ratunek do kredytodawcy ostatniej szansy to rzeczywiście upadek i powód do wstydu. Ale moim zdaniem, jeszcze większy wstyd wynika z faktu, że właściwe zachowanie prezesów powinno wyglądać inaczej. Powinni stanąć przed swoimi akcjonariuszami i powiedzieć im: póki inwestycje na granicy ryzyka powodziły się, dostawaliście wypasione dywidendy, a dzisiaj poszło na abarot i zostajecie z gównianymi akcjami. Powinni stanąć przed swoimi odpowiedzialnymi pracownikami i powiedzieć im: póki deale wychodziły, byliście bogami rynku, a dzisiaj wylatujecie. Powinni stanąć przed swoimi menedżerami i powiedzieć: póki żarło, opływaliście w luksusy, a dzisiaj oddajecie bonusy. W porównaniu z tym, zwrócenie się do państwa po pieniądze podatników to taka łatwizna, że aż wstyd. No i poza tym, jest to nacjonalizacja strat po prywatyzacji zysków.

Ackermanna szanuję jeszcze za jedno - w czasie kryzysu zrezygnował ze swojej liczonej w milionach premii (choć jego bank akurat podobno problemów nie ma, przynajmniej jeszcze albo już). Czytałem, że uznano to za populizm. Może to wyrachowana zagrywka, ale wolę populizm Ackermanna, niż bezczelne kasowanie odpraw przez management padających banków czy imprę AIG.

PS. Na deser przypomniał mi się dowcip o kobiecie, która zakładała się z prezesem Deutsche Banku, że jego..:)

00:07, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 21 października 2008

Słysząc jakiś dziwny dźwięk w kuchni, Junior przybiega z pokoju i obserwuje pilnie, jak Ojciec poprawia ustawienie garnka z wodą na palniku kuchenki. Po czym mruży oczy i komentuje:
- Ojciec wywrócił garnek na drugą stronę.

Czasem by się pewnie przydało:)

 

11:21, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 20 października 2008

Przeczytałem właśnie, że kolejnym kandydatem do korzystania z państwowego ratunku jest holenderski ING. Szczególnie mnie to nie przejęło, bo większe firmy miały problemy tego roku, i jego sytuacja na razie nie wydaje się jakoś dramatyczna (a korzystnie odbieram pewne ograniczenia, jakie się tam wprowadza, choć i tak powinien zacząć obowiązywać standard idący dużo dalej). Zadziwiła mnie jednak wypowiedź prezesa ING Banku Śląskiego (co prawda może nie jest przytoczona dokładnie, a nie znalazłem jej na innych portalach):

"- Wszyscy nasi klienci są bezpieczni - mówi "Gazecie" Brunon Bartkiewicz, prezes ING Banku Śląskiego. Jego zdaniem decyzja holenderskiego rządu to dla nich bardzo dobra wiadomość, bo oznacza, że ING w Polsce nie będzie musiał wprowadzać ograniczeń przy udzielaniu kredytów."

I teraz tak: jeżeli kłopoty centrali ING mają jakiekolwiek przełożenie na działalność kredytową polskiej spółki ING, to są dwie możliwości: albo ING BSK finansuje akcję kredytową nie z depozytów, tylko ze środków pozyskiwanych od spółki-matki (a to w razie problemów centrali może się nieprzyjemnie przełożyć na sytuację spółki-córki), albo w razie problemów spółki-matki ING BSK musiałby ją wspierać takimi - powiedzmy - nie całkiem oficjalnymi transferami środków. I jedno, i drugie zachęca do jak najszybszego ograniczenia kontaków z tym bankiem (dla mnie to akurat rzecz czysto hipotetyczna, bo już ich właściwie nie mam).

Nie wiem, która z wersji jest prawdziwa, ale google podpowiada, że ING BSK z jednej strony kredytował się w centrali na wypłatę dywidendy, a z drugiej strony prezes Bartkiewicz niedawno twierdził, że niektóre banki mają problemy z finansowaniem swojej akcji depozytowej..

 

11:44, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (4) »
niedziela, 19 października 2008

"Żadnych mrzonek, panowie" - tymi słowami car Aleksander II rozwiał w 1856 roku nadzieje polskiej delegacji na przywrócenie niepodległości Królestwu Polskiemu. Te same słowa można dziś skierować do wszystkich, którzy liczyli na tytuł mistrzowski Roberta Kubicy. Ja sobie szczególnych nadziei nie robiłem, bo strata była duża, a różnica w samochodach niestety na niekorzyść, ale mam wrażenie, że duża część kubicomanów już-już widziała te nagłówki "Polak mistrzem świata".

Można zapytać, czy teraz Robert już może luźno podejść do GP Brazylii? Otóż oczywiście nie, bo z jednej strony będzie bronił swojego trzeciego - w końcu medalowego:) - miejsca w klasyfikacji generalnej przed Raikkonnenem (chociaż kto pamięta trzecich zawodników w końcowych klasyfikacjach? chyba tylko dziennikarze, którzy nie mogą się pochwalić kimś na miejscu pierwszym), nad którym ma sześć punktów przewagi. Oraz, co może nawet bardziej ambitne - zespół nadal może walczyć o drugie miejsce w klasyfikacji konstruktorów. Jest to bardzo trudne, ale nie niemożliwe. Muszą przegonić McLarena o 11 punktów, a jeżeli będziemy pamiętać, że słaby wynik LH jest jedyną szansą Massy na tytuł w tym roku, to nie wydaje się to wcale takie absurdalne. Oczywiście, wcale nie będzie BMW łatwo zdobyć nawet 11 punktów, a co dopiero o 11 więcej niż kto inny:) ale też Interlagos ma inną charakterystykę niż ostatnie dwa tory, i możliwe, że BMW będzie tam silniejsze. A poza tym sytuacja wokół kandydatów do tytułu indywidualnego jest taka, że nic nie jest niemożliwe, ale o tym w osobnej notce.

15:54, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
piątek, 17 października 2008

Przeczytałem dzisiaj w "Gazecie" tzw. list otwarty posłów lewicy w sprawie emerytury generała Wojciecha Jaruzelskiego. Pozostawiam na uboczu punkt wyjścia tego listu, o którym się wypowiadać tu nie będę, napisać chcę o czym innym. Otóż list ten czytałem z rosnącym niedowierzaniem, pomimo czytania go jeszcze i jeszcze raz. Nie da rady inaczej, trzeba zacytować:

"(..) Dwudziestodwuletni porucznik Wojciech Jaruzelski wysłał swojego najlepszego przyjaciela na rozpoznanie pozycji wroga. Widział go tego dnia po raz ostatni.
(..) Porucznik Wojciech Jaruzelski w wieku 21 lat z orderami za dzielność na mundurze kopał okop, gdy po morderczej przeprawie przez Odrę hitlerowską artyleria przygwoździła jego pluton na drugim brzegu rzeki.
"

Coś nie pasuje? No nie pasuje. Sięgnąłem do dostępnych w sieci życiorysów generała. Urodził się 6 lipca 1923 roku, Odrę forsował w kwietniu 1945 roku (co jest zgodne z wiedzą historyczną, jaką powinien posiadać każdy uczeń). Gdzie i kiedy potrzebował więc rozpoznać pozycje wroga dwudziestodwuletni porucznik Jaruzelski? Na jego oficjalnej stronie znajdujemy odpowiedź: na przełomie roku 1945/46 na ziemi hrubieszowskiej. Wrogiem były "bandy zbrojnego podziemia" i nacjonaliści ukraińscy.

Bez względu na to, czy ktoś ma do generała Jaruzelskiego stosunek wiernopoddańczy, pełen nienawiści, czy też oparty na szacunku - powoływanie jako "zasługi" walki z nieszczęsnymi patriotami z czasów wczesnej PRL jest po prostu uwłaczające. Dla tych, co walczyli za Polskę, dla nas wszystkich i dla samego generała - o autorach listu nie wspomnę.

Przy okazji jeszcze jedna wątpliwość. Otóż kiedy czytam w Gazeta.pl tekst o tym liście, to porucznik Jaruzelski wysyłając przyjaciela na rozpoznanie jest już porucznikiem dwudziestoletnim, co mogłoby sugerować koszmarną pomyłkę redaktora publikującego ogłoszenie. Jednakże, w wieku 20 lat Wojciech Jaruzelski był co najwyżej chorążym (podporucznikiem został w wieku 21 lat i 4 miesięcy), a ponadto w okresie lipiec 1943 - lipiec 1944 nie uczestniczył w żadnych działaniach bojowych, więc i tą drogą autorzy listu nie wybronią się przed kompromitacją (swoją drogą, któryś z redaktorów dał ciała).

00:44, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 16 października 2008

Robert Kubica jest nie tylko najczęściej punktującym zawodnikiem (13 razy w 16 wyścigach), ale też jedynym w tegorocznym cyklu, który zajął wszystkie możliwe punktowane miejsca, od 1 do 8.

Jedynym zawodnikiem, który zdobyl punkty we wszystkich ostatnich pięciu wyścigach, jest Sebastian Vettel.

Biedny Adrian Sutil od dwunastu wyścigów probuje przegonić w klasyfikacji niejeżdżącego już Takumę Sato. Pomyśleć, że wystarczy mu do tego zajęcie jednego jedynego jedenastego miejsca. Kibicujmy chłopakowi, w końcu gdyby nie pechowy dla niego incydent na Monaco.. A w ogóle to chyba będę kibicował Force India w tych ostatnich wyścigach, w końcu są bez punktu.

 

00:07, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
środa, 15 października 2008

Cóż, co będę ukrywał - nie wstałem na GP Japonii:) Kiedy przed wyprowadzeniem psa zerknąłem na chwilę na transmisję, aż mnie zatkało - natychmiast pomyślałem, że chyba musiała być neutralizacja, potem dopiero przeczytałem opisy i zobaczyłem na Youtube start i parę innych smaczków. Fajnie, choć Renault lepiej pokombinowało z dopasowaniem strategii do rozwoju wydarzeń.

W tej chwili wszyscy się podniecają szansami Roberta na tytuł. Kto by nie chciał:) ale ja nadal podtrzymuję, co napisałem po poprzednim wyścigu - że zadecydować może kaprys Pani Fortuny. W zeszłym roku bawiła się z nami do samego końca (przecież koniec końców decydowały pojedyncze miejsca w ostatnim wyścigu, a McLaren tropił temperaturę paliwa w BMW szukając szansy na tytuł). Na razie zamroczyła LH, który powinien był się trzymac tuż za Massą, zamiast próbować go atakować na chama. Jak mu tego dobrze nie wytłumaczą, to może być zabawnie;) A przecież, żeby rozwiać jakiekolwiek ( i tak niewielkie) szanse Roberta, LH wystarczy jedno drugie miejsce w ostatnich dwóch wyścigach. Dlatego dla mnie o tytuł walczą już tylko dwaj kierowcy, ale niechże będę złym prorokiem:)

10:54, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 października 2008

Ubawiło mnie ostatnio pytanie, czy dzielnicą Sosnowca jest Wąsisko, Graba, czy też może Jęzor (czwarta odpowiedź uszła mi z pamięci). Cóż, dla każdego użytkownika PKP w naszym regionie znajoma powinna być fraza "pociąg osobowy do.. przez Ząbkowice - Jęzor", nawet jeżeli pochodzi tylko z żartów i anegdot. Ale dla nietubylca takie pytanie może jednak oznaczać dużo poważniejszy problem i konieczność strzelania. Zawodnik się wolał wycofać..

A w ogóle, to w ostatnich odcinkach miałem wrażenie, że przegięli trochę z rozłożeniem pytań i na sam początek dali pytania, których spodziewałbym się kilkadziesiąt tysięcy później. I uwalili dwóch "recydywistów" na zero.

 

Tagi: Milionerzy
01:57, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »