Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
poniedziałek, 25 sierpnia 2008

Zostałem ostatnio poproszony o pomoc przy napisaniu listu motywacyjnego. Jak każdy sięgnąłem najpierw po Google:) żeby znaleźć parę wzorów (sam nie pisuję zbyt często). I w jednym z takich wzorów znalazłem:

".........., dnia 28 października 1999 roku

(...) Ofertę Państwa otrzymałem  w dn. 2 czerwca 2005 roku"

Nie ma jak starannie przygotowany wzór:))) 

06:42, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 sierpnia 2008

Już jutro powrót F1 i GP Europy w Walencji (Kubica z trzeciego pola!), a tu na skutek urlopu, Pekinu i innych nieszczęść:) kosmiczne zaległości w klasyfikacjach alternatywnych (przy czym "klasyfikację Bartoszcze" chwilowo odpuszczam).

W ścisłej czołówce układ jest w tej chwili taki, że żaden sposób zliczania punktów nie byłby chyba w stanie podważyć pierwszeństwa LH, ale na dalszych miejscach zaraz widać, jak system "medalowy" Ecclestone'a premiuje jednorazowe wyskoki (często przypadkowe) nad regularnością. Raikkonnen przegrywa z Massą, Heidfeld z Kovalainenem, ale oni idą dosyć równo. Jarno Trulli, siódme miejsce w oficjalnej (świetny sezon ma Włoch BTW), z siedmioma wyścigami punktowanymi, przegrywa z mającymi dwa po punktowane miejsca Glockiem (temu świetnie podpasował Hungaroring) i zwłaszcza Piquetem, który na Nurburgringu miał fuksa roku. Zaciekle goniący za czołówką Alonso i Webber (po sześć miejsc punktowanych) spadają za efemerycznych Barrichello, Rosberga i zwłaszcza Coultharda, zbierającego profity jedynie z jakże pamiętnego dla nas GP Kanady. Samo zaś liderowanie Roberta w klasyfikacji Ecclestone'a byłoby nie do pomyślenia, bo nawet po GP Kanady Robert miał tylko jedno zwycięstwo, a Raikkonnen, Massa i LH - po dwa.

Teraz poglądowa tabela, tym razem aż dla pierwszej piętnastki:)
(w kolejności: miejsce wg Ecclestone'a, nazwisko, pięć najlepszych wyników w sezonie, aktualne miejsce w oficjalnej)


1Hamilton 1,1,1,1,2 1
2Massa 1,1,1,2,3
3
3Raikkonnen
1,1,2,2,3 2
4Kubica 1,2,2,3,4 4
5Kovalainen 1,3,4,5,5 6
6Heidfeld 2,2,2,4,4,
5
7Glock 2,4,9,10,11
10
8Piquet 2,6,7,11,12
11
9Trulli 3,4,6,6,7
7
10Barrichello 3,6,7,11,13
12
11Rosberg
3,8,8,9,10
13
12Coulthard 3,9,9,9,11
15
13Alonso 4,4,6,6,8
8
14Webber 4,5,6,6,7
9
15Vettel 5,8,8,12,17
16

Szerszy przegląd wyników daje nam dodatkowe odkrycie - Robert wraz z Raikkonnenem są najrówniej w tym roku jeżdżącymi kierowcami (po 9 punktowanych wyścigów na 11 rozegranych), O Robercie można wręcz powiedzieć, że jeżeli tylko dojeżdża do mety, to przywozi punkty (chociaż Raikkonnen z Australii przywiózł punkty, mimo że nie dojechał:)). Ale cóż, lider ma więcej zwycięstw, choć i znacznie więcej dalekich miejsc. I tu wracamy do clou problemu - co jest w sumie ważniejsze, regularność czy poszczególne maksima (w tym miejsca na podium)? Przypominam o tym, bo w kontekście Igrzysk Olimpijskich analogiczne pytanie postawił Airborell.

 

22:09, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
środa, 20 sierpnia 2008

Tańczył Maszczyk po ringu
niczym Muhammad Ali.
Tyle że Ali trafiał
a Maszczyka - trafiali.

23:45, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »

Tak się nam potoczyło na tych Igrzyskach, że więcej czasu zajmuje nam lektura tłumaczeń, dlaczego naszym sportowcom nie poszło, niż radość z powodu sukcesów. W związku z tym przypomniała się mi się wypowiedź pewnego polskiego sportowca, który swego czasu pytany o przyczynę porażki na Igrzyskach odpowiedział:

"Tego wieczoru zszedłem poniżej matematycznej średniej swojej formy."

Gdyby ktoryś z naszych reprezentantów w Pekinie odważył się na podobną wypowiedź, reakcja nasza wahałaby się między drwiną, a oburzeniem. W tamtym przypadku jednak uzasadnienie to mogłoby zostać przyjęte z pewną pobłażliwością. Po pierwsze dlatego, że wtedy ta porażka i tak oznaczała brązowy medal. Po drugie dlatego, że dotyczyło to jednych z najlepszych Igrzysk w naszej historii i rekordowych w jego dziedzinie. Po trzecie dlatego, że słowa te wypowiedział jeden z najwybitniejszych polskich sportowców - trzykrotny medalista olimpijski, czterokrotny mistrz Europy, jedenastokrotny mistrz Polski, zawodnik niemal niezawodny - Zbigniew Pietrzykowski, mówiąc o porażce w półfinale olimpijskiego turnieju bokserskiego w Tokio.

Z całej naszej ekipy w Pekinie, na podobne słowa mogłaby się odważyć być może Otylia Jędrzejczak. Reszta niech wraca do roboty.

A na deser - film z chyba najbardziej znanej walki Pietrzykowskiego: finał turnieju olimpijskiego w Rzymie z Muhammadem Ali. Pietrzykowski nigdy nie krył, że w końcówce walczył już tylko o dotrwanie:
Część 1
Część 2

 

21:31, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (2) »
wtorek, 19 sierpnia 2008

Rzut dyskiem to konkurencja sięgająca Igrzysk starożytnych, rozgrywana na Igrzyskach nowożytnych od ich początku. Różni się dzisiaj od antycznego pierwowzoru - chociaż jeszcze w 1908 roku, kiedy w Londynie przeprowadzono konkursy zarówno w stylu "dowolnym", jak i "klasycznym" greckim, różnica między najlepszymi wynikami w obu konkursach wynosiła niespełna trzy metry (zwycięzca był zresztą ten sam).

Dyskobol antyczny

Tym większa chwała, że dzisiaj do grona medalistów olimpijskich w tej konkurencji dołączył Piotr Małachowski. Tym milsza wiadomość, że mało trochę spodziewana (jak w przypadku Majewskiego). I tym na koniec milsza, że jest to pierwszy medal olimpijski dla polskich dyskoboli. Do tej pory mogli odczuwać kompleks względem swoich koleżanek - wszak Jadwiga Wajsówna i zwłaszcza Halina Konopacka od dawna figurują na liście medalistek (Konopacka jako pierwsza polska mistrzyni olimpijska).

PS. W klasyfikacji medalowej - na razie medale zdobyły 72 państwa, w tym 21 unijnych. Pierwsza trójka:)
UE 61/68/63 (192)
Chiny 43/14/19 (76)
USA 25/26/27 (78)

17:01, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 17 sierpnia 2008

Stacja TVN Meteo nieodmiennie dostarcza mi fascynujących przykładów nowatorstwa w dziedzinie używania polszczyzny. Mówiąc bardziej dosadnie, zatrudnia bandę dyslektyków i niechlujów. Tytułowa Grand Kanaria pojawiła się dziś na mapie pokazującej pogodę w kurortach wakacyjnych, i o tyle mnie zadziwia, że na co dzień występuje w tym samym miejscu nazwa prawidłowa. Z doświadczenia wiem jednak, że "perełki" językowe, ewidentne literówki i inne babole (i mam na myśli wyłącznie te w piśmie) pojawiają się tam na co dzień, w szczególności na pasku u dołu ekranu, i przeważnie nie ma bata, wiszą tak długo, aż zniknie cała wiadomość upiększona takim popisem. Czasem nawet dwa tygodnie. Można odnieść wrażenie, że wiadomość wpisana do komputera jest utrwalana na granitowej tablicy i w takiej formie musi pozostać do końca jej dni.

Ech. Wspominać hadko.

Dla poprawy nastroju cytuję pewne urocze sformułowanie z "paska" TVNMeteo:
"Śnieżyce, setkom turystów, uniemożliwiły, wyjazd z górskich kurortów Rumunii".
(cytat absolutnie wierny)

23:31, bartoszcze , Język
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 sierpnia 2008

Tomasz Majewski. Ten chłopak postawił sobie pomnik trwalszy niż ze spiżu. Wspaniały występ.

Ale to, co w jego wyczynie najcenniejsze, to pokazanie, że można przełamać barierę niemożliwości. Co najmniej od ostatnich MŚ w lekkiej atletyce mam wrażenie, że naszą narodową specjalnością jest przegrywanie nie tylko z faworytami ("planowe" porażki), ale i ze średniakami czy słabeuszami, którym trafia się występ życia - a potem szukanie wymówek. A Majewski w Pekinie trzykrotnie poprawił życiówkę i zniszczył przeciwników, którym wyrównanie życiówek wystarczyłoby pewnie do wypchnięcia Polaka ze ścisłego finału.

Czy ktoś zamierza pójść w jego ślady? Chyba już poszedł. Z lekkim zdziwieniem dowiedziałem się, że mamy w Polsce siedmioboistkę Karolinę Tymińską. Na ostatnich MŚ była piętnasta, w Pekinie poprawiła życiówki w trzech konkurencjach oraz w łącznym wyniku punktowym i zajęła ósme miejsce. Można powiedzieć: tylko ósme, ale nie przypominam sobie, żeby wymieniano jej nazwisko przed Igrzyskami. A na pewno ładnie powalczyła, i gdyby nie słabiutki* wynik w oszczepie..

*nie mam o niego wielkich pretensji, istotą wieloboju jest, że zawsze ma się lepsze i gorsze konkurencje - a ona ma dopiero 24 lata

PS. W klasyfikacji medalowej jesteśmy na 26 miejscu ex aequo z Mongolią. Ale przyczyniamy się do prowadzenia Europy:)
UE 37/40/44 (121)
Chiny 27/13/7 (47)
USA 16/16/22 (54)

21:43, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
piątek, 15 sierpnia 2008

Nie, to nie będzie o Foxie Mulderze:)

To słowa, które muszą stać się Biblią piłkarzy Legii* przed rewanżowym meczem Pucharu UEFA z FK Moskwa. W poprzedniej rundzie awans zapewnili sobie w końcu wyjazdowym zwycięstwem w rewanżu.

I czy się legionistom podoba, czy nie, muszą brać przykład z piłkarzy Lecha, którzy uwierzyli, że Szwajcarów można pokonać, i zapewnili sobie awans do następnej rundy nawet bardziej, niż Barcelona:) Legioniści zaś parę lat temu sromotnie przegrali z drużyną szwajcarską słabszą nawet, niż Grasshopers.

*osobiście występy Legii mi zwisają, ale punkty, które zdobywa lub zwłaszcza których nie zdobywa, liczą się do rankingu UEFA dla całej Polski

15:05, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 14 sierpnia 2008

Na 27 państw unijnych, 17 zdobyło już medale. Wśród tych, które czekają, widzimy Cypr, Maltę, Łotwę, Estonię, Luksemburg (choć Andy Schleck był bliżej, niz ktokolwiek z naszych), Portugalię, Irlandię, Belgię, Grecję..

A Unia bez maruderów i tak prowadzi:
UE 24/27/29 (80)
Chiny 22/8/5 (35)
USA 10/9/15 (34)

PS. Jak komuś się nie zgadzają rachunki, to niech się domyśli przyczyny:) 

 

21:59, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »

Ostatnio Redaktor Baron aka Balon opowiadał w swojej audycji o wstrząsającej podróży przez pewien kraj europejski, gdzie na dzień dobry został zaproszony do nabycia winietki autostradowej za jedyne 35 euro (obowiązującej przez pół roku), po czym przebył raptem 5 km autostradą, a dalej już dreogami niższej kategorii.

Tak się składa, że i ja w tym roku podróżowałem przez ten kraj tajemniczy, i również korzystałem z autostrad. Miałem jednak to szczęście, że jechałem nimi przed 1 lipca, kiedy to jeszcze system winietowy nie obowiązywał (gdyby obowiązywał, poważnie rozważyłbym poprowadzenie trasy w inny sposób, w końcu wracałem tamtędy nie tknąwszy autostrady). Wybrałem jednak taką drogę, że po autostradzie przejechałem całkiem sporo (i to bardzo przyzwoitej), aczkolwiek dla odmiany denerwujące było płacenie na bramkach 5 razy średnio po +/- 1,30 euro. Swoją drogą płaciłem kartą i zastanawiałem się, komu się to opłaca:)

Tak że system obowiązujący jeszcze do niedawna był znacznie bardziej ekonomiczny, i bardzo się zastanawiam, ile czasu będą potrzebowali lokalni decydenci na dojście do wniosku, że lepszym biznesem będzie jednak wprowadzenie (na wzór czeski czy austriacki) winietek na krótszy okres za kilka euro. Austriakom się opłaca, bo przejeżdżam tam i z powrotem kupując za każdym razem dziesięciodniową. Czechom się opłaca, bo kupuję miesięczną. Tyle że do przejechania mam dużo więcej i mało alternatyw (autostrada przez Słowację jeszcze niekompletna, a nie sprawdzałem węgierskich cen). Mam wrażenie, że to po prostu przesadzona vrednost jest:)

A swoją drogą, ciekawe co by teraz WO napisał o słoweńskich autostradach w tym swoim ulubieniu tematu..