Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS
sobota, 01 kwietnia 2017

Ludzie dzielą się na trzy kategorie: tych, którzy próbują wymyślić na siłę jakąś wkręcającą historię (z większym lub mniejszym zaangażowaniem, z większym lub mniejszym skutkiem), tych którzy z przymrużeniem oka opowiadają absolutnie prawdziwe historie i tych, którzy postanawiają absolutnie nie próbować niczego udawać.

Ludzie dzielą się również na trzy inne kategorie: tych, którzy wierzą we wszystkie historie dla zasady, tych którzy pracowicie sprawdzają wiarygodność (w czasach postprawdy i faktów alternatywnych coraz bardziej niezbędne) i tych, którzy nie wierzą czekając, aż się samo potwierdzi.

Pewnie mógłbym jeszcze podzielić na tych, którzy umieją opowiadać dowcipy i tych którzy je psują, oraz na tych, którzy żart doceniają z kamienną powagą i tych, którzy psują zabawę mówiąc "hahaha żartujesz".

To taki poradnik, jak przetrwać ten dzień.

PS Tytuł to clickbait.

Tagi: bzdury
10:31, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
wtorek, 28 marca 2017

To w gruncie rzeczy nie były trudne pytania, powiecie. Racja: pytanie o ilość Nobli Skłodowskiej-Curie czy o składnik sosu tatarskiego nie wydaje się trudne, każdy słyszał o Skłodowskiej (i o tym że może nawet była kobietą) w szkole lub poza nią, każdy dziabnął w życiu sosu tatarskiego (kto nie, ten pewnie mógł pomyśleć, że coś z tatarem ma on wspólnego). Pytanie o lurkera pewnie można było metodą eliminacji, Voldemort każdemu pewnie przeleciał przez oczy...

Milionerzy nie są jednak i nigdy nie byli teleturniejem opartym na Czystej Wiedzy (TM). Pytania w Milionerach mogą dotyczyć wszystkiego, istotą tego programu jest wprowadzanie gracza w niepewność, wykorzystywanie napięcia nerwowego do stworzenia sytuacji, w której zawodnik będzie się wahał czy Pana Tadeusza na pewno napisał Słowacki. Wiedza zawsze się przyda, choć równie ważna jest odporność psychiczna oraz co najmniej odrobina szczęścia (co do doboru pytań, ale i w momencie, kiedy strzelasz co do hipisowskiego pseudonimu marszałka Kuchcińskiego). 

Dzisiejsza zawodniczka była wspaniałym prezentem dla programu. Jej emocje przy kolejnych pytaniach (a zwłaszcza poprawnych odpowiedziach) wyglądały tak autentycznie, sprawiała wrażenie, jakby sufit studia walił się na głowę, kiedy się orientowała ile właściwie wygrała (jakby w życiu się nie spodziewała, że będzie mieć takie pieniądz w ręce). Dziś skończyła na ćwierćmilionie, jutro gra dalej.

Na widowni siedział jej sześcioletni synek, któremu matka obiecała za wygraną wyjazd do Disneylandu (teraz to wystarczy już na ten na Florydzie). Po zakończonym programie Hubert powiedział doń, że "mama wygrała dużo pieniędzy - i to nie koniec", a ten charakterystycznym gestem zasłonił dłonią twarz. Będzie memem, czuję.

czwartek, 23 marca 2017

Prawo Murphy'ego, najważniejsze prawo Wszechświata. Prawo o zmiennej treści (w zależności od zbioru), z przeróżnymi uszczegółowieniami, które można byłoby podsumować jego najogólniejszymi normami "Wszystko, co może, pójdzie źle" i "Natura zawsze stoi po stronie zła". Jednym z bardziej znanych uszczegółowień jest norma "Każde urządzenie, które nie jest całkowicie zniszczone, będzie działać bez zarzutu w obecności specjalisty".

W weekend parszywie wiało i w pewnej chwili zginął mi obraz TV z anteny satelitarnej. Zginął, powrócił, znów zginął... W poniedziałek wypełzłem na dach zobaczyć co się poluzowało, wypatrzyłem miejsce w którym kabel się naderwał i przetarł. We wtorek odwiedziłem sklep, nabyłem parę drobnych części, wypełzłem ponownie na dach z narzędziami, oczyściłem, przyciąłem, założyłem, poskręcałem... Zlazłem z powrotem, aby się dowiedzieć, że cała ta porządna robota ma jeden feler - obrazu brak.

Całą środę biłem się z myślami, czy szukać technika, czy próbować dalej samemu. Wracając do domu dokupiłem jeszcze jeden zestaw części, patrzyłem bardzo nieprzyjaźnie na deszcz (chodzenie w deszczu po dachu - nawet nie bardzo stromym - i dłubanie przy instalacji, nawet słaboprądowej...), zastanawiałem się w duchu czy znam kogoś kto by się tym zajął na poczekaniu przed końcem tygodnia... Wszedłem do domu, przywitałem się, rozejrzałem. Telewizor grał w najlepsze.

Mówcie mi serwisant jakby co.

Tagi: bzdury
00:40, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
niedziela, 19 marca 2017

Ach, te ploteczki. Cały świat Formuły 1 plotkuje zawzięcie o tym, co się będzie dalej działo w relacji zespołu McLaren z producentem silników Honda. Jest to tzw. trudny związek, bo z dużymi ambicjami (zespołu zwłaszcza), a silniki dostarczane przez Japończyków na razie nie słyną ani z mocy, ani z niezawodności. Tak było przez całe dwa lata, a w tym roku...

W tym roku miało być inaczej, bo zmiana przepisów (o silnikach) pozwala na nieustanne poprawianie silników (w poprzednich latach rozwój był limitowany systemem tzw. tokenów). Na zimowe testy Honda przywiozła zupełnie nowe silniki. Efekt? Złośliwi nie umieli się doliczyć, ile ich trzeba było założyć do bolidów w ciągu ośmiu dni (ostatecznie stanęło oficjalnie na pięciu), a samochód nie dał rady jednorazowo przejechać nawet jednej piątej dystansu wyścigu. Kiepska to prognoza, zważywszy że za tydzień o tej porze powinno być już po pierwszym wyścigu sezonu. Frustracja, która dawała znać o sobie już w zeszłym roku, teraz już kipi, pojawiły się mniej lub bardziej oficjalne informacje o kontaktach zespołu z innym producentem silnika, poważni komentatorzy zaczęli analizować możliwość zerwania kontraktu już nawet nie na koniec sezonu, ale wręcz natychmiastowo...

Argumentów, dlaczego natychmiastowe zerwanie nie nastąpi, przedstawiono wiele, sam chcę zwrócić uwagę na jeden, którego nikt chyba specjalnie nie zauważył. Zajrzyjmy sobie na chwilę do przepisów. Artykuł 8.3 regulaminu sportowego zasadniczo pozwala zespołowi zmienić producenta silnika w każdym momencie sezonu. Jest jednak jeden kruczek: zdanie drugie tego artykułu przewiduje, że wszystkie punkty zdobyte z takim zmienionym silnikiem nie liczą się do klasyfikacji konstruktorów - co oznacza, że McLaren w tym momencie jeździłby głównie dla jeżdżenia, mając niemal gwarantowaną pewność oficjalnego zakończenia mistrzostw na ostatnim miejscu wśród zespołów (niemal, bo może przed zmianą udałoby się kogoś wyprzedzić i tę przewagę utrzymać); pozostając z Hondą i licząc na poprawę sytuacji, mają przynajmniej szansę... Dla uniknięcia wątpliwości: mogliby również zapracować wtedy na pieniądze z funduszu nagród (regulamin wyraźnie przewiduje, że zdobywane punkty liczą się akurat w tej klasyfikacji, powodując stan takiego rozdwojenia), ale przypuszczam, że koszty rozstania z Hondą byłyby dużo wyższe niż potencjalne nagrody za wyniki (pewnie by wystarczyło na opłacenie silników, które Honda daje za darmo).

A poza tym kolejne plotki mówią, że największe problemy, jakie wyszły na testach, są wynikiem błędu projektowego w samochodzie, a nie w silniku (czyli rozwód byłby z winy zespołu, który uciekł do łatwiejszej).

10:38, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 18 marca 2017

Janusz Niemcewicz, adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej.
Stanisław Rymar, adwokat, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej.
Jerzy Stępień, radca prawny. 
Ferdynand Rymarz, radca prawny, adwokat, członek Naczelnej Rady Adwokackiej, prokurator, zastępca Prokuratora Generalnego.
Antoni Filcek, sędzia, prezes Izby Cywilnej i Administracyjnej Sądu Najwyższego. 

Co łączy te osoby? Wszystkie zostały członkami Trybunału Konstytucyjnego posiadając jedynie tytuły zawodowe magistra prawa. Stępień był przez pewien czas prezesem Trybunału, a Niemcewicz - wiceprezesem. Dodajmy, że nie wymieniałem wszystkich magistrów w składzie Trybunału, lista jest dłuższa (w obecnym składzie choćby adw. Pszczółkowski). Posiadanie tytułu naukowego profesora czy choćby stopnia naukowego (doktora lub doktora habilitowanego) nie jest bowiem w żaden sposób warunkiem "wyróżniania się wiedzą prawniczą", czego Konstytucja wymaga od kandydatów na sędziów Trybunału. 

Pamiętajmy o tym wymawiając słowa "magister Przyłębska", zwłaszcza z pogardliwym akcentem na słowo "magister".

Tagi: sąd
10:11, bartoszcze , Prawo
Link Komentarze (13) »
piątek, 17 marca 2017

Chwaliłem trzy tygodnie temu, że tak ładnie, kolorowo, jak na wiosennej łące będzie w tym sezonie na torach Formuły 1. Owszem, nie brakowało umiarkowanych zestawów szarości, srebra i czerni, choć mniej chyba niż w poprzednich sezonach. Ale że nic na tym świecie nie jest stałe...

Force India w ostatnich latach malowała swoje bolidy w schemacie biało-czarnym lub srebrno-czarnym mocniejszymi lub słabszymi akcentami pomarańczy i zieleni. W tym roku akcenty były wyjątkowo skromne, zielony wręcz śladowy, samochód wyglądał dość buro. I co? To była cisza przed burzą.

Force India 2017 pink BWT livery F1

Burzą w sensie burzy kolorów (znów naciągam środki stylistyczne), jak i gównoburzy jaka wybuchła po zaprezentowaniu nowych barw, będących wynikiem podpisania poważnej umowy sponsorskiej. Męscy kibice mają duży problem z "niemęskim" kolorem bolidów mknących 340 km/h. Mnie to bawi, cieszę się barwnością stawki, czekam na rzeczywisty wygląd na torze. A jak się komuś nie podoba... cóż. To jeszcze na deser:

pink Cadillac Fleetwood 59

Tagi: fotka
10:00, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 marca 2017

To jest zawsze ten moment, kiedy słyszysz jak telefon dzwoni, spoglądasz na wyświetlacz i widzisz nieznany numer (ach, gdzie te czasy, kiedy słyszało się tylko dzwonek, i nie było jak się przekonać kto dzwoni). Zazwyczaj się wtedy odbiera, bo nie wiadomo, czy któryś ze znajomych zmienił numer, czy też dzwoni ktoś w sprawie jakkolwiek dla nas istotnej, aczkolwiek często patrząc na numer ma się to przekonanie, że dzwoni tylko ktoś, kto koniecznie chce nam coś zaproponować, sprzedać, wcisnąć. Ludzie dzielą się wzajemnie sprawdzonymi sposobami, co można mniej lub bardziej grzecznie/asertywnie powiedzieć dzwoniącemu, noszącemu dumną nazwę telemarketera - na razie sobie w miarę radzę, pod tagiem marketing można parę historyjek o tym znaleźć.

Odebrałem w tym tygodniu dwa takie telefony, które w pewien sposób zasługiwały na uwagę. Wczoraj zadzwoniła pani, która dość niepewnym głosem miała za zadanie przekonać mnie do skorzystania z większej ilości usług telewizji cyfrowej oraz usług z tą telewizją powiązanych. Dała się przyjemnie zapamiętać, ponieważ po wstępnych frazach ze szkolenia, kulturalnie zaproponowała mi, żebym w sprawie szczegółów udał się do salonu sprzedaży i tam na pewno mi coś atrakcyjnego wybiorą (jaka miła odmiana po pewnym siebie panu z telefonii komórkowej, który buńczucznie przekonywał mnie, że na pewno da mi korzystniejszą ofertę - jeżeli mu tylko powiem, czego bym chciał). Grzecznie podziękowałem, pozostawiając panią w złudnym przekonaniu, że może się faktycznie do tego salonu wybiorę (kontroler powinien być zadowolony).

Dziś natomiast dzwoniła inna pani z tendencją do zawieszania głosu (oczekując na aktywność rozmówcy), która oferowała bardzo atrakcyjną ofertę jakichś wielkich zniżek w znanych restauracjach (ja odnotowałem, że tych knajp jest tuzin, pani po wymienieniu trzech przeszła do frazy "i wiele innych", zastanawiałem się czy innych już nie zna, nie podali jej czy nie umiała przeczytać). Kiedy już skończyła mnie przekonywać, ile to zyskam na wspólnym wypadzie z rodziną do restauracji, i przeszła do sakramentalnego pytania, co sądzę o tak znakomitej ofercie, odrzekłem łamiącym się głosem, że nie mam rodziny i jestem na ścisłej diecie. Cóż, ci sprzedawcy którzy źle rozpoznają w słuchawce i mówią do mnie per "pani", narażają się na wyrafinowane złośliwości, ta pani mogła się poczuć źle po naszej rozmowie, w sumie rozważałem, czy mam powiedzieć, że mam raka żołądka (ale jeszcze zapeszę albo co).

Ach, gdzież ten pan, któremu było wszystko jedno czy mi coś sprzeda, co chciał tylko móc przekazać mi ofertę, żeby mu w wynikach dnia dobrze wyglądało, i gadał sobie do głośnika...

Tagi: marketing
19:26, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 13 marca 2017

Święto! Odmiennie niż w paru poprzednich latach, zauważyłem, że właśnie wypada kolejna rocznica założenia tego bloga. Wiecie która?

DZIEWIĄTA. Czyli gdyby blog chodził do szkoły, to teraz martwiłby się, czy go nie przeniosą razem z klasą do innej podstawówki w ramach reformy czy deformy systemu nauczania. Na szczęście dla bloga, blogi nie są objęte obowiązkiem szkolnym.

Oczywiście, nie jest to najstarszy blog na świecie ani nawet na Bloksie, ale coraz więcej widzę blogów de facto zamierających (także takich, które linkuję na blogrollu). Nawet niedawno coś w rodzaju wyróżnienia dostałem za podtrzymywanie tradycji! (#FF na Twitterze, żeby sobie nikt nie myślał).

Imprezy nie będzie. Ciekawostek statystycznych - też nie. Może za rok o tej porze, wtedy będzie wszak Okrągła Rocznica.

środa, 08 marca 2017

Z okazji Dnia Kobiet powinienem wrzucić jakiegoś kwiatka w jotpegu lub co najmniej w ASCII, ale w ASCII nigdy dobrze nie umiałem, a galerie kwiatków i tak dziś zaleją sieć, więc okolicznościowo będzie o czym innym.

Otóż otworzyłem sobie o poranku fejsbuka i wówczas wskoczył mi przed oczy post jednej pani (której posty zasadniczo można polecać w ciemno, choć niekoniecznie na każdą wrażliwość), która uprzejmie poinformowała, że Fejsbukowi nie spodobał się post innej pani (tę akurat niekoniecznie polecam, najwyraźniej to nie moja wrażliwość) i to na tyle, że Fejsbuk nie tylko ten post usunął, ale także odebrał autorce prawo pisania przez tydzień. A wszystko przez to, że robot (w tym humanoidalny) w dziale obsługi nie zrozumiał ironii...

FB ban Adelka

Treść trefnego postu zamieszczam powyżej, w głębokiej wierze, że Blox umie dostrzec ironię i nie będzie próbował doprowadzić do skasowania tej notki (po FB spodziewam się, że będzie kasował obrazki z treścią tego postu, jak je znajdzie, z blokowaniem autorów włącznie).

sobota, 04 marca 2017

Luty w tym roku to zaledwie 28 dni, więc i poranników nie mogło być więcej - przy czym oczywiście skoro tradycyjnie nie pojawiają się codziennie, to będzie ich jeszcze mniej, i nadal mniej niż w pozostałych miesiącach. Zwłaszcza że tendencja z miesiąca na miesiąc jest spadkowa...

A więc w lutym o poranku było grane:
Queen - You Don't Fool Me
The Cure - Boys Don't Cry
Jean-Pierre Sabar - Vai Vai
Wolna Grupa Bukowina - Nuta z Ponidzia
Adolescents - I Love You
The Crew Cuts - Sh Boom Sh Boom 
David Bowie - Valentine's Day
Pet Shop Boys - Heart
Isley Brothers feat. Casey Abrams - What Is Love
ZZ Top - Brown Sugar
Otis Redding - Cigarettes and Coffee
John Scatman - Scatman
Beth Hart - Am I The One
Westlife - Uptown Girl
LADY PANK / ELDO / MIUOSH / PYSKATY "Zamki na piasku" (Du-Rzy Remix)
Georges Bizet - Votre toast, je peux vous le rendre (Toreador/Carmen)

A że jest sobota, czytaj weekend, to zagramy sobie na wesoło. Ski-ba-bop-ba-dop-bop! John Scatman, czyli najwspanialszy śpiewający jąkała.

Tagi: muzyka
09:24, bartoszcze , Kult-ura
Link Dodaj komentarz »