Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS

Sport

czwartek, 21 lutego 2019

To się musiało tak skończyć. Nadeszły mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym (kurczę, trochę wypadłem z obiegu, poza skokami które jako tako ogarniam), dziś rozdawano pierwsze medale. W sumie nawet nie miałem jak i kiedy śledzić, niezależnie od tego że nieustanny pojedynek Norwegia kontra reszta świata (zwłaszcza jeśli "nasi" nie mają szans) jakoś mnie mało rusza.

Wieczorem przejrzałem jednak wyniki, odnotowując w pamięci, że na oficjalnej stronie mistrzostw wyniki sprintu pań uchodzą jednocześnie za wyniki sprintu panów. Medalistom nie poświęciłem wiele uwagi, poszukałem wzrokiem wyników naszych reprezentantów - nikt nie przebrnął przez kwalifikacje (uroczo mylące jest 30. miejsce Staręgi, uzyskane dzięki dyskwalifikacji innego narciarza w półfinale, w kwalifikacjach Polak był "pierwszym przegranym"). Ze spokojnym sumieniem zająłem się więc tymi, którzy wielkim imprezom dodają kolorytu - tymi, którzy stanowią ligę odległą niczym Naprzód Świbie, dla których sam udział i bieganie po tej samej trasie, co mistrzowie, już jest spełnieniem marzeń. Zastanawiałem się więc gdzie trenuje kadra brazylijska, porównywałem wyniki Greków i Macedończyków, dziwiłem się czemu Mongołki i Mongołowie gremialnie zrezygnowali ze startu, kiwałem głową z uznaniem nad reprezentantkami Libanu i Iranu (może to dyskryminujące, ale panowie z krajów muzułmańskich budzą we mnie mniejsze emocje). A potem - używając oklepanej licentia poetica - poderwałem się i zacząłem guglać w zaciekawieniu.

Dane osobowe zawodniczki wyglądały egzotycznie zwłaszcza w zestawieniu z flagą, której towarzyszyły. Tak imię, jak i zwłaszcza nazwisko sugerowały raczej tzw. korzenie afrykańskie (co w biegach narciarskich mało prawdopodobnym czyni naturalizacje). Poszukiwania w internecie uświadomiły mnie, że mimo niespełna 20 lat nie jest ona debiutantką na MŚ (mówiłem że nie śledzę za uważnie), oraz że tylko jej ojciec ma korzenie afrykańskie, matka zaś jest Bułgarką. Przyznacie, że mało bułgarsko brzmią personalia Nansi Okoro (wiem, tak samo jak Sofia Ennaoui nie brzmi po polsku...)? W eliminacjach sprintu Nansi zajęła 76 miejsce (na 110 startujących), jakieś 13-16 sekund za Polkami i jakieś 19 sekund od awansu do właściwych zawodów, ale zdecydowanie sam udział policzyłbym jej za plus.

Tajka o nazwisku Klobuczek oraz biegacz z Trynidadu muszą poczekać na inną okazję.

sobota, 26 stycznia 2019

Przestałem śledzić co się dzieje w tenisie (w męskim nic się nie zmienia, w kobiecym.. w zasadzie też), i wcale nie z powodu zakończenia kariery przez Radwańską, tylko tak po prostu. Kiedy jednak gra Australian Open, to... mecze trwają od wieczora do rana, i włączając rano telewizor można po prostu trafić na transmisję. I tak właśnie było w ostatnią niedzielę - włączyłem przy kawie, z głupia frant zajrzałem na transmisję z Melbourne...

Na korcie był Federer, a to samo w sobie przyciąga (śpieszmy się oglądać Rogera, nie wiadomo kiedy odejdzie). Grał z jakimś dryblasem o grecko brzmiącym nazwisku, nawet nie miałem pojęcia czy to Europejczyk (pamiętamy choćby Baghdatisa), czy jakiś potomek imigrantów (jak Philippousis czy Kyrgios). Odnotowałem natychmiast, że po dwóch setach jest 1-1, z wyrównaną walką aż po tie-breaki, ale pamiętałem że młodzi mają zawsze sporo pary i w pierwszych setach wiele potrafią wybiegać. Popatrzyłem więc jak grają, i po kilku piłkach zacząłem szybko guglać za rywalem Rogera.

Dryblas - autentyczny 20-letni Grek - grał bowiem to, co uwielbiam: swobodny, jednoręczny bekhend. Nie żeby mu raz wyszło, grał go regularnie i solidnie. Na tyle solidnie, że dał radę przełamać Rogera i wygrać oba sety... Ciekawe, jaką zrobi karierę Stefanos Tsitsipas, sam bekhend to jeszcze nie wszystko, Staszek Wawrinka niezłym przykładem. Na razie w półfinale Nadal odprawił go w trzech krótkich setach, przez co rekord Wielkiej Trójki zostanie wyśrubowany do 52 zwycięstw w ostatnich 63 turniejach wielkoszlemowych.

Tymczasem w finale pań Osaka i Kvitova grają tie-breaka w pierwszym secie...

 

10:39, bartoszcze , Sport
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 listopada 2018

Kiedy Agnieszka miała 16 lat, zauważyli rodzice... przepraszam, Tuwim mi się wpycha potężnym skojarzeniem. Kiedy miała 16 lat, rozpoczęła karierę zawodową i wygrała juniorski Wimbledon.

Kiedy miała lat 17, zagrała z "dziką kartą" w seniorskim Wimbledonie (wygrywając trzy mecze).

Kiedy miała lat 18, wygrała swój pierwszy turniej WTA i była rozstawiona w US Open.

Kiedy miała 19 lat, awansowała do ćwierćfinału Wimbledonu i Top10 rankingu WTA.

Kiedy miała 20 lat, wystąpiła w WTA Finals, i co z tego że jako druga rezerwowa, po wypadnięciu dwóch innych zawodniczek.

Nie jest moim celem streszczać tych 13 lat, przez które nas zachwycała i irytowała na przemian, wyliczać tych seryjnie osiąganych (i przegrywanych) ćwierćfinałów dużych turniejów. Dawała nam radość, kiedy grała w finale Wimbledonu, zaciskaliśmy zęby, kiedy odpadała w pierwszych rundach turniejów olimpijskich (czego pewnie sama żałuje dalece bardziej, niż my). Pisałem o niej wielokrotnie na swoich blogach, nie chciałbym zamieniać tej notki w spis treści.

Kiedy Agnieszka Radwańska miała 29 lat, 8 miesięcy i 8 dni, ogłosiła zakończenie kariery sportowej. Będzie nam Jej brakowało, nawet jeśli przez ostatnie dwa lata raczej na korcie męczyła się (i nas), przegrywając z mniej znanymi zawodniczkami i grając trzysetówki z kwalifikantkami.

Kiedy Iga Świątek miała 16 lat, awansowała do juniorskiego finału debla Australian Open. Kiedy miała 17 lat, wygrała juniorski Wimbledon...

Odeszła Królowa, niech żyje nowa?

niedziela, 28 października 2018

Ta historia jest znana: na Igrzyskach w Meksyku w 1968 roku, do ceremonii wręczenia medali w biegu na 200 metrów mężczyzn dwaj zawodnicy - mistrz olimpijski i rekordzista świata Tommie Smith oraz jego kolega z drużyny, brązowy medalista John Carlos - wyszli boso, z przypiętymi do dresów znaczkami OPHR (organizacji protestującej przeciwko segregacji rasowej) i czarnej rękawiczce na jednej z dłoni. Podczas wykonywania hymnu amerykańskiego Smith i Carlos unieśli zaciśnięte pięści w geście solidarności z czarnoskórymi, za co zostali usunięci z wioski olimpijskiej.

Mexico 1968 Black Power salute Peter Norman

Mało kto zwraca uwagę na trzeciego człowieka na tym zdjęciu, stojącego z przodu białego, pewnie dlatego, że ma buty na nogach i nie podnosi ręki - pomimo że też ma na dresie znaczek OPHR, o który sam poprosił. Ba, to on podpowiedział Amerykanom - po tym jak Carlos zapomniał swojej pary czarnych rękawiczek - żeby się podzielili parą rękawiczek Smitha (dlatego Carlos podnosi lewą rękę, a nie prawą).

Ten trzeci Peter Norman, biały sprinter z Australii, też dotkniętej piętnem rasizmu. W eliminacjach ustanowił rekord olimpijski, w finale kapitalnym finiszem wydarł srebro Carlosowi, ustanawiając niepobity do dziś rekord Australii. Jego gest był dyskretny w porównaniu ze Smithem i Carlosem, więc wściekłość szefa MKOl go ominęła, choć australijskie media nawoływały do ukarania go również. Smith i Carlos uznali go za swojego przyjaciela, na tyle że nieśli jego trumnę kiedy zmarł w 2006 roku.

Mówiono później że w Australii był prześladowany za swój gest, w 2012 niższa izba australijskiego parlamentu nawet podjęła uchwałę przepraszającą za traktowanie go po powrocie z Meksyku. Nie będę tej kwestii tu drążyć szczegółowo, twierdzenia w różnych artykułach są sprzeczne, te bardziej dramatyczne okazują się być kontrfaktyczne. Norman już nam nie wyjaśni.

czwartek, 11 października 2018

W Formule 1 startowało w tym roku 20 kierowców, w tym 20 mężczyzn, w tym 1 niebiały (rasy czarnej).
W Formule 2 (serii bezpośrednio niższej) startowało w tym roku 24 kierowców, w tym 24 mężczyzn, w tym 5, powiedzmy, azjatyckiego pochodzenia (od Izraela po Japonię).
W serii GP3 (seria o jeszcze jeden szczebel niższa) startowało w tym roku 26 kierowców, w tym 25 mężczyzn, nie wydaje się, aby ktokolwiek był z odmiany niebiałej.
W najważniejszej, europejskiej serii wyścigów kategorii F3 (ma zostać połączona z GP3 od przyszłego sezonu) startowało w tym roku 28 kierowców, w tym 27 mężczyzn, w tym 5-6 azjatyckiego pochodzenia.
W amerykańskiej serii IndyCar startowało w tym roku 42 kierowców (przynajmniej w kwalifikacjach do jednego wyścigu), w tym 40 mężczyzn, w tym 1 Azjata.
Może gdzieś kogoś przegapiłem, bo nie przeglądałem masowo zdjęć.

Ogłoszono w tym tygodniu, że będzie specjalna seria wyścigowa dla kobiet (samochodami kategorii F3), mająca na celu łatwiejsze wyłowienie tych utalentowanych (bez gwarancji że znajdą później miejsce w wyższych seriach). Pod tekstami o tej serii znajdujemy liczne płacze białych heteroseksualnych mężczyzn, że są dyskryminowani kosztem kobiet (na potrzeby tej notki nie szukałem nieheteroseksualnych kierowców). Prawdopodobnie ci sami (a na pewno tacy sami) płaczą że we współczesnych Gwiezdnych Wojnach jest idiotyczna polityka promowania kobiet i mniejszości.

Wyjątkowo słabi są ci biali heteroseksualni mężczyźni.

PS Do wielu z tych kierowców wymienionych na wstępie zasadniczo lepiej pasowałoby określenie "chłopcy" niż "mężczyźni"

niedziela, 15 lipca 2018

12 lipca, 07.23

Teraz właściwie sobie w pełni uświadomiłem, że kiedy parę minut przed końcem dogrywki chorwacki trener ściągał Modricia, to była to forma powiedzenia Anglikom "nie, nie macie już szans tego wyciągnąć". Teh final insult.

14 lipca, 23.30

Kiedy spojrzałem na skład Anglików przed meczem o trzecie miejsce, pomyślałem sobie "teraz tam już całkiem nie ma komu grać", i poza Dierem (oraz tradycyjnie wrzucającym Trippierem) faktycznie nie było. Z drugiej strony tymczasem Czerwone Diabły przebrały się w żółte koszulki i szczerze żałowałem, że nie założyli też brazylijskich spodenek, w każdym razie w brazylijskim stylu urządzili sobie Belgowie zabawę w wesołą kompanię Robin Hooda, ośmieszając Anglików okrutnie.

15 lipca, 19.50

To się w końcu musiało tak skończyć: Pani Fortuna musiała odebrać swoją dolę za tolerowanie tej chorwackiej dezynwoltury. I jak w greckiej tragedii*, musiało się to zdarzyć akurat wtedy, kiedy Chorwaci grali bodaj najpiękniej, nie przejmując się wmawianym im z wszystkich stron zmęczeniem. Bach! pechowy samobój po niesłusznie podyktowanym wolnym. Bach!! Pechowy karny, bo Perisic nie wiedział gdzie z rękami uciekać (a sędzia długo się naradzał nad decyzją). Później jeszcze dwa gole do których Francuzi się bardziej przyłożyli, ale ten Pogby to i tak dość szczęśliwe kopnięcie. 
Francja mistrzem, ale (jak w dowcipie) niesmak pozostał. 
I to już tak naprawdę koniec tego Mundialu. 

*czepił się ten frazeologizm, choć nic o tym w greckich tragediach nie pamiętam

środa, 11 lipca 2018

10 lipca, 19.58

Patrzę na składy Francuzów i Belgów, ważę w myślach koncepcje taktyczne, a potem głęboko wzdycham nad niewykorzystanym potencjałem gry Dembele przeciwko Dembele. 
Nie, to nie taki sam przypadek jak Boateng przeciwko Boateng.

10 lipca, 22.03

Chciałbym coś dobrego napisać o Francji, ale przychodzą mi na myśl tylko porównania do Grecji (mur i stay fragment), Islandii (obrona całą drużyną) czy Portugalii (obrona całą drużyną plus wkurzanie przeciwnika). I co z tego że okazjonalnie przyspieszał Griezmann, Kante czy Mbappe, przyspieszanie Hazarda było co najmniej o klasę lepsze, nawet może lepsze niż Modricia. 

11 lipca, 21.14

Rzeczy fascynujące w tym meczu:
- dezynwoltura w grze Chorwatów
- miejsca, w których Rakitic idzie do pressingu, w szczególności na bramkarza
- sposób w jaki Szpakowski wymawia nazwisko TripPIER, jakby mówił o Francuzie, a nie Angliku.

11 lipca, 22.51

Na Chorwatów nie sposób patrzeć bez zadziwienia. Trzecia dogrywka z rzędu a biegają jak po wolnym losie. Im więcej się po nich człowiek spodziewa, tym bardziej grają nonszalancko, zachowując się w półfinale mundialu jakby byli na treningu, kopiąc piłkę jakby z myślą, że sama zaleci we właściwe miejsce. Spokojnie mogli i powinni byli wygrać w regulaminowym czasie, wysnułem w pewnej chwili teorię, że sam mundial jako taki już ich po prostu nudzi i celują w wygranie wszystkich meczów fazy pucharowej po karnych. 
A w pewnej chwili włączają drugi bieg i wtedy są bezdyskusyjnie najwspanialszą drużyną na tym turnieju.

sobota, 07 lipca 2018

6 lipca, 18.03

Podchodziłem do tego meczu fatalistycznie, nie robiąc sobie zbyt wielkich nadziei, i to zanim się dowiedziałem, że Cavani nie zagra. Nie powinienem więc czuć wielkiego rozczarowania że Urugwaj odpadł, ale dlaczego, ach dlaczego, musiał odpaść po takim farfoclu Muslery? Ten rok jakąś klątwą Kariusa jest obłożony.
I pamiętam, że po drugiej stronie boiska Lloris tak cudownie zapobiegł 1-1.

6 lipca, 22.48

Patrzyłem na bramkarzy. Na szalejącego w belgijskiej bramce człowieka-pająka, któremu obrońcy dawali zdecydowanie zbyt wiele okazji do wykazania się (nawet jeśli drugie tyle strzałów zablokowali, a trzecie tyle poszło górą), ale to było łatwe. Po drugiej stronie boiska stał Alisson, dotąd w turnieju zbytnio nie niepokojony, raz tylko pokonany; w tym meczu Belgowie oddali trzy celne strzały , dwa obronił bez wysiłku, w trzeciej próbie de Bruyne znakomicie wykorzystał Marcelo jako ruchomą zasłonę i strzelił przy słupku że Papin by się nie powstydził. Przy kornerze i przedłużeniu piłki przez Kompany'ego Alisson nie miał szans z samobójem, aczkolwiek jestem ciekaw co by było gdyby to przedłużenie doszło do Witsela. W każdym razie szkoda, że nikt go porządnie nie sprawdził.

7 lipca, 19.12

Lubię Anglików. Nieprzesadnie, ale lubię. Nie zmienia to faktu, że nie ulegam czarowi angielskich nazwisk piłkarzy (nawet jeśli nie brzmiią one w sposób tradycyjnie angielski). Oglądając jak grają przeciwko Szwedom, zachodziłem w głowę, jak ci Szwedzi dali radę dojść aż tak daleko (eliminując tyle renomowanych ekip), skoro byli bezradni wobec mało kreatywnych Anglików. Swoistym podsumowaniem był klocowaty Maguire udający momentami rozgrywającego, jeśli nie skrzydłowego, którego Szwedzi nie potrafili ograć, choć powinni byli ośmieszyć.

7 lipca, 23.29

Droga od nieba do piekła jest krótka. Fernandes w dogrywce dał Rosjanom karne, a potem pozbawił ich awansu nie trafiając w bramkę. Akinfiejew obronił jedenastkę Kovacicia, ale na tym skończyło się jego rumakowanie, karny Modricia pofrunął od jednej bocznej siatki do drugiej. Rosjanie nie mogą jednak narzekać, bo w ten sam słupek przymierzył wcześniej Perisić, tylko piłka wtedy wzdłuż linii bramkowej wyszła w pole.
Chyba że to była przeciwna bramka.

piątek, 06 lipca 2018

30 czerwca, 11.17

Trochę żałowałem, że Kolumbia wygrała naszą grupę. Gdyby skończyła na drugim miejscu, to w górnej połówce drabinki byłyby 4 drużyny południowoamerykańskie, z teoretyczną szansą na awans wszystkich 4 do ćwierćfinałów. Z kolei w dolnej połówce do 7 drużyn europejskich... mogliśmy dołączyć jako ósma i zrobić sobie małe Euro. Zwłaszcza że zagralibyśmy z Anglią.

1 lipca, 18.15

Cudowny w swej złośliwości tweet:
Don't cry 4-3, Argentina.

2 lipca, 17.08

Zaczynam poważnie żałować, że nie znalazłem na satelicie niemieckiej telewizji publicznej. Nie, nie chodzi o protesty polityczne ani o narodowe reklamy, tylko o komentatorów. Polscy podniecają się, że Ney-MAR (akcent jak w TVP) CUDOWNIE GENIALNIE wbił piłkę do bramki wślizgiem. Niemieckich bym też zrozumiał, niestety.

3 lipca, 22.15

Imponuje mi Yerry Mina. Po czterech meczach ma tyle samo strzelonych bramek z gry (czyli wszystkie bez karnych), co Harry Kane. Chciałbym go zobaczyć w parze z Bednarkiem, też mi chłopak się podoba. 

środa, 27 czerwca 2018

Oglądanie Niemców, jak gniotą i cisną do końca, że odliczasz sekundy do momentu, kiedy ten potrzebny do zwycięstwa gol w końcu wpadnie zgodnie z Prawem Linekera, aż po kornerze Kroos zakłada siatkę Suele i niedowierzający Koreańczyk grzecznie pakuje piłkę do siatki. Niemieckiej.

A wtedy Niemcy rzucają się do ostatniej szarży, bo już doliczony czas gry, a potrzebują dwóch goli do awansu. I widzisz Neuera, jak zamiast pilnować bramki wdaje się w pojedynek na pozycji lewego obrońcy, ale stoperzy wyjaśniają sytuację. I piszesz drwiącego tweeta o lewoskrzydłowym Neuerze.

I trzydzieści sekund później widzisz Neuera na przedpolu bramki koreańskiej, nie na środku, lecz blisko lewej linii, jak próbuje nie stracić piłki po interwencji obrońcy - ale traci. Długa piłka przez całe boisko, zastanawiasz się czy wpadnie. Albo czy Son ją dogoni.

Dogonił.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30