Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS

Bez

piątek, 08 grudnia 2017

Miałem zamiar napisać zupełnie poważną notkę o zupełnie poważnych sprawach, ale zrobił się piątek wieczór - a w piątek, jak wiadomo, ludzie robią się niepoważni i tylko im zabawa w głowie, więc pisanie poważnej notki przełożę na inny dzień (poza tym muszę poskładać myśli, i zebrać ździebko materiałów).

A poza tym wpadło mi w oko parę świeżych hasełek z łódzkiej wojny muralowej i stwierdziłem, że to świetny moment żeby je zachować pro memoriam, zanim znikną w czeluściach dysku albo - co gorsza - w odmętach fejsa (na dysku jest jakaś szansa znaleźć).

widzew Łks święta wojna napisy kac wawa

Łks widzew święta wojna napisy kupa rozgrzewka

Symetrycznie, po jednym w każdą stronę, możecie zająć którąś stronę, albo i nie, bo po co. Weekend idzie.

czwartek, 16 listopada 2017

Blog bywa miejscem na wszystko: na przemyślenia poważne i na śmieszne drobnostki, na zdjęcia własne i ciekawostki wygrzebane, na każdą z tych rzeczy można byłoby mieć konto w osobnym serwisie (fejs, twitter, insta, tumblr, pinterest, cokolwiek...), tylko po co? Na Bloksie przynajmniej z trudem, ale da się coś odnaleźć...

Założyłem na początku roku na blogu specjalny tag "łódzka wojna", z myślą żeby wrzucać legendarne łódzkie napisy na murach, tworzone w ramach wojenki widzewiacko-ełkaesiackiej. Na razie - z 1001 powodów - nie wyszedłem poza punkt startu (choć gdzieś nawet mam zapisane jakieś linki to zbiorków fotek...), ale dziś w którymś serwisie aż zakwiczałem z uciechy, i uznałem że to jest Ten Moment, kiedy projekt zrobi kroczek.

Widzew leczy się u Zięby ŁKS

Szarlatan Zięba, znany altmedowiec i ekspert od rzekomych spisków firm farmaceutycznych, jest postacią... aktualną, zatem i napis musiał zostać stworzony niedawno. Dobrze widzieć, że duch w narodzie nie ginie.

 

sobota, 28 października 2017

Już całkiem parę dni upłynęło od wielkiej fali hasztagu #MeToo czy też w polskiej wersji #JaTeż, w mediach społecznościowych (i w tradycyjnych również) dominują już inne mniej lub bardziej poważne tematy, ale sam problem nie znikł tylko z tego powodu, że upłynął tydzień czy więcej.

Zasadniczo użycie tego hasztagu było komunikatem "tak, ja też byłam ofiarą molestowania", użyte pojęcie jest pewnego rodzaju skrótem myślowym. Z uwagi na strukturę zjawiska dość oczywisty jest rodzaj żeński, choć jak najbardziej molestowanie mężczyzn również może mieć miejsce (publicznie przyznał się do bycia molestowanym dwumetrowy Terry Crews), płeć molestujących pominiemy (nie udając, oczywiście, że w znaczącej większości przypadków są nimi mężczyźni). Rozwiewając ewentualne wątpliwości: niniejsza notka nie stanowi deklaracji, że sam byłem molestowany (zwłaszcza przez facetów), nawet jeśli jakaś obawa kiedyś przemknęła mi przez myśl; nie liczę sytuacji kiedy pewna dziewczyna liczyła na zbyt wiele (i się lekko rozczarowała), bo karesy, którym zaczęliśmy się oddawać, służyły tylko zniechęceniu pewnej osoby do towarzyszenia nam w pokoju, żeby sobie wreszcie poszła i można było wyciągnąć z szafy flaszkę (tak, grono było liczniejsze), najwyraźniej przesadziłem z aktorstwem, w każdym razie nie sprawiała wrażenia, aby czuła się wtedy zmolestowana...

Żartobliwy ton może nie przystoi tematowi, służy też trochę przykryciu zmieszania. Czytając ewentualne wyznania towarzyszące hasztagowi (nie każda ofiara się dzieli swoimi przeżyciami), nie sposób nie zauważyć, jak zróżnicowane są formy tego co nazywa się molestowaniem, od czynów karalnych po zachowania niemal niezauważalne z pozoru (przynajmniej dla sprawców), wykorzystujące przemoc wyraźną i ukrytą (wynikającą z parametrów fizycznych lub innych), okazję, słowo, gest... W głowie rodzi się pytanie: czy mogę być bohaterem takich opowieści, z tej niewłaściwej strony? I im bardziej przetrząsa się historię własnego życia, tym silniejsze jest poczucie, że nie można tego wykluczyć (i nie mam na myśli anegdotki z poprzedniego akapitu), nawet jeżeli nie zapytam zainteresowanych, czy jakaś sytuacja z moim udziałem nie tkwi w ich pamięci jako zadra.

Nie wnikając w jakiekolwiek szczegóły: przepraszam. Nawet jeśli przeprosiny nie dotrą, problemem jest również to, że sprawcy milczą. 

10:25, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
czwartek, 19 października 2017

Dzień bez skandalu lub skandaliku to dzień stracony, wydają się myśleć w mediach, więc każda sprawa się nada. Dziś rano huknęła sprawa "córki ministra", o której napisał "Fakt", snując narrację że "córka ministra przejęła kamienicę" (Polskie Radio zdążyło już do tego dorzucić, że "nielegalnie"). Chodzi o ministra sprawiedliwości z rządu Tuska, więc sami wicie, rozumicie...

Ponieważ tekst jest w szczegóły skąpy, natychmiast zacząłem z ciekawości rejestrować kluczowe pytania:
- skoro o zwrot kamienicy wystąpiło dwóch adwokatów, w tym "córka która została kuratorem", to w czyim imieniu składany był wniosek? 
- czy "córka" została zgłoszona jako kandydat na kuratora przez drugiego adwokata, czy została wybrana przez sąd samodzielnie?
- kiedy został złożony wniosek, kiedy został ustanowiony kurator (podobno w 2008), kiedy wydano decyzję zwrotową, kiedy zwrócono nieruchomość (podobno również w 2008, choć Alfa i Omega Śpiewak twierdził na Twitterze, że w 2010)?
- czy z akt sprawy lub z księgi wieczystej wynikał wiek byłego właściciela (urodzony w 1889, zmarł w 1958) połowy nieruchomości, któremu "córka" była kuratorem?
- co się dokładnie stało z byłym właścicielem, skoro zainteresowani mieszkańcy ustalili to dopiero po kilkuletnim śledztwie, czy w ogóle był z Warszawy?
- czy nieruchomość wydano "córce" skoro reprezentowała ona tylko właściciela połowy kamienicy?
- czy znaleźli się spadkobiercy byłego właściciela połowy reprezentowanego przez "córkę" (tak przynajmniej wynika z jej wypowiedzi) i jeśli tak, to kto został pokrzywdzony w tej sprawie? 

Krótka kwerenda w Google udziela przynajmniej częściowych odpowiedzi:
- o zwrot wystąpili spadkobiercy drugiej współwłaścicielki tej nieruchomości, żydowskiego pochodzenia sądząc z nazwisk, reprezentowani przez adwokata z Krakowa,
- wniosek został złożony prawdopodobnie w roku 2008, w tym samym roku Samorządowe Kolegium Odwoławcze wydało decyzję o zwrocie (później w 2016 roku uchyloną przez sąd administracyjny), zatem do ustanowienia kuratora musiało dojść zapewne w tym samym roku 2008,
- nie wiadomo, czy kiedykolwiek doszło do fizycznego przekazania nieruchomości (figuruje w wykazie nieruchomości objętych roszczeniami, sporządzonym na koniec roku 2014, a w tekście GPC z roku 2016 lokatorzy wciąż się tego"obawiali")

Mamy więc dość przewidywalną sytuację, w której goni się króliczka, nie przejmując się zupełnie tym, że króliczek grzecznie siedzi i patrzy w osłupieniu na to co się dzieje.

Najciekawsze własne pytanie zostawiłem na koniec: skąd właściwie świeżo upieczona (egzamin i ślubowanie w 2007) krakowska adwokat wzięła się w sądzie warszawskim i została wyznaczona na kuratora? Nie zdziwiłbym się jednak, gdyby postępowanie w sprawie kuratora dla nieobecnego właściciela było prowadzone w sądzie krakowskim, być może właściciele warszawskiej nieruchomości byli z Krakowa (same procedury zwrotowe już oczywiście w Warszawie). 

Niestety, pełnych odpowiedzi dla Państwa nie mam, ponieważ Fakt, Śpiewak czy Polskie Radio faktami są zainteresowani najmniej.

PS Rzymianie mawiali, by wysłuchać drugiej strony (w natemat)

17:30, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 października 2017

Czytałem sobie dziś wywiad ze Śpiewakiem Janem, znanym warszawskim niezależnym kandydatem do urzędów i współtwórcą metody śledczej Śpiewaka-Piątka. Po raz kolejny zajmuje się on szerzeniem poglądu (ukutego pod wpływem swojej metody śledczej), że Hanna Gronkiewicz-Waltz (dalej dla oszczędności miejsca będę się posługiwać tym niesympatycznym skrótem HGW, bo i czemu nie) powinna stanąć przed sądem karnym, i dorzuca do tego zarzut wzbogacenia się na pożydowskim mieniu. A że nie chce mi się za każdym razem odtwarzać faktów w tej sprawie, to zrobię sobie kompendium.

1. Kamienica przy Noakowskiego 16 w Warszawie była własnością żydowskich rodzin Oppenheimów i Regirerów. 
2. W sierpniu 1945 roku Kalinowski (świeżo upieczony pracownik SB) fałszuje pełnomocnictwo do reprezentowania rodziny Oppenheimów i Regirerów, datowane na 30 sierpnia 1939 roku.
3. W grudniu 1945 roku Kalinowski na podstawie fałszywego pełnomocnictwa sprzedaje kamienicę Kępskiemu i Szczechowiczowi. Kępski i Szczechowicz zostają wpisani do księgi wieczystej (wówczas: do wykazu hipotecznego)
4. W 1946 w Warszawie pojawia się Maria Oppenheim, wdowa po zmarłym w 1940 Szlamie Oppenheimie, z dokumentami spadkowymi. Składa zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Kalinowskiego oraz wniosek o wykreślenie Kępskiego i Szczechowicz z wykazu hipotecznego. Kalinowski zostaje aresztowany, w październiku 1948 roku - skazany na 4 lata więzienia, wyrok skazujący uprawomocnił się w maju 1950 roku
5. Wniosek Marii Oppenheim o wykreślenie Kępskiego i Szczechowicza z wykazu hipotecznego zostaje oddalony w lipcu 1947 (nie wiadomo czy i kiedy się uprawomocniło orzeczenie).
6. W 1947 roku Skarb Państwa występuje do sądu o uznanie umowy sprzedaży kamienicy na rzecz Kępskiego i Szczechowicza za nieważną oraz o wykreślenie w/w panów z wykazu hipotecznego.
7. W lipcu 1948 roku sąd udziela zabezpieczenia powództwa Skarbu Państwa i nakazuje wpisanie do wykazu hipotecznego ostrzeżenia o toczącym się postępowaniu. Nie wiadomo czy i jak się sprawa zakończyła. Z wyjątkiem tego, że...
8. ..wydana została decyzja o przejęciu kamienicy przez Skarb Państwa. Odwołanie Kępskiego zostało oddalone 7 listopada 1953.
9. W 1997 roku Kępski składa w Urzędzie Mieszkalnictwa i Rozwoju Miast wniosek o zwrot kamienicy. Siostrzeńcem jego żony jest Andrzej Waltz, którego żona pełni funkcję prezesa Narodowego Banku Polskiego. Wniosek Kępskiego jest pomyślnie procedowany w trzech różnych instytucjach: UMiRM, Samorządowym Kolegium Odwoławczym, Urzędzie Miasta (Kępski nie ujawnił sprawy z 1947)
10. W 1999 roku Kępski umiera. W 2002 roku sąd stwierdza nabycie spadku po nim między innymi przez jego żonę (najwyraźniej byli bezdzietni), która umiera w październiku tegoż roku 2002. Spadkobiercami Kępskiej zostaje między innymi rodzeństwo Waltzów (siostrzeńców Kępskiej). Żona Andrzeja Waltza jest wówczas (od stycznia 2001 roku) wiceprezesem Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie.
11. W sierpniu 2003 roku prezydent Warszawy Lech Kaczyński wydaje decyzję o zwrocie kamienicy spadkobiercom Kępskich (na Andrzeja Waltza przypada najprawdopodobniej 1/12 udziału w kamienicy). HGW w dalszym ciągu jest wiceprezesem EBOiR.
12. Jesienią 2006 roku kamienica zostaje przekazana spadkobiercom Kępskich. HGW jest wtedy posłanką Platformy i kandydatką w wyborach na prezydenta Warszawy, w których pokonuje zarządcę komisarycznego miasta Kazimierza Marcinkiewicza (który zwracał kamienicę). 
13. Spadkobiercy sprzedają kamienicę, podobno za 8 mln zł (co oznaczałoby, że Andrzej Waltz dostał - do majątku odrębnego - prawdopodobnie jakieś 670 tys. zł). 
14. HGW obejmuje funkcję prezydenta miasta 2 grudnia 2006.

Każdy może sobie samemu wyrobić własne zdanie. Zapewne Andrzej Waltz mógłby uzyskane ze sprzedaży pieniądze oddać (komu? to osobne pytanie), ale co ma do tego wszystkiego HGW? Ani to jej kamienica, ani to jej pieniądze, i nijak nie widać, co miała wspólnego z procesem zwrotu kamienicy (do października 2002 jej najbliższa rodzina nie miała nic wspólnego z tą sprawą). Śpiewak i tak będzie swoje.

Żródła:
HGW oddaj kamienicę - strona na FB
tekst Pińskiego i Trębskiego we Wprost
tekst Szpali i Zubik w Wyborczej
strona HGW na Wikipedii

18:37, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
sobota, 07 października 2017

Pogoda w ostatnim tygodniu była iście... kwietniowa, z przeplatanką złotej polskiej, zwykłych deszczyków, najgorszej szarugi i dość paskudnego wiatru (tylko zimy na szczęście brakowało). 

I aż zaskakujące że jeszcze nie nadeszły jesienne mgły (ale przy takim wietrze to mgła nie ma szans).

Zatem jesienna, październikowa mgła sprzed paru lat.

jesień październik mgła Katowice

Tagi: fotka jesień
23:09, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (1) »
wtorek, 03 października 2017

Dziwne słowo w tytule, prawda? Sam wymyśliłem. Jest to na podobieństwo słowa "inktober", które poznałem w tym miesiącu, a które oznacza akcję (zapomniałem lub nie zapamiętałem czy ma to jakiś podtekst) polegającą na tym, że grafik codziennie rysuje obrazek (i publikuje, chyba, pamięć coraz słabsza do rzeczy mało istotnych przynajmniej). Oczywiście nazwa pochodzi z angielska, że niby ink+october (tak naprawdę to sam to sobie dośpiewałem).

Jak już zauważyłem taką akcję (oczywiście natychmiast sobie pomyślałem, że grafikiem nie jestem, a raczej antygrafikiem, więc...), to później zajrzałem sobie na blogaska i uświadomiłem sobie, że w tym miesiącu w ciągu dwóch dni napisałem dwie notki, obie w zasadzie nieplanowane, i zadałem sobie zaskakujące pytanie: "a co gdybym w tym miesiącu codziennie pisał jedną notkę"? Nazwa dorobiła się sama...

Możecie obstawiać, czy wytrzymam. To tylko i aż miesiąc.

 

Tagi: bzdury
18:25, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 01 października 2017

Czytam w Wyborczej, że WHO zaleca nam podjęcie działań w celu ograniczenia spożycia alkoholu (między innymi przez podniesienie cen, ograniczenie reklam i zmniejszenie dostępności, w szczególności przez wyeliminowanie jego sprzedaży na stacjach benzynowych). Zalecenia jak zalecenia, przeżyję, niemniej pojawiające się w tekście argumenty natychmiast nasunęły mi pewne pytania, które wyłuszczę poniżej:

Skoro istnieje zależność (stwierdzona w Los Angeles i Nowym Orleanie) pomiędzy ilością sklepów z alkoholem a przemocą i chorobami wenerycznymi, to czy mamy w Polsce plagę napadów (nie wyjaśniono co prawda, czy chodzi o napady ogółem, napady pod wpływem alkoholu czy napady na punkty z alkoholem) oraz czy mamy wysoki poziom zachorowań na choroby weneryczne?

Skoro istnieje zależność między reklamami piwa i wzrostem spożycia piwa (o jedną czwartą w ciągu dekady), to czy spowodowało to wzrost spożycia alkoholu ogółem?

Skoro zakaz reklamy alkoholu obowiązuje m.in. w Rosji, na Litwie i Ukrainie, to czy w państwach tych nastąpił spadek spożycia alkoholu? (tekst zawiera wskazówkę poziom spożycia w Rosji jest analogiczny jak u nas)

Czy istnieje zależność pomiędzy zakazem reklamy alkoholu a wskaźnikiem samobójstw? (w Rosji, na Litwie i Ukrainie jest on wyższy niż w Polsce)

Na większość pytań zapewne odpowiedź da się wyguglać (nie chce mi się na trzeźwo), nie spodziewam się żeby brał takie niuanse pod uwagę. Podziwiam schematyczność myślenia (w polskiej kulturze picia przemyt, bimbrownictwo i meliniarstwo są wystarczająco mocno osadzone, i proponowane środki tego nie zmienią), niemniej nie umiem się powstrzymać przed jeszcze jednym pytaniem:

Skoro za ograniczeniem picia alkoholu są organizacja międzynarodowa oraz biskupi, to jaką narrację zbudują przeciwnicy ograniczeń?

17:44, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 10 września 2017

Patrzymy z zapartym tchem, jak przez Morze Karaibskie idzie huragan Irma. Już pobił ileś tam rekordów siły, już spustoszył niejedną wyspę, teraz wkracza na Florydę. Są zdjęcia i filmiki jak się woda podnosi, jak wiatr wszystkim miota, są słowa otuchy i modlitwy (co przed lub w trakcie) i próby pomocy (dla tych co już po). Jest pewna ulga, że idący za ulgą huragan Jose postanowił się wyszumieć na oceanie i nie dobijać spustoszonych przez Irmę wysp.

I kiedy tak patrzymy na tę Florydę i okolicy, to uświadamiam sobie, że dwa tygodnie temu podobnie patrzyliśmy na Teksas, kiedy wiatr, deszcze i powodzie atakowały okolice Houston. I zaczynam się zastanawiać, ilu z tych patrzących na Florydę i okolice pamięta o tych z Teksasu, o ich tysiącach zalanych domów, które teraz ktoś pewnie próbuje osuszać i remontować, żeby zdążyć przed może nierychłą, ale nieuchronną zimą (nawet poszukałem sobie dziś stron lokalnych gazet z Houston, żeby się zorientować co tam się pisze). 

I wtedy sobie przypomniałem, że kiedy wczytywaliśmy się w newsy z Teksasu o rekordowych opadach i pojawiających się ofiarach śmiertelnych, to gdzieś zupełnie na skraju strumienia wiadomości migały doniesienia o gigantycznych powodziach w Indiach i Bangladeszu. Może przechodziły niezauważone bo monsuny to nie huragany, a może dlatego, że kogo tam obchodzi Trzeci czy któryś tam Świat w porównaniu do tak cywilizowanych (choć równie obcych) Stanów Zjednoczonych. Przypomniały się Herberta o arytmetyce współczucia...

Tymczasem gdzie indziej na świecie w Kalifornii pożary lasów, potężne trzęsienie ziemi u wybrzeży Meksyku zabiło kilkadziesiąt osób (gdyby było bliżej, szkody mogłyby być znacznie wyższe), a w Jemenie nieustająca katastrofa humanitarna. A u nas billboardy.

20:05, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
czwartek, 31 sierpnia 2017

Jak zapewne nie pamiętacie (albo może pamiętacie), w zeszłym roku demonstracyjnie Blog Day zignorowałem, ponieważ nie miałem nic nowego do zaproponowania. W tym roku mogłem zignorować niedemonstracyjnie, tylko z tradycyjnej sklerozy, ale skoro w czwartej kwarcie dnia natrafiłem na podpowiedź, że Blog Day nastąpił, to nawet można coś na temat skrobnąć. Zwłaszcza że...

W zaprzeszłym roku nic mi się nie zapamiętało. W przeszłym roku odwiedzałem zaś parę blogów interesujących, niektóre poznałem tyle co, inne się przypomniały - i na tyle uznałem je za ciekawe, że sobie na karteluszku (ehehe, w zabłąkanym na pulpicie pliku txt) zanotowałem żeby je ewentualnie polecić. A skoro już mamy ten dzień, więc dzielę się z Państwem od serca, nie obiecując że się spodoba z jakiegokolwiek powodu:
1. Galopujący Major 
2. Krzysztof Leski
3. Aadaś
4. Kataryna
5. i tradycyjnie cała zawartość blogrolla

W bieżącym roku przezornie nie obiecuję, że coś znajdę. Wiecie, jak jest.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 45