Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS

Bez

niedziela, 18 czerwca 2017

Yossarian uważał go za swojego mistrza: nieznanego żołnierza, który widział wszystko podwójnie. Naśladował go wiernie aż do momentu, w którym nieznany żołnierz wziął i zmarł. Wtedy Yossarian profilaktycznie zaczął widzieć wszystko pojedynczo.

To wcale nie jest wielki problem żeby widzieć wszystko podwójnie. Odpowiednia (każdemu indywidualna) dawka etanolu (po metanolu widzi się mniej niż więcej) i można śmiało zacząć widzieć podwójnie: znaki poziome; i światła (w tym innych pojazdów); i znaki pionowe nawet. Cały sekret w tym, żeby widzieć je z fotela pasażera, a nie kierowcy.

Don't drink and drive. Nigdy.

09:17, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
czwartek, 08 czerwca 2017

Ciekawy obrazek rodaków się rysuje. Mamy bowiem najwyraźniej pokaźny odsetek Polaków, którzy oficjalnie nie posiadają telewizora (a przynajmniej posiadając go nie płacą zań abonamentu), ale jednocześnie mają podpisane umowy na telewizję kablową lub satelitarną. Wniosek taki można wysnuć z masowo pojawiających się doniesień, że u operatorów telewizyjnych urywają się telefony z pytaniami, czy to prawda, że dane klientów zostaną przekazane Poczcie Polskiej w celu weryfikacji opłacania abonamentu RTV (zostaną, kiedy odpowiednia ustawa wejdzie w życie), i czy w związku z tym można wypowiedzieć umowę (nie można, to znaczy można tak jak z każdego innego nieistotnego powodu, licząc się z ewentualną karą jeśli umowa jest terminowa). Pojawiły się też petycje do operatorów, żeby usunąć z oferty kanały TVP, dzięki czemu (w przekonaniu autorów petycji) z użytkowników telewizji zostanie zdjęty obowiązek płacenia abonamentu (co jest przekonaniem oczywiście błędnym, gdyż abonament jest związany z posiadaniem telewizora bądź ewentualnie samego radia).

21 sierpnia 1961 roku w Londynie zapowiadał się dzień jak co dzień w National Gallery. Na jednej ze ścian wisiał świeżutko nabyty portret księcia Wellingtona pędzla Goyi. To znaczy na pewno wisiał poprzedniego wieczora, wszyscy myśleli, że został gdzieś chwilowo przeniesiony, po czym bum! zorientowali się, że doszło do kradzieży, pierwszej w historii instytucji. Pikanterii sprawie dodawał fakt, że była to okrągła, pięćdziesiąta rocznica kradzieży z Luwru samej Mony Lizy, a złodziej w zasadzie nie zostawił śladów. 

Być może się zastanawiacie, co ma piernik do wiatraka. Portret Wellingtona zwrócono (dobrowolnie) cztery lata później. Wkrótce potem sam zgłosił się na policję sprawca (parę interesujących drobiazgów chwilowo pominiemy, żeby nie burzyć narracji), emerytowany kierowca ciężarówki z Newcastle nazwiskiem Bunton. Kradzież była formą protestu. Pan Bunton... odmawiał płacenia abonamentu radiowo-telewizyjnego na rzecz BBC, twierdząc (zgodnie z prawdą), że jego telewizor jest nastawiony wyłącznie na lokalną stację komercyjną i nie umożliwia odbioru telewizji publicznej. Został ukarany dwufuntową grzywną, której również konsekwentnie nie płacił - wolał odsiedzieć w areszcie niż zapłacić, wierząc że "powietrze jest wolne". Portret zwrócił, bo nie udało mu się wymusić na galerii i jej sponsorach (wtedy się mówiło: dobroczyńcach) stworzenia funduszu charytatywnego o tej samej wartości, co cena zapłacona za obraz...

Nie wiem jak daleko sięga desperacja rodaków. Mimo wszystko wolałbym, żeby zamiast próbować kraść Damę z gronostajem (znaną w narodzie jako "Vinci"), uzmysłowili sobie, że abonament tak naprawdę kosztuje kilkadziesiąt groszy dziennie. Nawet jeżeli (niebezpodstawnie) mają złe zdanie o mediach publicznych...

22:07, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (12) »
poniedziałek, 05 czerwca 2017

Jest sobie niejaki pan Piekara, z zawodu pisarz specjalizujący się w fantastyce. Nie śledzę jego życiorysu ni twórczości zbyt uważnie (nie moja nisza, powiedzmy), niemniej czasem odpryski jego wytwórczości do mnie trafiają. Tak było i dziś rano.

Otóż wczoraj wieczorem w ramach jakiegoś uniesienia patriotycznego pan Piekara postanowił zaszczycić swoją obecnością Wikipedię, a konkretnie jej hasło o rządzie Tadeusza Mazowieckiego (być może miało to związek z faktem, że wczoraj przypadała rocznica pamiętnych wyborów czerwcowych, po których...). Zaszczycił, i zrozumiał z tego hasła tylko tyle:

Piekara wikipedia rząd Tadeusz Mazowiecki 1989

Oczywiście, każdy kto przeczytał tę stronę w Wikipedii ze zwykłą choćby starannością, zauważy, że ma ona osobne sekcje: Skład w momencie powołania, Skład w momencie ustąpienia oraz Wcześniejsi członkowie (obejmującą tych ministrów, którzy stracili swoje stanowiska wcześniej niż rząd jako całość, zresztą ciut poniżej jest to wyjaśnione w sekcji "Zmiany w składzie"). Fragment, który pobudził Piekarę, pochodzi z sekcji "Wcześniejsi członkowie", a słowo "bezpartyjny" - z zawartej w tej sekcji rubryki "Partia polityczna (w momencie ustąpienia)". W sekcji dotyczącej powołania rządu i Siwicki, i Kiszczak są oczywiście opisani jako przedstawiciele PZPR...

Dowiódł także pan Piekara nieznajomości historii najnowszej. Siwicki i Kiszczak zostali odwołani z funkcji lipcu 1990, a PZPR przestała istnieć w styczniu 1990 roku. Ale być może dla pana Piekary Jacek Saryusz-Wolski czy Stanisław Piotrowicz nadal należą do PZPR.

A najsmutniejsze, że wielu ludzi na Twitterze bezrefleksyjnie uwierzyło w te brednie Piekary. Głównie dlatego o tym piszę - ostrzegawczo.

PS Ponieważ niektórzy nadal nie rozumieją jak się Piekara wygłupił - poniżej jak wyglądała strona Wikipedii w momencie, kiedy Piekara zaczął ją czytać:

Piekara nie umie czytać wikipedii Kiszczak Siwicki

Piekara nie umie czytać wikipedii Kiszczak Siwicki

piątek, 12 maja 2017

Dziś przepis. Podobno niezawodny.

Bierzemy zacną przygarść kaszy jęczmiennej i kaszy z prosa, tak aby dla rodziny starczyło.
Moczymy w glinianym garnku parę godzin, poczem gotujemy długo z dodatkiem soczewicy.
Gdy kasza będzie miękka, dodajemy półgarniec grubo przesiekanej lebiody, oraz dla smaku drobniej usiekanego szczawiu i rdestu, byle czystego i świeżego.
Całość gotujemy jeszcze przez trzy zdrowaśki lub światowidki. 
Zagęszczamy pszenną mąką, co przy odsianiu na chleb pozostała. 
Zaprawiamy świeżo zerwaną miętą.
Zdejmujemy z paleniska, szczelnie zatykamy i odstawiamy na jakiś tysiąc lat.

Archeolodzy twierdzą, że tak właśnie

niedziela, 02 kwietnia 2017

Autyzm jest... problemem. Problemem już na etapie opisu, bo trudno jednoznacznie powiedzieć, czym jest, oprócz tego, że stanem niepożądanym i utrudniającym życie, a zarazem powodem wielu mitów, przesądów i uprzedzeń.

Autism Awareness Day Światowy Dzień Świadomości Autyzmu

Temat autyzmu przewijał się tu już na blogu, nawet był przyczyną jednego z gwałtowniejszych rantów w jego historii. Nie mam osobistego powodu do pisania na ten temat, niemniej podwyższoną wrażliwość w tej kwestii mam i może dlatego informacja o dzisiejszym dniu wywołała we mnie chęć puszczenia o nim informacji.

Autism Awareness Day Światowy Dzień Świadomości Autyzmu

Światowy Dzień Świadomości Autyzmu, Autism Awareness Day. Ludzie ubierają się na niebiesko na znak poparcia, choć ważniejsze pewnie zwykłe zrozumienie dla odmienności.

sobota, 01 kwietnia 2017

Ludzie dzielą się na trzy kategorie: tych, którzy próbują wymyślić na siłę jakąś wkręcającą historię (z większym lub mniejszym zaangażowaniem, z większym lub mniejszym skutkiem), tych którzy z przymrużeniem oka opowiadają absolutnie prawdziwe historie i tych, którzy postanawiają absolutnie nie próbować niczego udawać.

Ludzie dzielą się również na trzy inne kategorie: tych, którzy wierzą we wszystkie historie dla zasady, tych którzy pracowicie sprawdzają wiarygodność (w czasach postprawdy i faktów alternatywnych coraz bardziej niezbędne) i tych, którzy nie wierzą czekając, aż się samo potwierdzi.

Pewnie mógłbym jeszcze podzielić na tych, którzy umieją opowiadać dowcipy i tych którzy je psują, oraz na tych, którzy żart doceniają z kamienną powagą i tych, którzy psują zabawę mówiąc "hahaha żartujesz".

To taki poradnik, jak przetrwać ten dzień.

PS Tytuł to clickbait.

Tagi: bzdury
10:31, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 marca 2017

Prawo Murphy'ego, najważniejsze prawo Wszechświata. Prawo o zmiennej treści (w zależności od zbioru), z przeróżnymi uszczegółowieniami, które można byłoby podsumować jego najogólniejszymi normami "Wszystko, co może, pójdzie źle" i "Natura zawsze stoi po stronie zła". Jednym z bardziej znanych uszczegółowień jest norma "Każde urządzenie, które nie jest całkowicie zniszczone, będzie działać bez zarzutu w obecności specjalisty".

W weekend parszywie wiało i w pewnej chwili zginął mi obraz TV z anteny satelitarnej. Zginął, powrócił, znów zginął... W poniedziałek wypełzłem na dach zobaczyć co się poluzowało, wypatrzyłem miejsce w którym kabel się naderwał i przetarł. We wtorek odwiedziłem sklep, nabyłem parę drobnych części, wypełzłem ponownie na dach z narzędziami, oczyściłem, przyciąłem, założyłem, poskręcałem... Zlazłem z powrotem, aby się dowiedzieć, że cała ta porządna robota ma jeden feler - obrazu brak.

Całą środę biłem się z myślami, czy szukać technika, czy próbować dalej samemu. Wracając do domu dokupiłem jeszcze jeden zestaw części, patrzyłem bardzo nieprzyjaźnie na deszcz (chodzenie w deszczu po dachu - nawet nie bardzo stromym - i dłubanie przy instalacji, nawet słaboprądowej...), zastanawiałem się w duchu czy znam kogoś kto by się tym zajął na poczekaniu przed końcem tygodnia... Wszedłem do domu, przywitałem się, rozejrzałem. Telewizor grał w najlepsze.

Mówcie mi serwisant jakby co.

Tagi: bzdury
00:40, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 marca 2017

Święto! Odmiennie niż w paru poprzednich latach, zauważyłem, że właśnie wypada kolejna rocznica założenia tego bloga. Wiecie która?

DZIEWIĄTA. Czyli gdyby blog chodził do szkoły, to teraz martwiłby się, czy go nie przeniosą razem z klasą do innej podstawówki w ramach reformy czy deformy systemu nauczania. Na szczęście dla bloga, blogi nie są objęte obowiązkiem szkolnym.

Oczywiście, nie jest to najstarszy blog na świecie ani nawet na Bloksie, ale coraz więcej widzę blogów de facto zamierających (także takich, które linkuję na blogrollu). Nawet niedawno coś w rodzaju wyróżnienia dostałem za podtrzymywanie tradycji! (#FF na Twitterze, żeby sobie nikt nie myślał).

Imprezy nie będzie. Ciekawostek statystycznych - też nie. Może za rok o tej porze, wtedy będzie wszak Okrągła Rocznica.

środa, 08 marca 2017

Z okazji Dnia Kobiet powinienem wrzucić jakiegoś kwiatka w jotpegu lub co najmniej w ASCII, ale w ASCII nigdy dobrze nie umiałem, a galerie kwiatków i tak dziś zaleją sieć, więc okolicznościowo będzie o czym innym.

Otóż otworzyłem sobie o poranku fejsbuka i wówczas wskoczył mi przed oczy post jednej pani (której posty zasadniczo można polecać w ciemno, choć niekoniecznie na każdą wrażliwość), która uprzejmie poinformowała, że Fejsbukowi nie spodobał się post innej pani (tę akurat niekoniecznie polecam, najwyraźniej to nie moja wrażliwość) i to na tyle, że Fejsbuk nie tylko ten post usunął, ale także odebrał autorce prawo pisania przez tydzień. A wszystko przez to, że robot (w tym humanoidalny) w dziale obsługi nie zrozumiał ironii...

FB ban Adelka

Treść trefnego postu zamieszczam powyżej, w głębokiej wierze, że Blox umie dostrzec ironię i nie będzie próbował doprowadzić do skasowania tej notki (po FB spodziewam się, że będzie kasował obrazki z treścią tego postu, jak je znajdzie, z blokowaniem autorów włącznie).

sobota, 25 lutego 2017

To był dzień, w którym wszyscy odliczali co najmniej od północy: ile kto zje, ile kto da radę (a ile i jak spali).

Nie robiłem żadnych planów. W pracy trafiły się dwa, nie narzekałem, nie uchylałem się ani nie dopraszałem się. W domu czekały dwa talerze pełne pączków, przy czym z uwagi na to, że były w bodaj ośmiu rodzajach, to dla wyrównania szans zostały pokrojone na ćwiartki, by każdy mógł spróbować wszystkich smaków nie narażając się na skręt kiszek czy co tam się może z nadmiaru zdarzyć. A ja jadłem i starałem się podliczać te ćwiartki...

A potem zostałem na wieczór sam z talerzem pełnym niezjedzonych ćwiartek. I tak sobie pogryzałem i pogryzałem, wreszcie talerz opustoszał, a ja dla pewności sięgnąłem po kartkę, zapisałem i przeliczyłem. Wyszło siedem i pół pączka. 

Wcisnąłbym jeszcze tego jednego, ale już nie było.

20:33, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 44