Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bez | Eko | F1 | Junior | Język | Kult-ura | Milionerzy | Prawo | Sport | Z podróży
RSS

Z podróży

piątek, 15 czerwca 2018

Jakiś czas temu, w miesiącach licząc, w mojej okolicy (nie takiej zupełnie najbliższej) miał miejsce tragiczny wypadek: w zimowy wieczór na przejściu dla pieszych zginęły dwie młodsze nastolatki. 

Okolica, więc znałem miejsce: droga krajowa, dwie jezdnie po dwa pasy, idzie po stoku. Przed przejściem znaki: "uwaga, przejście" i ograniczenie prędkości do... 70. Przejście nieoświetlone, po jednej stronie drogi pola i łąki (po drugiej nieopodal domy), świateł też raczej nikt nie założy, bo są paręset metrów dalej. Nietrudno nie zauważyć kogoś, kto nagle wyjdzie na jezdnię...

Jechałem dziś tamtędy. Zauważyłem od razu że zmieniło się ograniczenie prędkości - do 50 km/h. Jednocześnie na pasie pomiędzy jezdniami pojawiły się przesunięte barierki, wymuszające na przechodzących większą ostrożność, nie zauważyłem tylko podobnych na zewnętrznych krańcach przejścia (ale może miejsca nie było).

Słuszne podejście - niewielkimi środkami w obie strony zmniejszyć zagrożenie.

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Tak się złożyło, że żaden większy wyjazd majówkowy mi w tym roku nie w głowie. Nie narzekam, wiosnę mamy taką, że lato mogłoby się w niejednym roku schować, na ulicach ludzie i samochody na letniaka (kabriolet z otwartym dachem dziś widziałem), ogródek zerka z sugestią zaangażowania się, ale myśli wokół wyjazdów się plączą, jak się widzi czym się chwalą znajomi. To nie będę gorszy, pochwalę się zeszłym rokiem.

Budapeszt termy Szechenyi

Budapeszt most łańcuchowy

Budapeszt Szechenyi ter

Budapeszt Szabadsag ter

Wybrałem co bardziej wiosenne zdjęcia. Ostatnie dla kasztanów, ale bawi mnie, że w obrębie jednego placu jest pomnik Armii Czerwonej i pomnik Reagana (można go dojrzeć pod drzewami). 

Miłego majówkowania tej wiosny.

wtorek, 27 lutego 2018

Ziąb za oknem taki, że człowiekowi tylko ciepłe w głowie, i sięga myślą do wspomnień dni ciepłych, cieplejszych i - najcieplejszych. 

Białe klify kojarzą się z Dover, które z kolei z ciepłem się nie kojarzy. W Dover nigdy nie byłem ani po tamtej stronie Kanału, klify nad Kanałem widziałem jedynie po normandzkiej stronie. Urokliwe były, acz też musiałbym skłamać mówiąc że było wtedy ciepło. 

Co innego inne klify. Gorący środziemnomorski lipiec, płyniemy promem z Santa Teresa di Gallura, zaczynają majaczyć na horyzoncie, rosną coraz potężniejsze. Patrzymy prawie urzeczeni, a prom tymczasem wcina się w zatoczkę, i otwieramy szeroko usta na widok białych wzgórz nakrytych zielonymi czuprynami. 

Bonifacio Korsyka Francja Corsica France

Bonifacio. Łazimy potem w upale i chłoniemy widoki, z góry i z dołu. 

Bonifacio Korsyka Francja Corsica France

Szkoda że tak szybko trzeba wracać, rozkład promów jest nieubłagany. Na szczęście z promu jeszcze można patrzeć.

Bonifacio Korsyka Francja Corsica France

poniedziałek, 05 lutego 2018

Wiele w życiu zależy od inspiracji. Ta notka została na przykład zainspirowana wpisem przezacnej koleżanki z bloga służbacywilna.info o urokach podróży kolejowych - ze szczególnym uwzględnieniem przesiadek. Zaraz mi się przypomniało, jak z przerażeniem patrzyłem na opóźnienie pociągu jadącego z Turynu do górskiego miasteczka Cuneo, gdzie mieliśmy tylko jeden cel: złapać przesiadkę na pociąg do leżącej po drugiej stronie gór Ventimiglii (samo Cuneo może i też byłoby ładne, ale Ventimiglia była częścią bardziej skomplikowanego planu wakacyjnego)... Wciąż czuję pot na wspomnienie biegu z ciężkimi plecakami (i siedmiolatkiem) do drugiego - szczęśliwie czekającego - pociągu, brak miejsca w środku nie wydawał się już takim problemem (plecaki postawiliśmy jakoś, nawet chyba dziecko udało się posadzić).

Abancourt nie przysporzyło nam żadnych emocji (nie tylko w porównaniu z Cuneo). Ta kilkusetosobowa wieś ze stacyjką kolejową na obrzeżu w ogóle nie wydaje się posiadać zdolności wprawiania w jakiekolwiek emocje, barman w przydworcowej knajpie był senny jak lipcowe popołudnie, a kawa chyba najtańsza jaką zdarzyło się pić we Francji (jakości nie zapamiętałem). Oczywiście co innego pomyślałbym gdyby jednak francuski pociąg złapał opóźnienie. Jedyną bowiem racją naszej obecności w Abancourt była przesiadka - tam stykały się linie z Rouen (do Amiens) i do Beauvais (z Treport-Mers). Na całe szczęście pociągi jechały dość punktualnie (a zapas był dość spory) i niezelektryfikowaną, jednotorową linią do Beauvais jechałem uspokojony, że na samolot do domu zdążę bez trudu.

Nie wiem, czy mam jakiekolwiek zdjęcia z Abancourt (poza stację się nie zapuszczaliśmy). Ale skoro jechaliśmy tego dnia z cudownego Rouen do uroczego Beauvais (ciekawe ilu z Polaków korzystających z tamtejszego lotniska choćby spróbowało zobaczyć to miasteczko), to przecież zawsze mogę dać zdjęcia z Rouen i Beauvais, prawda? 

Rouen Normandia Normandy Francja France Vieux Marche

Beauvais Francja France Pikardia Picardie

Ach, niedoceniana północna Francjo...

niedziela, 03 grudnia 2017

Są miejsca, które widzieliśmy setki razy, o których powiedzieliśmy że je znamy na pamięć, a potem nagle się okazuje, że czegoś o nich nie wiedzieliśmy. 

To było w tak zwany Czarny Piątek, specjalnie poszedłem sobie do nieodległej galerii handlowej (samochodem byłoby pewnie dłużej), słoneczko akurat wyszło, w sam raz na spacerek. Szedłem sobie wzdłuż ulicy, popatrzyłem na samochód skręcający na parking, i nagle aż mnie zastopowało. Aż wyciągnąłem telefon i wszedłem na parking żeby zrobić zdjęcie.

kościół Piotra i Pawła Katowice

Przejeżdżałem koło tego kościoła setki razy (wiele setek), za każdym razem kiedy jechałem do liceum czy kiedy wracałem z uczelni, przechodziłem koło niego w drodze do pracy lub po prostu - a tego dnia patrzyłem jakbym go widział po raz pierwszy. Zawsze wydawał się wciśnięty za drzewami, po drugiej stronie ulicy jak nie blok, to mur jakiegoś zakładu. Nigdy nie zdarzyło mi się spojrzeć na niego z takiej perspektywy, poprzez pustą przestrzeń, nawet kiedy byłem w okolicy, skąd takie spojrzenie byłoby możliwe, to albo nie docierałem do właściwego punktu, albo po prostu patrzyłem gdzie indziej. 

Tagi: fotka
17:54, bartoszcze , Z podróży
Link Dodaj komentarz »
środa, 04 października 2017

Przyjemnie jest w lesie w słoneczny jesienny dzień. Zapewne byłoby jeszcze przyjemniej, gdybym w porządnych butach spacerował między drzewami, grzybki zbierając, ale w środowy poranek na takie luksusy sobie pozwolić nie mogłem, więc tylko chłonąłem las jadąc sobie grzecznie szosą przezeń prowadzącą.

Las o tej porze jeszcze nie jest całkiem jesienny, lecz dopiero jesienniejący, z zielenią przeplataną żółtą i innymi barwami. Lubię patrzeć na las i o tej porze, i kiedy całkiem się na jesiennie pokoloruje, więc w lesie najczęściej jadę nie za szybko i patrzę, patrzę, patrzę (pamiętając, że na drodze muszę zwracać uwagę nie tylko na przyrodę). I kiedy tak jechałem, dostrzegłem na poboczu jakąś majaczącą sylwetkę. Zwolniłem dodatkowo, nie wiedząc kto zacz i co zrobi...

A on wszedł na jezdnię. Wszystkimi czterema nogami, na szczęście nie ociągał się zbytnio, choć i nie biegł zbyt gorliwie, kiedy dojechałem do jego wysokości, zbiegał już z pobocza razem ze swoim efektownym porożem. 

To był naprawdę miły początek dnia, dzięki temu jelonkowi.

Tagi: jesień
16:21, bartoszcze , Z podróży
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 września 2017

Wychodziłem wieczorem do sklepu, deszcz lał jak głupi, więc sięgnąłem do szafy po mało używaną kurtkę przeciwdeszczową. Wracając zacząłem grzebać w jej kieszeniach, wyłowiłem jakieś dwa niewielkie papierki. Ich język oraz wybita na nich data sugerowały niedwuznacznie, że pochodziły jeszcze z wiosennego wyjazdu do Budapesztu. Pozostawał tylko jeden problem...

Spędziłem dobrą chwilę zastanawiając się do czego te papierki służyły. Umieszczone na nich wielocyfrowe numery "seryjne" (kolejne zresztą) oraz kwota w forintach sugerowały, że to dowód zakupu czegoś, ale czego? Rozmiar - jakieś trzy centymetry na dwa lub w tych rejestrach, nie mierzyłem - i ascetyczna forma sugerowały, że to nic istotnego, cena - 250 forintów (jakieś 3,50 zł) - też wskazywała na drobiazg, bilet na metro kosztował bodaj 350 forintów. Przelatywałem myślami cały dzień spędzony w Budapeszcie, starając się namierzyć taki drobny wydatek. Nic pewnego nie przychodziło do głowy.  

Kiedy staromodne metody zawodzą, sięga się po nowoczesne. Włączyłem wyszukiwarkę, wpisałem wybite największymi literami słowo "nyugta", okazało się, że chodzi o kwitek, paragon. Nie przybliżało to jednak do odpowiedzi, gdzie go wydano. Zacząłem więc wpisywać w wyszukiwarkę długą trójwyrazową nazwę, wyszukiwarka przyjęła ją dość ochoczo, wyświetliła rozbudowaną stronę z licznymi zdjęciami, strona w języku węgierskim oczywiście, na szczęście miała też wersję angielską. Następnych kilkanaście minut spędziłem analizując jeszcze staranniej, w którym miejscu w Peszcie (do Budy tego dnia nie zaglądaliśmy) mogłem się zetknąć z firmą, do której należała ta strona, i wejść z tą firmą w komercyjną interakcję. Wychodziło mi, że musiało to być podczas przemierzania Wyspy Małgorzaty (od mostu Małgorzaty po most Arpada), bo tylko tam przypominałem sobie moment w którym mogliśmy skorzystać z usług budapeszteńskiego przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjnego...

Tak, przez trzy miesiące miałem w kieszeni kwitki z szaletu.

sobota, 26 sierpnia 2017

Ciepły (prawie gorący) letni dzień. Szwendamy się leniwie uliczkami małego miasteczka wśród pól i obserwujemy rzeczywistość jednakowoż odmienną od naszej (no, chyba żeby nie). Pośrodku miasteczka, przy ryneczku, stoi sobie ratusz. Widać go z pewnej odległości, wyniosły góruje nad otoczeniem niskopiennym niczym Kongresówka. Na dachu widać te urocze, rzadko spotykane zdobienia, które tak bardzo podobały mi się w Budapeszcie (nie napisałem o tym? trudno). A kiedy patrzymy na ryneczek pod ratuszem, to nie dość, że prawie cały zajęty pod parking:

Laa an der Thaye rathaus ratusz Austria

to zaraz obok z boku tegoż ratusza jest - powiedzmy - kącik sanitarny, obejmujący nie tylko zwykłego toi-toia, ale i barakowóz jak od Drzymały wypożyczony, zaadaptowany przez lokalną OSP na posiadający część zarówno męską jak i damską.

laa an der thaye wc wagen rynek

Dla większego urozmaicenia po tej bocznej stronie dorzucono część zieloną (acz niepozbawioną parkingu) i stację ładowania wszystkiego (choć raczej mniejszego niż większego) prądem elektrycznym pochodzącym ze źródeł odnawialnych, a konkretnie z baterii słonecznych umieszczonych na dachu wiaty. Gdzieś tam był też sklep typu 1001 drobiazgów (zamknięty z powodu urlopu), na którego wystawie wypatrzyłem tę oto fascynującą, przydatną rzecz:

laa an der thaye stojak na butelkę

Cóż to za piękny przedmiot, Trurlem pachnący? Nie wiem jak Wam, ale na moje niefachowe oko to stojak na butelkę wina. Klassisch! A z innej strony ryneczku (z przyległościami) było miejskie muzeum. Zerknąłem na jego tablicę ogłoszeń - promowała ekspozycję "OGÓRKI I WIĘCEJ".

Laa an der Thaye Muzeum Museum Austria

Ale w gruncie rzeczy czego się spodziewać po miasteczku, które ma w nazwie "nad rzeką", a rzeka znajduje się kilka kilometrów dalej, w sąsiedniej wsi i sąsiednim państwie (ech, ta pokręcona historia Europy Środkowej). 

Laa an der Thaye (nad Dyją) pozdrawia serdecznie. 

sobota, 12 sierpnia 2017

Ludzie.
Młodsi i starsi.
Wysocy i całkiem mali.
Ładniejsi i brzydsi, kształtni i nieforemni.
Ubrani zwyczajnie lub w wyrafinowanych strojach.
Mający na włosach wianki, farby, wstążki lub wymyślne nakrycia.

Wszystkich łączyło jedno: muzyka (i dobra zabawa), niezależnie czy skakali pod sceną, stali bardziej w oddali czy siedzieli pod namiotami (o miłości i przyjaźni się nie wypowiadam, zwłaszcza pod namiotami).

A brud i śmieci? Fakt, deptanie po pustych puszkach było przeżyciem swoistym... Niemniej można było ich nie zauważać, tak jak się nie zauważa reklam internetowych (przy pewnej dozie wyćwiczenia), oraz oczywiście nie śmieciło się samemu.

Siema, Juras! Nie obiecuję, że przyjadę znowu.

sobota, 22 lipca 2017

Odbyłem niedawno krótki urlop (dlatego nie pisałem bo się najpierw przygotowywałem do wyjazdu, potem mnie nie było, a potem nadrabiałem po przyjeździe). A że tak jakoś strasznie pusto wygląda, to wrzucę malutki przerywnik.

zachód słońca Bałtyk Świnoujście Swinemunde

Pojechałem na zachód i taki sobie widziałem zachód. 

Tagi: bzdury fotka
19:45, bartoszcze , Z podróży
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 17