Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Australia

niedziela, 18 marca 2012

Kiedy przed rozpoczęciem inauguracyjnego wyścigu sezonu realizator pokazywał szeroką panoramę Melbourne, toru i jego otoczenia, moją uwagę zwróciła pośród widowni pojedyncza, wielka flaga Wenezueli. Najwyraźniej nawet w Australii znalazła się grupka przedstawicieli tego kraju, która postanowiła kibicować swojemu jedynakowi w F1. 

Formuła 1 to zjawisko co do zasady internacjonalistyczne, z wyścigami rozrzuconymi po wszystkich prawie kontynentach (Afryka też bywała, nawet jeśli nie dziś), z fanami we wszystkich strefach czasowych i z kierowcami również ze wszystkich stron. W stawce przeważają wprawdzie Brytyjczycy i Niemcy, tradycyjnie wielu było Włochów czy Francuzów (nawet jeśli w tym czy innym sezonie więcej lub mniej), tradycyjnie nie brakuje Brazylijczyków czy Finów (ci ostatni to właściwie mały fenomen w sportach motorowych), zwykle się jacyś Japończycy zaplączą. Okazjonalnie pojawiają się i przedstawiciele innych nacji, poczynając od naszego rodzimego rodzynka chwilowo na L4, zastępującej go w roli ambasadora Europy Wschodniej Rakiety z Wyborga, dzielnych (bardziej niż utalentowanych) chłopców z Indii czy młodziaków z Meksyku albo Wenezueli właśnie (and many, many more).

Dziś widzowie stojący pod barwną flagą Wenezueli miele wiele powodów do emocji (napisałbym do radości, ale..). Ich bohater startował z dobrej ósmej pozycji, na starcie przeskoczył o dwie, po dwóch okrążeniach wśliznął się na piątą, demolując zarazem Romainowi Grosjean zawieszenie przy udanym wyprzedzaniu. Później zaliczył też wizytę na żwirku, gonił jak szalony, żeby nadrobić straty, dzięki safety carowi (i dobrego restartowi) jechał na szóstym miejscu tuż za rurą wydechową Fernando Alonso, ambitnie próbując przeskoczyć o jeszcze jedno miejsce. Na ostatnim okrążeniu zawadził jednak kołami o trawę, zaliczył piruet zakończony ciężkim uderzeniem w bandę (safety car nie zdążył po prostu wyjechać, na wcześniejszych okrążeniach zostałby jak nic wypuszczony) i spowodował zamieszanie na torze, przez które jeszcze zdążyło się potasować na punktowanych miejscach. Zasługiwał tego dnia na nagrodę, ale będzie nią tylko miejsce w pamięci widzów, życzliwe lub nie.

Tagi: Australia
10:46, bartoszcze , F1
Link Komentarze (3) »
sobota, 26 marca 2011

Czas w Formule 1 jest wszystkim. Czas spędzony na projektowaniu i testowaniu przekłada się potem na czasy okrążeń. Czasy okrążeń decydują o miejscu na starcie albo i o udziale w wyścigu w ogóle, jak się boleśnie przekonało HRT (swoją drogą, przez całe dwa dni w Australii udało im się zrobić raptem parę mierzonych okrążeń w kwalifikacjach - naprawdę znowu nie byli w stanie zdążyć z poskładaniem bolidu? to po co było jechać na te Antypody...).

Czas ma znaczenie także i z innych względów - różnice czasu decydują o tym, o której wyścig będzie rozgrywany, w południe czy później, tak aby wyścig był oglądalny w strefach czasowych generujących największą widownię. W poprzednich latach zawodnicy nieraz na to narzekali, w tym roku jeszcze nie słyszałem.

Tym niemniej to prawie skandal, że termin tego konkretnego wyścigu na drugim końcu świata przypada na dzień, kiedy zmienia się czas na letni. Gdyby nie to, człowiek mógłby o godzinę dłużej pospać.

PS. To, że być może są niedobre czasy dla wyścigów, to temat na ewentualną inną notkę (bez obietnic).

Tagi: Australia
11:10, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 września 2010

Sezon tenisowy właściwie się właśnie skończył z ostatnimi piłkami na Flushing Meadows; oczywiście, tenisistki i tenisiści jeszcze przez dwa miesiące będą się tłuc w różnych turniejach w pogoni za dolarami, punktami i Masters, ale solą jest Wielki Szlem. Emocje jednak nie mijają, a nawet będą rosnąć. Na kortach w Melbourne Rafael Nadal będzie bowiem polował na kolejny tenisowy wyczyn, dostępny tylko nielicznym - na Niekalendarzowego Wielkiego Szlema, czyli cztery zwycięstwa z rzędu w turniejach wielkoszlemowych, choć nie w jednym roku. Dzisiejszej nocy osiągnął to, co Federer w roku ubiegłym - skompletował "Karierowego" Wielkiego Szlema, czyli wygrał w każdym z turniejów wielkoszlemowych, bez względu na rok. Oczywiście, nikt mu tego łatwo nie sprzeda - Federer będzie chciał obronić tytuł i nie dać tej satysfakcji przebicia w osiągnięciach, Djoković będzie chciał wrócić na tron i odegrać się za porażkę w Nowym Jorku, a cała reszta będzie się oczywiście starała jak tylko będzie mogła. Emocje będą rosły z każdym dniem. A w razie triumfu Nadala w Melbourne wszyscy zaczną nerwowo czekać na lato, czy będzie pierwszym od ponad czterdziestu lat zwycięzcą męskiego klasycznego Wielkiego Szlema.

Australian Open 2011 rozpoczyna się 17 stycznia, za 123 dni, 19 godzin i około 50 minut. Ma się zakończyć 30 stycznia. Ach..

niedziela, 28 marca 2010

Po GP Bahrajnu wielu narzekało, że nic się nie dzieje, a bolidy jadą do mety jak sznur ciężarnych słonic. Cóż, dzisiejsza walka na Albert Park pokazała, że i słonice potrafią walczyć jak wściekłe (jakby broniły mlodych, pozostając w klimacie porównań przyrodniczych). Tylu ataków, wyprzedzeń, kontr, to dawno nie pamiętam. Niezaprzeczalnie pomogła trochę pogoda, być może słonice w deszczu są bardziej żywotne.

Był oczywiście wyjątek - pewna stara, poczciwa słonica, która chyba jednak niepotrzebnie dołączyła do stada. Obserwowanie, jak zmaga się z młodą, acz powolną i niedoświadczoną słoniczką, było nieomal żenujące.

Serdeczne gratulacje natomiast dla innej młodej, jeszcze bardziej niedoświadczonej słoniczki, która powoli, ale doczłapała aż do mety. Ale też w Indiach słonica to zwierzę normalnie występujące:)

Tagi: Australia
11:05, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 25 marca 2010

W zeszłym roku kierowcy narzekali na porę rozgrywania wyścigów, najpierw w Australii, a potem zwłaszcza w Malezji. W tym roku to zjawisko się powtarza.

W zeszłym roku żale kierowców zostały zignorowane. W tym roku zanosi się, że i to się powtórzy.

Mam nadzieję, że więcej powtórzeń już nie będzie. Jakby co, to niech Robert lepiej objeżdża Vettela szerokim łukiem, a nie w ciasnym zakręcie.

21:11, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
sobota, 23 stycznia 2010

W pierwszych dwóch meczach tegorocznego Australian Open, Agnieszka Radwańska oddała tylko trzy gemy. W następnym meczu wygrała tylko cztery. Plany przed turniejem celowały w okolice czwartej rundy, skończyło się na trzeciej. Przynajmniej w singlu, w deblu już też jest w trzeciej.

Do czwartej rundy awansował za to Łukasz Kubot. Szczęśliwie, ale dodajmy, że szczęściu trzeba umieć pomóc. Zagra w czwartej rundzie z trzecią rakietą świata. Ciekawe do której rundy dojdzie w deblu, też jest już w trzeciej.

A w ogóle to mam wrażenie, że miałem dobre przeczucie, dając Kubotowi kreskę na koniec zeszłego roku:)