Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Włochy

piątek, 14 października 2016

Jesień zaczyna gryźć coraz bardziej, dni coraz krótsze, wieczory coraz chłodniejsze... Tęsknota za ciepłymi dniami i krajami coraz silniejsza, zwłaszcza jak Italia by Natalia podrzuca co rano na fejsie irytująco urocze obrazki z Włoch. W takich chwilach otwiera się albumy i foldery ze zdjęciami...

Kiedy byłem w Ventimiglii, notowałem na bieżąco drobne uwagi, dzięki czemu miałem potem praktycznie gotową notkę. Co innego jednak drobne zapiski, a co innego przegląd dziesiątek zdjęć z każdego miejsca i mozolne wybieranie między nimi - dlatego wtedy obrazki lądowały w osobnych, często odległych notkach. Tu - jak widać - przerwa była szczególnie długa, ale za to mamy trochę ciepłych obrazków w czas chłodny (może nie będzie takich protestów jak wtedy, bo jednak jeszcze nie zima).

Więc, jak już było wspominane, Ventimiglia "leży na riwierzy", czyli między górami...
Ventimiglia Vintimille Włochy Italia rzeka fiume Roia
...a morzem.
Ventimiglia Vintimille Włochy Italia morze mare

Góry z morzem łączy rzeka, która zarazem dzieli miejscowość na część starą i nową. Wspominałem już, że nowa taka bardzo zwyczajna, a stara pełna średniowiecznego uroku, składająca się głównie z uliczek i zaułków.

Ventimiglia Vintimille Włochy Italia starówka zaułek

Ventimiglia Vintimille Włochy Italia starówka zaułek

Nad starymi domami dumnie góruje wieża...
Ventimiglia Vintimille Włochy Italia wieża kościelna chiesa 

A kotu to i tak wszystko jedno.

Ventimiglia Vintimille Włochy Italia kot

Lata, lata, lata dajcie...

czwartek, 25 sierpnia 2016

Kiedy przyszła wiadomość o trzęsieniu ziemi we Włoszech, w pierwszej chwili pomyślałem o mieszkającej w tej części Italii znajomej (na jej szczęście chwilowo w Polsce, na co dzień jednak w bezpiecznej odległości od epicentrum). Potem - rejestrując informacje o ofiarach i zniszczeniach - odnotowałem, że w relatywnie niedużej odległości widnieje nazwa masywu górskiego i parku narodowego Gran Sasso. Później przyjrzałem się dokładniej...

Sporo lat temu spędzałem urlop we Włoszech, w mniej sztandarowych okolicach (tak wyszło raczej niż taki był nonkonformistyczny plan). Jednego dnia zrobiliśmy długą wycieczkę objazdową, której kulminacją była wizyta nad jeziorem Campotosto (sztucznym, jak Żywieckie, tylko znacznie wyżej), skąd kontemplowaliśmy widok na majestatyczny masyw Gran Sasso (miłośnicy historii II wojny światowej tu podnoszą paluszki, by wspomnieć o słynnej akcji Skorzeny'ego). Kontemplowaliśmy, robiliśmy zdjęcia (na przemian z aparatu tradycyjnego i pierwszej, posiadanej od paru miesięcy cyfrówki...)

Lago Campotosto Abruzzo Italia Włochy

Jezioro Campotosto - siedzieliśmy po jego zachodniej stronie - znajduje się w odległości góra dwudziestu kilometrów od zrujnowanego trzęsieniem Amatrice. Z pewnej mapy wnioskuję, że siła żywiołu szybko malała, być może nad jeziorem domami tylko zatrzęsło, nie powodując zniszczeń, w żadnych raportach lokalna wioska się nie pojawia. Górom nie zaszkodziło na pewno...

Gran Sasso Abruzzo Italia Włochy

czwartek, 24 grudnia 2015

Z okazji rozpoczynających się Świąt Bożego Narodzenia, niniejszym pragnę serdecznie podziękować wszystkim, którzy mi dobrze życzą, zwłaszcza tym, którzy mi przysyłają, przysłali lub przyślą życzenia (bo może się zdarzyć że nie odpiszę albo co).

Dziękuję także tym, którzy życzą mi "z automatu", w tym:
- Polskiej Akcji Humanitarnej,
- kolejom francuskim (nie wiem, czy nie czytali moich kąśliwych uwag, czy wręcz przeciwnie)
- dealerowi samochodowemu, z którym się pokłóciliśmy jakiś czas temu,
- włoskiej kompanii promowej Tirrenia,
- księgarni internetowej publio.pl, z której biorę chyba tylko darmowe ebuki, 
- wypożyczalni samochodów, z której nie pamiętam czy ostatecznie skorzystałem,
- portalowi Interia,
- (szkoda że mój ulubiony hotel w Lignano Sabbiadoro przestał mi przysyłać życzenia, być może to znak, że już zbyt dawno u nich nie byłem...)

A poza tym oczywiście życzę wszystkim Wesołych Świąt, byście zapomnieli o wszystkim złym, co za nami, i mieli się czym cieszyć przynajmniej przez ten najbliższy czas.

środa, 15 lipca 2015

Zbieram się do podróży, co oznacza między innymi zrobienie całej masy rzeczy, na które pora wypadałaby zwykle nieco później. Między innymi oznacza to przygotowanie rutynowej korespondencji do urzędu skarbowego... Wydrukowałem sobie co trzeba, podpisałem, ruszyłem do półki z kopertami. Zobaczyłem dwie koperty typu podłużnego (kartkę A4 składa się do niej na trzy, a nie na ćwiartki), pomyślałem sobie "a właściwie dlaczego nie". Jedna z tych kopert była biała, druga żółta, wybrałem więc białą, podniosłem ją i uśmiechnąłem się. 

Koperta nie była zupełnie zwykłą kopertą. W lewym górnym rogu, gdzie zwykle wpisuje się dane nadawcy (przy przesyłkach poleconych) widniał elegancki emblemat, adres i nazwa: Hotel Cervo Milano. Nawet nie pamiętałem, że wzięliśmy taką kopertę z podręcznej papeterii hotelowej podczas względnie niedawnej (rok jeszcze nie minął) bytności. I nawet, jak sądzę, za bardzo nie podzieliłem się żadnymi wspomnieniami... To w ramach rekompensaty jakieś zdjątko może, ale nie będzie sztampowe (choć sztampowe obiekty w Mediolanie całkiem fotogeniczne są i nadają się do wielokrotnego oglądania).

Residence Porta Nuova Milano Mediolan 2014

Jeżeli ten budynek (bliźniak zza niego wyziera, wokół zresztą sporo różnych wieżowców) wydaje się komuś dziwny, to niech się pogodzi z faktem, że ten budynek jest dokładnie taki, na jaki wygląda - te ciemnie nieregularne plamy to jak najbardziej żywa, rozległa zieleń. 

Residence Porta Nuova Milano Mediolan 2014

A kopertę wziąłem żółtą (bez emblematu).

niedziela, 13 października 2013

Na jednym ze straganów w uliczkach wokół Watykanu widzę damskie torby (albo może: torebki wielkoformatowe, nie znam się) z wielkim (format A4 co najmniej) zdjęciem Papa Francesco. Nie spoglądam nawet na cenę (nie znam nikogo, komu chciałbym rzecz taką kupić, czy to w charakterze pamiątki, gadżetu czy jakimkolwiek innym), ale kiedy już ten stragan minąłem, zaczyna mnie dręczyć myśl: skoro Franciszek jest zwolennikiem ubóstwa, to cena tej torby powinna być niska. Ale nie wróciłem sprawdzić.

Idziemy wzdłuż Murów Watykanu. Jeden, drugi, trzeci zakręt... i jeden element pozostaje niezmienny: długa kolejka ludzi czekających na wejście do Muzeów Watykańskich, od ulicy Leona IV miejsce dla nich wyznaczają specjalne barierki. Wokół nich kręcą się oczywiście liczni łowcy okazji, jedni sprzedają butelki zimnej wody („łan euro" za półlitrową), inni proponują minięcie kolejki poprzez wykupienie wejścia z przewodnikiem (dla wchodzących grupami jest osobne wejście). Mijamy wyniośle i jednych, i drugich, dziękując sobie w duchu za przezorność, że swoje wejście zarezerwowaliśmy przez Internet parę tygodni wcześniej (choć nie ma róży bez kolców, bo gdybyśmy nie zdążyli, to pieniędzy nie zwracają). 

Do wejścia do Bazyliki też kolejka, wyjątkowo nie po bilety, tylko do kontroli bezpieczeństwa. Siedzę przy fontannie i patrzę jak się przesuwa, mimo że długa, to biegnie sprawnie. Upalny, słoneczny lipcowy dzień, masa ludzi kupuje kolorowe parasolki, dzięki nim łatwiej jest zarejestrować kto się o ile przesunął, w sumie nie więcej niż na 15-20 minut czekania. 

Tagi: Włochy
21:25, bartoszcze , Z podróży
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 07 października 2013

Skręciwszy z najbardziej utartych rzymskich tras, mijamy Ara Pacis Augustae i zatrzymujemy się przy nowoczesnej, bielutkiej fontannie. Właściwie to rodzaj baseniku z płyt kamiennych, w którego dnie osadzono szereg rur tryskających (z tych szerszych). Niski brzeg z jednej strony wprost zachęca do tego, żeby coś w tej fontannie zamoczyć, najlepiej jak najwięcej (temperatura zbliża się do czterdziestki i ani jej w głowie, że to za dużo), ale tuż z boku widać tabliczkę, że do fontanny ze względów bezpieczeństwa wchodzić zakazano, w końcu można sobie rozbić głowę, utopić się albo co jeszcze. Carabiniere żadnego w okolicy nie widać, ale towarzystwo przy fontannie karne, siedzi tylko na tym niskim brzegu i majta nogami w wodzie (jak nie stoi, to nie weszło).

Obserwuję sobie tak z boku (rozglądając się zarazem za jednym z niemal wszechobecnych rzymskich kraników, bo takiej wody z fontanny to strach by się było napić, a nawet twarz przetrzeć). W pewnej chwili do fontanny podchodzi elegancka kobieta (pewnie Włoszka, ale skąd to w Rzymie można wiedzieć), zastanawiam się w myślach, kogo za chwilę spod tej fontanny wyciągnie i zabierze do domu. A ona tymczasem zdejmuje buty na korkowym koturnie, podwija obcisłe czarne spodnie i z niezmiernie zadowoloną miną moczy nogi w wodzie.

Lato. Upał. Rzym. 

Tagi: lato Włochy
20:12, bartoszcze , Z podróży
Link Komentarze (1) »
niedziela, 29 września 2013

Zaskoczył mnie Rzym rozplenieniem się rozmaitych zakazów tu i tam. O, na przykład przy fontannach pojawiły się kategorycznie brzmiące zakazy wchodzenia do nich, o ile pamiętam – ze względów bezpieczeństwa. Trzeba przyznać, że przy najbardziej znanych fontannach, jak di Trevi, Czterech Rzek czy na Piazza Spagna zawsze gdzieś plątali się carabinieri czy inni mundurowi, i nieraz dało się słyszeć karcący gwizdek. Oczywiście głównie wtedy i tam, gdzie się plątały rzesze turystów, przy uroczej fontannie z żabami w sercu dzielnicy Trieste jakiś bezdomny spokojnie stał sobie w wodzie, organizował ablucje, pranie i co jeszcze tylko, ale też było to niedzielne przedpołudnie.

San Pietro Vincoli Rzym Roma Włochy Italia

Wyjątkowo zafascynował mnie zakaz, który wypatrzyłem u Świętego Piotra W Okowach. Poszliśmy tradycyjnie odwiedzić rogatego Mojżesza, obejrzeliśmy z profilu i en face (wciąż taki sam), zerknąłem na tabliczkę informacyjną. Stało na niej „ZAKAZANE JEST STAWANIE PRZED FIGURĄ MOJŻESZA W CELU UDZIELANIA GRUPIE WYJAŚNIEŃ". Cóż, Mojżesz był starannie odgrodzony linami z jakimś czterometrowym zapasem (więc zakaz wchodzenia za liny był dość oczywisty), najwyraźniej sam fakt, że przewodnik stanąłbym przy takiej linie pomiędzy grupą a rzeźbą, jest z jakiegoś powodu karygodny, w sumie niech sobie gada z daleka, a jeszcze lepiej przed kościołem.

zakaz postoju Rzym Roma Włochy Italia

Oczywiście wszyscy wiedzą, po co są zakazy. Dlatego zupełnie nie zdziwił mnie widok w jednej z wąskich, sympatycznych uliczek, gdzie generalnie miejsca do zaparkowania było niewiele (a nie każdy jest w stanie przerobić część parteru na garaż), kiedy wzdłuż muru jeden za drugim zaparkowane były samochody. Nie zdziwił, ale zauroczył fakt, że wszystkie stały pod zakazem postoju, najwyraźniej słowo „ciągły" traktując wysoce filozoficznie (skoro odjadę, to znaczy nie stoję na postój ciągły). 

Junior z Ojcem stoją przed monumentalnym Mojżeszem dłuta Michała Anioła. Junior dla kunsztu rzeźbiarskiego jeszcze wiele zrozumienia nie ma (wolno mu, Ojca zdaniem), więc Ojciec w ramach zachęty podpowiada Juniorowi, żeby się rzeczonemu Mojżeszowi nieco staranniej przyjrzał, i powiedział co tam nietypowego widzi, coś czego Junior nie posiada. Junior patrzy bez przekonania i mówi:
- Flagę.
[Ojciec nie do końca chce się zastanawiać o jaki wyrób flagopodobny mogło chodzić, więc delikatnie kieruje uwagę Juniora w stronę głowy]
- Brodę – rzuca Junior.
[Brodę Mojżesz istotnie ma imponującą, ale Ojciec cierpliwie – wciąż – podsuwa, że może ten Mojżesz ma na głowie coś czego nikt inny nie ma..]
Junior spogląda i mówi;
- Łyżki.

Mojżesz rogaty Michał Anioł Rzym Włochy

Cóż, historycy sztuki widzą raczej rogi (i potwierdzają to źródłami), ale każdemu wolno mieć własne zdanie, w końcu rogi u człowieka występują na głowie równie rzadko jak łyżki. 

sobota, 21 września 2013

- Jakie ciekawe miasto, prawda?
- Messer, mnie się bardziej podoba Rzym.*

Chyba muszę się zgodzić z Azazellem, może dlatego, że Moskwy jak na razie nie znam, a z Rzymem jesteśmy starymi znajomymi, tak od ćwierci wieku. Oczywiście, nasza znajomość jest nieco niesymetryczna, to znaczy ja lepiej znam Romka niż on mnie, ale też pewnie dla niego ta znajomość ma ciut mniejsze znaczenie niż dla mnie, jakby na to nie patrzeć on jest trochę starszy (niewątpliwie ma też znacznie więcej friendsów i followersów). W każdym razie ja go lubię, a on póki co nigdy nie miał nic przeciwko mnie (a nawet jest trochę zadowolony kiedy przyjeżdżam), myślę że to już całkiem niezły układ, nie mam przesadnie wygórowanych oczekiwań.

Odwiedzamy się (eh, jak zabrzmiało) dość rzadko, teraz już momentami ulice zacierały mi się w pamięci (choć chodziłem już nimi wcześniej „na pewniaka”). Znalazłem wszystko co chciałem znaleźć, a nawet więcej (przywilej tych, którzy wiedzą co chcą gdzie znaleźć, łatwiej im dostrzec drobiazgi drugo- i trzeciorzędne, które neofita odpuszcza szukając celów pierwszorzędnych). Kawę Romek niezmiennie robi dobrą, lody też:)

Ale wkurzył mnie jednak w tym roku mocno, kiedy się okazało, że na próżno wybraliśmy się na Piazza Barberini, bo fontanna była w remoncie. No wiesz co? Tak, przyjadę znowu.

*oczywiście nieśmiertelny Michaił Afanasjewicz Bułhakow

czwartek, 05 września 2013

Region śródziemnomorski niezaprzeczalnie kojarzy się z czosnkiem: aioli, pesto, aglio&olio(&pepperoncino), tzatziki, baranina - wszędzie czosnek i czosnek. Dziwić nie może, bo tam gdzie nie stąpniesz, tam czosnek wyrasta. 

czosnek Castelsardo Casteddu Sardynia Sardegna Włochy Italia

U nas można go (kiedyś czasem, dziś często) spotkać w kwiaciarniach, robi wrażenie, te wyhodowane pracowicie kule. Na swobodzie też robi wrażenie, kiedy rośnie całym stadem, może kule mniejsze, ale za to wśród liliowo dojrzałych znajdziemy i jeszcze zielone, tego w kwiaciarni nie dostaniecie.

czosnek Bonifacio Korsyka Corsica Francja France

I nie żartowałem mówiąc, że rośnie wszędzie. Na "gołej" skale też będzie próbował.

czosnek Capo Caccia Sardynia Sardegna Włochy Italia

Ale nie sprawdzałem, jaki był w ziemi.

 
1 , 2 , 3 , 4