Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Węgry

niedziela, 14 maja 2017

O Formule 1 wielu mówi, że to nudne, bo tylko się w kółko kręcą (na owal niech pójdą...). Często jest to prawda, czasem nie dzieje się prawie nic, nikt nikogo nie wyprzedza (dwa tygodnie temu w Soczi podobno nikt), nawet nikomu się za bardzo samochód nie psuje... Bywają jednak na torach rzeczy zupełnie nieprzewidywane.

Byłem dwa tygodnie temu w Budapeszcie (przy okazji przegapiłem tam uliczne pokazy Mercedesa i Red Bulla, rozgrywane niemal przed naszymi oknami, pech - a może i nie). Wracając do domu zboczyliśmy na Hungaroring, bo jeszcze się nie zdarzyło. Tor był zamknięty dla publiczności, więc zrobiliśmy sobie tylko zdjęcia przed bramą, potem ugadaliśmy ciecia, żeby pozwolił nam zrobić zdjęcia przy rzeźbach stojących 20 metrów za bramą (cały czas stał i nas pilnował). Wróciliśmy na parking, zaczęliśmy się pakować do samochodu (zwłaszcza że w tę i z powrotem przechodziły kapuśniaczki i ulewy). Wtedy tuż obok nas zatrzymał się biały lexus, kierowca otworzył okno jakby chciał o coś zapytać, obróciłem się ku niemu, i faktycznie pyta - skąd jesteśmy. No to grzecznie odpowiadam że z Polski, a on na to pyta, czy nie chcielibyśmy się przejechać po torze. Zanim zdążyłem sobie zadać w duchu pytanie "jakim cudem", siedzieliśmy już w tym lexusie, cieć grzecznie otworzył bramę, przejechaliśmy tunelem pod trybunami, potem wzdłuż boksów, wjechaliśmy na pitlane... Z pitlane wyjechaliśmy na tor, kierowca cały czas fachowo komentował zakręty, opisywał prędkości osiągane w poszczególnych sekcjach, w zakręcie nr 11 specjalnie wyjechał na szerokie tarki (jak wszyscy kierowcy wyścigowi), żeby pokazać, z jakimi efektami specjalnymi się to wiąże. Na prostej startowej zatrzymał się na pole position, potem mocniej wcisnął gaz (ale chyba nie przekroczyliśmy limitu prędkości), potem za zakrętem nr 1 zjechał na pobocze i odwiózł nas technicznymi drogami z powrotem na parking. To był - nie ściemniam - szef kontroli wyścigu Hungaroringu, w dalszym ciągu trochę się szczypię, żeby uwierzyć, że to się zdarzyło naprawdę.

Ale to tak naprawdę jeszcze nic w porównaniu z tym, co się może zdarzyć na torze. Dziś podczas GP Hiszpanii po dynamicznym starcie doszło do kolizji w pierwszym zakręcie, po której bolidy Verstappena i Raikkonena nieszczególnie się nadawały do jazdy. To prawdziwy pech, jeśli jesteście kibicem Raikkonena i już po kilkunastu sekundach nie możecie mu kibicować w wyścigu. Jeśli do tego macie 5 lat i specjalnie w tym celu przejechaliście tysiąc kilometrów, to można się rozpłakać. Może się tak zdarzyć, że wasz płacz wychwyci kamerzysta i puści na cały świat...

boy crying GP Spain 2017 Catalunya Raikkonen

Może się zdarzyć i tak, że wkrótce potem zostaniecie zaproszeni do padoku, spotkacie się z Kimim, ekipą Ferrari i całą masą różnych innych osób, które dla zwykłego śmiertelnika są nieosiągalne. Jednym słowem: otrzymacie prezent, o jakim marzy każdy kibic Formuły 1 (chłopak będzie mógł się całe życie szczypać, żeby się upewnić, że to się wydarzyło). Zaraz poprawia nastrój!

GP Spain crying boy Raikkonen paddock 2017

A i sam dzisiejszy wyścig pełen przygód i mało przewidywalnych emocji.

wtorek, 09 maja 2017

...z piernika paź, królewna z marcepana, tak to jakoś szło w starej kołysance (raczej jej słuchałem niż ją śpiewałem). Zastanawialiście się kiedyś czy ktoś naprawdę by zrobił takie słodkie postacie? No ja się, przyznam, nie zastanawiałem, choć słyszałem o głowach cukru (czyli na kształtną bryłę się nada) i widywałem piernikowe figurki (choć raczej w formie płaskiej). Co się zaś tyczy marcepana to każdy pewnie jakieś marcepanowe drobiazgi...

Właśnie: drobiazgi. Coś małego sobie wyobrazić nietrudno, a coś dużego? Więc przyznam, że tego co niedawno zobaczyłem, zupełnie się nie spodziewałem, może dlatego że (patrz wyżej) nigdy się nad tym nie zastanawiałem (i nie chodzi o coś do księgi rekordów Guinnessa).

michael jackson marcepan szentendre muzeum węgry hungary

Wiem: to król raczej niż królewna, jednak cały z marcepanu (za szybą, żeby nie lizać); z boku na szybie tabliczka informująca ile kilogramów masy marcepanowej zużyto do produkcji i ile to godzin trwało. Postaci kobiece też były (naturalnej wielkości), ale ten w centralnym miejscu był postawiony.

dino dinozaur marcepan szentendre muzeum węgry hungary

Ten dinozaur miał raczej metr niż trzy, nic większego niż postać ludzka nie pamiętam, niemniej i duże, i małe, budziły zachwyt.

kaktus cactus marcepan szentendre muzeum węgry hungary

Przy dinozaurze widać było i motywy roślinne, tutaj w całej okazałości. Najtrudniej było fotografować, bo przez szybę, odbić co niemiara (zresztą dostrzegalnych tu i tam).

101 dalmatyńczyków dalmatians marcepan szentendre muzeum węgry

A wszystko to w niewielkim (góra godzinka), acz przeuroczym Muzeum Marcepanu w niewielkim (i też niczego sobie) miasteczku Szentendre, jakieś 30 km na północ od Budapesztu, nad brzegiem Dunaju.

Tagi: fotka Węgry
18:57, bartoszcze , Z podróży
Link Komentarze (1) »