Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: ekstraklasa

wtorek, 28 sierpnia 2012

Okazjonalne rozważania o zarobkach w futbolu na blogu sportowym na śląsk.sport.pl 
Komentarze tylko tam. 

12:51, bartoszcze , Sport
Link
czwartek, 23 sierpnia 2012

Byłem intensywnie namawiany na Hazardowe Szaleństwo, czyli wzięcie udziału w zabawie Wygraj Ligę. Sława Mołojecka zwycięzcy jest nie do pozazdroszczenia. Złamałem się. Drużyna Kiepsko Uczesani wchodzi do gry!

Na początku był mały zgrzyt, bo organizatorzy nie przewidzieli opcji "wszystkie drużyny Ekstraklasy mi wiszą". Zgrzytając zębami, wykonałem pas de coś w kierunku Rafała Steca i wybrałem identyfikację z Podbeskidziem Bielsko-Biała (co nie pozostało bez wpływu na moje dalsze wybory). A oto kadra do fryzjera (małe F):

Bramki strzeże niejaki Gikiewicz ze Śląska. Nawet nie wiedziałem do dziś wieczora, że taki tam występuje - chytry plan jest taki, że w Śląsku to on wiele nie wpuści, a nawet jeśli, to będę zwalał na drugiego Gikiewicza, który tam gra w ataku. Rezerwowy: Danowski z Podbeskidzia (a jak!), w końcu kosztuje niecałe 100 tys. euro.

W obronie gwiazdą będzie Bieniuk. To znaczy gwiazdą jest właściwie jego żona, mam nadzieję, że będzie przychodzić na mecze. Obok niego Sadlok, bo lubię (pomimo że wszyscy próbowali go na innych pozycjach, niż się nadaje). Do tego kapitan drużyny Niechciał (u mnie będzie chciał) z Podbeskidzia (patrz wyżej), oraz tajna broń Reina, mam nadzieję że to Pepe. To znaczy równie dobry jak Pepe. W rezerwie niejaki Lisowski (Wojciech), bo tani oraz (chytry plan!) łatwo go pomylić z innym Lisowskim, z lepszego klubu (nie pytajcie który z którego bo już zapomniałem).

Anna Przybylska

Pomoc - potężna! Najpierw Lovren.. no ten Węgier z Lecha co wszyscy go będą mieć, nie mogę odpuszczać. Do tego Malinowski z Podbeskidzia (a jak! i tu kolejny chytry plan! że go z kimś lepszym pomylą) i Sobota ze Śląska (bo lubię). Potem będzie Sobolewski z Wisły - bo idealnie pasował do domknięcia budżetu (wybierany jako ostatni). W rezerwie kolejna tajna broń - pssst - napięcie rośnie: Frączczak. Z Lovr... spowodują takie połamanie języków u przeciwników, że środek pola uważam za opanowany, nawet z Frączczczakiem (oj, coś przesadziłem chyba) na ławce.

No i atak, bo gole czasem trzeba strzelać. Więc alfabetycznie najpierw Kosecki (młody), bo kiedyś napisałem o nim notkę. Ale że młody i z Legii, to na ławkę. Obok niego Patejuk ukradziony z Podbeskidzia (a jak!), jedyny co w Śląsku potrafi grać do przodu (przesadzam, drugim bywa Sobota, co za zbieg okoliczności). No i Piech (ciekawe jak szybko ucieknie za granicę i będę musiał go sprzedać - ale będę miał wolnych środków, ha!) 

Więc drżyjcie przed fryzurami!

piątek, 20 lipca 2012

Każdego, kto pamięta, co myślę o ostatnich wydarzeniach dotyczących Dyskobolii Polonii z siedzibą w Warszawie (a piszę sporo, tu też przecież pisałem), tytuł zapewne zdziwi, i skłoni do refleksji, że otom chorągiewka na wietrze czy coś. Bynajmniej jednak. Obserwuję sobie, co się dzieje w sprawie, z mieszanką złości i rozbawienia, czytam o protestach opartych na podręczniku licencyjnym UEFA, i widzę także pomysł dwóch klubów w Katowicach: jednego w ekstraklasie, drugiego w pierwszej lidze. Nie wiem, na ile ten ostatni pomysł wytrzyma finansowo zwłaszcza, ale mnie - prawdę mówiąc - się podoba. Z jednej bowiem strony ten klub, na którym mi cokolwiek zależy, zostanie tam gdzie był (nawet jeśli z powodu braku pieniędzy miałby zagrać juniorami i spaść z ligi), a z drugiej.. a z drugiej to właściwie jaka miałaby być temu przeszkoda, żeby Polonia przeniosła się do Katowic (i grała przy pustym lub prawie pustym stadionie)?

Zwolennicy "ratowania Polonii" czy jak ich tam nazwać, powołują się na przepis, według którego zmiany formy prawnej lub struktury klubu (co obejmuje także zmianę siedziby), wyklucza uzyskanie licencji, jeżeli nastąpiło w celu zakwalifikowania się lub uzyskania licencji z naruszeniem uczciwości rozgrywek (nie linkuję, gdyż wszystkie używane tłumaczenia wydają mi się nieprecyzyjne). Przepis ten wprowadzono - z tego co gdzieś przeczytałem - żeby zablokować dostępne prawnie formy żonglowania własnością klubów (bo nie czarujmy się, nie tylko polscy biznesmeni chcieliby dopaść tortu omijając wymogi regulaminowe), ale tak ja go sobie czytam, to co stoi na przeszkodzie, aby klub X z miasta Y zmienił nazwę na V lub przeniósł się do miasta Z, lub uczynił jedno i drugie naraz (tak jak robią to amerykańskie drużyny zawodowe)? Samo w sobie nie wydaje mi się to niczym szkodliwym, tak długo, jak nie zaczyna udawać zupełnie innej istniejącej drużyny. Jeżeli więc w ekstraklasie zacznie grać Polonia Katowice, KP Katowice czy Królestwo Katowice, w koszulkach czarnych, żółtych (ostrożnie wtedy ze spodenkami) lub rudych - właściwie nie widzę przeszkód, jest wiele klubów, na których mecze się nie wybieram, może on do nich dołączyć. A potem w ramach objazdowego cyrku przenieść się kiedyś np. do Lublina.

Fuzja z GKS - nigdy. Bo to byłaby właśnie niedozwolona próba obejścia przepisów związkowych, jak rozumiem. 

15:41, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 lipca 2012

Donoszą media, że ostatecznie rozwiał się główny sekret i austriacka spółka będąca byłym właścicielem akcji Gieksy kupuje całość akcji Dyskobolii Polonii Warszawa, żeby grać w ekstraklasie jako KP Katowice cośtam cośtam. Jak nie chodzi o przepranie kasy to nie wiem o co chodzi, w dalszym ciągu, to jakieś austriackie gadanie. 

W każdym razie: w 2005 roku w czasie postdziurowiczowskim, zaczęliśmy grać w IV lidze (choć niewykluczona była i B-klasa). Jak skończy się kasa do wyprania, zapewne miejsce opchnie się dalej i dumnie powrócimy znów gdzieś w IV lidze.

Czekaliśmy na mistrza tyle lat, poczekamy jeszcze trochę, aż wrócimy do życia. I potem, wiadomo, jeszcze parę lat. Przeżyliśmy Dospel i Jędrucha, przeżyjemy i DyskoPolo.

PS Jakby ktoś wiedział, jak znaleźć w sieci fragment Czterech wesel i pogrzebu, ten kiedy przed własnym ślubem Charles dowiaduje się o rozwodzie Carrie, idzie w zakątek kościoła i klnie - uprzejmie poproszę, bo chętnie bym uzupełnił nim tę notkę .

23:27, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (7) »
piątek, 04 maja 2012

Finał rozgrywek ligowych jest.. ciekawy. Bez względu na to, kto komu kibicuje lub antykibicuje, sytuacja, w której przed ostatnią kolejką cztery drużyny mają szanse na tytuł, musi być uznana za ciekawą. Mniej ciekawy jest niestety fakt, że prowadząca trójka rozgrywa w ostatniej kolejce mecze z drużynami, które nie grają już o nic. 

Analizując w ostatnich miesiącach stopień niegodności Łukasza Piszczka jako uczestnika afery korupcyjnej, doszliśmy właściwie do przekonania, że najgorsze w sportowej korupcji jest to, że drużyna (lub zawodnik) nie stara się osiągnąć zasadniczego celu sportowego przyświecającego każdym pojedynczym zawodom, a mianowicie nie stara się wygrać. W przypadku Piszczka sytuacja była o tyle specyficzna, że wbrew pozorom nie skłaniał on (wraz z innymi) przeciwnika do porażki, ale wyłącznie do remisu, na dodatek remisu korzystnego dla obu stron. Z punktu widzenia rywalizacji na dystansie jednego meczu, było to więc imitowanie walki, podczas gdy z punktu widzenia całego sezonu, umówiony wynik był dla stron minimaksem, który strony mogły osiągnąć nie kłopocząc się wydawaniem pieniędzy i narażaniem się na ingerencję prokuratora. 

Przykładów podobnych sytuacji w historii futbolu było wiele. Airborell stworzył kiedyś nawet specjalną listę ustawionych meczów, na której czołowe miejsce zajmuje mecz, w którym prawie na pewno żadne pieniądze nie były ani proponowane, ani przekazywane. Osiem lat temu na mistrzostwa Europy, Szwecja grała z Danią, dla obu drużyn korzystnym rezultatem (dającym obu drużynom wyjście kosztem Włochów) był remis bramkowy, a najlepiej wysokobramkowy. Po 90 minutach uroczej dla oka gry, na tablicy wyników widniało 2-2 (to co że po golu wyrównującym w 89 minucie). W drużynie Szwecji cały mecz rozegrał wtedy Zlatan Ibrahimovic. Czy należy go przywitać gwizdami, jako niegodnego sprzedawczyka?

W meczach decydujących o mistrzostwie Polski AD2012 o obustronnie korzystnych rezultatach mowy być nie może, tylko jedna ze stron może coś zyskać lub stracić, druga co najwyżej premie meczowe i honor. Już wiadomo, że kibice Wisły Kraków - od której najwięcej będzie zależeć - chcą, aby ich drużyna swój mecz przegrała (w końcu w tym sezonie mamy już dziwne wyniki, ze sztandarową porażką Widzewa z Lechią, po której kibice się cieszyli, że ten wynik pomógł wyrzucić z ekstraklasy lokalnego wroga). Ciekawe, czy którykolwiek z nich potem nazwie Piszczka niegodnym. Oczywiście, Wisła może zwyczajnie nie dać rady, grając bez szczególnej motywacji przeciwko drużynie z wizją tytułu w oczach, tak samo jako reprezentacja Polski nie miała wiele do powiedzenia przeciwko Holendrom na zakończenie eliminacji do amerykańskiego mundialu - ale powinna zrobić wszystko żeby udowodnić, że potrafi zagrać fair do końca. Jest to winna.. piłkarzom Odense.

środa, 24 sierpnia 2011

Grała Wisła. Oglądałem. Zobaczyłem wszystkie stare grzechy polskiego futbolu: bojaźń, niedostatki techniczne, błędy taktyczne, braki kondycyjne, wszystko to nadrabiane obroną Częstochowy (nie było tylko zawodnika "ofiarnie", ale to nie wina Wisły że Szpakowski nie komentował), która tradycyjnie w ważnych momentach udaje się tylko czasami, i wczoraj tego czasu było za mało.

I nagle błysnęła mi myśl: tylko co to ma wspólnego z polskim futbolem? Wisła wyszła w 8 przedstawicieli innych krajów, w trakcie meczu dorzuciła jeszcze 3, większość z nich "nad Wisłą" gra od niedawna. Co zatem sprawia, że piłkarze wyedukowani, wychowani i większość kariery grający "w większym świecie" (bo nie w wielkim przecież), zachowywali jakby wyszli z LZS Jadowniki? Genius Ekstraklasae?

Nie chcę uciekać w tanią myśl, że te polskie grzechy to sobie przypisujemy, bo się do nich przyzwyczailiśmy, a gdzie indziej jest tak samo. Apoel był lepszy, bez dwóch zdań, nad przyczynami słabości Wisły jeszcze długo się będziemy zastanawiać.

poniedziałek, 29 listopada 2010

Jeden z najbliższych meczów został uznany za mecz podwyższonego ryzyka.
W związku z tym, na meczu pojawią się dodatkowe oddziały policji, które będą pilnowały porządku i bezpieczeństwa. Jeśli ktoś będzie się niedpowiednio zachowywał (bluzgał, albo rzucał czymś), zostanie natychmiast wyprowadzony przez ochroniarzy i policję. Nawet anty- transparenty i koszulki będą zabronione.
To mecz polskiej Ekstraklasy? Nie, to mecz hamerykańskiej zawodowej NBA. Szczegóły i zacytowane (dla niepoznaki bez cudzysłowu i z małymi przycinkami) zdania na Supergigancie.

poniedziałek, 09 sierpnia 2010

Kiedy czytam o transferach klubów ekstraklasy, z koronnym chyba przykładem zapłacenia miliona euro za Artura Sobiecha, to dochodzę do wniosku, że jedynym logicznym wytłumaczeniem tych szaleńczych manewrów jest konieczność wygenerowania strat podatkowych. Pułkownik Cargill znalazł sobie chyba nowe pole do rozwijania swoich talentów, i na razie żaden nieoczekiwany zastrzyk gotówki z UEFA nie zepsuł mu szyków.

niedziela, 16 maja 2010

Stało się. Piast Gliwice spada z ekstraklasy, po przegranej z niezagrożoną już Cracovią. Spada, chociaż Arka Gdynia dała mu szansę i przegrała swój ostatni mecz, tak że wystarczyło Piastowi wygrać z Cracovią u siebie.

Przed tym ostatnim meczem wiceprezes Piasta powiedział: "Jeśli się utrzymamy, to w drużynie potrzebne będą zmiany. Kiedyś mnie w tej sprawie nie słuchano, ale teraz z pewnością byłoby już inaczej." Mam nadzieję, że po spadku bohaterem pierwszej i najważniejszej zmiany będzie ów wiceprezes - Pan Zbigniew Koźmiński, wciśnięty do Piasta przez władze miejskie chyba z racji jego mniemanych kontaktów w PZPN, bo przecież nie z racji kompetencji w dziedzinie zarządzania. Zasłynął z działaczenia u Sabri Bekdasa, zostawił po sobie bagno w Górniku Zabrze. Teraz w Piaście jego największym osiągnięciem jest wykolegowanie twórcy sukcesu Piasta - Jacka Krzyżanowskiego (choć formalnie odwołało go miasto jako większościowy akcjonariusz).

Piast spadł. Koźmiński, spadaj również. (Pozasportowo: najlepiej by było, jakbyś razem z synem spadał także z katowickiego Starego Dworca, zanim go doprowadzicie do ruiny).

sobota, 08 maja 2010

Zauważyłem - nieomal przypadkiem - że publicznie dostępna TVP pokazuje dzisiaj "hit sezonu", czyli mecz Legii z Wisłą. O samym meczu trudno napisać lepiej, niż zrobił to Rafał Stec, o kibicowaniu wielu też napisze lepiej niż ja (ja tylko moge powiedzieć, że trybuny mi się strasznie puste wydawały, ale nie przyglądałem się zbyt uważnie), więc tylko jedna zupełnie incydentalna refleksja.

Otóż w drugiej połowie trener Legii wpuścił na boisko młodego rezerwowego, 20-latka, dla którego był to drugi występ w ekstraklasie, a pierwszy tej wiosny. Młodziak zaraz po wejściu ruszył dziarsko do gry, pokazując serce, szybkość i ździebko talentu, jak jego ojciec za najlepszych lat. Ba, nawet niewiele brakowało, żeby bramkę sprokurował.

Patrzyłem tak na młodego Jakuba Koseckiego i przypomniał mi się "Piłkarski poker" [spoiler warning, gdyby jakiś młodziak jeszcze nie widział:)]. Ten ostatni, powtórzony mecz sezonu, kiedy Legia.. pardon, "Powiśle" Warszawa grała o tytuł. Na boisko wchodził wtedy w debiucie młody Olek Grom, syn byłego reprezentanta kraju. Wszedł - i strzelił dwa gole, dające zwycięstwo, tytuł i parę niespodzianek fabularnych:) Tak się zastanawiałem, czy i młody Kosecki równie zabłyśnie. Nie zabłysnął (choć dobrze się zapamiętał), ale też miał o tyle gorzej niż Olek Grom, że wchodził na boisko nie przy remisie, ale już przy stanie 0:3 (no i nie miał żadnego Laguny do wsparcia).