Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: karaoke

środa, 12 grudnia 2012

W zimie energia, a zwłaszcza dobra energia, jest niezmiernie potrzebna. Bierzmy ją skąd się da, zawsze pomóc może dobra piosenka. Jest na przykład taka jedna, prosta w gruncie rzeczy - ale tak fantastycznie rozplanowana rytmicznie, że tylko chce się klaskać. Perkusja to tylko jeden z instrumentów rytmicznych, dzielnie sekundują jej gitara i fortepian, a do tego Amy McDonald wyśpiewuje tekst tak cudnie, jakby sama była odpowiedzialna za podawanie rytmu. To jest życie, proszę państwa.

Życie ma rzecz jasna niejedną stronę, więc i nie skończymy tu na jednej piosence. W tej może rytm aż takiego znaczenia nie odgrywa, zresztą mam wrażenie, że młodzież (jeśli tu wpada, przynajmniej płci żeńskiej) może nie wyczuć energii płynącej z ejtisowego syntezatora (ja stary człowiek jestem, sztuczna energia z syntezatora to dla mnie normalność), ale wciąż jakże fajnie gadają gadają o życiu

Żeby energii nie brakło, to uderzymy jeszcze i w inną nutę.Tym razem o życiu będzie z lekkim wykopem, na rockowo, ale za to z jaką uroczą historyjką, jak to w życiu trzeba sobie radzić z przeciwnościami, żeby osiągnąć cel w pięć minut. To też nasze życie?

A teraz, kiedy już wszyscy naładowani pozytywną energią, to przejdziemy do filozofii. Bo w końcu, wiecie, życie to jest życie, więc z tą myślą skoczcie sobie na parkiet, skandujcie i klaszczcie:)

sobota, 24 września 2011

Upadł komunizm. 
Samolotem można polecieć za przysłowiową złotówkę.
Każdy ma telefon.
Telefonem można nagrać film, wysłać go koledze do Australii, i po 10 minutach wspólnie się z tego filmu pośmiać, już bez telefonu.
Gucwiński został skazany za znęcanie się nad zwierzętami.
R.E.M. zakończył działalność. 

No to 1, 2, 3: 

It's The End Of The World As We Know It,
It's The End Of The World As We Know It,
It's The End Of The World As We Know It,
And I Feel Fine
 

Innego końca świata nie będzie.

poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Raz staruszek, spacerując w lesie,
Ujrzał listek przywiędły i blady 

Dźwięczało mi w uszach przez cały pobyt w Paryżu. Bo to nie jeden pożółkły listek był, tylko całkiem sporo zbrązowiałych. Zwłaszcza pod kasztanowcami.

A był sierpień. Pogoda prześliczna.
Wszystko w złocie trwało i w zieleni

A pod tymi kasztanowcami, z łupin wyglądały już kasztany. Niektóre bladawe, inne całkiem brązowe (i to bynajmniej nie w okolicy Pigalle). Kiedyś kasztany kojarzyły mi się z październikiem, teraz bardziej z wrześniem – ale żeby z początkiem sierpnia?

I wiedzieli, że prędzej czy później
Jesień przyjdzie. Nie ma na to rady

Pewnie, że przyjdzie. A na razie sobie można o tym pośpiewać. Jak ktoś nie pamięta tekstu Mistrza Waligórskiego, to proszę.

piątek, 24 grudnia 2010

Każdy ma swoje, ukryte lub jawne, młodzieńcze fascynacje. Ci, którzy wiek nastoletni mają już dawno za sobą, wspominają te fascynacje z nostalgią, nawet jeśli dzisiaj graniczy to dla nich samych z obciachem.

Zagrali dzisiaj w Trójce piosenkę świąteczną, która w swoim czasie (a long time ago, in a galaxy far far away) była również przedmiotem mojej fascynacji, wyznam: zarówno muzycznie, jak i wizualnie z uwagi na jedną z bohaterek teledysku. Piosenki zasadniczo mogę słuchać dziś tylko w trybie karaoke, zadałem sobie natomiast Stachurowskie pytanie: kim właściwie była ta piękna pani z tego teledysku? Nie żeby było to pytanie bardzo oryginalne - na Yahoo Answers zadano je tysiąclecie temu - ale w każdym razie znalezienie odpowiedzi sprawiło mi małą przyjemność. Mniejszą sprawiły mi jej zdjęcia:

Kathy Hill 2010 AD

Cóż... ćwierć wieku robi swoje. Dla równowagi, jej - hmmmm - partner z teledysku w wersji już nie tak ślicznej młodzieńczej:


george michael AD 2010

Tacy wszyscy byliśmy piekni i młodzi, na szczęście zostało i.

PS. Jak ktoś się zastanawia, czemu mi wtedy wpadła w pamięć, niech trzynaście razy przeczyta słowa "byłem nastolatkiem" i zajmie świątecznym karaoke:

Last Christmas, I gave you my heart
But the very next day, You gave it away
This year, to save me from tears
I'll give it to someone special
da capo al fine

Ja spadam kolędować. Wesołego przy Świętach!

środa, 15 grudnia 2010

Jadę autem przez bialy, zimny świat, a tu Niedźwiedź snuje wspomnienia z gorącego lata 1986 roku. To, co zapodał, kojarzy się raczej z ciepłym wieczorem, niż z upalnym dzionkiem, ale koniec końcow też może rozgrzać do czerwoności. No i można radośnie przy tym pośpiewać:

The lady in red is dancing with me cheek to cheek
There's nobody here, it's just you and me,
It's where I wanna be
But I hardly know this beauty by my side
I'll never forget, the way you look tonight...

Żeby jeszcze więcej letniej czerwieni w tę zimę wlać, przypomnijmy że drugim najlepszym osiągnięciem Chrisa de Burgh jest jego córka, Rosanna Davison, w końcu Miss World 2003. Nie wypadało znaleźć innego zdjęcia, niż w czerwieni..

Rosanna Davison in red

Żeby jednak uniknąć przegrzania, pamiętajmy, że z kobietami w czerwieni trzeba... hmmm.. ostrożnie:

Matrix woman in red dress Fiona Johnson

That's all, folks!

piątek, 19 listopada 2010

Beaujoulais Noveau est arrivee!*  W taki dzień podczas wieczornego spaceru z psem tym milej śpiewa się stare piosenki.  Tę poznałem w klimatach zapiewajłów ogniskowych (chyba grał i śpiewał ją Tomek Gajownik, pozdroofka), potem zapoznałem autorską wersję Zespołu Reprezentacyjnego.

Kaczusia Piotrusia zdążyła jajko znieść
Lecz tak była uparta, że zmarła i cześć.

Kaczusia Piotrusia zły rum zrobiła,  
Choć się go potem wyparła, bo zmarła, a co.

Kaczusia Piotrusia na jajku siedząc wspak
Now pióra wydarła i zmarła, a jak.

Kaczusia Piotrusia samotnie żyła,
Więc jajka i pióra także są nasze, okay.

Cholera, my nieraz, pytamy patrząc w dal
Jak tam w niebie kaczusia Piotrusia się ma, kwa-kwa..

Uroda tekstu sprawia, że śpiewać możemy i do oryginału, czyli La cane de Jeanne Brassensa.

Ale tubka z Zespołem Reprezentacyjnym też nie zawadzi.

*pardon my french

środa, 14 lipca 2010

Pojechałem dzisiaj w trasę, co jest zawsze dobrą okazją na spokojne posłuchanie radia. Jest lato, więc często nadaje się piosenki na lato, lekki, łatwe, przyjemne i romantyczne. No i popłynęła i ta piosenka. Ludzie Mojego Wieku powinni pamiętać, że w Czasach Komuny, ten teledysk potrafił lecieć w Telewizji Polskiej.. Natychmiast uhonorowałem, odstawiając straszliwe karaoke.

Kiedy dwie godziny później wracałem, w zupełnie innej audycji usłyszałem znów tę samą piosenkę. I jakże przykro mi się zrobiło, kiedy zrozumiałem, że Naród nadal tę piosenkę kocha, a ja tak swoim karaoke ją profanuję.

No to wszyscy razem w jednym tempie:
Aj łona noł łot low iiiiizzz
Aj łont ju tu sioł miiii
Aj łona fil łot low iiiiizzz
Aj noł ju ken sioł miiii
Aaaah woah-oh-ooh*

(for mor karaoke, czek mor lyriks)

A potem z tej samej audycji na uspokojenie odrobina Marka Knopflera.

*ta linijka jest dla zaawansowanych, wymaga samodzielnej interpretacji w zakresie wymowy