Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: złapoezja

środa, 09 listopada 2016

...na cztery samogłoski, czternaście spółgłosek i cztery znaki interpunkcyjne, pisany o poranku w samochodzie

Mgła.
Mróz.
Szron.
Trump.

Taki mamy klimat. Spokojnie, to tylko listopad.

sobota, 06 lutego 2016

Wyszukiwarka Google stara się jak może być inteligentną (tak ją programują). Jednym z przejawów tego jest próba odgadnięcia, czego chce użytkownik, zanim do końca swoją myśl przekaże - można to obserwować w formie tzw. podpowiedzi, które pojawiają się w trakcie wpisywania hasła do wyszukiwarki. Podpowiedzi te dają zaskakujące rezultaty (po części mówią o tym, co ludzie w tę wyszukiwarkę wpisują), i powstał już niemalże gatunek literacki zwany poezją Google. 

Dziś zerknąłem na jeden z takich przykładów opublikowany na Facebooku i dla rozrywki postanowiłem zobaczyć co Google podpowie mnie samemu (tzw. efekt bąbelka). Wyniki były zaskakujące, zanim wpisałem całą - nieskomplikowaną w końcu - frazę "czy w Polsce". Zapisałem podpowiedzi pojawiające się znak po znaku, od "czy ".

czy naprawdę wierzysz
czy wątróbka jest zdrowa
czy w ciąży można jeść grzyby
czy w pendolino jest wifi
czy w polsce są obowiązkowe opony zimowe
czy w polsce da sie zyc

Pytanie prawno-filozoficzne: kto jest autorem tego wierszyka? Ja, Google, czy ci co wpisywali pytania?

 

czwartek, 10 września 2015

Wjeżdżam do miasteczka, dobrze sobie znaną drogą. Przede mną, na moim pasie ustawiła się wielka ciężarówka, w skrócie tir (na niemiejscowych numerach rejestracyjnych). Zerkam ostrożnie na przeciwległy pas, czekam aż przejadą ci z naprzeciwka, omijam tira. Jakieś dziesięć minut później wyjeżdżam tą drogą z miasteczka, tir nadal jest na drodze, lecz... tym razem na przeciwnym pasie (czyli znów mi na drodze staje). Wlokąc się się koło za kołem obserwuję, jak tir ostrożnie cofa do nieodległego skrzyżowania, na którym zmylił drogę.

A znów parę dni wcześniej jechałem do innego miasteczka, drogą przez wieś, pole i las. Nie popędzałem auta (bo właśnie sprawdzałem, czy uda mi się pobić rekord zasięgu na baku, co mi się i udało, i nie), co pozwalało przejeżdżać leśne zakręty bez odjęcia, dojechałem do końca lasu. Zobaczyłem przed sobą cysternę, wydawało się że jedzie sprawnie, lecz zaczęła zwalniać, obszar zabudowany, pomyślałem, zwolniłem. Wydało mi się że zwalnia coraz bardziej, zerknąłem w łuku... potem jeszcze raz się wysunąłem zza niej na prostej... i aż mi się wierszyk w głowie zaczął układać.

Jedzie cysterna
przed cysterną tir
przed tirem autobus
przed autobusem dźwig 

Lubię takie historyjki składać po trzy na raz (omne trinum perfectum), ale nie będę ściemniał, trzecia mi się szczególnie nie zapamiętała żadna, a zmyślać... mi się nie chce. Już w końcu niejedną taką zanotowałem.

niedziela, 08 marca 2015

Idziemy sobie nad gdyńskim klifem (bo promenada już nam się znudziła), wędrujemy między domami, spoglądamy na morze gdzie tylko to możliwe. Poranek był dość ładny, teraz jednak zaczyna się zaciągać, od czasu do czasu uderzy lutowym podmuchem, robi się ponuro.

zimą nad morzem
gdy zimno, chmurno i wieje
jest tak samo ponuro
jak w górach
gdy zimno, wietrznie i leje 
..... 

Wleczemy się w dół sopockiego Monciaka, spoglądając na odpicowane domy (zbyt nieprzyjaźnie jest na to, by sprawdzać co się dzieje w bocznych uliczkach). Junior nieco już znudzony, lub zmęczony, wiesza się Ojcu u ręki, by w końcu wypalić znienacka:

jak ptak ptakiem, tak Sopot Sopotem!
.....

Na molo szukamy miejsc jakkolwiek osłoniętych od wiatru, który próbuje jednocześnie przewrócić na ziemię i zrobić głęboki peeling niesionymi śnieżynkami. Jak to ujął przedstawiciel młodego lokalnego środowiska literackiego

wieje tak
żejapierdolę 

Lub może tylko by ujął.