Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Afryka

poniedziałek, 01 kwietnia 2013

Przy śniadaniu Junior pokazuje na przepiórcze jajo i woła radośnie: O, patrzcie, tam jest Afryka! (istotnie plama przypominała).

Przy tymże śniadaniu Matka westchnęła, że właściwie to chętnie spróbowałaby kiedyś strusiego jaja (tu powinien być link do notki o wycieczce na strusią fermę, której raczej nie napisałem). Cóż... może przy okazji jakiejś dużej okazji rodzinnej.. na wesele Juniora albo coś...

Ojciec westchnął w duchu (zerkając na śnieżną pierzynę za oknem), że właściwie chętnie by powrócił do spędzania Wielkanocy na słonecznej plaży, jak to mu się w Afryce zdarzało. Pisanki na ciepłej plaży, to je ono.

sobota, 18 grudnia 2010

Od co najmniej dwudziestu lat powtarza się, że już za chwileczkę, już za momencik, jakaś drużyna afrykańska wedrze się na próg piłkarskiego Olimpu kwalifikując się do półfinału Mistrzostw Świata. Mundial za Mundialem, i afrykańscy pretendenci o mniejszy lub większy włos (najczęściej o jeden rzut karny) się z tym historycznym momentem rozmijają.

Nie pamiętam dzisiaj, co było na czołówkach gazet i portali we wtorek popołudniu i w środę rano, ale zupełnie nie przypominam sobie (a jestem jakby informacyjnym nałogowcem), żeby pojawiła się tam informacja zupełnie porównywalnego kalibru (choć znacznie bardziej nieoczekiwana). Afrykańska drużyna TP Mazembe pokonała najpierw meksykańskie Pachuca, a potem brazylijski Internacional i awansowała do finału Klubowych Mistrzostw Świata. Nie dała rady Interowi Mediolan, ale już sam awans stanowi wyczyn porównywalny z półfinałem Mundialu.

Już za 3 lata Mundial..

Tagi: Afryka futbol
21:02, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (2) »
czwartek, 11 lutego 2010

Ostatnio pasją Juniora stała się... geografia. Wystarczyło dziecku kupić album z naklejkami państw świata, i już miało zajęcie (nie ukrywajmy - Rodzice też...). Szczególną fascynację wzbudziły Gwinee, jako że jest ich aż trzy - Gwinea, Gwinea Równikowa i Gwinea Bissau. Ze stolicą w Bissau, czego Junior również szybko się nauczył. I na tyle mu się spodobało, że włączył tę nazwę do repertuaru Słów Ulubionych i Zawsze Pod Ręką. Bo w końcu, dlaczego nie może być Korsyki-Bissau, czy Sycylii-Bissau? Dla czteroipółlatka nie ma rzeczy niemożliwych:)

20:11, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 19 stycznia 2010

Popatruję sobie trochę na mecze piłkarskiego Pucharu Narodów Afryki. Przed turniejem pamiętam głosy, że czeka nas dawka futbolu radosnego, swobodnego i nietaktycznego (w opozycji do wyrachowania drużyn europejskich). No i po trosze się to sprawdza -  w końcu wyrównanie z 4:0 w ciągu końcowych 20 minut to jednak trochę kosmos (jakże blednie wyczyn Liverpoolu z finału Ligi Mistrzów). Zupełnie radosna bywa też gra bramkarzy - już po dwóch kolejkach zebrała się pokaźna kolekcja bramkarskich wyczynów aspirujących do DVD "Futbolowe jaja 2010". Aż się nieraz ciśnie na usta jakaś złota myśl o poziomie rozwoju "tych z Czarnego Lądu".

Ta refleksja oparta jest na meczach z niedzieli. W meczu Kamerunu z Zambią, wyrównujący gol dla Kamerunu na pewno znajdzie się we wspomnianej wyżej kolekcji błędów bramkarskich. Bo i szczerze mówiąc, padł po ratunkowym kopnięciu piłki przy linii bocznej (nazwanie tego strzałem to obraza dla normalnych strzałów) - inaczej piłka uciekłaby na aut, a tak doleciała do pola karnego i pod brzuchem bramkarza wpadła do siatki. Palce lizać. Ale nie umiałem się oprzeć wrażeniu, że już to widziałem. Bo i prawdę mówiąc, miejsce uderzenia piłki było porównywalne z kopnięciem Nayima na 20 sekund przed końcem finału Pucharu Zdobywców Pucharów AD 1995 w kierunku Davida Seamana. A  zachowanie bramkarza na piłce do złudzenia przypominało "interwencję" Luisa Arconady w finale Euro'84, dającą prowadzenie Francuzom i wieczną chwałę Platiniemu.

A wcześniej, był mecz Gabon-Tunezja. Kiedy się włączyłem, wyglądało to na dość niezdarną kopaninę. Na tyle niezdarną, że po paru minutach pomyślałem sobie zgryźliwie, że z każdym z uczestników poradziłaby sobie nawet reprezentacja Majewskiego. Ale z czasem dostrzegłem Gabon, nie atakując zbyt frontalnie, miał niesamowitą lekkość rozpędzania akcji do przodu dwoma podaniami. I wcale już nie byłem pewien, czy dałaby mu radę którakolwiek polska reprezentacja - Majewskiego, Beenhakkera czy Smudy. W końcu symbolicznie Gabon już nas pokonał.

Ech, to postkolonialne poczucie wyższości.