Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: lodowica

wtorek, 22 stycznia 2013

Nawiedziło nas z początkiem tygodnia zjawisko przyrodnicze, o którym już kiedyś wspominałem, jednakże w dużo większej intensywności. Marznący deszcz padał noc całą (z niedzieli na poniedziałek), dzięki czemu rano wszystko było pokryte lodową skorupą. Po raz pierwszy błogosławiłem zakładane na przednią szybę samochodu płachty, dzięki którym przynajmniej tej części samochodu nie musiałem skuwać z lodu; po zdjęciu płacht, na ziemię sypały się (krusząc się szybciutko) tafle lodu grubości paru milimetrów. Parę kawałków pokazowo uratowałem od zniszczenia i uwieczniłem (tło może niepiękne, ale daje orientację co do rozmiarów).

tafle lodowe lodowica

Niestety, lodowica nie zamierzała się z nami rozstać rano, kapała z nieba cały dzień. Radość z czystej szyby o poranku została przyćmiona, kiedy wieczorem zamierzając pojechać do domu, jakieś 20 minut zdzierałem z szyb (przynajmniej niektórych) świeżą warstwę lodu (na dachu i w paru innych częściach samochodu leży do dziś). Ale też muszę uczciwie przyznać, że widok oblepionych lodem witek wierzbowych w świetle wieczornej latarni, był uroczy.

wierzba lodowica Chorzów

Dziś na szczęście sypie śniegiem. Na szczęście, bo uwierzcie: zrzucenie z samochodu 10 cm śniegu to betka w porównaniu ze skuwaniem 5 mm lodu. 

11:26, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (10) »
sobota, 09 stycznia 2010

Aż jęknąłem, kiedy otworzyłem dzisiaj rano drzwi, zbierając się do wyprowadzenia psa. Tam, gdzie wieczorem odgarnąłem kolejne parę cm śniegu, leżała centymetrowa pokrywa lodu, który nazbierał się z padającego w nocy marznącego deszczu. Taka sama skorupa okrywała samochód. Sąsiad z naprzeciwka właśnie zapalił silnik w swoim aucie, żeby je odlodzić przed wyjazdem do pracy; kiedy wróciłem do domu trzy kwadranse później, już kończył:) A ja po raz pierwszy w życiu cieszyłem się, że na drodze do sklepu nie zdążyli odśnieżyć. Nawet jak się zapadałem na parę centymetrów (z uroczym chrzęstochrupnięciem załamującej się pokrywy), to przynajmniej nie groziło mi pośliznięcie. To była lodowica co się zowie, taka prawdziwa, a nie udawana:)

Ale po paru godzinach się ociepliło (choć chyba nawet +1 nie było) i lód sam się zaczął rozpuszczać.