Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: podatki

środa, 08 lipca 2015

Idą wybory, te w sumie najważniejsze, bo od nich zależy kto będzie sprawował realną władzę i ustanawiał prawo. Kampania wyborcza jeszcze przed nami, ale już trwa festiwal propozycji na skuszenie wyborców świńskim jelitem wypchanym mięsem mechanicznie oddzielonym, w tym z etykietką "podatki", dziś trochę mną zatrzęsło kiedy przeczytałem o pomysłach "bez podatku poniżej trzydziestki" czy "obniżmy podatki tym którzy nie będą kantować pracowników", szczegóły w rządowych materiałach, postanowiłem więc pozbierać trochę pomysłów które plączą mi się po głowie. 

Moja niechęć do głosowania na Partię Obecnierządzącą jest znana i absolutnie nie maleje, wszystkich powodów nie będę tu wymieniał. Ich rywale znani z ław sejmowych nie są lepsi, mam oczywiście swoje awaryjne mniejsze zło, ale też w ostatnich latach moje jak zawsze niezależne poglądy zradykalizowały się nieco (zachowując umiar i tradycyjną dozę konserwatyzmu). Dlatego też z dużym zainteresowaniem i sympatią obserwuję inicjatywę znaną jako Partia Razem, oczywiście nie w każdej sprawie jestem z nimi zgodny, ale jeżeli chodzi o ogólne kierunki polityki podatkowej - jak najbardziej. 

Cóż więc można byłoby zrobić? Pomysły jakie mi chodzą po głowie to:
- wprowadzenie sankcji dla nieuczciwych pracodawców, tj. tych którzy udają że zawierają z pracownikami umowy inne niż umowy o pracę, polegające na pozbawieniu ich prawa do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodu wynagrodzeń wypłaconych osobom, z którymi należało zgodnie z art. 22 kodeksu pracy zawrzeć umowy o pracę; nie wyłącza to oczywiście wszystkich pozostałych obowiązków względem tych pracowników (to sprawa inspekcji pracy i sądów pracy), ale tego rodzaju bodziec podatkowy zmniejsza atrakcyjność sięgania po śmieciówki;
- wprowadzenie zakazu zaliczania do kosztów uzyskania przychodu świadczeń dla zarządów (i rad nadzorczych, bo czemu nie), zarówno wynagrodzeń (choć tu dopuszczam wyjątki na zasadzie o której będzie w następnym punkcie), jak i wszelkich innych świadczeń - samochodów, telefonów, sprzętu, przelotów, hoteli, reprezentacji... Jak spółka chce dowartościowywać swoich prezesów, to proszę bardzo, ale bez udziału podatników, niech akcjonariusze płaczą;
-  wprowadzenie motywacji do spłaszczania wynagrodzeń poprzez ograniczenie górnej kwoty wynagrodzenia, jaką można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu - np. jako ośmiokrotność najniższego wynagrodzenia wypłacanego w firmie,
- wprowadzenie ograniczenia zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków związanych z korzystaniem z samochodów - tu jednak wciąż się zastanawiam jak to mądrze ująć, żeby się nie okazało, że nie będzie można uznać za koszt wydatków na dowiezienie materiałów na plac budowy własną ciężarówką; kierunek nakreślony w tej nowelizacji uważam jednak niezmiennie za właściwy,
- koniecznie wprowadzenie sumowania wszystkich dochodów do opodatkowania - oczywiście problemem może być sytuacja w której ktoś akurat duże pieniądze zgarnie ze sprzedaży majątku, ale temu można częściowo zapobiegać przez wprowadzenie rachunków podatkowych, na których zostałyby zdeponowane takie znaczące wpływy, i do opodatkowania w danym roku przyjmowano by tylko kwoty faktycznie z takich rachunków wypłacane (podobne rozwiązania stosuje się w Stanach przy wygranych w totka, a przynajmniej w niektórych stanach)
- na zakończenie drobiazg z nieco innej beczki - utrzymywanie odliczenia na cele kultu religijnego wydaje mi się zbędne, nawet jeżeli ostatnio sam na nim skorzystałem, nie wiem tylko jak to wygląda w przypadku mniej licznych wyznań, ale wydaje mi się, że w statystykach Ministerstwa Finansów nie widziałem zbyt dużych kwot odliczanych z tego tytułu.  

Skupiłem się na podatku dochodowym, bo VAT jest przede wszystkim przedmiotem regulacji unijnych. Dorzucę jeszcze własną kontrę do rządowego pomysłu zwalniania z podatku wszystkich nasto- i dwudziestopluslatków - zamiast zwalniać im wszystkie dochody jak leci, wprowadziłbym zwrot podatku od wynagrodzenia z umowy o pracę za pierwsze dwa lata zatrudnienia (z limitem kwotowym, żeby nie zachęcać milionerów do prania dochodu przez bliższych i dalszych krewnych). 

To teraz zostało tylko wygrać wybory...

20:17, bartoszcze , Prawo
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 kwietnia 2015

No więc dziś jest Ten Dzień: ostatni dzień składania zeznań podatkowych za rok 2014 (jak ktoś zapomniał, to jeszcze ma kilka godzin żeby wysłać poleconym, oczywiście jeśli ma w zasięgu całodobową pocztę), o szesnastej na poczcie się nie kłębiło zbytnio. Przy tej okazji w człowieku budzi się ukryta bestia, którą Steinbeck nazwał homo podatnicus - każdy się zastanawia co i jak można odliczyć od podatku (a przynajmniej dochodu), jak ktoś chce czegoś bardziej na czasie to niech sobie przypomni scenę jak Leo Getz przeglądał zeznanie podatkowe Rogera Murtaugha (wiem, to nie ta scena, ale nie chce mi się szukać właściwego filmiku). 

Nie inaczej było i ze mną. Przejrzałem wstępnie wypełnionego PIT-a... stwierdziłem, że nie przysługuje mi już ulga na internet (bo półtora roku temu nie chciało mi się załatwiać w firmie dostarczającej internet przepisania umowy na żonę). Zadzwoniłem do zaprzyjaźnionej księgowej, żeby się upewnić, że niewykorzystanej części składki zdrowotnej nie da się wliczyć w koszty ani odliczyć od dochodu. Szkolić nikogo nie szkoliłem... wiodłem tak smętnie wzrokiem po rubrykach, gdy nagle nastąpiło eureka (no, może eureczka).

W ustawie (i w zeznaniu) jest możliwość odliczenia - w określonych granicach - darowizn na cele kultu religijnego (de facto na działalność parafii, diecezji czy klasztoru). Jedynym w zasadzie warunkiem jest, żeby darowiznę przekazać za pośrednictwem rachunku bankowego (stąd odpada możliwość odliczenia kwot dawanych na tacę). Kto normalny wysyła księdzu pieniądze przelewem, powiecie? Otóż... wysyłam, bo nie chce mi się chodzić do bankomatu (którego nie mam w dzielnicy), szukać czystej koperty i wrzucać na tacę koperty z pieniędzmi (swoją drogą zastanawia mnie nieraz, co się potem robi z tymi opróżnionymi kopertami) - a przez cały zeszły rok proboszcz motywował parafian do ofiar kopertowych na spłatę generalnego remontu dachu (stary zaczynał przeciekać, a nowy ma podobno 30-letnią gwarancję). Przejrzałem szybko zeszłoroczne wyciągi, odłożyłem na bok te na konto parafii, podliczyłem, wpisałem te kilkaset złotych w odpowiednią rubrykę. Z poczuciem ulgi zapisałem zeznanie jako ostateczne.

A teraz weekend.

1 , 2