Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: zima

sobota, 14 października 2017

Szósta piętnaście (w tygodniu). Spokojnie, bez zbędnego pośpiechu poruszam się po kuchni przygotowując śniadanie. Słyszę za oknem hurgot, sekunda namysłu i uświadamiam sobie, że to dzień wywozu śmieci, śmieciarze właśnie przyszli przyciągnąć pojemniki w to miejsce osiedlowej uliczki, w którym zatrzyma się śmieciarka. Uświadamiam sobie, ponieważ nie mogę tego zobaczyć, jeszcze noc, za oknem czarno, dopiero za jakieś 10-15 minut zacznie przechodzić w granat i coraz bardziej się rozjaśniać, wschód słońca o siódmej.

Przesuwanie się godziny wschodu i zachodu słońca nie dziwi, oczywiście, choć wszyscy znacznie lepiej widzą godzinę zachodu niż wschodu. Stąd się bierze popularność postulatu, żeby zaniechać zmiany czasu z letniego na zimowy i z powrotem - i pozostać na stałe w letnim (bo wtedy popołudnia jesienne i zimowe mniej posępne). Ma to jakiś sens, jesteśmy na wschodniej rubieży czasu środkowoeuropejskiego, stosowanego od Galicji Zachodniej (tej z Krakowem i Rzeszowem) po Galicję hiszpańską na zachodnim brzegu Półwyspu Iberyjskiego. Wzdychający do "wiecznego lata" najwyraźniej jednak albo nie wstają rano, albo nie są świadomi jak to będzie o poranku wyglądało.

Dziś wschód słońca o siódmej pięć (czasu letniego), za miesiąc będzie za cztery siódma (czasu zimowego). Gdyby utrzymać czas letni, to w połowie listopada dzieci będą wchodziły do szkoły z pierwszymi promieniami słońca (przyjmując ósmą rano jako symboliczną, tradycyjną godzinę rozpoczęcia lekcji), a w zimie słońce będzie wschodziło w trakcie pierwszej lekcji. Kiepską rekompensatą jest przesunięcie zachodu słońca z czwartej na piątą...

Oczywiście, każdy może mieć swoje preferencje, ale ja wolę jasność o poranku, niż wieczorem (zwłaszcza że i tak zimą z pracy wychodzę i wychodziłbym po ciemku). 

PS Zwrócono mi uwagę, że notka nie uwzględnia (to oczywiste uproszczenie) różnic czasu w obrębie kraju. Uzupełniam więc, że w czasie wiecznie letnim nad morzem słońce zimą może wstawać w trakcie drugiej lekcji...

Tagi: lato zima
11:00, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (3) »
sobota, 07 stycznia 2017

Nie, nie będzie nic związanego z Owsiakiem. Będzie o czymś dziwnym o czym przeczytałem na fejsie gdzieś w grudniu. Nawet nie pamiętam dokładnie u kogo, bo - jak to na fejsie - ktoś znajomy skomentował u kogoś innego i algorytmy fejsowe postanowiły akurat to mi pokazać (nawet nie pamiętam, czy z uwagi na ustawienia prywatności byłem w stanie wziąć udział w dyskusji, czy po prostu się na to nie zdecydowałem). A ponieważ chodzi o fejsa, to nawet nie próbuję tego odszukiwać, więc cała notka bazuje na tym co pamiętam.

A pamiętam... że pewna pani napisała sobie mocno emocjonalną wypowiedź na temat komunikatu meteorologicznego (w medium którego nie zapamiętałem), który brzmiał z grubsza "nie ma dobrych wiadomości dla amatorów białego szaleństwa". Pani się na to strasznie ulało, że co to w ogóle za porządki, żeby mówić o jakimś białym szaleństwie, kiedy biedni ludzie na wsi marzną, że to skandal że ktoś się w zimie spodziewa śniegu i mrozu.

No. Właśnie. Więc tak sobie w zimowy weekend zacząłem składać pewne rzeczy do kupy. O białym szaleństwie mówi się zwykle w odniesieniu do narciarstwa rekreacyjnego w wydaniu alpejskim - czyli wymagającego sporej ilości śniegu (oraz, nie zapominajmy, stoku do zjeżdżania w dół). Śnieg zaś... to przede wszystkim woda, bez której na wsi zdecydowanie ciężko (Steinbeck opisał to wystarczająco dobrze), a spadająca na ziemię w formie śniegu zostaje na znacznie dłużej i znacznie lepiej wsiąka w glebę, niż w formie intensywnego deszczu; w warunkach grożącej nam suszy hydrologicznej o śnieg należy się modlić (do kogo, to już sprawa indywidualna). Śnieg to także ochronna pierzynka dla gleby i roślin (a i zwierzęca drobnica nie pogardzi) - znacznie lepiej przetrwają mrozy pod śniegiem, niż kiedy mróz skuwa ziemię bezpośrednio (a ostatnio łatwiej o to było, niż o zimy śnieżne). Śnieg też jest wbrew pozorom egalitarny - zabawy na śniegu są dla wszystkich, i tych z jedną deską, i tych z dwiema (i do poruszania się z góry na dół, i po płaskim),i tych z sankami, i tych co po prostu bałwany lepią i śnieżkami rzucają; gdyby śniegu nie było, nie wychodziliby z domów na deszcz, czy nawet na bezśnieżne plus trzy, bo i po co.

W białym szaleństwie niewątpliwie może pomagać mróz, a właściwie mrozik (bo przy takim minus naście jak dziś to i narciarzom mniej się chce). Wątpię jednak, by parę stopni różnicy między minus dwa a plus dwa robiło zasadniczą różnicę, jeśli chodzi o ogrzewanie domostw. Rozprzestrzenianie się zaś wirusów i innych chorobotwórczych paskudztw jest zaś znacznie łatwiejsze przy temperaturach dodatnich niż ujemnych (a na wsi dostęp do opieki zdrowotnej jest jednak trudniejszy). 

W pełni rozumiem niechęć do postrzegania rzeczywistości z punktu widzenia określonej klasy (zamożni narciarze uber alles), ale w tym przypadku jedynego czego można się czepiać, to prezenterskiej sztampy - bo zwyczajna zima nie jest żadnym złem klasowym (o niekorzystnych klasowo skutkach zmian klimatycznych wspomniano zresztą w tamtej dyskusji). A sam temat przypomniał mi się, kiedy pod wieczór wracałem do domu i miałem wyjechać na wiadukt na drodze ekspresowej. Na skarpie pod wiaduktem zauważyłem dzieci radośnie zjeżdżające na sankach (aż z odrobiną przestrachu zacząłem się zastanawiać, czy nie grozi im wyjechanie z tej skarpy na ulicę, ale odległość była spora). 

Tagi: Facebook zima
23:47, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (11) »
piątek, 09 grudnia 2016

Grudzień. Człowiek wstaje rano, a tu ciemno, jeszcze dobrze nie zdąży pracować, a tu znów ciemno, i nie jest to jeszcze noc polarna. Czasem się z tego powodu zastanawiam czy lepszy jest na taką porę roku czas letni, czy czas zimowy (póki co wygląda mi na to, że jednak zimowy, bo ważniejsze jest się dobrze obudzić, wieczorem łatwiej sobie poradzić z zaśnięciem), więc jeśli mamy zmieniać to w tę stronę.

Znalazłem jednak dobrą stronę. Człowiek wstaje rano, jeszcze ciemno, i chwilę potem widzi jak się świat rozjaśnia, jak ma okna dobrze ustawione to i na wschód słońca się załapie ("pierwszy raz w życiu jutrzenkę obaczył...") Pod koniec pracy zaś można zoczyć zachód słońca nie czekając Ra wie ilu godzin. A zachody słońca w grudniu też potrafią być niezmiernie efektowne, zwłaszcza kiedy zachodzące słońce z chmurami się bawi.

Wczoraj tak miałem, że w porze zachodu słońca wychodziłem. Niezmiernie to urokliwie wszystko wyglądało, te chmury słońcem pokolorowane. Tylko potem nagle musiałem mocno zahamować, bo jeden pan w czapce zapraszał mnie do zjazdu na pobocze gestem nieznoszącym sprzeciwu, kosztował mnie ten zachód słońca 50 zł i dwa punkty (bo ograniczenie przegapiłem).

Tagi: bzdury zima
17:10, bartoszcze , Z podróży
Link Komentarze (3) »
czwartek, 01 grudnia 2016

Śnieg padający w mroźny dzień jest lekki i puszysty, niczym zwiewna narzutka. Kiedy bierzesz go na szuflę, to prawie go nie czujesz. Musisz jednak uważać przy zrzucaniu z łopaty, żeby poleciał dokładnie w tę stronę co trzeba, i starać się żeby się za bardzo nie osypywał (a potem i tak masz nadzieję że silny podmuch nie rozniesie go z powrotem po całym podwórku).

Śnieg padający "w okolicach zera" jest ciężki, niczym porządna kołdra, do której musisz się solidnie przyłożyć, żeby nią machnąć. Kiedy nabierasz go na łopatę, musisz uważać, żeby nie przesadzić z ilością, bo może nawet i dźwigniesz (ale spróbuj tym rzucić!) - ale łatwo się znaleźć w sytuacji nierównego rozłożenia na łopacie i zwyczajnie przeważy. Za to na boki nie ucieka i znakomicie się z niego uklepuje góry i wały, czasem wystarczy podjechać łopatą i na sztorc postawić. 

Dziś był ciężki i gruby, do dziesięciu centymetrów. Odgarnąłem tylko z chodnika i samochodów, a i tak wystarczyło na szańce dla lokalnej komórki obrony terytorialnej. Niech się chowają siłki i crossfity :)

Tagi: śnieg zima
09:20, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
środa, 09 listopada 2016

...na cztery samogłoski, czternaście spółgłosek i cztery znaki interpunkcyjne, pisany o poranku w samochodzie

Mgła.
Mróz.
Szron.
Trump.

Taki mamy klimat. Spokojnie, to tylko listopad.

wtorek, 25 października 2016

Zima. Człowiek wychodzi przed dom z zamiarem wsiadania do samochodu i z niechęcią spogląda na to co się nagromadziło na powierzchniach płaskich. Potem wyciąga miotełkę i pracowicie odgarnia śnieg z szyb, maski i dachu - pomny, że to czego nie odgarnie, będzie zwiewane pędem powietrza. Owszem, jest wielu takich, którzy ograniczają się do uruchomienia wycieraczek "bo widać do przodu" i jeżdżą z pokrywą tu i ówdzie (oraz charakterystycznym wzorem na przedniej szybie), częstując innych wokoło śnieżnym podmuchem w najmniej spodziewanym momencie.

Być może się zastanawiacie, skąd mi się takie zimowe klimaty wzięły, albo w jaką śnieżną okolicę mnie wywiało (za oknem wszak złoty polski wtorek). No... śniegu faktycznie od dawna nie widziałem (październikowa chwila chłodów aż tak daleko nie sięgnęła), dziś jedynie uparta mgła mi w jeździe przeszkadzała osiadając na szybach. Zobaczyłem jednak coś, co mną wstrząsnęło. Na poboczu stał zaparkowany samochód, który miał na przedniej szybie charakterystyczny wzór powstający wskutek odgarniania jedynie wycieraczkami. Cały był obsypany liśćmi, i nie, nie stał pod drzewem...

Co sobie o kierowcy pomyślałem, to sobie pomyślałem. Sam natomiast dwie godziny później, po trzech kwadransach parkowania pod drzewem, wyciągnąłem miotełkę i...

jesień liście

..jak w zimie.

piątek, 01 stycznia 2016

No więc nowy rok zacznę od przyznania się: oglądałem wczoraj wieczór sylwestrowy Polsatu czy też z Polsatem. Znakomity to koncert był. Zmuszony jestem jednakowoż podkreślić słowo "oglądałem", gdyż niezwłocznie po pierwszym utworze wyciszyłem głos w telewizorze i zacząłem puszczać muzykę z laptopa (bo lepsza). Patrzyło się zaś znakomicie na futurystyczną scenę iluminowaną stale zmieniającymi się we wzorze i kolorze światłami. Od czasu do czasu kamera robiła odjazd ze sceny do szerszego planu, wtedy całość kosmicznych kształtów sceny z przyległościami było dobrze widać we względnej ciemności nocy, a kiedy jeszcze zaczynało być widać lekko podświetlony kształt katowickiego Spodka oraz niepodświetloną pustkę po świeżo wyburzonej DOKP, to na usta nasunęło się: IT'S NOT KATOWICE, IT'S A SPACE STATION!

A na scenie, ach. Przystojni panowie w eleganckich strojach, piękne panie w wytwornych kreacjach, aż mnie zdziwiło że jedna cały czas w tej samej, a nie co godzina w nowej (miała takie charakterystyczne srebrem szamerowane epolety*, że aż zapamiętałem). Do tego tradycyjnie ubrane czy nieubrane tancerki, cudacznie poubierani artyści (w poprzednim zdaniu było o prowadzących), długonogie wokalistki (jak nie słychać to piszę o tym co widać). I tylko czasem dysonansem był ktoś w puchowej kurtce...

Fakt, tu muszę zwrócić uwagę na jeden istotny czynnik. Od czasu do czasu było widać, jak oddechy zamarzają w powietrzu (o poranku mój domowy termometr pokazywał -11). Cały czas się zastanawiałem, czy na tej scenie mają jakiekolwiek ogrzewanie, choćby w postaci termowentylatorów umieszczonych pod sceną czy zakamuflowanych tu i ówdzie koksioków; pamiętam tylko, że raz któryś wykonawca miał coś płonącego ustawione na fortepianie. Oczywiście, być może jak się tańczy, śpiewa i skacze, to wcale się bardzo nie marznie, ale jednak te stroje na cienkie wyglądały...

Nikogo znajomego w TV nie wypatrzyłem (choć ten i ów się wybierał, a niektórzy nawet zdjęcia pokazywali), ale przecież to jeszcze nie dowód że ich tam nie było.

*a może to było coś innego, who cares

 

środa, 01 lipca 2015

Z tymi współczesnymi wyjazdami to jest kram: zabiera człowiek cyfrowe aparaty (konwencjonalne czy w telefonach), po czym nielimitowany kliszą tłucze zdjęcia bez opamiętania. I potem przychodzi - jak kac po imprezie - ta ciężka chwila, w której trzeba przejrzeć te wszystkie wykonane zdjęcia.

Urlop za pasem, za trzy tygodnie powinienem być nad morzem. Wolę nie myśleć ile takich widoczków się uwieczni, choć okoliczności przyrody na pewno będą inne (zimowej plaży musiałbym szukać na Ziemi Ognistej). 

Gdynia promenada luty

Nie powiem Wam ile zdjęć przeglądałem dziś wieczorem żeby wybrać to jedno.

poniedziałek, 09 marca 2015

W sobotę żona ubrała się ciepło i poszła do ogródka wysprzątać rabatki. Teraz krokusy z daleka widać.

Później w sobotę ubrałem się też dość ciepło i poszedłem do ogródka grabić suche pozostałości po jesieni i zimie. W słońcu całkiem się solidnie spociłem, obrobiłem tak z połowę, bo w tej drugiej jeszcze ostatki śniegu z marcowego opadu leżały, zrzucone przy odgarnianiu. 

Dziś rano tego śniegu ostatnie drobiny rano się trzymały. Na średnicówce termometry pokazywały temperaturę nawierzchni ponad 20C, temperatura powierzchni też miała być dwucyfrowa, po wyjściu z samochodu nawet nie ubrałem czapki, choć wrażliwym na przechłodzenie zatok i podobnych (kiedy wracałem do auta po kilku godzinach, już taki optymistyczny nie byłem).

Wiosna ani chybi za pasem, jakiś bociek już pono na Podlasie przyleciał, u nas jeszcze cisza.

Tagi: wiosna zima
23:29, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (2) »
niedziela, 15 lutego 2015

Nie, nie naoglądałem się serialu baśniowego (choć leci). Ani nie mam problemu z ogoleniem się czy zawiązaniem krawata. Patrzę natomiast tęsknie - choć to może nienajlepsze słowo - na swoje podwórko. 

Mamy wciąż porę zimową, śnieg sypał całkiem niedawno, nikt go z podwórka nie poodgarniał (było się na feriach). Teraz w dzień słoneczko z nieba praży (prawie że, słupek termometru stoi około dziesięciu stopni powyżej zera, z plusem lub minusem w zależności od umiejscowienia), w nocy zaś chwyta mróz. No i w podwórku lód stoi, zwłaszcza tam, gdzie w dzień się robi kałuża, a słońce nie sięga.

W Norwegii wymyślili doświetlanie (i docieplanie) dolin górskich przy pomocy odpowiednio ustawionych wielkich zwierciadeł, łapiących i przekazujących promienie słońca. Umieściłbym takie lustra na dachu sąsiada, może by ten lód się szybko stopił.

Fakt, że w serialu akurat mierzą się z Królową Śniegu, jest zupełnie przypadkowy.

14:02, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6