Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: śmieci

czwartek, 14 kwietnia 2016

Już wkrótce dwa lata, jak obligatoryjnie sortujemy śmieci (ja dość dobrowolnie sortuję już ponad pięć lat). Już się chyba wszyscy w miarę przyzwyczaili, zarówno sortujący, jak i odbierający, już chyba wiadomo co i gdzie działa źle, już chyba to i owo udało się poprawić (ja w każdym razie jakoś szczególnie nie narzekam).

Pamiętam, że w początkowym okresie dość mocno narzekałem na ilość wydawanych worków, specjalnie jeździłem do Punktów Obsługi Klienta Śmieciowego (nie, to nie jest oficjalna nazwa) i brałem dodatkowe worki. Furgonetka, która zabierała sortowane odpady, zostawiała bowiem zwykle dokładnie tyle worków, ile odbierała, zarówno ilościowo, jak i jakościowo, więc jeśli jakiś worek zapełnił się zbyt szybko... to trzeba było sobie radzić (stąd swego czasu mój lament nad ukradzionymi śmieciami). Przy tej okazji przeanalizowałem sobie lokalną uchwałę rady miasta o zasadach odbioru odpadów sortowanych - i dowiedziałem się, że ilość worków przydzielanych na gospodarstwo domowe zależy od liczby domowników, przy czym takie domostwo jak moje, z trzema osobami na pokładzie, może liczyć po jednym worku na każdą frakcję na raz. Co rodziło istotny problem, gdyż jeden worek na plastiki zapełniamy w dwa tygodnie, a na papier - w góra trzy (a gazet już niewiele kupujemy); taka u nas intensywność sortowania i struktura odpadów, bo szklanych i metalowych u nas jak na lekarstwo, nawet i worek na kwartał by chyba wystarczył - a sąsiedzi pełne wory takich wystawiają. Wiem, to pewnie po to, żeby zniechęcić różnych cwaniaków do przywożenia do domu śmieci "z firmy"...

Na szczęście problem udało się w ramach poprawiania systemu o tyle rozwiązać, że odpady sortowane zaczęli u nas odbierać zamiast raz na miesiąc, to raz na dwa tygodnie (tak, pewnie mogliby obniżyć opłatę...), i było to przed Dobrą Zmianą.

Tagi: śmieci
19:58, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
sobota, 28 listopada 2015

Robiłem dziś przedzimowe porządki tu i tam. Jedne rzeczy wynosiło się na strych, inne przenosiło z jednego zakamarka w inny. Wyciągnęliśmy z kąta torbę, której nikt nie kojarzył - zawierała kasety VHS przeznaczone do bieżącego nagrywania (i odtwarzania). Spojrzeliśmy po sobie - od dawna nic się nie nagrywało, także dlatego, że jakość nagrań była mizerna (także mimo używania kasety czyszczącej głowicę), jeden Bóg wie czy głowica się zajechała, czy (raczej) kasety straciły swoje właściwości. Spojrzenie potrwało chwilę dłużej, i otwarły się wory z odpadami sortowanymi...

A potem otwarliśmy szafkę (tej siły już nie zatrzymacie). Sterta kaset magnetofonowych (nie jestem pewien czy mam gdzieś sprawny odtwarzacz takowych...) pamiętających czasy studenckie, licealne a nawet dziecięce: zespoły rockowe, bardowie zapomniani i niezapomniani... Puściliśmy do wora całą naszą pieprzoną przeszłość (tak, za bardzo chciałem wcisnąć parafrazę cytatu z "Psów"). Przyszła pora na kasety z filmami, o niektórych nawet nie pamiętałem że posiadamy (tu padła równie kąśliwa co trafna uwaga, że widać jak bardzo są potrzebne). Shrek, Bondy, Nemo, komedie romantyczne, nowa trylogia Gwiezdnych Wojen... Ręka mi zadrżała przy trylogii Indiany Jonesa, mojego pierwszego w życiu zakupu na Allegro, kupowałem oryginalne, a dostałem ze Stadionu (ręka w górę kto wie o co chodzi). 

Zostawiłem sobie oryginalną Trylogię SW, w oryginalnym pudełku. 

niedziela, 30 sierpnia 2015

Leniwa letnia niedziela. Już po powrocie ze spaceru przez dzikie ostępy nad kanałem, teraz relaks przy szklanym naczyniu z ciemną zawartością. Przychodzi mi do głowy, że warto by napisać o czymś lekkim a od dawna przemykającym...

O depozytach sądowych i ich zabawnych z pozoru przedmiotach pisałem już kilkakrotnie, ostatnią notkę w tej kwestii zakończyłem uwagą, że zawsze dojdziemy do punktu, w którym w depozycie znajdą się rzeczy od początku stanowiące śmieci. Takie jest życie, nic się nie da poradzić na to, że w toku postępowania dowodem będą:

wezwanie do odbioru depozytu śmieci sąd

albo:

wezwanie od odbioru depozyt śmieci sąd

(zdjęcia... zwielokrotnione z profilu Sędzia płakał jak oddalał

I tu refleksja: w świetle obowiązujących przepisów, śmieci (odpady) stanowią własność gminy. Skoro tak, to przecież wystarczyłoby wezwać gminę, żeby przysłała kogoś z workami na śmieci, sortowane i zwykłe. Co najwyżej mógłby się pojawić spór, do której gminy te odpady właściwie należą...

środa, 24 grudnia 2014

Święta za... rogiem, zanim skończę pisać, wskazówki zegara obwieszczą początek dnia wigilijnego. Siedzę póki co jeszcze i czekam aż kaczka skończy się piec, pomyślałem, że to dobry moment żeby coś świątecznie napisać.

Miałem rozmaite mniej i bardziej ważkie temaciki na notki, ale ani pora, ani nastrój nie takie, by zajmować się poważnymi rozważaniami. Na dworze nastrój taki, że świątecznej aury nie widać, całkiem listopadowo jest. Listopadowo... to mi coś przypomina. Dwa miesiące zaraz będą odkąd obchodziliśmy Wszystkich Świętych, a przedtem - Halloween. Pamiętam, że nawiedzały nas poprzebierane dzieciaki z osiedla, chodziły nawet dużymi stadami, a mnie się nawet zebrało na wygłupy (nie pisałem o tym? to może nie tu...) i celowo nie zapalałem światła przed domem - i kiedy zadzwoniły do drzwi stojąc na ciemnym chodniku, otworzyłem drzwi do ciemnego przedsionka i wyłoniłem się z mroku... mając czarny płaszcz ubrany tył na przód, a na głowie wiadro. Nie wiem, kto mógłby się takiej strasznej zjawy przestraszyć, im sie w każdym razie nie udało, zostały zatem obdarowane paroma cukierkami, nie jestem już pewien czy miały wspólną torbę, czy każde z osobna zbierało. 

Prawdziwe zaskoczenie halloweenowe przeżyłem jednak w dniach następnych. Jakoś tak się złożyło, że w Halloween rano wywozili nam śmieci, akurat musiałem wyrzucić coś do kubła, powędrowałem więc na zewnątrz, otwarłem kubeł - i zobaczyłem leżące na dnie kubła papierki po cukierkach. Grzeczne te dzieci, nie da się ukryć. 

Północ wybiła... pójdę chyba zajrzeć do kaczki, życzę więc wszystkim Wesołych Świąt po raz pierwszy, drugi i trzeci, pamiętajcie co zrobić ze wszystkimi śmieciami z prezentów. 

sobota, 04 stycznia 2014

Mój worek na bioodpady (niektórzy nazywają to frakcją mokrą albo odpadami komunalnymi) jest przezroczysty. Zdarzyło mi się dziś stać z głupia frant przed domem i nie mając nic do roboty, popatrzyłem na ten worek, umocowany na stojaku, wypełniony gdzieś w dwóch trzecich.

Przez przezroczysty plastik można było w dużej mierze rozpoznać, co jest w środku. Najbardziej rzucały się w oczy pomarańczowe skórki z mandarynek i pomarańcz (choć niejeden raz nieźle udawały je obierki z marchewki). Sporo było, oczywiście, rozmaitych zielonych liści (choć o tej porze roku z pozoru o zielone trudniej), przetykanych czarnymi plamami fusów z kawy (z herbaty nie, bo torebki wyrzucam do niesortowanych, a luzem praktycznie nie parzę). Uważny obserwator mógł dostrzec też rozmaite ekstrawagancje w postaci bladozielonych skór (bo skórka zdaje się słowem nieadekwatnym) z pomelo, czy drobnych różowych skorupek liczi... Doprawdy, jeszcze ciekawiej by to wyglądało, gdyby zima się nie zatrzymała gdzieś w pół drogi i worek pokazywałby się na tle śniegu. 

Następne worki na bioodpady, jakie mi dostarczono, są brązowe i raczej nieprzezroczyste.

22:26, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
środa, 27 marca 2013

W związku (mniej lub bardziej ścisłym) z napływającymi zapytaniami dotyczącymi opisanego w poprzedniej notce zdarzenia, niniejszym uroczyście oświadczam, że:
- śmieci nie stanowiły pamiątki rodzinnej,
- nie wiązał mnie z nimi żaden bliższy związek emocjonalny,
- absolutnie nie zamierzam poszukiwać ich aktualnych posiadaczy.

Jednocześnie dla precyzji oświadczam także, że:
- nie ukradziono mi pieca podobnego do bramy triumfalnej,
- nie ukradziono mi roweru,
- nie ukradziono mi księżyca (choć tu właściwie nie mam pewności, bo rzadko się ostatnio z księżycem widujemy). 

Ukradli mi tylko wiosnę, ale tu mam nadzieję, że jednak oddadzą.

12:51, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (7) »
wtorek, 26 marca 2013

Wystawiłem wieczorem przed dom worki z sortowanymi odpadami. Około północy, robię to zwykle tak późno jak się da, kiedy już nic innego mi się robić absolutnie nie chce, a nie czekam do rana, bo wtedy zwykle człowiek się spieszy i dodatkowa robota tylko wprowadza niepotrzebną nerwowość.

W nocy wiało obrzydliwie mocno, więc rano wyjrzałem, jak tam worki ze śmieciami. Worek ze szkłem był na miejscu. Worek z plastikiem był przewrócony. Worka z makulaturą nie było. Worek z puszkami (i innymi metalowymi odpadami) wisiał na płocie. To znaczy prawidłowo byłoby powiedzieć: worek po puszkach wisiał na płocie, pusty.

Rozejrzałem się po sąsiednich domach, u tych sąsiadów, którzy wystawili worki (to wciąż w pełni dobrowolne, bez przymusu choćby ekonomicznego), też nie widziałem ani worków na metal, ani na makulaturę. Najwyraźniej zbieracze odpadów urządzili sobie nocną szychtę między dwunastą a szóstą. Mam tylko nadzieję, że firma zbierająca odpady zostawi mi nowe worki, bo inaczej już się mogę zdenerwować, następnym razem być może spakuję wieczorem, ale wystawię już rano. 

Znalazców moich śmieci uprzejmie uprasza się o ich nieoddawanie. 

Tagi: śmieci
08:39, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (8) »
niedziela, 23 stycznia 2011

 

Segregacja odpadów to jedno z tych pól, na których mamy nieustające zapóźnienie względem tzw. cywilizowanej Europy. Ustawienie w centrum miasta obok zwykłych śmietników, kontenerów na podstawowe rodzaje odpadów było zresztą zawsze problemem nie do rozwiązania, więc ludzie też się nie przejmowali, bo po co segregować, skoro i tak nie ma gdzie posegregowanego mądrze się pozbyć (firmy śmieciarskie zresztą nie pomagają, bo powszechna jest obserwacja, że śmieci posegregowane wrzucają apiat do jednej śmieciarki - i nawet jeśli w tym trochę miejskiej legendy, to znam też wypowiedzi przedstawicieli tych firm, że śmieci segregowane są na tyle niedokładnie, że i tak trzeba zrobić to ponownie, więc co za różnica).
Sam segreguję od kilku lat - najpierw co tydzień posegregowane wywoziłem do odpowiednich kontenerów przy hipermarkecie (i niech mi ktoś powie, że hipermarkety nie mają zalet:)) Od paru lat miasto Katowice wdraża jednak program segregacji (zresztą wymuszany ustawowo) i raz w miesiącu dostarcza mi worki do segregowania śmieci i odbiera pełne. Worki są w czterech kolorach, na papier, szkło, puszki i plastik, taSegregacja odpadów to jedno z tych pól, na których mamy nieustające zapóźnienie względem tzw. cywilizowanej Europy. Ustawienie w centrum miasta obok zwykłych śmietników, kontenerów na podstawowe rodzaje odpadów było zresztą zawsze problemem nie do rozwiązania, więc ludzie też się nie przejmowali, bo po co segregować, skoro i tak nie ma gdzie posegregowanego mądrze się pozbyć (firmy śmieciarskie zresztą nie pomagają, bo powszechna jest obserwacja, że śmieci posegregowane wrzucają apiat do jednej śmieciarki - i nawet jeśli w tym trochę miejskiej legendy, to znam też wypowiedzi przedstawicieli tych firm, że śmieci segregowane są na tyle niedokładnie, że i tak trzeba zrobić to ponownie, więc co za różnica).
Sam segreguję od kilku lat - najpierw co tydzień posegregowane wywoziłem do odpowiednich kontenerów przy hipermarkecie (i niech mi ktoś powie, że hipermarkety nie mają zalet:)) Od paru lat miasto Katowice wdraża jednak program segregacji (zresztą wymuszany ustawowo) i raz w miesiącu dostarcza mi worki do segregowania śmieci i odbiera pełne. Worki są w czterech kolorach, na papier, szkło, puszki i plastik, tak że już nie jest źle.
Każde proste rozwiązanie ujawnia jednak problemy przy przypadkach bardziej skomplikowanych. Na workach są pewne adnotacje, czego w nich nie należy umieszczać (np. zatłuszczonych opakowań metalowych), ale przede wszystkim nie zawsze wiadomo, do jakiej kategorii zaliczyć poszczególnego śmiecia, zwłaszcza jak ma złożony skład. Dziś rano na przykład pozbywałem się paczki po kawie i poważnie się zastanawiałem - czy wewnętrzne opakowanie było bardziej aluminiowe, czy plastikowe, a kolorowa warstwa błyszcząca bardziej papierowa, czy plastikowa? W takich chwilach wzdycham za dyrektywą, która nakazałaby producentom opakowań umieszczanie na nich prostych oznaczeń co do sposobu utylizacji poszczególnych śmieci (mają już tyle obowiązków, że to doprawdy żaden problem) -  np. literowych, takich jak A-papier, B-plastik, C-metal, F-tetrapak etc. Nie mając odpowiedniego pojemnia, używałoby się ogólnego, ale byłby to krok do przodu.  A przynajmniej tak mi się wydaje.
Segregacja odpadów to jedno z tych pól, na których mamy nieustające zapóźnienie względem tzw. cywilizowanej Europy. Ustawienie w centrum miasta obok zwykłych śmietników, kontenerów na podstawowe rodzaje odpadów było zresztą zawsze problemem nie do rozwiązania, więc ludzie też się nie przejmowali, bo po co segregować, skoro i tak nie ma gdzie posegregowanego mądrze się pozbyć (firmy śmieciarskie zresztą nie pomagają, bo powszechna jest obserwacja, że śmieci posegregowane wrzucają apiat do jednej śmieciarki - i nawet jeśli w tym trochę miejskiej legendy, to znam też wypowiedzi przedstawicieli tych firm, że śmieci segregowane są na tyle niedokładnie, że i tak trzeba zrobić to ponownie, więc co za różnica).
Sam segreguję od kilku lat - najpierw co tydzień posegregowane wywoziłem do odpowiednich kontenerów przy hipermarkecie (i niech mi ktoś powie, że hipermarkety nie mają zalet:)) Od paru lat miasto Katowice wdraża jednak program segregacji (zresztą wymuszany ustawowo) i raz w miesiącu dostarcza mi worki do segregowania śmieci i odbiera pełne. Worki są w czterech kolorach, na papier, szkło, puszki i plastik, tak że już nie jest źle.
Każde proste rozwiązanie ujawnia jednak problemy przy przypadkach bardziej skomplikowanych. Na workach są pewne adnotacje, czego w nich nie należy umieszczać (np. zatłuszczonych opakowań metalowych), ale przede wszystkim nie zawsze wiadomo, do jakiej kategorii zaliczyć poszczególnego śmiecia, zwłaszcza jak ma złożony skład. Dziś rano na przykład pozbywałem się paczki po kawie i poważnie się zastanawiałem - czy wewnętrzne opakowanie było bardziej aluminiowe, czy plastikowe, a kolorowa warstwa błyszcząca bardziej papierowa, czy plastikowa? W takich chwilach wzdycham za dyrektywą, która nakazałaby producentom opakowań umieszczanie na nich prostych oznaczeń co do sposobu utylizacji poszczególnych śmieci (mają już tyle obowiązków, że to doprawdy żaden problem) -  np. literowych, takich jak A-papier, B-plastik, C-metal, F-tetrapak etc. Nie mając odpowiedniego pojemnika, używałoby się ogólnego, ale byłby to krok do przodu.  A przynajmniej tak mi się wydaje.

 

poniedziałek, 04 stycznia 2010

Jak wiadomo, Nowy Rok należy przywitać godnie. Więc zdrowie wasze w gardła nasze, i sztuczne ognie z marketu bum-bum-bum! A że zbyt zimno nie było, to się aż chciało witać na dworze. I kto by się przy tym przejmował, że gdzieś jakaś puszka czy butelka spadła i została, czy że po sztucznych ogniach odpadki się walają. W mieście, wiadomo, służby komunalne wezmą i odwalą robotę za innych. A na przedmieściu, to przecież somsiad nie będzie płakał, że mu coś leży przed domem na ulicy, trawniku czy łące (ten od łąki to tym mniej obchodzi, że nawet go nie znam).

A potem i tak dziesięć centymetrów śniegu zasypało cały bajzel. Jak stopnieje, to nikt nawet nie będzie pamiętał, gdzie się bawił.

Nie wyniosłem na dwór ani jednego śmiecia, nie odpaliłem ani jednej petardy. Ale po innych sprzątał też nie będę, raczej. U mnie na szczęście zostało czysto przed domem.