Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Twitter

piątek, 27 października 2017

Opisując projekt nowej ustawy o "jawności" życia publicznego, Wojciech Klicki z Fundacji Panoptykon odniósł się między innymi do planowanej instytucji "uporczywego żądania udzielenia informacji" (mającej uzasadniać odmowę udzielenia informacji) i napisał na Twitterze, że to jak utrudnianie przez chorowitego pracy lekarzom, co miałoby uzasadniać odmowę leczenia go. Nawet poglądowy obrazek zamieścił:

Wojciech Klicki Panoptykon jawność uporczywie porównanie

Ponieważ dostrzegłem wadliwość tego porównania, jako patentowany upierdliwiec podjąłem dyskusję, w toku której padł argument, że udzielanie informacji publicznej jest takim samym obowiązkiem jak inne. A że dyskusja na TT z racji na limity znaków (nawet jak ktoś ma podwójny limit 280, ja nie korzystam) jest wysoce utrudniona, to postanowiłem rozwinąć to już poza Twitterem. Zaznaczmy z góry, że nie będzie to analiza, czy takie ograniczenie z powodu "uporczywości" powinno istnieć ani jaki mieć kształt, bo to temat na zupełnie inną analizę (dość powiedzieć, że można śmiało sobie instytucji dostępu do informacji publicznej ponadużywać - jakkolwiek niektórzy twierdzą że takie nadużywanie to trochę żelazny wilk - ale każde zabezpieczenie przed takim nadużyciem może zostać nadużyte w celu niegodnym i wyjdzie jak z zarządzeniem pułkownika Korna, że zadawać pytania mogą tylko ci, co nigdy nie zadają pytań, if you know what I mean).

Zasadniczym celem służby zdrowia jest leczenie pacjentów. Zasadniczym celem administracji jest załatwianie spraw obywateli. Przy okazji leczenia pacjentów służba zdrowia ma też inne obowiązki, takie jak np. prowadzenie sprawozdawczości dla NFZ czy udostępnianie pacjentom prowadzonej przez siebie dokumentacji medycznej dotyczącej ich leczenia. Przy okazji załatwiania spraw obywateli administracja ma też inne obowiązki, takie jak archiwizowanie dokumentacji związanej z załatwianymi sprawami oraz udostępnianie obywatelom informacji publicznej. W porównaniu Klickiego te materie zostały wyraźnie pomieszane (może dlatego, że zajmujący się głównie jawnością widzą dostęp do informacji publicznej jako zadanie bardziej główne, niż uboczne). Porównując, co jest obowiązkiem podstawowym, a co dodatkowym (niepomijalnym, oczywiście), dochodzimy bowiem do logicznego wniosku, że w porównaniu do służby zdrowia odpowiednikiem "poważnie chorego" w urzędzie jest petent ze skomplikowaną, wielowątkową sprawą. Odpowiednikiem zaś człowieka, który miałby "uporczywie" składać wnioski o dostęp do informacji publicznej, będzie pacjent, który raz za razem przychodzi, żeby skopiować mu fragment jego dokumentacji medycznej (do czego ma pełne prawo) - angażując w ten sposób czas pracowników szpitala czy przychodni. Czy to wpływa na sprawność leczenia pacjentów - to oczywiście zależy od częstotliwości przychodzenia i zakresu kopiowanej dokumentacji, może w sposób pomijalny, a może znaczący...

Oczywiście można było zamiast pacjenta próbować podstawić NFZ z jego żądaniami, ale to też byłoby chybione porównanie, bo odpowiednikiem NFZ byłby jednak dowolny organ kontrolujący.

wtorek, 17 października 2017

Zaglądam o poranku na twittera i czytam niezrównanego Piechocińskiego cytującego ministra Gowina: "obecne oczekiwania płacowe lekarzy rezydentów rozsadziłyby polski budżet".

Zadaję sobie pytanie: to znaczy jak bardzo by rozsadziły? Rozpoczynam szybkie poszukiwania (bo nawet nie wiem ilu tych rezydentów jest). Szybko znajduję materiał na tvn24bis.pl, wedle którego rezydentów jest około 16,8 tysięcy, a podwyższenie wszystkim pensji do zgłaszanej od lat (och, jest nawet podpisane przez ministra, przepraszam, wtedy prezesa Konstantego Radziwiłła stanowisko NRL z roku pańskiego 2006 z takim postulatem) wysokości dwóch średnich krajowych oznaczałoby łączny koszt na poziomie "prawie 2 miliardów złotych". Zakładając, że w tej chwili zarabiają poniżej połowy postulowanego wynagrodzenia (niebędącego głównym żądaniem protestu), oznaczałoby to konieczność znalezienia w budżecie dodatkowego miliarda (z którego, dodajmy około 30 procent byłoby przeznaczone na należności publicznoprawne, czyli zasiliłoby budżet NFZ, przysypywało dziurę w ZUS, wracało do budżetu państwa względnie zasilało budżety samorządów). 

W projekcie budżetu państwa na rok 2018 przewidziano (za B.Arłukowiczem) w dziale "Zdrowie" kwotę 7,791 mld zł, co oznacza o ponad 100 mln mniej niż w budżecie na rok 2017. Projekt budżetu Narodowego Funduszu Zdrowia na rok 2018 pozytywnie zaopiniowany przez sejmową Komisję Zdrowia zamykał się kwotą 77,4 mld zł. 

Tytułem ciekawostki: wg danych Naczelnej Izby Lekarskiej na koniec września 2017 roku w Polsce było około 173 tysiące lekarzy i dentystów wykonujących zawód. Gdyby wszyscy mieli pracować w publicznej służbie zdrowia za postulowaną pensję w wysokości potrójnej średniej krajowej, to na zagwarantowanie wynagrodzeń lekarzom nie-rezydentom potrzeba by było około 27,7 mld zł (w tym narzuty publicznoprawne), razem z rezydentami niespełna 30 mld (tak, oczywiście w następnej kolejności trzeba policzyć pielęgniarki i inny personel, a potem pozostałe koszty). Jeżeli wziąć pod uwagę, że podstawowym żądaniem protestu medyków jest zwiększenie nakładów na służbę zdrowia o jakieś 2 procent PKB (czyli o tyle, ile wydajemy na wojsko), czyli o jakieś 9-10 miliardów dolarów - to ten wzrost nakładów w zupełności by wystarczył.

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Dzisiejszy wpis jest zupełnie nieplanowany i niespodziewany, ponieważ jest w całości ściągnięty z Twittera - ktoś się podzielił o poranku, a ja się tylko zachwyciłem, przetłumaczyłem i dokonałem wyboru. Można się zgadzać albo nie.

KAPITALIZM
Twoja mama pierze twoje ubrania. Płacisz jej dolara. Narzeka. Wzywasz policję i i oskarżasz ją o bunt.

KOMUNIZM
Twoja mama pierze. Ty pierzesz. Co noc salutujecie portretowi zmarłego ojca.

SOCJALIZM
Twoja mama pierze. Ty gotujesz. Wszyscy są teoretycznie zadowoleni.

FASZYZM
Twoja mama pierze bojąc się o życie

NAZIZM 
Twoja mama pierze. Ty gazujesz pralnię.

FEUDALIZM
Twoja mama pierze i płaci ci podatek.

LIBERALIZM
Twoja mama pierze, a ty patrzysz i czujesz się źle. Mówisz, że coś trzeba z tym zrobić. Coś zostanie lub nie zostanie zrobione.

LIBERTARIANIZM
Twoja mama pierze. Ty wierzysz, że wyprałeś.

RELIGIA
Twoja mama pierze. Ty dziękujesz bogu.

ATEIZM
Twoja mama pierze. Ty w filmiku na YouTube żądasz zweryfikowanych naukowych dowodów, że wyprała.

MIZOGINIA
Nienawidzisz mamy niezależnie od tego, czy wyprała, czy nie.

PATRIARCHAT
Twoja mama nie istnieje. Pranie zrobiło się w magiczny sposób.

FEMINIZM
Twoja mama nalega, żebyś dorósł i sam zaczął prać swoje rzeczy.

BIAŁY FEMINIZM
Twoja mama zatrudniła do prania niebiałą kobietę

ANTYFEMINIZM
Mama cię zostawiła. Po roku piszesz "wredna zdzira" na stercie brudnych ciuchów.

RASIZM
Twoja mama pierze i obwinia czarnych.

NEOKAPITALIZM
Twoja mama pierze. Płacisz jej dolara. Nakłaniasz ją, żeby wyprała rzeczy twoich kolegów. Kolega płaci ci 50 dolarów.

SEKSIZM
Oczywiście, że mama pierze, pfff.

AMERYKANIZM
Twoja mama pierze. To jest w Konstytucji, KONIEC DYSKUSJI

To nie jest wcale nowe, ale kogo to obchodzi, skoro trafiłem dzisiaj. Oryginał (czyli wszystkie definicje w oryginalnych wersjach, w komplecie i z twórczością fanowską) jest tutaj.

A teraz do pracy, bo poniedziałek.

niedziela, 10 kwietnia 2016

Mówiąc szczerze: nie wiem. Tak samo jak kiedyś nie wiedziałem, po co właściwie jest Nasza Klasa i Facebook (Nasza Klasa istnieje dla mnie tylko jako zjawisko historyczne, zaglądam z raz do roku, fejs to dość stały towarzysz), tak jak nie wiem po co właściwie jest Instagram i Snapchat (to znaczy wiem z grubsza, ale strasznie mi to zwisa). Był nawet czas kiedy się zarzekałem, że to nie dla mnie - bo i prawdę mówiąc, ekspresja w formie 140-znakowego komunikatu nie wydaje mi się atrakcyjna. 

Dziś wieczorem czytałem jednak jakiś artykuł, w którym rozważano wizje, że Twitter staje się czy stanie się bardzo praktycznym i rozpowszechnionym medium. Skoro przetrwał tyle lat i się rozwija... (jej, fejs mi niedawno podpowiadał że ja tam jakieś pięć czy sześć lat) ...to może i faktycznie nie padnie. Błysnęła myśl: a może się i do czegoś przyda (ma swoich zwolenników). No i tak od myśli, do myśli, poniekąd z myślą, by zaklepać sobie swój ulubiony login... zarejestrowałem się.

No i nie udało się (login był zajęty). Cóż, pierwsze koty za płoty, na szczęście udało się skołować jakiś taki względnie podobny. Chwilowo nie mam pomysłu co dalej z nim robić - poza szybkim wyszperaniem paru adresów do obserwowania - ale w końcu na fejsie też zaczynałem od rzucenia w przestrzeń uwag, że to głupia idea i w ogóle. Pewnie się jakoś rozwinie (zwłaszcza że będzie działać wyłącznie pod nickiem, zero interakcji z fejsem - gdzie jestem wyłącznie pod nazwiskiem i do nicka się konsekwentnie nie przyznaję, kto wie, ten wie). Gdyby ktoś był ciekaw, to @BartoszczePL zaprasza, ale tak mocno niezobowiązująco, bo wciąż nie wie na co (info o notkach mogę wrzucać, o). 

Jak ktoś wie po co, może napisać.

23:02, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (6) »