Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: seksizm

środa, 06 lipca 2016

Pisałem kiedyś, że filmy oglądam w telewizji połówkami (najczęściej drugimi), przynajmniej jeśli chodzi o filmy nadawane "po dzienniku". Są jednak przypadki (i kanały) gdzie filmy puszcza się o różnych porach, więc wtedy można spokojnie obejrzeć całość lub... pierwszą połówkę.

Zupełnie nie mogę sobie przypomnieć (pun intended) co było powalającego w starym poczciwym Total Recall ze Schwarzeneggerem. Oczywiście dla fanów Arniego był Arnie (Sharon Stone była jeszcze przed Nagim instynktem, choć świetna), było trochę efektów robiących "oh!" na tamte czasy i "eh" dziś, fabuła na motywach Dicka nie brała mnie nigdy (najlepiej chyba kojarzę, że w pokazanej w Hot Shots Part Deux rywalizacji o największą ilość trupów w filmie Total Recall gdzieś tam się przewinęło). Dlatego od początku zadawałem sobie pytanie: po co kręcić temu remake?

W remake'u jest inna zupełnie sceneria (nie żeby mnie ruszał pomysł z windą z UK do Australii przez środek Ziemi), zamiast Arniego jest Colin Farrell (zostawiam paniom ocenę wrażeń estetycznych), zamiast Sharon Stone.. jest Kate Beckinsale. Jak już pisałem, Kate is enough reason to watch this shit (choć opowieści o wąpierzach i wilkołakach zdzierżyć nie umiem nawet w jej towarzystwie), a podkreślić należy, że kamera skupia się bardziej na akcji niż na Kate (co nie przeszkadza Kate wypadać znakomicie). Przypuszczam jednak, że nie poświęcałbym czasu na ten współczesny Recall, gdyby nie urzekająca wizja Kolonii (nie Koeln, tylko Australia AD 2099), malowanego na wzór Chinatown, po którym Quaid (bohater, gdybyście nie pamiętali) skacze uciekając przed rozgniewaną żoną.* A potem przenoszą się na drugą stronę Ziemi, pojawia się jakaś Biała Dżesika i generalnie powoli robi się do zapomnienia (nawet jeśli Kate nie daje nam spokoju).

To jest ten przypadek, kiedy oglądam pierwszą połówkę.

czwartek, 19 listopada 2015

Dzień... taki ot sobie. Wiatr się uspokaja (popołudniu już go prawie nie zauważałem), wywiadówka krótka, polityką staram się dla ochrony zdrowia psychicznego nie przejmować nawet kiedy TKM odstawiają "Piłkarskiego pokera" ("Laguna, to my teraz możemy wszystko", jeśli się otworzy na początku filmiku do przejdźcie od razu do 6'20'', a jak się nie otworzy wcale to znaczy że skasowali). Ot, siedzę sobie wygodnie na kanapie i wlewam w siebie beajoulais noveaux jak wodę (choć po wodzie człowiek nie jest zwykle tak wyluzowany). 

Bo tak w ogóle to aż muszę napisać o inwigilacji (trudno słowo pod koniec butelki). Otóż, jak wiadomo, NSA, rządy i zwłaszcza korporacje szpiegują nas we wszystkim co robimy i łączą wszystko ze wszystkim. Nie wiem ile to razy rozmawialiśmy ze znajomymi o tym, że głupi fejsbuk podpowiada nam znajomych których na pewno znamy, ale w zasadzie wyłącznie służbowo. Snuliśmy hipotezy, że pewnie jakoś tam inny udostępnił fejsbukowi swoją książkę adresową, a fejsbuk w tajnym porozumieniu z guglem wszystko połączył ima nas na widelcu (ostatnio się zastanawiam, czy kluczem nie jest numer telefonu, który udostępniłem fejsbukowi z zastrzeżeniem jego poufności, czort joho znajet').

Więc... gdzie moje wino... w zasadzie to chciałem napisać o tym, że parę dni temu przeczytałem na portalu plotkarsko-kulturalną wiadomość że ALICJA BACHLEDA-CURUŚ WYSTĘPUJE W SERIALU UBRANA TYLKO W PAS CNOTY i drwiłem sobie z tego na fejsie (choć nie podając nazwisk ni nazw). Dziś zerknąłem z głupia frant do blogowych statystyk i co widzę... wejście z linka ALICJA-BACHLEDA-CURUŚ-TOPLESS. Pszypadeg? NIE SĄDZĘ!

piątek, 26 grudnia 2014

Zerknąłem wieczorem do programu telewizyjnego (to był taki czas, kiedy inni już spali lub się zbierali, człowiek po całodobowym folgowaniu był głęboko rozleniwiony, a i prezentami zdążył się nacieszyć). Dostrzegłem w nim pozycję, która nic mi nie mówiła (zdarza się, choć staram się być zorientowany w tym co się kręci i pokazuje), zatytułowaną "Zamieć", angielski tytuł (wiecie co tłumacze polskich dystrybutorów potrafią z tytułami zrobić...) Whiteout również nie pomógł, ale obecność Kate Beckinsale... no magnesem była. Z opisu wynikało, że wciela się w rolę amerykańskiej szeryf (nie z Dzikiego Zachodu, tylko współczesnej) w bazie polarnej na Antarktydzie. Pomyślałem sobie zgryźliwie, że zapewne drugiej takiej w historii Antarktydy nie było, więc zaproponowany w temacie tytuł alternatywny nawet nie byłby przesadą ani przejawem zauroczenia.

Kate Beckinsale Zamieć Whiteout Szeryf Sheriff

Włączyłem, myśląc "a co mi tam". Zobaczyłem mroźne wprowadzające obrazki bazy antarktycznej z migającym tu i tam Tomem Skerrittem. Potem pojawiła się tajemnicza postać w kombinezonie, śledzona przez kamerę, gdy szła długim korytarzem, aż dotarła do pokoju. Zgadliście, to pani szeryf. Żeby lepiej wbić nam ją w pamięć, kamera została przy niej w dalszym ciągu, pokazując, jak w pokoju zdejmuje czapkę.. zdejmuje opaskę... zdejmuje kombinezon... zdejmuje sweter...

Kate Beckinsale Whiteout Zamieć Sheriff Szeryf 2

Skończyło się na tym, że poszła pod prysznic (dla purytan lub nazbyt napalonych spoiler: bieliznę zdejmowała stojąc tyłem do kamery, która ponadto w tym czasie przechodziła z planu amerykańskiego w - za przeproszeniem - zbliżenie, głowy, głowy; chętnym polecam na Youtube Whiteout - Taking a shower with the beautiful Kate Beckinsale (HD)). W każdym razie, widać że nie pomyliłem się z tym tytułem alternatywnym, scenarzysta, reżyser i producent myśleli dokładnie tak samo...

O samym filmie niewiele da się powiedzieć dobrego, że zacytuję pewnego internetowego recenzenta: "But Kate is enough reason to watch this shit." Jedyne, co było w miarę interesujące, to choreografia pościgów i walk w sytuacji, gdy wymogiem bezpieczeństwa (może nawet przeżycia, jakkolwiek by to pompatycznie nie zabrzmiało) jest poruszanie się przypiętym do lin łączących poszczególne budynki (oczywiście można się było też śmiać z chodzenia z odkrytą twarzą przy temperaturach rzędu -50 czy -65, ale może były w Fahrenheitach).

wtorek, 18 marca 2014

Królewna Śnieżka. Książę z bajki. Zła Królowa.
Córka Śnieżki i Księcia z bajki.
Rumpelstilzchen aka Rumpelsztyk vel Titelitury.
Wnuk Rumpelsztyka i Śnieżki, wychowywany przez Złą Królową.
Piotruś Pan (jako villain). Dzwoneczek. Kapitan Hak. 
Robin Hood. Syn Robin Hooda...

Kręci się Wam w głowie? A to tylko postacie z jednego odcinka tego serialu. Do tego demony, wróżki, krasnoludki, Mała Syrenka, Pinokio, Meduza, Excalibur, magiczna fasola... i co jeszcze Wam (lub scenarzystom) tylko przyjdzie do głowy z dziecinnych baśni i opowiastek, zarówno tych najdawniejszych jak i całkiem współczesnych. Wszystko to przemieszane starannie w opowieści rozgrywającej się jednocześnie w dwóch albo i trzech światach - w naszym prozaicznym, oraz w wielu sceneriach świata magicznego, bajkowego, zaczarowanego.

Pierwszy odcinek zaczynałem oglądać znęcony zarówno intrygującą wizją pomieszania światów, jak i występującą w głównej roli Jennifer Morrison, która właśnie znikała z House'a. Sam nie do końca jestem pewien, dlaczego szybko przerwałem - może nie potrafiłem się zgrać z porą nadawania, może przegapiłem jakiś odcinek i się zgubiłem, a może Jennifer nie była już tak olśniewająca i czar (nomen omen) prysł (zresztą jeszcze w House zmieniła wygląd i nie do końca potrafiłem się z tym pogodzić). Powróciłem gdzieś w trakcie drugiego sezonu i oglądałem już dość konsekwentnie, a trzeci sezon - wręcz wiernie (ach, jaką Lana Parilla była Złą Krrrrólową!)

Za kilka minut rozpoczyna się pierwszy odcinek drugiej części trzeciego sezonu. Przed przerwą Emma Wybawicielka (córka Śnieżki i Księcia, oczywiście Jennifer) straciła pamięć o wszystkim co się stało w ciągu dwóch i pół sezonu (i wcześniej), żyjąc długo i szczęśliwie - a tu masz ci los, powraca Kapitan Hak (przystojniacha, jeśli można mi wierzyć w tym względzie) i będzie się starał jej odświeżyć pamięć, bo tylko ona może uratować bajkowy świat... 

niedziela, 05 stycznia 2014

Nowy Rok zaczął się wiadomością, że w pewnym mieście na Dolnym Śląsku zaginęła nastolatka, która noc całą dobrze się bawiła, a rano znikła spod samego domu. Rozpoczęła się akcja poszukiwawcza, portale prześcigały się w informacjach o zaginionej, a całość była udekorowana prześlicznym - przyznajmy to bez udawanej powściągliwości - zdjęciem. 

Dwa dni później już mieliśmy informację, że nastolatka w nieco tajemniczych okolicznościach została odnaleziona cała i właściwie zdrowa (choć przyczyny jej nieobecności są na razie znacznie bardziej zagadkowe niż było jej miejsce pobytu przez ten dzień czy dwa). "Macierzysty" portal z tej okazji postanowił... ocenzurować zdjęcie towarzyszące tekstowi, zamazując twarz pikselami.

zaginiona dziewczyna ocenzurowana

Było to, przyznam, zaskakujące, i jedynym sensownym wytłumaczeniem jakie mi na razie przyszło do głowy, jest ochrona wizerunku zainteresowanej (być może na prośbę rodziny). Zostało to jednak przeprowadzone znakomicie niekonsekwentnie, ponieważ jednocześnie pod tym samym tekstem znajduje się zdjęcie plakatu rozwieszonego podczas poszukiwań, na którym zamazane zdjęcie widnieje w pełnej krasie (choć mniejsze i czarno-białe).
plakat o zaginionej

Przez jakiś czas ponadto można było łatwo znaleźć  tekst o zaginięciu, gdzie to samo zdjęcie figurowało bez cienia ingerencji (teraz mi się nie udaje, przypadek?), i w dalszym ciągu można znaleźć na portalu materiał wideo, dla którego to zdjęcie jest tłem przez ponad dwie minuty... No i nie wspomnę, że oczywiście na wielu innych stronach, zarówno w poważnym Polskim Radio, jak i w brukowatym Superekspresie, to zdjęcie występuje w obfitości. 

Samo zdjęcie mam zapisane na dysku, ale nie wrzucę, bo a nuż komuś sprawia przykrość (a poza tym... czyż wypada starszemu panu wrzucać zdjęcia obcych siedemnastolatek?)

piątek, 05 lipca 2013

Nauczycielka muzyki Waleria Ryszanek (44) jest zaszokowana: ten mężczyzna jest o głowę niższy ode mnie, a do tego gruby i łysy!

W ubiegłym miesiącu tematem dyskusji gazetowych był list pewnej pani, która w wieku trzydziestoplusletnim, będąc skarbnicą wielu zalet, straszliwie ubolewała, że nie potrafi znaleźć godnego jej partnera. Doczekała się w odpowiedzi wielu listów i komentarzy, przeważnie sugerujących, że nie docenia własnych ułomności, bądź wyolbrzymia ułomności swoich zalotników (jeśli to słowo w ogóle jest na miejscu, jeśli właściwszym określeniem nie byłoby: uczestników castingu). 

Potem dwanaście lat żyła bez mężczyzny, wprawdzie od czasu do czasu znajdował się jakiś zainteresowany, ale apodyktyczna Waleria szybko go do siebie zniechęcała

Kiedy czytałem te dyskusje, przychodziło mi do głowy wiele złośliwych komentarzy osadzonych w kulturze (w tym w popkulturze). Żaden jednak nie wydawał się bardziej odpowiedni, niż cudowne opowiadanie Vladimira Parala ze zbioru "Dekameron 2000 czyli miłość w Pradze", zatytułowane "Waleria i jej mały magister" (w przekładzie Emilii Witwickiej). Bohaterkę żeńską scharakteryzowały powyższe cytaty, bohatera męskiego... przedstawiły raczej niż scharakteryzowały, on sam szybko "zaczął rozumieć, jakiego rodzaju kobietę ma przed sobą". Dalszych opisów postaci i rozwoju akcji już cytować zasadniczo nie będę, kto ciekaw niech przeczyta sam, kto nie ciekaw... co ja mu poradzę, Parala zawsze czytać warto, nie znam lepszego poety codziennego, monotonnego życia, na dodatek z czeskim urokiem. W każdym razie złośliwie oczywiście zadedykuję pani, która zainicjowała tę dyskusję, ten passus:

Walunia nie posiadała się z radości, Sławek wszystko potrafi i właściwie wcale nie jest taki gruby i włosów zostało mu jeszcze sporo, zwłaszcza po bokach i z tyłu na ciemieniu, w końcu choćby taki Napoleon też był niedużego wzrostu, miał brzuszek i niewiele włosów.

Oczywiście, myślenie zaprezentowane w tym zbiorze jest przedćwierćwieczne, miłośnicy gender i feminiści może poczują się dotknięci, nie rusza mnie. I doprawdy, przecież nie zanudzałbym banalnym happy-endem.

niedziela, 31 marca 2013

Jak delikatnie sugerowałem w poprzedniej notce, w tym roku na Wielkanoc wpadło mi do głowy, żeby zrobić kaczkę. Rozejrzałem się więc po markecie, znalazłem specjalistyczną chłodnię z drobiem. Pod tabliczką "kaczki" leżały co prawda indyki, ale jakoś nie dałem się zrazić, przesunąłem się w kierunku indyków i bez zaskoczenia odnalazłem tam kaczki. 

W sobotę kaczka została natarta tym i owym, odstawiona, następnie wypchana znów tym i owym (amatorów ścisłych receptur odsyłam do szkół gastronomicznych oraz na blogi stricte kuchenne), władowana do piekarnika. Nowość sytuacji (bo chyba jednak nie zauroczenie) sprawiała, że zwracałem mniejszą uwagę na drobiazgi, licząc z niecierpliwością na efekt końcowy (może jeszcze czas odgrywał też jakąś rolę). 

Upiekła się. Dziś została rozporcjowana i napoczęta, i - skoro spokojny dzień nastał - jakoś tam mankamenta zaczęły wychodzić na jaw. Muszę nie bez urazy przyznać, że rzeczona kaczka jakaś taka była... niedogolona, jak również - mówiąc językiem bez mała prostackim - płaska jak decha (choć tłuszczu z niej wytopiłem zarazem tyle, że do prawdziwej wiosny mi smalcu starczy). Chyba jestem przyzwyczajony do młodych, gładkich i bardziej piersiastych kurek. 

Niemniej, kaczka zostanie moja, świętujcie przy swoich!

piątek, 15 marca 2013

Dostałem maila. Maila poetyckiego (choć bardziej jeszcze byłby poetycki, gdyby zadbać o wersyfikację). 

Hello I Dasha. My friend I looked your structure. It has very much liked me. I want To correspond with you letters. I wish to inform directly on myself: My name is Anna. I was born in the city of Samara, Russia. I here live since a birth. I was born in 1985. To me of 28 years. At me Brown eyes (beautiful.) I the blonde.

Ale też jednak nie chciałbym zbyt wiele wymagać od blondynki dwojga imion.

I have no children, but I very much I wish to have the girl and the boy. I think, that children in live-this most Happy. I love various cultures. I like to study history, it to me Very much it is pleasant. I work as the bookkeeper in firm. Mine Work very much is pleasant to me. At leisure I like to visit Library to go to cinema, to watch TV, go in sports Hall. Most my hobby is fitness. I very much like to go in for sports, I Much I run in the mornings.

Jak powiedziałaby matka Adriana Mole'a, to marzenie oznaczałoby odbycie co najmniej dwóch stosunków seksualnych (a potem może iść biegać). Wróć, mogą się trafić bliźnięta.

I The formed woman, has left school on 4 and 5. Has then acted in University. Has finished it too well. Then I have gone to work. I studied as the bookkeeper. It would be fine, If I and you could do Friendship or more than simply friendship. I search Serious attitudes, and I shall be happy To study you more close.

Boję się pomyśleć o tym, że księgowa będzie mnie studiować żeby zrobić ze mną coś więcej niż prosta przyjaźń. W końcu może się skończyć dwójką dzieci, c'nie?

Will be It is fine, if we can exchange some letters and photos. Write to me what your purposes and plans during the future? That you search in To the woman? Inform more on a place Where do you live. I shall look forward to hearing from You. 
I know English language well enough. I hope, that our dialogue will make sense.  

Dialogi bez sensu też bywają interesujące, choć raczej wtedy, gdy uczestnicy dialogu zdają sobie z tego sprawę i świetnie się tym bawią.

I think, that problems at us with dialogue will not be.

Yes, my Master, may the Force be with you.

Gdyby mi nie było szkoda sprawdzonego adresu mailowego, to bym potrollował spamera.

sobota, 23 lutego 2013

Pod naszą szerokością geograficzną trudno jakiekolwiek miejsce polubić w styczniu, poza ewentualnie jakimś kurortem narciarskim, do którego przyjeżdżamy i chłoniemy piękno gór. Kiedy jednak mamy odwiedzić jakieś miasto, to w styczniu możemy napotkać wszelkie przeszkody, które nas będą do niego zniechęcać: trzaskający mróz, sypiący się na głowę (i oblepiający buty) śnieg, mroźny wiatr - wszystko to razem i z osobna mówi "chowaj się w te pędy, nie patrz świata poza ciepłym kątem".

Kiedy pod koniec stycznia odwiedzałem Tarnów, ten przywitał mnie dziurami w asfalcie, padającym śniegiem z deszczem i temperaturą parę stopni powyżej zera, sprawiającą, że nagromadzony przez ostatnie tygodnie śnieg topił się na potęgę. Trudno w tej sytuacji o miłe wspomnienia, pocieszam się, że w odróżnieniu od innych udało mi się przynajmniej zaparkować na względnie suchym miejscu (i kelnerka w kawiarni ocieplała klimat).

tarnów parking styczeń 2013

Nie poprawiło też wizerunku miasta w moich oczach, że nie było dobrego oznakowania dojazdu do autostrady (wiem, że ledwo co im otwarli, ale jednak), przez co wlokłem się spory kawał wąską i zatłoczoną starą drogą krajową. Ale gdy jechałem przez centrum szukając drogi, odnotowałem w pamięci interesująco wyglądający kościół typu gotyckiego, o dwóch smukłych wieżach, może kiedy tam pojadę na wiosnę, to będzie jakoś przyjaźniej. 

wtorek, 16 października 2012

Zegar tyka, nowy Bond jeszcze w tym miesiącu. Z informacji wynika, że będzie w nim kilka uroczych ról kobiecych, o jeszcze bliżej nieznanym charakterze. Zabawmy się więc przez chwilę patrząc w przeszłość i ułóżmy listę duetów - najlepszych mieszanych duetów "dziewczyn Bonda" z klasycznych 22 filmów. Mieszanych, bo do pary potrzebować będziemy za każdym razem jednej dobrej i jednej złej, i nie ukrywajmy, muszą się stać dziewczynami Bonda w pełni. Od razu zaznaczmy, że istotnym kryterium może być ilość czasu spędzonego na ekranie. 

Pierwsze miejsce w tym rankingu zajmuje duet z "Operacji Piorun". Luciana Paluzzi jest niezapomnianą Złą, a scena z wanną to absolutny hit. Z kolei Claudine Auger z początku właściwie też jest po stronie złych, ale z biegiem czasu staje się Dobrą, co podkreślił kostiumolog. 

Fiona Volpe Luciana Paluzzi Thunderball 007 Bond Domino Derval Claudine Auger Thunderball 007 Bond

Drugie miejsce - niekoniecznie ze względów patriotycznych - zajmuje duet z "Goldeneye". Famke Janssen niemal hipnotyzuje (jeśli akurat nie zajmuje się innymi złymi rzeczami). Izabella Scorupco jest zaś nie tylko urocza, ale też silna, nie jest jedynie śliczną paprotką (choć może do porównania lilia byłaby właściwsza czy jaki kwiatek sobie kto wymyśli)

Famke Janssen Isabella Scorupco Goldeneye 007 Bond

O trzecie miejsce walka była dość zacięta. Rywalizowały ze sobą drużyny z "Zabójczego widoku" (Tanya Roberts i Grace Jones, choć ta druga - można powiedzieć - ostatecznie kończy jako dobra, a nie zła, ale bierzemy pod uwagę całokształt), "Świat to za mało" (Denise Richards i Sophie Marceau) i "Śmierć nadejdzie jutro" (Halle Berry i Rosamund Pike). Ostatecznie postanowiłem docenić ten ostatni duet, choć "zimna suka" Miranda Frost nie jest w moim typie, ale cóż, Christmas Jones jest zbyt.. jednostronna. 

Miranda Frost Rosamund Pike Die Another Day Jinx Halle Berry Die Another Day 007

Wybór mógłby być znacznie trudniejszy, gdyby warunek zasugerowany na wstępie spełniły Caroline Munro (w zabójczej parze z Barbarą "Co to, marynarzu, nigdy nie widzieliście majora pod prysznicem?" Bach) albo zwłaszcza Ivana Milicevic (z Evą Green... kolana drżą). Ciekawe, czy za dwa tygodnie będzie jeszcze trudniejszy.

Caroline Munro Naomi 007 Spy James Bond  Barbara Bach Anya Amasova 007 James Bond Ivana Milicevic Valenka 007 Casino Royale Bond Eva Green Vesper Lynd 007 Casino Royale

 
1 , 2 , 3