Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Mistrzostwa Świata

czwartek, 28 lutego 2013

Dwa lata temu z niewielkim okładem napisałem o Królu Adamie i Księciu Kamilu.

Dziś książę przestał być księciem. Został Królem. 

Muszę kiedyś wybrać się do Val di Fiemme, choćby latem:)

YES! YES!! YES!!!

(komentarze tylko pod równoległą notką na blogu sportowym)

18:54, bartoszcze , Sport
Link
środa, 13 czerwca 2012

W 1982 roku na mundialu w meczach 3 i 4, polska reprezentacja zdobyła 8 goli, tracąc jednego.

W 1986 roku na mundialu w meczach 3 i 4, polska reprezentacja zdobyła 0 goli, tracąc siedem. 

Który wariant w tym roku? Dwa remisy sugerują raczej 1982..

Oczywiście, to ciut fałszywa alternatywa. Jak w meczu nr 3 strzelimy 0, to meczu nr 4 po prostu nie będzie. 

Cóż, nie mam weny na wyrafinowane analizy, nie mam żadnych oryginalnych spostrzeżeń i nie chcę się dać ponosić emocjom. Chłonę.

piątek, 04 maja 2012

Finał rozgrywek ligowych jest.. ciekawy. Bez względu na to, kto komu kibicuje lub antykibicuje, sytuacja, w której przed ostatnią kolejką cztery drużyny mają szanse na tytuł, musi być uznana za ciekawą. Mniej ciekawy jest niestety fakt, że prowadząca trójka rozgrywa w ostatniej kolejce mecze z drużynami, które nie grają już o nic. 

Analizując w ostatnich miesiącach stopień niegodności Łukasza Piszczka jako uczestnika afery korupcyjnej, doszliśmy właściwie do przekonania, że najgorsze w sportowej korupcji jest to, że drużyna (lub zawodnik) nie stara się osiągnąć zasadniczego celu sportowego przyświecającego każdym pojedynczym zawodom, a mianowicie nie stara się wygrać. W przypadku Piszczka sytuacja była o tyle specyficzna, że wbrew pozorom nie skłaniał on (wraz z innymi) przeciwnika do porażki, ale wyłącznie do remisu, na dodatek remisu korzystnego dla obu stron. Z punktu widzenia rywalizacji na dystansie jednego meczu, było to więc imitowanie walki, podczas gdy z punktu widzenia całego sezonu, umówiony wynik był dla stron minimaksem, który strony mogły osiągnąć nie kłopocząc się wydawaniem pieniędzy i narażaniem się na ingerencję prokuratora. 

Przykładów podobnych sytuacji w historii futbolu było wiele. Airborell stworzył kiedyś nawet specjalną listę ustawionych meczów, na której czołowe miejsce zajmuje mecz, w którym prawie na pewno żadne pieniądze nie były ani proponowane, ani przekazywane. Osiem lat temu na mistrzostwa Europy, Szwecja grała z Danią, dla obu drużyn korzystnym rezultatem (dającym obu drużynom wyjście kosztem Włochów) był remis bramkowy, a najlepiej wysokobramkowy. Po 90 minutach uroczej dla oka gry, na tablicy wyników widniało 2-2 (to co że po golu wyrównującym w 89 minucie). W drużynie Szwecji cały mecz rozegrał wtedy Zlatan Ibrahimovic. Czy należy go przywitać gwizdami, jako niegodnego sprzedawczyka?

W meczach decydujących o mistrzostwie Polski AD2012 o obustronnie korzystnych rezultatach mowy być nie może, tylko jedna ze stron może coś zyskać lub stracić, druga co najwyżej premie meczowe i honor. Już wiadomo, że kibice Wisły Kraków - od której najwięcej będzie zależeć - chcą, aby ich drużyna swój mecz przegrała (w końcu w tym sezonie mamy już dziwne wyniki, ze sztandarową porażką Widzewa z Lechią, po której kibice się cieszyli, że ten wynik pomógł wyrzucić z ekstraklasy lokalnego wroga). Ciekawe, czy którykolwiek z nich potem nazwie Piszczka niegodnym. Oczywiście, Wisła może zwyczajnie nie dać rady, grając bez szczególnej motywacji przeciwko drużynie z wizją tytułu w oczach, tak samo jako reprezentacja Polski nie miała wiele do powiedzenia przeciwko Holendrom na zakończenie eliminacji do amerykańskiego mundialu - ale powinna zrobić wszystko żeby udowodnić, że potrafi zagrać fair do końca. Jest to winna.. piłkarzom Odense.

sobota, 31 marca 2012

Ten tydzień upływa w domowym telewizorze pod znakiem transmisji z łyżwiarskich mistrzostw świata (dlatego nie oglądam meczów pucharowych ani tenisowych, cóż, zasad dostępu należy przestrzegać), zwłaszcza odkąd odkryłem, że prawie wszystko można za darmo obejrzeć na Rai Sport Uno lub zwłaszcza Due (czy można gdzieś płatnie obejrzeć, nie mam pojęcia, do tego etapu poszukiwań nie dotarłem). 

Właśnie zerknąłem na wyniki połowy finału (nie mylić z półfinałem) rywalizacji mężczyzn i byłem urzeczony. Nie, nie poziomem rywalizacji czy efektownością upadków (to często równie widowiskowa konkurencja, jak porównywanie skoków udanych). Zauroczyło mnie, że w finale, nawet jeżeli w ostatniej szóstce, wśród 24 najlepszych zawodników świata, znaleźli się reprezentanci takich potęg łyżwiarskich, jak Uzbekistan, Filipiny i Monaco. Za to właśnie kocham wielkie imprezy. (Gdybyście chcieli zapytać, czy wśród potęg była Polska... akurat w tej konkurencji nasz zawodnik zakończył występ na miejscu 25).

A na pewno w pamięci zostanie Piratka Na Lodzie, czyli Aljona Leonowa: brawurowa, kipiąca radością (zwłaszcza po udanych skokach), pomysłowa i perfekcyjna. Finał rywalizacji pań wieczorem, nie wiem czy utrzyma prowadzenie, ale kupiła mnie tym występem (i nie ma w tym, o dziwo, seksistowskiego podtekstu, chyba że przez wymuszenie skojarzenia z Keirą Knightley). Cutthroat!

niedziela, 04 września 2011

Na koniec mistrzostw świata, polska męska sztafeta stumetrowców pobiegła w biegu eliminacyjnym w czasie zaledwie o cztery setne sekundy wolniejszym od rekordu Polski (wiekowym już, wkrótce może kandydować na prezydenta). Rezultat ten wystarczył do zajęcia w tym biegu drugiego, premiowanego awansem do finału miejsca, raptem o cztery setne sekundy przed Włochami (którym czas zresztą wystarczył na awans do finału z trzeciego miejsca). 

W finale, polska sztafeta zajęła czwarte miejsce, z czasem gorszym od trzeciej na mety sztafety zaledwie o jedną setną sekundy. Gdyby powtórzyli wynik z eliminacji, mieliby medal. Fuks nie fuks (Amerykanie i Brytyjczycy nie dobiegli), zawsze szkoda takiej szansy, która była tuż-tuż.

Jak wiele zależy od tak krótkiego czasu. Ale i tak wielkie gratulacje dla sprinterów, poprawili swój najlepszy tegoroczny wynik o pół sekundy.

I jeszcze mała uwaga na koniec - na wieść o tym, z kim przegraliśmy ten medal, większość narodu zapewne zaczęłaby się drapać w głowę zastanawiając się "ki czort"? Dwa lata temu wspominałem, jak lubię na czempionatach zawodników z państw z pozoru egzotycznych, i wymieniłem wtedy także nazwę St. Kitts&Nevis. Dziś zdobyli medal, i mieli o tyle łatwiej, że mieli w składzie medalistę na 100 metrów, Kima Collinsa. Gdyby przegrali, to mogliby się też zastanawiać: Jamajka, USA, W.Brytania, Trynidad, Bahamy, to by zrozumieli - ale jakaś egzotyczna Polska?

środa, 03 sierpnia 2011

Słyszę ostatnio w radio kampanię reklamową pewnej sieci paliwowej. Opiera się ona na polskich lekkoatletach (mistrzostwa świata coraz bliżej), którzy mają się pdoobno zachwycać.. oferowanymi przez stacje tej sieci hot-dogami czy kanapkami, siegając dzięki nim (!) po sukcesy.

Pamiętam z zamierzchłych czasów opowieści olimpijczyków, jak to na zgrupowaniach czy na zawodach, karmili się bułkami z jajecznicą. Pewnie i dziś tak można, ale czołowi lekkoatleci, jak cała czołówka sportowców profesjonalnych, jednak dba solidnie o swoją dietę, i nie jada - z szacunkiem dla stacyjnych przekąsek - byle czego. Ale laicy być może się dadzą nabrać.

sobota, 05 marca 2011

Nie udało się Adamowi Małyszowi zakończyć kariery drużynowym medalem mistrzostw świata. Jak nieraz przedtem, po jednoseryjnym konkursie skończyło się na piątym miejscu. Decyzja o rezygnacji została podjęta, bo wiatr kręcił straszliwie, a wyniki były szczerze mówiąc mocno przypadkowe. Do medalu zabrakło 17 punktów.

Nasze orły krytycznie się wypowiadają o przerwaniu konkursu, a celuje w tym Kamil Stoch, nazywając tę decyzję "barbarzyństwem, które odebrało nam szansę walki o medal". Czuję się zmuszony zwrócić jednak uwagę, że gdyby Kamil w swoim skoku skoczył na miarę tego, czego od niego oczekujemy (nawet jeżeli wiatr miał średni i zmienny, a w końcowej fazie dziurę w powietrzu), to medal byłby najzupełniej realny i po jednej serii. Jeżeli zawodnik aspirujący do medali oddaje skok, który w konkursie indywidualnym prawdopodobnie wyeliminowałby go z drugiej serii, to zastrzeżenia powinien mieć przede wszystkim do siebie - że nie skoncentrował się w pierwszym skoku tak dobrze, jak potrafi to zrobić w skoku drugim (co Kamil wielekroć już pokazywał, także na tych mistrzostwach). 113,5 metra, 100 punktów - to o 10 metrów i 18 punktów za mało (nie wspominając o prawdopodobnej różnicy w nocie za styl po locie o 10 metrów dalszym).

Swoją drogą, konkurs był na tyle nieprzewidywalny, że słowo szansa było na miejscu w swoim loteryjnym odcieniu. Kiedy pomyślę, że przy skoku Adama średnia prędkość wiatru wynosiła ponad 2,5 metra na sekundę (18 punktów odjętych!) , to tracę wiarę w jakąkolwiek przewidywalność następnych rezultatów; poza, niestety, dość przewidywalną średniością skoku Stefana Huli, który tym razem ewidentnie nie trafił z formą (aczkolwiek większe pretensje mam zdecydowanie do Kamila).

A chyba najbardziej mi żal Michaela Uhrmanna. To miał być zdaje się jego ostatni skok w karierze, miał w swoich nogach pożegnalny medal (i w tamtym momencie nawet wydawało się, że ma szansę, by był to medal złoty). Skoczył jeszcze słabiej niż Stoch i Hula, do medalu jakiegokolwiek zabrakło Niemcom 0,7 punktu. Cóż, może Pani Fortuna odebrała mu dzisiaj to, co dała 9 lat temu, kiedy w Salt Lake City w wyścigu o drużynowe mistrzostwo olimpijskie wyprzedzili Finów o 0,1 punktu...

niedziela, 27 lutego 2011

Ten stary idiom na skoczni jest niejednoznaczny, ponieważ wiatr w oczy, to wiatr pod narty, a ten pozwala lecieć (o ile dyrektor zawodów natychmiast nie obetnie rozbiegu) - czyli korzystny. Polscy skoczkowie en masse nie potrafią jednak szczególnie wiatru wykorzystywać (włącznie z Królem Adamem,  który od zawsze bazuje przede wszystkim na odbiciu, a nie na umiejętnościach lotniczych), przez co często lepiej im idzie przy wietrze słabym, żadnym lub zgoła niekorzystnym (w plecy). Pisałem o tym niemal równo rok temu po drużynowym konkursie w Vancouver, mogę się tylko pod tym podpisać dzisiaj. Przez cały konkurs wiało pod narty, nawet solidnie, co pozwoliło polatać rywalom. Efekt? Nawet upadek Freunda nie pomógł.

I nie ma co rozliczać indywidualnie. Jest faktem, że w porównaniu do zawodów drużynowych w Willingen, na których zdobyliśmy miejsce "medalowe", Hula stracił na formie, zaś Uhrmann zyskał, a i Norwegowie solidnie ją podciągnęli. No i tam wiało w plecy..

piątek, 25 lutego 2011

Przed igrzyskami w Vancouver dość głośna była sprawa procesu o włączenie do programu Igrzysk także skoków kobiecych. Pisałem wtedy, że skoki kobiece jako takie na razie nie spełniają warunków rozpowszechnienia, a w rywalizacji z mężczyznami panie nie mają praktycznie szans. Sąd kanadyjski nie zrobił rewolucji, ale federacja trochę dla świętego spokoju, a trochę dla popularyzacji skoków kobiecych postanowiła je włączyć do programu mistrzostw świata.

Zawody mistrzowskie rozegrano dzisiaj na normalnej skoczni, w gęstej mgle bezkonkurencyjna była Austriaczka Iraschko z wynikiem 231 pkt, czyli wg moich prywatnych standardów oddała dwa niezłe skoki.

Na tej samej skoczni parę godzin wcześniej odbyły się kwalifikacje do jutrzejszego konkursu męskiego. W liczbach bezwzględnych Iraschko ze swoimi skokami po 97 metrów uplasowałaby się w końcówce pierwszej dziesiątki (sporo pań mogłoby zresztą liczyć w tym układzie na awans do konkursu głównego), ale jest jedno ale. O ile panowie skakali z szóstej belki, o tyle dla Iraschko w pierwszej serii specjalnie obniżono rozbieg do belki.. dwudziestej (reszta pań skakała z 21, przewaga szybkości na progu rzędu 3 km/h). Uwzględniając gate factor, od wyniku Iraschko należałoby odjąć około 48 punktów, przez co mogłaby ona walczyć jedynie o miejsce przedostatnie, i to chyba głównie dlatego, że Diego Dellasega nie poradził sobie z silnym wiatrem pod narty. Do przedostatniego w stawce Rumuna Tudora (yes! yes! dlatego lubię mistrzostwa) traciła około 10 punktów.

Życzę paniom na skoczniach jak najlepiej, ale na razie to zupełnie inna liga jest.

czwartek, 24 lutego 2011

Wypadło mi dzisiaj popołudniową porą odebrać rzeczy z magla (tak, jeszcze istnieją i działają). Podjechałem pod kamienicę, wszedłem, stanąłem pod drzwiami. Zamknięte, ale na drzwiach jest przycisk z napisem "dzwonić", więc nacisnąłem. Po chwili na schodach rozległ się tupot (właścicielka ma mieszkanie piętro wyżej) i pojawiła się starsza pani, który usprawiedliwiającym tonem rzekła:

- A bo tam Justynka właśnie dobiegła na piątym miejscu..

No i sobie jeszcze miło pogawędziliśmy o biegach narciarskich (niestety nie byłem w stanie dopasować rozkładu dnia do rozkładu transmisji). Jak to w maglu:)

 
1 , 2