Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: pisać każdy może

sobota, 30 listopada 2013

Jedną z nieprzyjaznych cech Facebooka (tak, Tego Zła) jest trudność w wyszukiwaniu czegokolwiek, co zostało na nim zapisane kiedykolwiek i przez kogokolwiek (także przez siebie samego), zwłaszcza jeżeli ktoś udziela się tam aktywnie (jakiekolwiek wnioski są oczywiście nieuprawnione). A że w toku rozmaitych rozmów przy odpowiedniej inspiracji powstają czasem okolicznościowe wierszyki, o których się potem mniej lub bardziej mgliście pamięta (napisałem taki wierszyk.../napisałem wierszyk mniej więcej o tym.../napisałem chyba kiedyś wierszyk na taki temat...), to aż żal człowieka bierze na myśl, że ich nie zapisał w sposób bardziej przyjazny. Ostatnio tak się złożyło właśnie że takie niegdysiejsze wierszyki zostały wspomniane, a że okoliczności towarzyszące były mocno motywujące, to udało mi się przez te fejsowe czeluście przegrzebać i wygrzebać parę dzięki-temu-już-nie-całkiem zapomnianych limeryków

Zacznę więc od paru dedykowanych pewnej znajomej blogerce (oczywiście jakiekolwiek podobieństwo jest zupełnie przypadkowe, a nawet bardziej).

Pewna biolog ze Szczecinka
(Choć na imię nie ma Inka)
Domaga się kawy
Od porannej odprawy
By za krętka się wziąć i przecinka.

W powiatowej stacji S-E
Młody się pojawił treser;
Poskromić chciał rudą,
Lecz że łydkę miał chudą,
Smutny pchły począł szkolić w Varese.

W Szczecinku pewna Stępień
po fejsbukowym występie
dżin z tonikiem
sączy z królikiem
o młodszej myśląc klępie.

Znalazł się też limeryk poświęcony, hmm, szczelinowaniu gazów łupkowych.

Pewien głupek z okolic Chałupek 
amatorem bitumicznych był łupek.
Gdy wpuścił w szczelinę 
wodę (chociaż z płynem) 
to gaz mu wypłynął do stópek.

Początek powyższego należy do kogoś innego, a do kogo - to wie (być może) osoba, która zainspirowała limeryk poniższy:

Pewien kwiczoł z Piaseczna,
Postać nad wyraz serdeczna,
Nie wyszedł do gości
Ze swej strachliwości
Choć brać była bardzo waleczna.

Bohaterem ostatnich dziś zanotowanych utworów jest zaś pewien znany Szwedzki Zwierzak, znany z tego, że obżarł się w sadzie jabłek tak bardzo, że popadł w stan upojenia alkoholowego i... wlazł na jabłonkę (kto nie wierzy niech zapyta wujka G)

Gdzieś na pięknym Barbadosie
Łoś wychylił drinków osiem
I wejść na jabłonkę
Chciał - lecz z rannym słonkiem
Na zwykłym się ocknął kokosie.

Gdzieś na pięknym Barbadosie 
Łoś powiedział z ulgą w głosie
„Ze Szwecji uciekłem
Gdzie jabłonki wściekłe
Wciąż opowiadały mi o calvadosie".

Skąd u szwedzkiego łosia ten Barbados, nie pytajcie, w końcu ten łoś był pijany.

czwartek, 06 października 2011

Ten kawałek podobał mi się od zawsze. Zawsze zarażał mnie energią, choć nie do końca wiedziałem dlaczego. Ostatnio wpadłem na niego grzebiąc po YT, i puściłem go sobie w odsłuchu.

Przez pierwsze minuty nadal nie wiedziałem o co mi chodziło. Piosnka ładna, dźwięczna, rytmiczna, choć nic szczególnego na pierwszy rzut oka, ot rockowy kawałeczek (aczkolwiek czaiła się w nim jakaś ukryta energia). Dwie zwrotki, zwrot i przejście do przyjemnej gitarowej solówki, jak w klasycznym schemacie. Potem znowu od początku kawałek partii wokalnej prawie bez wspomagania...

O różnicy między geniuszem a banałem decydują niesamowicie proste drobiazgi. Po 2'45" piosenki ładnej, lecz prawie bez właściwości, nastąpiło do bólu proste uderzenie basem, które niczym zwolniona sprężyna uwolniło całą skrywaną dotąd energię z siłą kilku kiloton. Od tego momentu aż do końca głowa ruszała się w rytmie bez względu na to, czego chciał od niej rozum.

Nie należy nic mówić, po prostu poddać się temu. Uwaga na głowy.

piątek, 13 maja 2011

Słońce zaszło, noc była ciemna i cicha. O tyle cicha, że pochowały się dzienne odgłosy Miasta.

W tej cichości dobrze było słychać naturalne odgłosy wieczoru. W niejeden cichy wieczór słuchałem, jak czadu dają cykady, ale tu i teraz bardziej pasują żabie koncerty.* Bo przecież żadne żaby nie grają tak pięknie jak polskie.

A rano przyleci bocian.

PS. Następnym razem zajmę się kukułką.

[*że też człowiek własnych notek nie pamięta..]