Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: żółw

środa, 24 maja 2017

Lubię karmić swojego żółwia. Lubię patrzeć jak je. Lubię widzieć, że je. Kiedyś wystarczyło mu żarcie wrzucać w określonych porach, później stało się to bardziej skomplikowane. Przestał akceptować to czy tamto, potem ograniczył się do jedzenia tylko tego co świeżo wrzucone, jak nasiąknie wodą, to już właściwie niejadalne. (Nie pomógł też fakt, że wyrósł na tyle, że przestał się bezpiecznie mieścić w starym akwarium, do którego był wkładany na czas karmienia, i zaczął jadać w swoim dużym akwarium, gdzie lepiej, żeby resztki nie zostawały). Zaczął okresowo lubić to bardziej, a to wcale, potem na odwrót...

Z czasem postarzał się (według niepewnej rachuby, jaką prowadzimy, jest już pełnoletni). Owszem, kiedy ma wrażenie, że kawałek ryby zaraz mu z nieba spadnie, to wyciąga się jak młodziak z otwartą szeroko paszczą i chciałby tę rybę złapać w powietrzu, a najlepiej od razu w ręce. Wykonuje ku tej rybie skoki niczym Dennis Rodman za piłką... i właśnie. Czasem by może i trafił, ale często wykonuje wspaniały ruch przez powietrze, by złapać tylko powietrze. Zwaliłbym to na problemy z percepcją w ośrodku innym niż wodny czy wręcz z refrakcją na granicy wody i powietrza, ale obserwacja pozwala dostrzec podobne sytuacje także w samej wodzie - raczej to ruch "na wyczucie", powodowany niecierpliwością (i, podejrzewam, słabnącym nieco widzeniem czołowym). A ileż razy ta ryba spadnie mu koło pyska na dno i tam leży i czeka, stwarzając wyzwanie dla karmiącego "jak temu zwierzęciu podpowiedzieć, że wystarczy w dół popatrzeć"). Całkiem ślepy nie jest, kiedy w końcu dostrzeże, rzuca się całkiem efektownie (stanowczo zapomnijcie opowieści o powolnych żółwiach, one się po prostu nie spieszą bez potrzeby). Karmienie z ręki nie jest atrakcyjne, bo uścisk żółwiej paszczy - nawet bezzębnej - jest do nie do zapomnienia i stanowczo zniechęca do powtórek, a szybkość tej paszczy czyniłaby niemal gwarantowanym co najmniej jedno chapsnięcie w tygodniu. Zdarzało mi się już używać patyczka do szaszłyka, żeby zwierzęciu bezpiecznie pod sam nos podtykać...

Marudzę? Może, ale z sympatii. W każdym razie, z okazji Międzynarodowego Dnia Żółwia idę coś temu wybrednemu niczym francuski piesek stworzeniu podrzucić...

00:07, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (7) »
czwartek, 26 kwietnia 2012

Dziś piękny, słoneczny dzień, z letnimi nieomal temperaturami. Wypuściliśmy żółwia, bo aż szkoda, żeby z takiego słońca nie skorzystała. Ona też tak uważała, bo jak tylko otwarliśmy drzwi do ogródka, to mimo że właśnie wygrzewała się sennie pod lampą, to natychmiast zaczęła się tłuc, że ma swoje potrzeby. Wypuszczona zrobiła sobie wycieczkę w 80 minut dookoła ogródka, po której poświęciła się wygrzewaniu się na progu. A potem postanowiła wejść do domu tylko po to, żeby pracowicie wyszukać plamę słońca wpadającą przez otwarte drzwi i spędzić w niej kolejne pół godziny. 

Wiosna, panie sierżancie! Kantyna zaordynowała frappe.

17:04, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
piątek, 23 marca 2012

Kupiłem pewne urządzenie. Rozpakowałem, uruchomiłem we właściwym miejscu, zabrałem się do sprzątania. Wyjąłem wszystkie zignorowane kwitki z opakowania, włącznie z instrukcją obsługi i gwarancją. I pewną małą karteczką. 

Karteczka  zatytułowana była "ERRATA do gwarancji". Nie zawierała jednak sprostowania błędów drukarskich (jak ktoś mógłby naiwnie pomyśleć), tylko dodatkowe postanowienia (które raczej nie wypadły w druku w pięciu wersjach językowych). Urzekło mnie w niej zdanie następujące:
"sprzęt nie jest przeznaczony do użytkowania przez osoby o ograniczonej zdolności fizycznej, czuciowej lub psychicznej"
Cały czas się zastanawiam, kogo autor erraty miał na myśli (z wyjątkiem dzieci, wymienionych wprost) i dlaczego. Z prawnego punktu widzenia, zastrzeżenie było właściwie bezprzedmiotowe.

Kupionym urządzeniem był filtr do akwarium. Dla żółwia. Przy czym gwarancja nie obejmowała odpowiedzialności za organizmy żywe (biedne bakterie i glony, które filtr wciągnie).

13:26, bartoszcze , Prawo
Link Komentarze (3) »
środa, 24 sierpnia 2011

Junior wrzeszczy do Ojca bardzo zadowolonym tonem:
- Ojciec, ubiłem muchę!

Nowość to o tyle, że do tej pory wrzeszczał raczej coś w stylu "proszę ubić muchę", więc ta pewnie była jego pierwsza. Nie wiem, czy z takiej okazji się świętuje, w każdym razie pominęliśmy.

Z wyjątkiem oczywiście Żółwia, który muchę zjadł z apetytem.

niedziela, 24 kwietnia 2011

Pies zjadł żółtko. Żołw zjadł białko. Skorupki zostały dla Matki Ziemi. Nie ma to jako ekologiczne Święta w atmosferze harmonii.

12:57, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
piątek, 22 kwietnia 2011

Nową tradycją świąteczną naszego domu staje się, że nasz domowy żółw na Wielkanoc znosi jaja. Dzisiaj rano w akwarium zastałem trzy. Popatrzyłem na nie, westchnąłem i mi zagrało w duszy:

Wiosną lody ruszyły, Panowie Przysięgli.
Zakwitają pustynie, śnieg się w słońcu zwęglił,
Bóg umiera na krzyżu, ale zmartwychwstaje,
Kurczak z pluszu wysiedział Wielkanocne Jaje,
Baran z cukru nie martwi się losu koleją,
Świtem ptaki w niebieskim zapachu szaleją...

Całość utworu może niekoniecznie pasuje do optymistycznego ostatnio obrazu wszechobecnej wiosny, bardziej nawet lato przypominającej, a bardziej do naszego powszedniego lęku o codzienność. Ale może Wielkanoc trochę nam tego lęku odejmie?

Wesołych Świąt, po raz pierwszy.

środa, 16 marca 2011

Tak się miło porobiło. Śniegu od dawna właściwie ani widu, a od kilku dni tak cieplutko, że nawet grube tafle lodu na stawach się porozpuszczały. Trawa jeszcze się nie zieleni (spłowiała straszliwie przez ten bezśnieżny a mroźny miesiąc czy więcej), ale pierwsze motyle już kolorem cieszą (nawet jeśli tylko cytrynki). Od dwóch dni już nawet bez płaszcza do roboty jeżdżę.

A co zwierzęta* robią to aż szkoda gadać. Koty latają jak w marcu (zły przykład), psy dostają szajby na każdym rogu, wiewiórki niespecjalnie chcą przychodzić po orzechy, ptactwo zaczyna kląskać. No i dowód rozstrzygający: żółw nie dość że patrzy tęsknie na dwór, to jeszcze zaczyna jaja znosić.

jaja żółwia czerwonouchego

Chociaż wredni meteorolodzy mówią, że od czwartku ma się pogoda spieprzyć i wrócimy do przedwiośnia.

*tak, wiem, motylek też stworzenie boże, ale jakoś tak się słowo zwierzę bardziej z kręgowcem kojarzy a i to nie z każdym

00:37, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 września 2010

Junior zagląda żółwiowi do akwarium i radośnie stwierdza:

- O, jaki syf!

Żółw istotnie nabrudził. Rodzice zaś rywalizowali w głębokości i ciężkości westchnięcia "że też ze wszystkich słów świata akurat to musiał zapamiętać"..

Tagi: żółw
18:55, bartoszcze , Junior
Link Dodaj komentarz »
sobota, 03 kwietnia 2010

Święta Wielkanocne jajami stoją. Tradycyjnie (bo tradycyjnie najprościej kupić) używamy jaj kurzych jako symbolu nowego życia (ciekawe jaki procent świętujących ma świadomość tej symboliki..), ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby jaja były przepiórcze czy strusie, jak ktoś lubi. Dzieci i tak pewnie najchętniej sięgną po czekoladowe:)  chyba że akurat wzorem amerykańskich dzieci będa się bawić w szukanie wielkanocnych jaj w ogrodzie (wtedy są zwykłe).

Jajcarska świąteczna atmosfera udziela się wszystkim. Mój żółw dzisiaj rano zniósł dwa, pewnie żeby nam nie brakło:) Nie pierwszy to raz, kiedy nas tak obdarza, bywało w większych ilościach, ale podziwiam to wyczucie chwili.

Wesołych Świąt, już bez dalszych kalamburów.

środa, 31 marca 2010

W mądrych książkach o zwyczajach zwierząt piszą, że żółw czerwonolicy porę zimową zasadniczo spędza na zimowaniu - włazi w chłodny kąt i hibernuje się. Kiepski ze mnie hodowca, bo ani razu żółwiowi nie stworzyłemk u temu warunków - ale też na dwór ani do piwnicy bym nie wypędził, a nie mam dostępnego pomieszczenia, w któym by było zarazem i w odpowiednio chłodno, i jasno (ten drugi warunek eliminuje garaż). Żyje więc sobie żółw niezimująco, przez lata w ogóle mu to nie przeszkadzało. Tego roku zachowywał się jednak trochę inaczej, bo o ile zwykle spędzał sporo czasu na podłodze i zaszywał się w kątach (najlepiej ciepłych) na cały dzień czy całą noc, o tyle tym razem wypuszczony w te pędy wracał do akwarium. (Ktoś mógłby pomyśleć, że to zimowanie, ale to się zaczęło już w lecie:)).

Aż tu nagle parę dni temu żółw zaczyna się silniej jak zwykle trzaskać w akwarium. Jako że nie wiadomo było, o co mu chodzi, to dla świętego spokoju się go na chwilę wypuściło. Zrobił wielką rundę i zaczął się wspinać sugestywnie do drzwi do ogródka. Zdębieliśmy, bo na dworze było jednak tylko plus paręnaście, ale "klient nasz pan", mówimy, najwyżej poczuje temperaturę w drzwiach i zaraz wróci. A żółw jako ten mors myk! i robi rundę po ogródku. Nawet dowody zgromadziliśmy:)

żółw czerwonolicy odwiedza krokusy

Bardzo efektownie wyglądał przy krokusach:) Wiosna na całego!