Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: wybory

środa, 09 listopada 2016

...na cztery samogłoski, czternaście spółgłosek i cztery znaki interpunkcyjne, pisany o poranku w samochodzie

Mgła.
Mróz.
Szron.
Trump.

Taki mamy klimat. Spokojnie, to tylko listopad.

wtorek, 15 września 2015

Czas wyborczy nastaje, dziś ostatni dzień zanoszenia do okręgowych komisji wyborczych list z podpisami, wkrótce będzie wiadomo kto skąd i dokąd kandyduje. Zerkałem z ciekawości na to jak tu i ówdzie pojawiają się zarejestrowane listy (po części by zobaczyć jak komu idzie, po części po podejrzeć kto gdzie został wystawiony), a przy okazji dokonałem paru mało istotnych obserwacji.

Więc na początek powiem, że zgłosiły się do wyborów 124 komitety. Nie znaczy to że tyle wystartuje, tylko tyle się zgłosiło, zabawnie wyglądają obok siebie dwa komitety KORWIN (to znaczy jeden jest przez małe "i", a ten drugi przez duże "I" i temu z dużym odmówiono rejestracji, ale liczy się jako zgłoszenie), Ryszard Nowoczesny Petru zgłaszał się dwa razy (raz się wycofał), teraz zobaczymy kto "przejdzie dalej". I tak w sumie to najzabawniejsze w tym wszystkim są nazwy właśnie. 

Mnie na przykład bawi Komitet Wyborczy Wyborców Społecznej Demokracji. Czyli Ludzi Którzy Chcą Wybrać Do Sejmu I Senatu Społeczną Demokrację. Ciekawe personalia, wydaje mi się. Fascynujący jest Komitet Wyborczy Piast - Jedność Myśli Europejskich Narodów (chyba nie ma to związku z poczciwym PSL Piast...) Frapuje Komitet Wyborczy Wyborców Spanski Naszym Senatorem, sądząc po adresie z Włocławka ("wlokę ten ból przez Włocławek...") Oczywiście nieładnie jest się śmiać z nazwiska, ale Komitet Wyborczy Wyborców Kandydata na Senatora Jana Bobek ma swoją poezję (niedeklinującą się), kudy do niego Senatorowi Pupie (bo on akurat nie startował z Komitetu Własnego Nazwiska). No i, oczywiście, Komitet Wyborczy Wyborców Spoza Sitwy - tylko czy spoza sitwy są głosujący, czy kandydat?

Wolę się pośmiać teraz, nie mam pewności czy za półtora miesiąca będzie mi do śmiechu. 

Tagi: bzdury wybory
22:49, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
sobota, 12 września 2015

Dziś konwencja Platformy, miały się ukazać szczegóły rewolucyjnego pomysłu o którym była mowa wczoraj - no i opad szczęki trwa. Według werbalizacji nie tylko bowiem ma nastąpić zniesienie składki ZUS i NFZ, ale także jednocześnie obniżenie stawki PIT do 10% (tak, w ten sposób wynagrodzenia wzrosną...) Pytanie skąd zatem państwo ma brać pieniądze na sfinansowanie wydatków, nasuwa się w sposób jeszcze bardziej oczywisty. 

Szczegółów w zasadzie brak, ale zastanawia informacja znaleziona u kogoś dobrze poinformowanego - czyli think tanku Platformy, zwanego Instytutem Obywatelskim. Niejaki Gmurczyk "analizuje" tam tę propozycję i serdecznie polecam pewien fragment:

W przypadku osób lepiej zarabiających korzyści byłyby mniejsze, ale również odczuwalne. Program przewiduje, że maksymalny wymiar zsumowanego opodatkowania i oskładkowania pracy zmalałby z dzisiejszego poziomu 43,5 proc. do 39,5 proc.

Tak, proszę przetrzeć oczy. Składki mają zniknąć, podatek ma spaść do 10%, co w sumie ma osiągnąć 39,5% dla lepiej zarabiających (poproszę od podpowiedź jakie liczby urojone mam wstawić w równaniu 10+i=39,5). Ponadto dzisiejsze opodatkowanie to 18-19%, więc samo obniżenie stawki podatku powinno dawać większe efekty (nie wspominając o 1,25% wynikających z likwidacji składki zdrowotnej). 

Zaczynam podejrzewać, że "likwidacja składek" sprowadza się do tego:
Ministerstwo Finansów samodzielnie przekazywałoby – w odpowiedniej części – fundusze na ubezpieczenia społecznego pracownika: począwszy od ubezpieczenia emerytalnego, po ubezpieczenie zdrowotne. Tym samym skończyłby się obowiązek oddzielnego odprowadzenia składek do ZUS i NFZ równolegle do podatku dochodowego. 

Czyli tak naprawdę zmieniłoby się tylko to, że do urzędu skarbowego wysyłany byłby jeden przelew, w wysokości mniej więcej takiej samej jak do tej pory. To akurat pomysł niegłupi, ale jego rewolucyjność wynosi mniej więcej zero.

Aha: jestem ciekaw co o tych genialnych pomysłach myślą samorządy, które w dużej części utrzymują się z udziału w PIT. Bo to samorządy płacą za utrzymanie dróg, komunikację publiczną, szkoły, przedszkola, żłobki i tysiące innych rzeczy...

PS [z ostatniej chwili] Pan minister wyjaśnił, że PIT ma wynosić od 10 do 39,5% (z tego będą pokrywane ubezpieczenia społeczne i służba zdrowia). Ale sprzedaje się to hasłem "PIT 10%"

16:25, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
piątek, 11 września 2015

W zasadzie staram się tu unikać polityki, ale dziś wieczór zaintrygował mnie znajomy na fejsie dziwnie brzmiącym pytaniem o ZUS. Zaintrygował na tyle, że aż poszedłem sprawdzać o co chodzi, a kiedy znalazłem, rozdziawiłem szeroko paszczę ze zdumienia połączonego z rozbawieniem.

Przeczytałem oto bowiem, że Tajną Wyborczą Bronią Platformy ma być... zniesienie składek na NFZ i ZUS. Wynikiem takiego manewru (oprócz splendoru pogromców Znienawidzonych Instytucji) ma być rzekomo "znaczący wzrost wynagrodzeń Polaków którzy dziś te składki odprowadzają". I ja tak sobie patrzę na to i patrzę i oczom nie wierzę, gdyż się to - scusi - dupy nie kupy nie trzyma  (nawet dupy w wielkopomnym cytacie z ministra Sienkiewicza), i poważnie się zastanawiam, czy to pani dziennikarz przekręciła panią premier, czy to pani premier przekręciła autorów planu, czy wszyscy mają generalnie znikome pojęcie o czym mówią.

Zacznijmy więc od NFZ-u, bo to jest śmieszne w sposób oczywisty (jeśli chodzi o wzrost wynagrodzenia obywatela). Otóż składki na NFZ ("składki ZUS 52") są prawie w całości odliczane od podatku dochodowego. Prosta i logiczna jest zatem konkluzja, że likwidacja składek NFZ dla podatnika będzie mniej więcej obojętna, gdyż to co płacił na ubezpieczenie zdrowotne, zapłaci teraz w formie zaliczki na podatek dochodowy. Różnica wyniesie zatem dla podatnika 1,25% wynagrodzenia, bo taka jest wysokość składki niepodlegającej odliczeniu od podatku.

Jeśli chodzi zaś o ZUS - tutaj być może młodzież się nie orientuje, a starzy zapomnieli, ale kiedy zostały wprowadzone obecnie obowiązujące zasady, to pierwszym krokiem było tzw. ubruttowienie wynagrodzeń, czyli formalne powiększenie ich o kwotę odpowiadającą wysokości składek ZUS (bez NFZ, żeby była jasność). Skoro składki mają zniknąć, to logicznym krokiem byłoby odpowiednie obniżenie ("unettowienie"?) wynagrodzeń do poziomu jaki otrzymujemy po potrąceniu składek z wynagrodzenia. Gdzież więc ta podwyżka? A na dodatek jeszcze jeden kwiatek (rym niezamierzony) - Pani Premier zapowiedziała, że te składki będą pokrywane przez państwo. Proszę zgadywać, skąd państwo weźmie na to pieniądze, i dlaczego będą to pieniądze z dodatkowego opodatkowania wynagrodzeń, które przecież w jakiś magiczny sposób mają wzrosnąć...

Cóż, teraz będę z pewną niecierpliwością oczekiwał wyjaśnienia, ile w tym newsie przekłamania, a ile desperacji, która potrafi pchnąć do tak idiotycznych kroków jak referendum. Na moją decyzję wyborczą nie wpłynie - partia Razem zebrała już wymaganą liczbę podpisów pod listami wyborczymi (tak na marginesie, Razem też postuluje zniesienie składki na NFZ i finansowanie służby zdrowia z budżetu, ale nie opowiada bzdur, że od tego wzrosną wynagrodzenia) i 25 października postawię krzyżyk przy nazwisku któregoś z ich kandydatów. W kratce.  

Aha, znajomy zapytał z niedowierzaniem, czy ten news o ZUSie to ASZDziennik. Ale ostatnio politycy wymyślają rzeczy, których żaden satyryk by nie wymyślił.

21:01, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
środa, 08 lipca 2015

Idą wybory, te w sumie najważniejsze, bo od nich zależy kto będzie sprawował realną władzę i ustanawiał prawo. Kampania wyborcza jeszcze przed nami, ale już trwa festiwal propozycji na skuszenie wyborców świńskim jelitem wypchanym mięsem mechanicznie oddzielonym, w tym z etykietką "podatki", dziś trochę mną zatrzęsło kiedy przeczytałem o pomysłach "bez podatku poniżej trzydziestki" czy "obniżmy podatki tym którzy nie będą kantować pracowników", szczegóły w rządowych materiałach, postanowiłem więc pozbierać trochę pomysłów które plączą mi się po głowie. 

Moja niechęć do głosowania na Partię Obecnierządzącą jest znana i absolutnie nie maleje, wszystkich powodów nie będę tu wymieniał. Ich rywale znani z ław sejmowych nie są lepsi, mam oczywiście swoje awaryjne mniejsze zło, ale też w ostatnich latach moje jak zawsze niezależne poglądy zradykalizowały się nieco (zachowując umiar i tradycyjną dozę konserwatyzmu). Dlatego też z dużym zainteresowaniem i sympatią obserwuję inicjatywę znaną jako Partia Razem, oczywiście nie w każdej sprawie jestem z nimi zgodny, ale jeżeli chodzi o ogólne kierunki polityki podatkowej - jak najbardziej. 

Cóż więc można byłoby zrobić? Pomysły jakie mi chodzą po głowie to:
- wprowadzenie sankcji dla nieuczciwych pracodawców, tj. tych którzy udają że zawierają z pracownikami umowy inne niż umowy o pracę, polegające na pozbawieniu ich prawa do zaliczenia do kosztów uzyskania przychodu wynagrodzeń wypłaconych osobom, z którymi należało zgodnie z art. 22 kodeksu pracy zawrzeć umowy o pracę; nie wyłącza to oczywiście wszystkich pozostałych obowiązków względem tych pracowników (to sprawa inspekcji pracy i sądów pracy), ale tego rodzaju bodziec podatkowy zmniejsza atrakcyjność sięgania po śmieciówki;
- wprowadzenie zakazu zaliczania do kosztów uzyskania przychodu świadczeń dla zarządów (i rad nadzorczych, bo czemu nie), zarówno wynagrodzeń (choć tu dopuszczam wyjątki na zasadzie o której będzie w następnym punkcie), jak i wszelkich innych świadczeń - samochodów, telefonów, sprzętu, przelotów, hoteli, reprezentacji... Jak spółka chce dowartościowywać swoich prezesów, to proszę bardzo, ale bez udziału podatników, niech akcjonariusze płaczą;
-  wprowadzenie motywacji do spłaszczania wynagrodzeń poprzez ograniczenie górnej kwoty wynagrodzenia, jaką można zaliczyć do kosztów uzyskania przychodu - np. jako ośmiokrotność najniższego wynagrodzenia wypłacanego w firmie,
- wprowadzenie ograniczenia zaliczania do kosztów uzyskania przychodu wydatków związanych z korzystaniem z samochodów - tu jednak wciąż się zastanawiam jak to mądrze ująć, żeby się nie okazało, że nie będzie można uznać za koszt wydatków na dowiezienie materiałów na plac budowy własną ciężarówką; kierunek nakreślony w tej nowelizacji uważam jednak niezmiennie za właściwy,
- koniecznie wprowadzenie sumowania wszystkich dochodów do opodatkowania - oczywiście problemem może być sytuacja w której ktoś akurat duże pieniądze zgarnie ze sprzedaży majątku, ale temu można częściowo zapobiegać przez wprowadzenie rachunków podatkowych, na których zostałyby zdeponowane takie znaczące wpływy, i do opodatkowania w danym roku przyjmowano by tylko kwoty faktycznie z takich rachunków wypłacane (podobne rozwiązania stosuje się w Stanach przy wygranych w totka, a przynajmniej w niektórych stanach)
- na zakończenie drobiazg z nieco innej beczki - utrzymywanie odliczenia na cele kultu religijnego wydaje mi się zbędne, nawet jeżeli ostatnio sam na nim skorzystałem, nie wiem tylko jak to wygląda w przypadku mniej licznych wyznań, ale wydaje mi się, że w statystykach Ministerstwa Finansów nie widziałem zbyt dużych kwot odliczanych z tego tytułu.  

Skupiłem się na podatku dochodowym, bo VAT jest przede wszystkim przedmiotem regulacji unijnych. Dorzucę jeszcze własną kontrę do rządowego pomysłu zwalniania z podatku wszystkich nasto- i dwudziestopluslatków - zamiast zwalniać im wszystkie dochody jak leci, wprowadziłbym zwrot podatku od wynagrodzenia z umowy o pracę za pierwsze dwa lata zatrudnienia (z limitem kwotowym, żeby nie zachęcać milionerów do prania dochodu przez bliższych i dalszych krewnych). 

To teraz zostało tylko wygrać wybory...

20:17, bartoszcze , Prawo
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 26 maja 2015

Napisałem wczoraj rano skoro świt (bo i tak byłem na nogach) notkę - taką trochę na odreagowanie atmosfery (po)wyborczej, spod dużego palca (to ta poprzednia). Po jakimś czasie zupełnie z głupia frant zerknąłem sobie do statystyk blogowych i aż zamrugałem widząc kilkadziesiąt wejść z głównej strony portalu (nie Bloxa, tylko gazeta.pl). Nasuwało się tylko jedno racjonalne wytłumaczenie - wszedłem szybko na główną stronę portalu i faktycznie, w sekcji "Forum i Blox" wesoły administrator portalu zalinkował tę notkę, dodając do niej zdjęcie prezydenta-elekta* i przeznaczone dla najwyraźniej wstrząśniętych użytkowników słowo "Spokojnie!". 

Aż walnąłem sobie selfie klawiszem Prt Sc:

selfie blogaska na jedynce portalu

To znaczy nie tylko sobie, co Zapiskom. Za brzydkiego (scusi) pana po lewej nie odpowiadam.

*recyklując stary dowcip - nie powinno się mówić prezydent-elekt, tylko prezydent-praw, skoro drugi człon to skrót zawodu

poniedziałek, 25 maja 2015

Już wieczorne przecieki w stylu "budyń droższy niż bigos" zapowiadały, że lokator pałacu prezydenckiego jednak się zmieni. Rano, jak widzę, zapowiedzi potwierdziły się, nastroje wokół wahają się od minorowych do katastrofalnych (zwolennicy nouvelle* regime najwyraźniej jeszcze śpią). A przecież wystarczy odrobina namysłu, żeby stwierdzić, że sam prezydent w naszym ustroju może niewiele, tu mianuje, tam wniesie projekt. W zasadzie jedynym istotnym uprawnieniem (nie licząc niuansów) jest możliwość odmowy podpisania jakiejś ustawy (note to self: czy prezydent może odmówić podpisania ustawy realizującej ważne referendum?), powszechnie znana jako prawo weta.

Cóż więc oznacza nowy stan? Po objęciu urzędu (jeszcze za chwilę) nowy prezydent będzie mógł wetować, także to co uda się jeszcze uchwalić w bieżącym parlamencie. Rozsądnie można oczekiwać, że zawetuje te projekty, które mu są ideologicznie wrogie (konwencja antyprzemocowa już na szczęście podpisana), prace nad in vitro można śmiało zawiesić (bo jest masa innej roboty). Bardzo mnie będzie ciekawiło teraz podejście przedstawicieli różnych opcji, którzy uznali że lepsza zmiana "na gorsze" (z punktu widzenia możliwości realizacji ich oczekiwań), niż kontynuacja, jeżeli kiedyś zmieni się "na lepsze", to być może inni uśmiechną się im w oczy i zacytują ich "to może zaczekać" (chciałem nawet napisać notkę pod tytułem "sam tego chciałeś, Grzegorzu Dyndało", ale... już taką mam).

Dla porządku wyjaśniam, że moja aktywność o tej porze nie jest wynikiem pakowania się na emigrację. Po prostu Junior wyjeżdża na wycieczkę.

Tagi: wybory
06:33, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (17) »
piątek, 01 maja 2015

Nie wiem, czy wiecie, ale mamy wybory jakoś tak za niedługo. Być może nie zauważyliście (szczęśliwcy!). W każdym razie będą, mamy względnie proste zadanie, wybrać Tę Jedną Najważniejszą Osobę (W Państwie), już chciałem napisać że Tego Najważniejszego, ale w tym roku to nie uchodzi.

Wybór mamy... w dolnej strefie stanów średnich, powiedzmy. Mamy zasadniczo dwóch kandydatów, kandydata Zielonych i kandydata Niebieskich, powiedzieć o nich, że nie są interesujący, to uprzejmy eufemizm. Ich, ekhm, kontrkandydaci, nie zachęcają nawet dla hecy, dla kogo interesujący jest dwoje kandydatów zjednoczonej lewicy (a mogło być czworo...) specjalizujących się w pomaganiu przedsiębiorcom, jakieś buraki ultraprawicowe i kandydat ludowców mało znany poza własną oborą, przepraszam jeśli kogoś pominąłem. Spośród czołowej dwójki.. kandydat Niebieskich ma tylko jedną właściwie przewagę nad kandydatem Zielonych: zdecydowanie nie chciałbym po jesiennych wyborach obudzić się w kraju, w którym Zieloni kontrolują i parlament, i pałac prezydencki (pozostałe konfiguracje przyjmuję z dobrodziejstwem inwentarza), a szanse Zielonych na jesieni widzę większe niż teraz.

Problem polega jednak na tym, że czuję w sobie obowiązek, zwłaszcza że dziecku własnemu się wbija do głowy że taki obowiązek odpowiedzialnego człowieka istnieje. Pójść więc pójdę (poza tym i tak nie wybieram się na żadną majówkę, jak jest wyścig o Grand Prix Hiszpanii), tylko komu dać kreskę? Rozważam to w następujących wariantach:
- gdyby kandydat Zielonych miał szansę wygrać w pierwszej turze, to trzeba będzie (z niechęcią) zagłosować na kandydata Niebieskich, żeby zachować szanse na drugą turę; aczkolwiek na razie sondaże takiego zagrożenia nie przewidują,
- gdyby kandydat Niebieskich miał szansę wygrać w pierwszej turze, to miałoby sens zagłosować na niego od razu, żeby oszczędzić sobie dalszego ciągu tej szopki, obywatelom nerwów, a budżetowi pieniędzy na organizowanie drugiej tury; wydaje się jednak, że wielkiego prawdopodobieństwa takiego wyniku też nie ma,
- skoro zatem i tak będzie druga tura... to kogo tu wybrać? Chyba wybiorę wszystkich, albo prawie. Tak, wtedy głos będzie nieważny.

I nie zapomnę zagłosować na sarnę z krzesłem na głowie.

sarna z krzesłem na głowie Twoim kandydatem! 

Tagi: wybory
18:11, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (13) »
niedziela, 29 marca 2015

Staram się unikać wyborów jak tylko mogę, ale to trudna sprawa, kiedy z każdego kąta na człowieka wyskakują kandydaci, ich sztabowcy, bonmoty i wpadki. Jak już na mnie wyskoczą, to staram się ignorować dla spokoju ducha i ochrony połączeń nerwowych, ale czasem też się nie da, kiedy człowiek parsknie śmiechem.

Z jakiegoś bliżej mi nieznanego powodu tak zwani najważniejsi kandydaci mają jakieś swoje autobusy o wdzięcznych nazwach (na własne oczy tych busów nie widziałem, tylko jakieś zdjęcia za które ręczyć nie będę). Nawiązała do tego kontrkandydatka, pani dr Ogórek, stwierdzając że inni kandydaci "mają 16 autokarów", zaś ona może dojechać PKS-em... I tak mnie śmieszność tej wypowiedzi dręczy, że aż przelałem ją w tak zwanego mema:

ogórek PKS wybory

(jeśli ktoś nie rozumie co mnie w tym śmieszy, widocznie nie pamięta już tych autobusów i jak się je potocznie nazywało)

18:41, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
wtorek, 02 grudnia 2014

Skończyliśmy głosowania, znamy nazwiska radnych wszystkich szczebli (no, może tylko gdzieś jakaś sytuacja że ktoś zrezygnuje z mandatu), znamy nazwiska wójtów, burmistrzów i prezydentów (poza tym jednym bidoką który sam startował w drugiej turze i przegrał, czytaj nie zdobył wymaganej liczby głosów). 

Powinno tej sytuacji towarzyszyć uczucie ulgi, że to za nami, że tu i ówdzie nowe rozdanie, a gdzieniegdzie może nawet ciut lepsza przyszłość, ale jakoś tak minorowo. I nie chodzi tu o mniejsze czy większe incydenty i awarie, co do zasady takie jak zwykle, ani o połowę wyższe odsetki głosów nieważnych. Gorsze jest to, że cała wielka operacja wyborcza, która powinna służyć ludziom, jest w publicznej narracji całkowicie przykrywana zupełnie nieistotną przepychanką na górze, karykaturalną pyskówką o układ sił na szczytach, której kulminacją jest przegadywanie się który z rywali wagi ciężkiej te wybory wygrał lub przegrał (ten który dostał per saldo więcej głosów czy ten który zdobył przewagę w większej liczbie sejmików wojewódzkich). 

Niby podobno mamy wielką zmianę, ale mam wrażenie że te wybory przegraliśmy. Bo ukradziono nam je, tak jak się obawiałem w niedzielę pierwszej tury. Mam utopijny pomysł na przyszłość, ale to... innym razem.

Tagi: wybory
19:58, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2 , 3 , 4