Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Holandia

piątek, 02 lipca 2010

Byłem właściwie pewien, że Brazylijczycy wyrównają. Dobrze wyczułem, że w drugiej połowie Holandia strzeli, i sądziłem, że dojdzie do dogrywki. W sumie przecież wiele nie brakowało, ale przewaga liczebna Holendrów chyba zaważyła. O Melo nie będę pisał, bo w sumie wszystko zdążył już napisać Rafał Stec.

Sekret Holendrów chyba się odkrywa - to jest jednak niesamowicie ekonomiczna, wyrachowana gra, połączona z arogancją: oni wiedzą, że w drugiej połowie dadzą radę zmusić przeciwnika do błędu (pierwsz połowa to dla nich czas solidnego rozgrzania mięśni - oraz rozpoznania i podmęczenia przeciwnika), nawet joga bonita w ich wykonaniu jest tak nonszalancka, że jak sama nie wyjdzie, to nic to, może za chwilę. Jakże znamienna była ta akcja w doliczonym czasie gry, kiedy Huntelaar stał z piłką w polu karnym przy linii końcowej i zastanawiał się, co zrobić, by w końcu leniwie podać partnerowi na strzał, na tyle leniwie, że partnera dogonił obrońca. Na dodatek mają Robbena, który robi różnicę - nawet jeżeli sam nie strzela (bo wiąże dwóch-trzech-czterech rywali, jak Messi), to wykartkuje rywali, a potem i tak błyśnie; nawet jeżeli to był mecz Sneijdera.

I jeden smaczek zauważony, taki malutki ale kochany: w 81 minucie Ooijer (zaskakująco dobry, nawet mimo debilnej żółtej kartki) blokując dośrodkowanie z prawego skrzydła, jak wspaniale schował ręce za plecami.

poniedziałek, 28 czerwca 2010

Nie, to nie będzie o sportach walki, tylko znów o Mundialu. Ja powiem szczerze: rozumiem sympatię do Jana Muchy, jako do najlepszego reprezentanta polskiej Ekstraklasy na mistrzostwach świata, jako do podmiotu niemal najważniejszego transferu z polskiej Ekstraklasy, ba, nawet do bohatera warszawocentrycznie nastawionej części dziennikarzy. W dzisiejszym meczu z Holandią też się nieźle pokazał - bo nawet jeśli sposób, w jaki ograł go Kuyt przy drugim golu, będzie przedmiotem chwały Kuyta i kpin konkurentów, to przy golu Robbena nie miał nic do powiedzenia, a przed drugim takim golem (i paroma innymi) na pewno Słowaków uchronił. Była jednak taka sytuacja w drugiej połowie, kiedy Robben przedarł się z lewej strony i wyłożył piłkę Kuytowi pod nos. Gol nie padł, komentatorzy zachwycali się instynktowną paradą Muchy. Prawda jest jednak taka, że Mucha nie kiwnął przy tym palcem ni inną częścią ciała - Kuyt po prostu mając całą bramkę do wyboru trafił Muchę idealnie w nos. Wiem, że bramkarz potrzebuje być czasem we właściwym miejscu we właściwym czasie (Schumacher mawiał, że może obronić i tyłkiem, jeśli trzeba, byle skutecznie), ale naprawdę nie mylmy tego z umiejętnościami.

A z Holandią to mam problem. Na razie grają, jakby im się nie chciało, i doprawdy nie wiem - czy jest to do granic posunięta strategia turniejowa, czy jest to gra z takim poczuciem wyższości, że na jednej nodze i tak dadzą radę (przeciwników mieli dotąd nienajsłabszych, choć niekoniecznie też tuzy), czy też może taka jest Holandia AD 2010? W tym ostatnim przypadku, jeśli faktycznie nie mają rezerw, to o medal może być ciężko.

Mają jednak Oranje jeden atut niezaprzeczalny, z numerem 11 na koszulce. Zagrał dzisiaj pierwszy raz od początku, i już pokazał Messiemu, że lider gole strzela. Wczoraj pytałem na Czadoblogu, czy na Złotą Piłkę zasłuży bardziej Mueller lub Schweinsteiger, czy jednak Robben. Po dzisiejszym nie mam wątpliwości (miłośnikom Messiego, Milito czy Maicona odpowiadam ponadto: jestem ortodoksyjnym zwolennikiem starej formuły Ballon d'Or).