Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Herbert

niedziela, 10 września 2017

Patrzymy z zapartym tchem, jak przez Morze Karaibskie idzie huragan Irma. Już pobił ileś tam rekordów siły, już spustoszył niejedną wyspę, teraz wkracza na Florydę. Są zdjęcia i filmiki jak się woda podnosi, jak wiatr wszystkim miota, są słowa otuchy i modlitwy (co przed lub w trakcie) i próby pomocy (dla tych co już po). Jest pewna ulga, że idący za ulgą huragan Jose postanowił się wyszumieć na oceanie i nie dobijać spustoszonych przez Irmę wysp.

I kiedy tak patrzymy na tę Florydę i okolicy, to uświadamiam sobie, że dwa tygodnie temu podobnie patrzyliśmy na Teksas, kiedy wiatr, deszcze i powodzie atakowały okolice Houston. I zaczynam się zastanawiać, ilu z tych patrzących na Florydę i okolice pamięta o tych z Teksasu, o ich tysiącach zalanych domów, które teraz ktoś pewnie próbuje osuszać i remontować, żeby zdążyć przed może nierychłą, ale nieuchronną zimą (nawet poszukałem sobie dziś stron lokalnych gazet z Houston, żeby się zorientować co tam się pisze). 

I wtedy sobie przypomniałem, że kiedy wczytywaliśmy się w newsy z Teksasu o rekordowych opadach i pojawiających się ofiarach śmiertelnych, to gdzieś zupełnie na skraju strumienia wiadomości migały doniesienia o gigantycznych powodziach w Indiach i Bangladeszu. Może przechodziły niezauważone bo monsuny to nie huragany, a może dlatego, że kogo tam obchodzi Trzeci czy któryś tam Świat w porównaniu do tak cywilizowanych (choć równie obcych) Stanów Zjednoczonych. Przypomniały się Herberta o arytmetyce współczucia...

Tymczasem gdzie indziej na świecie w Kalifornii pożary lasów, potężne trzęsienie ziemi u wybrzeży Meksyku zabiło kilkadziesiąt osób (gdyby było bliżej, szkody mogłyby być znacznie wyższe), a w Jemenie nieustająca katastrofa humanitarna. A u nas billboardy.

20:05, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
czwartek, 14 kwietnia 2011

Czytam dzisiaj w Internecie tekst o tym, jak to Katarzyna Herbert wyraża swoją dezaprobatę dla instrumentalnego używania wyrywków z twórczości Zbigniewa Herberta do bieżącej młócki politycznej. Na końcu tekstu - na wypadek gdyby ktoś nie wiedział o jaki tekst Herberta chodzi w ostatniej zadymie - redakcja na wszelki wypadek dołącza cały tekst Przesłania Pana Cogito. Rzucam okiem i czuję, jak oblewa mnie zimny pot, bo niektóre słowa odbiegają wyglądem od innych.

Zmorą tekstów portalowych jest wrzucanie reklam nie tylko z wszystkich stron i między akapitami, ale także stosowanie dziwnego mechanizmu "skojarzeniowego", polegającego na powiązaniu słowa występującego w tekście z jakimś tagiem promocyjnym czy linkiem reklamowym. Chcę wierzyć, że za powiązaniem w zwrocie "po złote runo nicości" słowa "złote" z reklamą firmy jubilerskiej czy też oferującej inwestycje w złoto (nie wiem dokładnie, nie kliknąłem oczywiście), stoi bezmyślny, bezduszny automat, a nie jakikolwiek człowiek - bo za skutki używania takiego automatu należy się jedynie wstydzić z powodu braku nadzoru, a nie z powodu zaniku elementarnego poczucia estetyki.

Czy na portalu naprawdę nie mają świadomości, że tego rodzaju reklama, jeżeli w ogóle zostanie dostrzeżona, to budzi odrazę i przez to jest przeciwskuteczna?

18:31, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 kwietnia 2010

Żyjemy nadal w poczuciu straty, opadającym nas zewsząd, wśród zniczy, kwiatów i spływających kondolencji. Świat tymczasem żyje dalej.

W katastrofie kolejowej we Włoszech zginęło 7 osób, inne uratowały się cudem.
W kopalni w Zabrzu zasypało górników, 1 zginął.
Spadł samolot w Meksyku, zginęło 5 osób
W Tybecie miało miejsce silne trzęsienie ziemi, zginęło co najmniej 300 osób.

Wszystkie te informacje, przechodzą koło nas jakby nigdy nic, choć nie są ani trochę mniej tragiczne niż gdyby zdarzyły się o tydzień wcześniej. Herbert postawił kiedyś za temat do rozmyślania arytmetykę współczucia, ale proste przeliczanie liczb i odległości nie wystarczy, nawet i wyższa matematyka by nie pomogła. Chyba że uwzględniłaby w liczbach tę względną osobistość relacji między współczującym a opłakiwanym. Egocentryczną, bo osobistą.