Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: dyskryminacja

poniedziałek, 02 października 2017

"Byłam dzisiaj w sklepie, jak wielu, którzy wychodzą z rodziną w niedziele do centr. handl." /Katarzyna Lubnauer, .Nowoczesna/

"Z tym, że pracujący w niedziele w handlu raczej nie mogą tego dnia wychodzić z rodziną"
/Michał Protaziuk/

Ten mini-dialog to kwintesencja sporu o dopuszczalność handlu w niedziele. Argumenty padają w nim różne, częściej emocjonalno-infantylne niż poważne. Ja niezmiennie stoję na stanowisku braku zdania, sam zakupów w niedziele unikam, pisałem już o tym zresztą. Godzę się zresztą z tym, że pomimo swego nastawienia zostanę uznany za bezwzględnego wyzyskiwacza, bo rozważam "symetryczne" myśli:

"Pracujący w niedzielę w handlu raczej nie mogą tego dnia wyjść z rodziną do kina"

"Pracujący w niedzielę w kinie raczej nie mogą tego dnia wyjść z rodziną do restauracji"

"Pracujący w niedzielę w restauracji raczej nie mogą tego dnia wyjść z rodziną do wesołego miasteczka"

"Pracujący w niedzielę w wesołym miasteczku raczej nie mogą tego dnia wyjść z rodziną do centrum handlowego"

W idealnym świecie nie byłoby z tym problemów. Co zrobić z tym, że żyjemy w niedoskonałym? To jest chyba to właściwe pytanie.

środa, 08 marca 2017

Z okazji Dnia Kobiet powinienem wrzucić jakiegoś kwiatka w jotpegu lub co najmniej w ASCII, ale w ASCII nigdy dobrze nie umiałem, a galerie kwiatków i tak dziś zaleją sieć, więc okolicznościowo będzie o czym innym.

Otóż otworzyłem sobie o poranku fejsbuka i wówczas wskoczył mi przed oczy post jednej pani (której posty zasadniczo można polecać w ciemno, choć niekoniecznie na każdą wrażliwość), która uprzejmie poinformowała, że Fejsbukowi nie spodobał się post innej pani (tę akurat niekoniecznie polecam, najwyraźniej to nie moja wrażliwość) i to na tyle, że Fejsbuk nie tylko ten post usunął, ale także odebrał autorce prawo pisania przez tydzień. A wszystko przez to, że robot (w tym humanoidalny) w dziale obsługi nie zrozumiał ironii...

FB ban Adelka

Treść trefnego postu zamieszczam powyżej, w głębokiej wierze, że Blox umie dostrzec ironię i nie będzie próbował doprowadzić do skasowania tej notki (po FB spodziewam się, że będzie kasował obrazki z treścią tego postu, jak je znajdzie, z blokowaniem autorów włącznie).

niedziela, 26 czerwca 2016

Smutna historia z wczoraj, przez smutną matkę spisana (pisownia oryginalna, wulgaryzmy w ramach cytatów z funkcjonariuszy).

"Serdecznie dziękuję policjantowi o numerze służbowym: 96 58 30 i Polskiej Policji za skuteczne zniwelowanie 20 lat mojej pracy wychowawczej.

Wracającego znad Wisły 20-latka policja zaprosiła do radiowozu za znaczek Razem na plecaku.

ZA ZNACZEK NA PLECAKU.

Tam, w zaciszu, bez świadków, policjant-kozak mówił, że nie lubi lewackich kurew i pedałów. Zapytał, czy młody lubi w dupę i czy bzyka się z pedałem Zandbergiem.
Zapytał, czy jest komunistą czy tylko lewacką spierdoliną.

Pierwszy błąd -- delikwent założył, że nie zrobił nic złego i może nie mieć dowodu.
Drugi błąd, że potem jednak ten dowód znalazł.

Panowie policjanci mu do wyboru mandat albo Kolska.

Błąd trzeci -- młody mandat przyjął, chociaż pałowania i paralizatorów w ofercie nie było, ale może był to pakiet specjalny.
Błąd czwarty -- uwierzył w to, co mówił policjant, że mandat 200 zł i podpisał nie sprawdzając kwoty.

W efekcie dostał mandat za 600 zł za "wprowadzenie funkcjonariusza w błąd i używanie słów uznanych za obraźliwe".
Jeśli nie dopisali znieważenia funkcjonariusza na służbie, do znaczy, że musiał mówić "do kroćset", "olaboga" i "sacrebleu".
Panów było czterech, gówniarz sam, świadków nie ma.

Przepraszam synu, że Cię dwadzieścia lat okłamywałam, że obywatel, nawet lekko nietrzeźwy, nie musi obawiać się policji.
Że policja tak naprawdę jest po Twojej stronie. Przepraszam, że nauczyłam Cię, że żeby cię ukarać, musisz być winny i że mandaty dostaje się sprawiedliwie. Niestety również nauczyłam Cię, że się je płaci i teraz muszę Ci pożyczyć 600 zł, które ze swoich studenckich dochodów będziesz mi spłacał trzy miesiące.

Panie Mariuszu, Marianie lub Marcinie, numer służbowy 96 58 30, już wiemy, że wróciły czasy, w których noszenie nieprawomyślnych znaczków jest niebezpieczne, że przed policją znowu należy uciekać.
Wychowałam się w latach '80, wiedzę jak omijać milicję wyssałam z mlekiem matki. Może pan być pewien, że ją przekażę synowi, żebyście z niego nie zrobili Grzegorza Przemyka Dobrej Zmiany.
A Panu i kolegom serdecznie dziękuję za rozwianie naszych złudzeń." 

Postscriptum: tekst został umieszczony na Facebooku i tam szeroko był rozpowszechniany. Po czasie mierzonym w godzinach został przez służby Facebooka skasowany, gdyż "nie spełniał Standardów społeczności Facebooka", tych samych, które w przypadku hate speech okazują się być naruszane dopiero w następstwie odwołania.

Please share.

wtorek, 14 czerwca 2016

Cztery lata temu w Aurora w Colorado strzelano do ludzi oglądających film w kinie.
Cztery lata temu w szkole Sandy Hook w Connecticut strzelano do dzieci w szkole.
W lipcu udaremniono próbę ataku na pasażerów pociągu z Amsterdamu do Paryża.
W listopadzie w Paryżu strzelano na ulicach do ludzi siedzących w restauracjach i kawiarniach.
W listopadzie w hali Bataclan strzelano do ludzi, którzy przyszli na koncert.
W listopadzie na St.Denis próbowano ataku na kibiców zgromadzonych na meczu.
W grudniu w San Bernardino w Kalifornii strzelano do urzędników.
W kwietniu w Brukseli wysadzono w powietrze metro i korzystających z niego ludzi.
W niedzielę w Orlando na Florydzie strzelano do ludzi bawiących się w klubie (w którym sprawca wielokrotnie bywał).

Co łączy te wszystkie zdarzenia? Są ohydnymi zbrodniami (popełnionymi na dodatek na Bogu ducha winnych ludziach). Dlaczego więc w tym ostatnim przypadku mówi się o szczególnej homofobiczności mordu, pomimo iż sprawca nie zdradził się w żaden sposób z takim motywem?

Ofiary w Orlando były Amerykanami (chyba że trafił się i ktoś inny, nie sprawdzałem listy). Były ludźmi jak my wszyscy. Współczucie należy się im i ich bliskim dlatego, że są ofiarami, a nie ze względu na swoją orientację seksualną.

PS Jeżeli ktokolwiek próbuje odnaleźć w tym wpisie jakiekolwiek usprawiedliwienie dla zbrodniarza lub podstawę dla homofobii, biję w mordę bez pardonu.

09:54, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (1) »
wtorek, 12 kwietnia 2016

Nie, to nie będzie na tematy najbardziej bieżące, choć jednym z takich zainspirowane.

Niemal równo rok temu pisałem tu sobie refleksje o obywatelskich prawach zarodka (w kontekście pytania postawionego przez jednego z dzielnych posłów, pozwolę sobie nie grzebać w pamięci jakiego). Zamieściłem w tamtej notce następujące zdanie:

"Jeżeli więc zarodek pochodzący np. od matki Polki i ojca Nigeryjczyka, lub matki Ukrainki i ojca Polaka, wyjedzie za granicę i tam w przyszłości po implantacji zostanie urodzony, to dziecko również nabędzie obywatelstwo polskie!"

I tu muszę nie bez wstydu się przyznać do konieczności popełnienia erraty vel sprostowania. Samą myśl podtrzymuję, ale... w połowie. Umknęło mi bowiem przy pisaniu (nie zajmuję się tym na co dzień, ale nie powinno było), że mamy jeden przepis, który drugą połowę podważa - a konkretnie artykuł 61[9] ("ze znaczkiem 9" się mówi) kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, wedle którego matką w rozumieniu polskiego prawa jest ta kobieta, która dziecko urodziła (w ten sposób przecięto dylematy związane z surogacją). Oznacza to, że zarodek pochodzący od matki Polki i niepolskiego ojca nie nabędzie obywatelstwa polskiego, jeśli nie przyjmie go i nie urodzi inna matka Polka. W stosunku do ojca prawo trzyma się nadal koncepcji genetycznej. Nie wiem, który z wariantów należy potraktować jako dyskryminację, ale któryś zapewne...

Tę notkę napisałem, bo jednak nie chciałbym wprowadzać w błąd osób, które trafią tu szukając choćby odrobiny wiedzy prawniczej. Na temat, który mnie zainspirował, może też napiszę - jeśli mi nie przejdzie zanim sobie poukładam wszystko co chciałbym napisać i posprawdzam co trzeba. 

21:40, bartoszcze , Prawo
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 listopada 2015

W nocy przeglądałem napływające strzępki informacji zadając sobie pytanie: czy byłem w tych miejscach? czy mogłem tam siedzieć? Żadnego takiego precyzyjnie nie zidentyfikowałem, ale koło niektórych przechodziłem nieopodal, ze sto-dwieście metrów, zwłaszcza w 10 dzielnicy (do Stade de France nigdy się nawet nie zbliżyłem).

Tydzień temu oglądałem SPECTRE, gdzie knowania Złego zmierzają do stworzenia kontrolowanego (cichaczem oczywiście) przez Złego powszechnego systemu inwigilacji. Niechętnych przekonuje się zamachami terrorystycznymi na dużą skalę. O północy Hollande ogłosił we Francji stan wyjątkowy, pierwszy we Francji od bodaj 1945, terroryzm OAS nie był dość silny.

Od rana furorę robi hasztag #PrayForParis. Podobnie jak w przypadku #JeSuisCharlie, staram się widzieć szerszą perspektywę, w szczególności pamiętam, że w Paryżu od zamachów zginęło mniej niewinnych cywilów niż od rosyjskich nalotów w Syrii. Zdecydowanie wolę więc drugi "trendujący" hasztag #notafraid, bo kluczową kwestią jest dziś, czy Europa ulegnie zaszczepianemu jej strachowi.

NOT AFRAID PARIS FRANCE EUROPE
(author to be credited / nie znam autora, ale szanuję jego prawa do zdjęcia)

 

środa, 07 października 2015

Piszę "znów", bo takich sytuacji, w których stawała się tematem gorących dyskusji, było już kilka (sam byłem zaskoczony w ilu notkach mniej lub bardziej poważnie pojawiał się temat sumienia). Dziś asumpt do gorzenia dał wyrok Trybunału Konstytucyjnego, rozpatrującego skargę na przepisy o lekarskiej klauzuli sumienia. Trybunał dopatrzył się tu i ówdzie niekonstytucyjności, po czym...

Przyznam szczerze, byłem od razu ciekaw co dokładnie - i z jakiego powodu - uznano za niekonstytucyjne (bo przepis można pod różnym kątem obwąchiwać konstytucyjnie, ale Trybunał bada tylko to, o co go wyraźnie zapytano, nie wychodząc ponad pytanie choćby nawet był święcie przekonany, że można uznać niekonstytucyjność z innych powodów niż we wniosku wskazano). Doczekałem się w końcu tej chwili, kiedy wyrok umieszczono na stronie Trybunału (a nie tylko był znany z relacji "Rzeczypospolitej"), prześledziłem szybko, pokiwałem głową że w gruncie rzeczy dość zrozumiały. Zerknąłem wtedy na portal i we mnie samym troszkę się zagotowało, gdyż bez względu na wektor, nie lubię publicznego wyrażania nieprawdy. A na portalu już z nagłówka waliło fałszem, potwierdzonym w tekście. Anonimowy autor (w oparciu o depeszę PAP, być może to tam fałsz został zapoczątkowany) wyrażał bowiem myśl, jakoby Trybunał zniósł wszelkie ograniczenia lekarskiej klauzuli sumienia, pozwalającej na odmowę dokonania zabiegu (w praktyce: aborcji) w pewnych warunkach ("zawsze może skorzystać z klauzuli sumienia").

Na czymże ten fałsz polega? Otóż będący przedmiotem skargi art. 39 ustawy o zawodach lekarza i lekarza dentysty pozwala lekarzowi na odmowę dokonania zabiegu (w języku ustawy: wykonania świadczenia zdrowotnego) jeśli byłoby to niezgodne z jego sumieniem - jednak z obowiązkiem respektowania art. 30 tejże ustawy, zgodnie z którym lekarz ma obowiązek wykonania zabiegu, jeżeli jego opóźnienie powodowałoby niebezpieczeństwo utraty życia, niebezpieczeństwo ciężkiego naruszenia ciała, niebezpieczeństwo ciężkiego rozstroju zdrowia, oraz jeśli zachodzą inne "przypadki nie cierpiące zwłoki". Przedmiotem skargi w odniesieniu do tego przepisu były wyłącznie "przypadki nie cierpiące zwłoki" (z konstrukcji przepisu wynika, że są to sytuacje w których nie zachodzi niebezpieczeństwo utraty życia, ciężkiego uszkodzenia ciała lub ciężkiego rozstroju zdrowia) i wyraźnie do tego tylko fragmentu odwołuje się wyrok Trybunału (który uznał, że wolność sumienia jest na tyle ważna, że jej ograniczanie ustawą musi być na tyle dobrze opisane, żeby była możliwa ocena jakie dobra byłyby chronione wskutek takiego ograniczenia i czy jest to uzasadnione). W pozostałych przypadkach ograniczenia klauzuli pozostają zatem nietknięte. O tym jak wyglądają komentarze do tego wyroku to aż pisać hadko...

Dla porządku dodam jeszcze że Trybunał uznał też za niedopuszczalne nakładanie na medyka korzystającego z klauzuli sumienia obowiązku wskazania takiego medyka, który się na klauzulę nie powoła - stwierdzając, że to nie jest właściwy sposób gwarantowania praw pacjenta (zapewne obowiązki w tym zakresie powinien posiadać szpital/przychodnia, zwłaszcza jeśli ma kontrakt na takie zabiegi, względnie NFZ). W pozostałym zakresie ustawowe rygory związane z klauzulą uznał za prawidłowe. 

Trochę się boję tego, jakie komentarze zobaczę jutro. 

PS To nie jest tekst o klauzuli jako takiej. 

PS 2 Lead umieszczony na stronie głównej portalu ("Dlaczego dziennikarze robią sensację w sprawie lekarskiej klauzuli sumienia") jest wyłącznie autorstwa portalu. Jestem pod wrażeniem jego głębokiej autoironii :)))

poniedziałek, 08 czerwca 2015

Dziś czytam w gazecie, że szefowie niektórych włoskich regionów protestują przeciwko umieszczaniu u nich nowych uchodźców wyłowionych z Morza Śródziemnego. 

Wcześniej mieliśmy awanturę o to, czy każde państwo unijne powinno mieć obowiązek przyjęcia określonej kwoty uchodźców.

Więc proste pytanie testowe - czy wolisz:
1/ przyjąć uchodźców, żeby zamieszkali w Twoim mieście / regionie / kraju 
2/ zapłacić dodatkowo, żeby ci uchodźcy zamieszkali w innym mieście / regionie / kraju
3/ [tu mogłaby być opcja: zapłacić dodatkowo, żeby ci uchodźcy nie wyjeżdżali ze swojego kraju i mogli żyć jak ludzie w swoim, ale w przypadku choćby Syryjczyków taka opcja jest iluzoryczna]

W opcjach 2 i 3 podkreślam słowo "dodatkowo". I nie pytam skąd ci uchodźcy.

sobota, 18 kwietnia 2015

Być może ktoś się będzie zżymał, że o Sprawach Poważnych piszę bez należnej sieriozności, ale tak lepiej dla higieny psychicznej. W każdym razie pisałem niedawno, w zeszłym tygodniu, parę dość swobodnych uwag o statusie prawnym zarodka powstałego w wyniku zabiegu in vitro. Nie planowałem tego rozwijać dalej, ale traf chciał - w tym tygodniu przeglądając (w zupełnie innym celu) orzecznictwo natrafiłem na jeden wyrok, którego po prostu nie mogłem nie przytoczyć.

Otóż... była sobie pewna pani, która chciała zajść w ciążę przy pomocy in vitro. Pewnego dnia, w Dzień Kobiet zresztą, wzięła zwolnienie lekarskie i udała się do kliniki, w której pobrano komórki jajowe i dokonano ich połączenia z plemnikami. Implantacji zarodków dokonano pięć dni później. Traf chciał, że pomiędzy jednym a drugim momentem pani dostała zwolnienie z pracy. Natychmiast odwołała się więc do sądu, twierdząc, że zwolnienie jej z pracy było nielegalne, gdyż jest w ciąży. Rozpoczęła się batalia prawna - w pierwszej instancji pani wygrała, w drugiej przegrała, sąd trzeciej instancji skierował zapytanie do Europejskiego Trybunału Sprawiediwości - z prośbą o wykładnię, jak unijna dyrektywa chroniąca kobiety w ciąży (zgodnie z którą zwolnienie z pracy kobiety w ciąży winno być zakazane prawem krajowym, żadna to zresztą nowość) powinna być rozumiana w zakresie pojęcia "kobieta w ciąży" w przypadku zapłodnienia in vitro.

Jak Państwo obstawiają? Każdy może mieć własne zdanie, Trybunał ostatecznie postanowił, że - w rozumieniu tej dyrektywy - kobieta jest w ciąży od momentu implantacji, a nie zapłodnienia komórek jajowych (odmienne stanowisko zajmował w sprawie - formalnie niezainteresowany - rząd grecki), także z uwagi na fakt, że w myśl ustawodawstwa austriackiego implantację można było odłożyć na czas do 10 lat. Spory wpływ mogła mieć opinia rzecznika generalnego, którą czytałem jak urzeczony, zaczął bowiem "ab ovo" od Pliniusza i Balzaka, a później zaznaczył, że w sprawie nie chodzi o to czy zygota stała się już nasciturusem (czyli o prawa zarodka) tylko o to, czy mamy do czynienia z ciążą. Gdyby ktoś chciał samodzielnie się zapoznać - wyrok z 26 lutego 2008 roku, C-506/06, pozwolę sobie nie po nazwiskach.

niedziela, 05 kwietnia 2015

Świąteczny poranek. Z wypełnionym układem pokarmowym siedzę na kanapie i walcząc z sennością przeglądam co portal przygotował na świąteczny weekend. Trafiam na rozmowę z panią Młynarską Pauliną, którą być może powinienem znać z mediów (a nie tylko kojarzyć z nazwiskiem ojca), ale najwyraźniej nie uczestniczę w tych samych mediach co pani Paulina. W każdym razie pani Paulina w pewnym momencie wypucza się na tłamszący kobiety system i tako rzecze:

Czy wiesz, że szesnastolatka, jeśli urodzi dziecko, nabędzie do niego praw tylko, jeśli wyjdzie za mąż za pełnoletniego ojca dziecka? Jako panna byłaby ich pozbawiona, aż do chwili osiągnięcia pełnoletności, ale jako poślubiona żona w magiczny sposób staje się wobec prawa osobą na tyle dorosłą, by sprawować władzę rodzicielską?

Budzę się. Budzę się, bo ustawianie i przeinterpretowywanie rzeczywistości pod tezę zwykle mnie wkurza i w tym przypadku też. Bo istotnie, poszczególne elementy tej wypowiedzi są prawdziwe:
- szesnastoletnia matka nie sprawuje pełni władzy nad dzieckiem, gdyż nie posiada pełnej zdolności do czynności prawnych (art. 11 kc, art. 94 kro); sam zresztą kiedyś pisałem wniosek o ustanowienie babci opiekunem świeżo narodzonego wnuka (jego ojciec nie był nieznany, ale dziecko nie było uznane), gdyż matce do pełnoletniości brakowało kilku miesięcy,
- szesnastoletnia matka "magicznie" staje się pełnoletnia i "nabywa praw do dziecka" z chwilą wyjścia za mąż (art. 10 par. 2 kc)
Zapewne uważni czytelnicy zapytają, dlaczego przy wyjściu za mąż pominąłem "za pełnoletniego ojca dziecka"? Po pierwsze... bo to już nieprawda. Pełnoletniość zyskuje się wskutek zawarcia małżeństwa z kimkolwiek (niekoniecznie z ojcem dziecka). Nie ma też znaczenia pełnoletniość małżonka, gdyż żaden przepis tego nie wymaga (a nawet jeśli niezgodnie z prawem małżonek byłby małoletni, to ewentualne unieważnienie małżeństwa nie powoduje utraty już nabytej pełnoletniości, bez względu na wiek).

A co po drugie, zapyta znów uważny czytelnik? Po drugie... clou sprawy. Otóż tak naprawdę wypowiedź Pani Pauliny w kontekście prawnym oczywiście odnosi się przepisu art. 10 par. 1 zdanie drugie kro, zgodnie z którym sąd z ważnych powodów może zezwolić na zawarcie małżeństwa przez kobietę, która jest w wieku między szesnastym a osiemnastym rokiem życia. Jest to - w odróżnieniu od przekonania Pani Pauliny - przywilej, a nie ograniczenie. Cóż bowiem może zrobić szesnastoletni ojciec dziecka? ... ... ... nic. Może tylko czekać cierpliwie do ukończenia osiemnastego roku życia, dopiero wtedy uzyskuje jakiekolwiek "prawa do dziecka" (jakkolwiek brak wieku i praw nie wyłącza po jego stronie obowiązków względem tegoż dziecka); no, może jeszcze przekupić urzędników USC by zgodzili się na zawarcie przezeń małżeństwa przed ukończeniem 18 roku życia, wtedy również magicznie stanie się pełnoletni (ale nie polecam tej drogi z uwagi na możliwość kontaktów z prokuratorem). Swoją drogą dość zabawne jest akurat czepianie się magii momentu przejścia, wszak osoba w wieku lat osiemnastu i jeden dzień jest od osoby w wieku lat osiemnastu bez jednego dnia dojrzalsza o... a o ileż magicznie rośnie ilość jej uprawnień. 

Piszę to nie żeby udowadniać, że istnieje w Polsce potrzeba stałej walki o prawa mężczyzn. Piszę to, bo irytuje mnie przekręcanie i doszukiwanie się problemów tam, gdzie ich nie ma. A przy okazji żółć się wydziela i poprawia trawienie. 

PS Junior po obraniu zafarbowanego na żółty kolor jajka przygląda się przebarwionemu (te barwniki przedostają się zwykle przez skorupkę w jakiejś ilości) białku i mówi:
- Powiem wam żart: to jajko ma żółtaczkę! 

 
1 , 2 , 3