Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: opony

niedziela, 20 marca 2016

Jak to się trzeba szybko orientować: wczoraj leniwie myślałem nad napisaniem notki o nowym systemie kwalifikacji, a jeszcze w nocy w zasadzie... przeszedł on do historii. W bezsensownie ekspresowym tempie został wprowadzony - pomysł pojawił się kilka tygodni temu, pierwotnie miał obowiązywać dopiero od GP Hiszpanii, zatwierdzono go w ostatniej niemal chwili (oficjalna data publikacji nowej wersji regulaminu to 11 marca). W jeszcze szybszym tempie zraził do siebie widzów i kierowców, przed porannym (czasu australijskiego, więc dla nas nocnym) spotkaniem szefów zespołów ktoś zdążył rzucić dowcip, że "wyeliminowanie nowego systemu może zająć mniej niż 90 sekund".

Tu niezorientowanym należy się kilka słów wyjaśnienia - założeniem nowego systemu było, że zawodnicy będą odpadać nie na końcu każdej sesji kwalifikacyjnej, ale już w jej trakcie, w wyznaczonych momentach (odległych od siebie 90 sekund) aktualnie najsłabszy miał wędrować "pod prysznic". W zamyśle twórców (choć są pewne wątpliwości, czy myśl była tam obecna) kierowcy mieli czuć presję czasu nie tylko pod koniec sesji, ale także w jej trakcie - przez co spodziewano się niespodzianek, zwłaszcza pod wpływem błędów wymuszonych pośpiechem. Efekt praktyczny był natomiast taki, że kierowcy świadomie się udawali "pod prysznic" (w warunkach F1 raczej na wagę, bo taka jest procedura), zanim skończył im się czas, w którym mieli próbować poprawiać swoje rezultaty (i przebijać czasy rywali); o tyle tylko sprawdziły się założenia, że Esteban Gutierrez z debiutującej ekipy Haas odpadł, gdyż czwarty najlepszy czas pierwszej sesji kwalifikacyjnej ustanowił (poprawiając swój wynik o trzy sekundy) o jakieś sześć sekund za późno, po tyknięciu zegara-gilotyny. Najbardziej bolesny był widok, kiedy w ostatnich minutach - kiedy zwykle następował decydujący pojedynek o pole position - tor był pusty...

Formalnie decyzje właściwych gremiów jeszcze przed nami (szefowie zespołów nie mają mocy sprawczej), ale powrót do starego formatu kwalifikacji już w następnym wyścigu wydaje się przesądzony. Jestem bardzo ciekaw, jak wtedy będzie wszystko wyglądało, bo zmiana decyzji o formacie kwalifikacji nałożyła się na inną zmianę (wręcz można mówić, że ją przykryła) - na opisywaną wcześniej rewolucję w dostępności i doborze opon. To, że Ferrari w decydującej części Q3 nie wyjechało na tor, było po części wynikiem decyzji strategicznej o zachowaniu na wyścig jednego kompletu supermiękkich opon - a we wcześniejszej fazie zbyt dużą ilość takich opon już użyli, starając się uniknąć wyeliminowania. To, że kierowcy Force India w decydującej części Q2 nie walczyli, było wynikiem strategicznej kalkulacji - nie liczyli na wyższe pozycje niż wynikające z reguł eliminacji: dziewiątą i dziesiątą, a ewentualny awans do Q3 odbierałby im prawo swobodnego wyboru opon na start.. Niestety (dla nowego systemu), te decyzje w fatalny sposób wyglądały na torze - ale z drugiej strony było to dość przewidywalne.

Z kronikarskiego obowiązku dodajmy, że decyzja strategiczna Ferrari była zalążkiem porażki w wyścigu, a decyzja strategiczna Force India opłaciła się... w połowie. 

Silniki poszły w ryk!

Tagi: opony
13:50, bartoszcze , F1
Link Komentarze (3) »
sobota, 12 grudnia 2015

Sezon nam się skończył, nowy tradycyjnie rozpocznie się w marcu (choć były zakusy, by dopiero w kwietniu). Będzie barwnie, bo z jednej strony czeka nas dużo rebrandingu w stawce (Lotus zmieni się w Renault, Force India prawdopodobnie zmieni się w Aston Martin, jeden Bóg wie co z Marussią, bo już na pewno nie będzie Manorem), znikną (zmienią miejsca) sponsorzy ze swoimi charakterystycznymi barwami - a do tego wszystkie czeka nas nowy "kolor" opon, czyli ultramiękkie Pirelli z purpurowymi oznaczeniami. Tej ostatniej zmianie towarzyszą dużo bardziej idące skutki, które aż wypada przedstawić (bo na razie nawet zawodnicy niekoniecznie je rozumieli).

Zacznijmy od małego przypomnienia zasad z minionego już sezonu (dla uproszczenia zupełnie pominiemy możliwość wystąpienia deszczu i związanych z tym komplikacji). Otóż każdy zawodnik otrzymywał od Pirelli na weekend wyścigowy trzynaście kompletów opon, w tym 7 twardszych (prime) i 6 miększych (option). Cztery komplety z tej trzynastki - trzy twardsze i 1 miększy - mogły być wykorzystane wyłącznie w treningach, i sukcesywnie były oddawane Pirelli (bez względu na to czy i jak zostały wykorzystane). Jeden miększy komplet musiał zostać nietknięty aż do Q3 - ci, którzy weszli do czołowej dziesiątki, mogli go wykorzystać właśnie wtedy (a potem oddać), pozostali mogli go użyć w wyścigu. Każdy z kierowców musiał co najmniej raz użyć w wyścigu każdego rodzaju opon. A jak to będzie wyglądać w przyszłym roku?

Nie zmienia się ilość dostępnych kompletów opon - nadal będzie ich trzynaście - ale w ich rodzajach będzie rewolucja. Przede wszystkim w każdy weekend dostępne będą trzy rodzaje opon (wskazane przez Pirelli), nazwijmy je roboczo "twardymi", "średnimi" i "miękkimi". Każdy kierowca otrzyma jeden komplet opon miękkich ("Komplet 1"), które musi zachować do Q3. Ci, co się zakwalifikują do Q3, muszą oddać Komplet 1 po kwalifikacjach, pozostali mogą go zachować na wyścig (w sumie jak do tej pory). Obok Kompletu 1 każdy zawodnik otrzymuje dwa komplety przeznaczone na wyścig ("Komplet 2" i "Komplet 3") - przy czym Pirelli decyduje, jakiej będą twardości, i teraz ważna rzecz: mogą być identyczne! a więc mogą to być jeden komplet twardych i jeden średnich, dwa komplety twardych, dwa komplety średnich, nawet nie można wykluczyć że i komplet miękkich się trafi. Pozostałych 10 kompletów na weekend każdy z zawodników wybiera samodzielnie (no, w uzgodnieniu ze swoimi inżynierami), z czego sześć musi oddać (sukcesywnie) przed kwalifikacjami. Zatem na kwalifikacje i wyścig zawodnik ma do dyspozycji Komplet 1, Komplet 2, Komplet 3 oraz cztery samodzielnie wybrane komplety. Bez zmian pozostaje zasada, że zawodnicy zakwalifikowani do Q3 rozpoczynają wyścig na oponach, na których uzyskali najszybszy czas w Q2. Podczas wyścigu kierowca musi użyć dwóch różnych rodzajów opon, w tym jednego takiego jak w Komplecie 2 lub Komplecie 3. (Chciałbym móc napisać prosto, że zawodnik musi użyć Kompletu 1 w Q3, a Kompletu 2 lub Kompletu 3 w wyścigu, ale regulamin jest napisany w taki sposób, że nie ma takiego dosłownego wymogu, nawet jeśli w praktyce tak właśnie będzie). 

Co to w praktyce oznacza? Znacznie większe możliwości "czarowania" oponami. Kierowca może wybierać między użyciem opon teoretycznie szybszych, ale szybciej się zużywających, a założeniem opon wolniejszych, za to pozwalających na przejechanie większego dystansu bez tracenia czasu na zjazd. Bardziej zróżnicowane strategie możemy obserwować w kwalifikacjach - kierowcy mogą kombinować, czy bardziej się opłaci "zjechać" miększe opony w kwalifikacjach w celu uzyskania wyższej pozycji, czy zaryzykować słabszą pozycję startową i zyskać dzięki szybkim zjazdom rywali. Na początku spodziewam się sporo chaosu, bo zawodnicy muszą wybierać "w ciemno" - decyzje co do wyboru opon podejmuje się długo przed wyścigiem, w przypadku wyścigów pozaeuropejskich (a od takich zaczyna się sezon) na czternaście tygodni wcześniej. Wyboru opon na otwierające sezon 2016 Grand Prix Australii należało dokonać do wczoraj... Wiadomo, że w Melbourne Komplet 1 jest z opon supermiękkich (czerwonych), Komplet 2 z miękkich (żółtych), a Komplet 3 z pośrednich (białych), opony ultramiękkie (purpurowe) zapewne zobaczymy dopiero w Monaco.

W charakterze ciekawostki na zakończenie dodam jeszcze, że w regulaminie znalazł się dodatkowy punkt będący następstwem wesołej (dla obserwatorów) przygody Valtteriego Bottasa, w którego Williamsie mechanicy założyli mu jedną oponę pośrednią obok trzech miękkich (pomieszali komplety). Jeśli ktoś powtórzy ten numer, będzie miał maksimum trzy okrążenia na powrót do boksów i zmianę kompletu na prawidłowy (inaczej czeka go kara postoju). W sumie dodatkowy zjazd na zmianę to już kara sama w sobie...

Tagi: opony
16:19, bartoszcze , F1
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 10 maja 2010

Jedną z największych niespodzianek tego sezonu jest jak na razie wytrzymałość opon. Okazuje się, że na suchej, gorącej nawierzchni, dociążone paliwem bolidy potrafią przejechać nawet i 75% dystansu na jednym komplecie opon.  W rezultacie przy takich warunkach atmosferycznych, wyścig wygląda następująco: wszyscy ruszają na miękkich oponach (wymóg zmiany mieszanki + startowania na oponach, na których uzyskano najlepszy czas, zwykle miękkich), po czym kiedy zaczynają się zużywać, niemal jednocześnie wymieniają gumy na twardsze i ciągną na tym do mety. Tak było - ku wielkiemu zdziwieniu - w Bahrajnie, tak było i w Barcelonie (przyzwyczajenie do innych strategii znowu spowodowało zdziwienie, że kierowcy się do boksów nie spieszą). Przyznam, że i ja - obserwując jak Jenson Button odpuszcza pogoń z Michaelem Schumacherem - sądziłem, że będzie próbował połknąć go przy zmianie opon, lub na świeżych gumach. Cóż, prawidłowa odpowiedź brzmiała: Button zrozumiał, że jeśli będzie dalej naciskał, to zbyt mocno zniszczy opony, by móc dojechać na nich do końca - a ewentualna zmiana opon na świeże będzie oznaczała stratę większą, niż będzie w stanie nadrobić dzięki lepszemu prowadzeniu się bolidu (jako jedyny z czołówki drugi raz opony zmienił Vettel, i - jeszcze przed awarią hamulców - nie wydawało się, aby miał szansę odrobić stratę pozycji do Alonso; może gdyby zrobił to wcześniej?).

I tu, jak się zdaje, tkwi sekret "pochodu ciężarnych słonic". Nie w samym ciężarze (bo ten przy wilgotnej nawierzchni nie przeszkadza), ale w porównaniu zysków i na strat na zmianie opon. Jeżeli bowiem kierowcy zamierzają przejechać większość dystansu na jednym komplecie, to muszą bardziej o nie dbać - a to zmusza do ograniczenia efektownych manewrów. Pilnowanie własnej pozycji i liczenie na ewentualny defekt lub gruby błąd rywala, staje się imperatywem, aktywność się po prostu nie opłaca, bo można skończyć jak Hamilton.

Czy jest na to rada? Na wymuszanie deszczu trudno liczyć, więc zostaje chyba tylko jedna, kontrowersyjna opcja: wymuszenie dwukrotnej (co najmniej) zmiany opon w trakcie wyścigu. W moim odczuciu, wtedy kunktatorstwo przestanie się po prostu opłacać. Oczywiście, na swój sposób pokrzywdzeni będą zawodnicy, którzy dobrze dbają o opony, ale też czy naprawdę F1 to konkurs pielęgnacji ogumienia, czy może jednak wyścigi?

13:04, bartoszcze , F1
Link Komentarze (3) »
niedziela, 02 maja 2010

Potrzebowałem po zimie kupić nowe opony letnie. Jeszcze w marcu przejrzałem szybko dostępne modele, wyrobiłem sobie pogląd na relację ceny do jakości i wybrałem określony model. Tak uzbrojony udałem się na zakupy, uznając e-sklepy za odpowiednie miejsce (ceny niższe, a za transport całego zestawu już się zwykle nie płaci).

Zacząłem - taką małą świecką tradycją - od Znanego Internetoweogo Dystrybutora. Z aprobatą zobaczyłem, że "mój" model jest dostępny w ciągłej sprzedaży, więc szybko zamówiłem i czekałem na realizację. Niestety, następnego dnia dostałem telefon, że moje opony system pokazuje jako dostepne na bieżąco, ale niestety chwilowo moich opon brak - i będą prawdopodobnie za dwa tygodnie (a na razie oferują mi zastępczo inny model, nic to że droższy, za to słabiej testowany). Uprzejmie się rozmyśliłem i zacząłem szukać alternatywnego dostawcy, wykorzystując strony internetowe jako jedynie źródło danych kontaktowych i preferując bardziej szybszy w efekcie kontakt telefoniczny. Następny sprzedawca okazał się mutacją Znanego Internetowego Dystrybutora, z tym samym problemem. Kolejny sprzedawca oświecił mnie, że chwilowo "mój" model jest w Polsce praktycznie niedostępny, bo cała produkcja idzie do krajów zachodnich, żeby tam obsłużyć wiosenną wymianę opon; ponieważ budził zaufanie (i był dodatkowo nieco tańszy), zamówiłem tam ze świadomością, że i tak trzeba zaczekać jakąś chwilkę.

No i czekałem. Po jakichś dwóch tygodniach (kwiecień już był w pełni) zadzwoniłem zapytać, co słychać - i ku swojej konsternacji dowiedziałem się, że spodziewany termin dostawy mojego modelu to koniec maja (termin dostawy może ulec zmianie), a poza tym nawet jeżeli dotrą, to i tak będą w innej cenie, niż w moim zamówieniu. Współpraca z tym sklepem zakończyła sie z szybkością światła, rozpoczęły się coraz bardziej gorączkowe poszukiwania (bo słońce przygrzewało, a ja się uparłem). Odnalazłem kolejny e-sklep z siedzibą w Warszawie, którego system pokazywał dostępność 8 sztuk poszukiwanych opon. Natychmiast zadzwoniłem się upewnić, że tych 8 sztuk nadal jest w magazynie i że 4 z tego mogą być przeznaczone dla mnie, a po pozytywnej odpowiedzi niezwłocznie dopełniłem zamówienia, z uruchomieniem karty kredytowej włącznie. Kto jeszcze jest zaskoczony, że następnego dnia rano dostałem smsa, iż owych 8 sztuk jest już nieaktualne?

Znalazłem jeszcze jeden sklepik, nie budzący zaufania na pierwszy rzut oka (w istocie nie podawał nawet swojego rzeczywistego adresu, numer telefonu był jedynie komórkowy i trudno się było dodzwonić). Kiedy uzyskałem połączenie, rozmówca lekko zdziwionym właściwie tonem potwierdził, że oferowane 4 sztuki nadal posiada, i że wyśle je wkrótce po otrzymaniu przelewu (brak opcji płatności kartą). Niby to tylko trochę pieniędzy i cztery kawałki gumy, ale przyznam, że następnych parę dni było dość stresujących - czy po wysłaniu pieniędzy znowu nie dostanę radosnego komunikatu, że zamówionych opon brak. Odetchnąłem z ulgą dopiero kiedy dostałem telefon z warsztatu, że kurier jest dostarczył.

Nazwy sklepów, które poleciały sobie w gumę, zachowam dla siebie. Pozwolę sobie natomiast wyrazić wdzięczność niewielkiemu sklepowi Superopona.pl z wielkopolskiej Opalenicy - za odrobinę normalności. Mała rzecz, a.. super.