Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: jesień

środa, 09 listopada 2016

...na cztery samogłoski, czternaście spółgłosek i cztery znaki interpunkcyjne, pisany o poranku w samochodzie

Mgła.
Mróz.
Szron.
Trump.

Taki mamy klimat. Spokojnie, to tylko listopad.

poniedziałek, 31 października 2016

Mówią, że kultura to nieustanne przenikanie i pożyczanie pomysłów i motywów. W ramach dobrze (tak) pojętej kultury również pożyczam od tego i owego ładne słówka, wesołe pomysły, śmieszne obrazki. Od Marcelego Szpaka od dawna pożyczyłem zwyczaj wrzucania o poranku jakiejś muzyki, dobranej losowo lub całkiem z premedytacją, przy czym o ile Marceli wrzuca to jako "morning kick", o tyle ja preferuję swojski "porannik" (a kolega Brezly w ogóle zapodaje jako "rankokop"); no, dla porządku dodam, że moje poranniki czasem są o mało porannej porze, i nie jest punktem honoru, żeby się pojawiły.

W mijającym miesiącu coś mnie naszło i zacząłem sobie notować, co to właściwie tak puszczam. Trochę żeby samemu móc odgrzebać, trochę żeby mieć przegląd jak bardzo Jutubowi w algorytmie mieszam (zupełnie potem nie wie, jakie gatunki mi proponować). I jak już tak zacząłem notować, to sobie pomyślałem: a czemu właściwie się tym nie podzielić? I tak oto proszę, przed Państwem pierwsza Porannikowa Lista Przebojów, wydanie październik 2016, kolejność lekko przypadkowa.

KOOP (feat.Ane Brun) - Koop Island Blues
Guru (feat.Jamiroquai) - Lost Souls
America - A Horse With No Name
Carl Orff - O Fortuna (Carmina Burana)
Cliff Richard - Girl You'll Be a Woman Soon
Smash Mouth - All Star
Sheryl Crow - Tomorrow Never Dies
Ed Sheeran - I See Fire
Gypsy Hill - Balkan Beast
Royksopp - Running To The Sea
Aqua - Barbie Girl
Dżem - Sen O Victorii
Lao Che - Drogi Panie
The Allman Brothers Band - No One To Run
Fleetwood Mac - Everywhere
Pogodno - Orkiestra
Maryla Rodowicz - Sing Sing
The Beatles - The Long And Winding Road
PMMP - Pikkuveli
Monty Python - Lumberjack
The Stranglers - Golden Brown
Boomtown Rats - I Don't Like Mondays 
North East Ska Jazz Orchestra - Take Five
Smokey Bandits - Smoke From The Attic

Nie zasypuję linkami, kto chce to znajdzie, a czasem są ograniczenia geograficzne. Żeby zaś nie było "na sucho", to może zagramy? Walka z myślami... zagramy październikowo. Golden Brown

Następne wydania nie nastąpią lub nastąpią.

niedziela, 30 października 2016

Kiedy wcześniej wygłosiłem podobną myśl na fejsie, spotkałem się z kontrą: a nie szary? Fakt, szary też się mocno z jesienią kojarzy. Bo to ciężkie szare  chmury. I szary deszcz zachlapujący świat. I szare błoto pod nogami. I szare drzewa pozbawione już liści. I zieleń poszarzała. I nawet mgła jesienią szaro wygląda. Fakt, składa się to na szarobury obraz (czy koty są jesienne?), nawet przecież jest takie słowo jak szaruga (jesienna).

Ale to jednak w listopadzie. W październiku (nie mówiąc o wrześniu) jednak mamy inną kolorystykę (zwłaszcza jeśli słoneczko świeci, jak jeszcze pół godziny temu). W tym roku długo (mimo że podobno wszystko jest wcześniej...) utrzymywały się barwy letnie (nawet jeśli słońca mniej), zwłaszcza kolega Stradovius w swoich licznych podróżach dziwował się, gdzie ta jesień. Ja też się dziwiłem, że zupełnie nie-jesiennie świat wygląda, bo nawet jeśli gdzieniegdzie drzewa zaczynały czerwienieć lub brązowieć, to niknęło to w głębokiej zieleni. Aż wreszcie...

jesień Katowice Kostuchna Murcki

Przyszedł dzień, kiedy coś się zmieniło w wyglądzie świata. Liście na drzewach zaczęły żółknąć. Im więcej drzew wyglądało żółto, żółtobrązowo, pomarańczowo i złociście (proszę mi się tu nie czepiać że się nie znam na nazwach kolorów), tym bardziej chciało się powiedzieć: jesieni, przyszłaś! Nawet jeśli nie trwało to bardzo długo, bo przymrozki i wiatry zrzuciły większość tej żółtości na ziemię.

jesień liście

 

wtorek, 25 października 2016

Zima. Człowiek wychodzi przed dom z zamiarem wsiadania do samochodu i z niechęcią spogląda na to co się nagromadziło na powierzchniach płaskich. Potem wyciąga miotełkę i pracowicie odgarnia śnieg z szyb, maski i dachu - pomny, że to czego nie odgarnie, będzie zwiewane pędem powietrza. Owszem, jest wielu takich, którzy ograniczają się do uruchomienia wycieraczek "bo widać do przodu" i jeżdżą z pokrywą tu i ówdzie (oraz charakterystycznym wzorem na przedniej szybie), częstując innych wokoło śnieżnym podmuchem w najmniej spodziewanym momencie.

Być może się zastanawiacie, skąd mi się takie zimowe klimaty wzięły, albo w jaką śnieżną okolicę mnie wywiało (za oknem wszak złoty polski wtorek). No... śniegu faktycznie od dawna nie widziałem (październikowa chwila chłodów aż tak daleko nie sięgnęła), dziś jedynie uparta mgła mi w jeździe przeszkadzała osiadając na szybach. Zobaczyłem jednak coś, co mną wstrząsnęło. Na poboczu stał zaparkowany samochód, który miał na przedniej szybie charakterystyczny wzór powstający wskutek odgarniania jedynie wycieraczkami. Cały był obsypany liśćmi, i nie, nie stał pod drzewem...

Co sobie o kierowcy pomyślałem, to sobie pomyślałem. Sam natomiast dwie godziny później, po trzech kwadransach parkowania pod drzewem, wyciągnąłem miotełkę i...

jesień liście

..jak w zimie.

sobota, 31 października 2015

Rzuciło mnie wczoraj w ciut dłuższą podróż służbową. Zaplanowałem ją sobie tak, aby rano ruszyć szybciej i dojechać autostradą, natomiast co do powrotu... poważnie się zastanawiałem, czy nie pojechać sobie drogą równoległą do autostrady (poznaj swój kraj), jeśli tylko czas i warunki pozwolą.

Ruszyłem więc. Jazda autostradą ma to do siebie, że jest nudna, chyba że się mocno dociska (a takiej potrzeby nie miałem). Za Gliwicami... sądzę, że stałem się irytujący dla innych kierowców, gdyż zacząłem się trzymać prędkości 100-110 km/h (na prawym pasie, oczywiście) - po prostu zbyt ładnie było wokół. Autostrada sporymi odcinkami została poprowadzona przez las, a słońce tylko podkreślało jego wszystkie kolory. Aż się chciało patrzeć, przy większej prędkości zwyczajnie mniej i krócej się widzi (nie wspominając o bezpieczeństwie jazdy). 

Na miejscu odbyłem (poza obowiązkami) mały spacer, ciesząc oko pięknem drzew nad kanałem... i przyszła pora wracać. Wahałem się, wahałem - w końcu skręciłem na drogę krajową zamiast na autostradę. I... co z tego że wracałem o prawie godzinę dłużej. Mimo że droga prosta jak strzelił, szeroka (dość, na tzw. półtora pasa), zupełnie nie chciało mi się rozpędzać. Po lewej - las, po prawej las, przyglądałem się w zachwycie palecie złotej jesieni, z trudem nadążając za zmianami kolorów między żółtymi, brązowymi, zielonymi, czerwonymi (napisałbym też o pomarańczowych, ale jak wiadomo, faceci nie znają się na kolorach, więc pewnie był to jakiś odcień wcześniej wymienionych). Zwłaszcza odcinek między Opolem a Nakłem był taki cudny, jakaś wieś pośrodku dawała chwilę wytchnienia od uniesień estetycznych. A kiedy brakło lasu, to zwykle drogę od pola oddzielał drzew szpaler, niewiele tylko mniej barwny, a też oko cieszący. 

Zdjęć... nie będzie, i tak by wszystkiego nie oddały, a poza tym jednak zza kierownicy kiepsko się robi, jak ktoś nie jechał ostatnio sam przez las to może zobaczyć jak to w zeszłym roku wyglądało. A na tegoroczne zdjęcia zapraszam do Stradoviusa.

Tagi: jesień
19:54, bartoszcze , Z podróży
Link Komentarze (3) »
wtorek, 29 września 2015

Wsiadam o poranku do samochodu, szczękając zębami w jednocyfrowej temperaturze. Moszczę się na fotelu, włączam silnik tęsknię spoglądając na wskaźnik temperatury silnika. Rzucam w powietrze:

- Co to jest, gdzie mój płaszcz?

- Nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobi - odpowiada samochód. 

08:57, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
piątek, 14 listopada 2014

I znów zniosło mnie na Żory. Nie, nie jestem jakiś fanem tego potencjalnie sympatycznego miasteczka, ale całkiem lubię drogę Pszczyna-Żory, odkąd ją niedawno wyremontowano, i mimo że jednopasmówka wiodąca nieraz przez wsie, to jedzie się nią dobrze (jak się nie trafi na zawalidrogę). Namyślałem się po drodze, czy skorzystać z przebudowanej drogi w Tychach, ale uznałem ostatecznie, że trafię na godziny szczytu (co nie będzie przyjemne) i skręciłem w kierunku zachodzącego słońca. 

Jechało się płynnie (i byłem z tego zadowolony). Jednym z powodów, dla którego lubię tę drogę jesienią, jest las na całkiem sporym odcinku. Niestety, tam, gdzie ledwie tydzień temu jechałem jak urzeczony zwalniając ile się dało, dziś zostały głównie gołe gałęzie, gdzieniegdzie tylko upstrzone jeszcze kolorowymi liśćmi (i z tego nie byłem już zadowolony). Cóż, jesień ma swoje prawa...

Jechałem tak sobie, aż dopadła mnie nieprzyjemna zmiana. Spokojny wiejski krajobraz (nie sielski, bo to jednak współczesna wieś) został nagle zdominowany przez ponury komin prawie zasłaniający zachodzące słonce, a na horyzoncie zaczęły wypełzać rozmyte, acz paskudne kontury monstrualnych bloczysk. Nad przydrożnymi stawikami snuły się opary wydzielające się kominami z załadowanych byle czym pieców węglowych (jakże posępnie brzmiało wtedy lecące akurat w radio Smoke on the water).

Co za Mordor, pomyślałem.

czwartek, 06 listopada 2014

Przyjemną mamy jesień, nie powiem. Kiedy w ostatnich dniach patrzę na termometr, to aż chce mi się myśleć, że jest wyskalowany w Fahrenheitach, bo liczba w okolicach 20 zupełnie się z listopadem nie kojarzy (na szczęście nie jest w Fahrenheitach, bo jednak oznaczałoby to "na nasze" jakieś minus siedem). Dobrze że opon nie zdążyłem zmienić...

Kiedy jest tak ciepło, to liście wykazują mniejszą ochotę do spadania (bo ich nie mrozi w nocy). W efekcie lasy nadal olśniewają, a może nawet olśniewają bardziej. Kiedy jeżdżę drogą przez las, to najzwyczajnie w świecie zwalniam - żeby dłużej się cieszyć widokiem, i żeby (skoro już bardziej patrzę obok drogi niż na drogę) jechać bezpieczniej. Pomyślcie sami, ile się dzięki temu paliwa zaoszczędzi...

jesień Katowice Kostuchna Murcki

jesień Suszec 

jesień Woszczyce 

jesień Orzesze

Jeżeli ktoś przeklinał jadąc za mną - niech wyluzuje. 

Tagi: fotka jesień
23:39, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 września 2014

Kiedy byłem dzieckiem wczesnoszkolnym, wmawiano mi że nazwa "listopad" pochodzi od tego, że akurat liście opadają (wiecie, na zasadzie że "sierpień" to od machania sierpem i podobne). Wtedy to jakoś nie przeszkadzało, ciągle coś nowego w dziecięce głowy wtedy starali się wcisnąć, bardziej fascynowało co to są te paździerze, które pojawiały się w czytankach o starych wiejskich zwyczajach.

Mamy wrzesień, a ja trzeci weekend z rzędu spędzałem godzinkę wokół domu grabiąc i zamiatając liście. Jarzębina i akacja (oraz jakieś pnącze napłotne) dbają o to, żeby mi roboty nie brakowało, czasem coś zaleci jeszcze z oddali, w październiku pewnie bzy się postarają dołączyć. Jak tak sobie pomyślę, to w czasach szkolnych chodziło się na prace społeczne (polegające zwykle na grabieniu trawników) we wrześniu-październiku, więc niewiele się w kwestii opadania liści zmieniło, nawet na zmiany klimatyczne nie ma co tego zwalać (bo co nie spojrzeć, to powinno powodować późniejsze opadanie liści, a nie wcześniejsze niż w listopadzie).

Może listopad pochodzi w istocie od miesiąca, w którym wszystkie liście już opadły i na ziemi leżą? 

Tagi: jesień
21:23, bartoszcze , Język
Link Komentarze (2) »
sobota, 10 listopada 2012

Przed zimą trzeba w ogródku posprzątać, a jak ku temu słoneczna (napisałbym ciepła, ale to lekkie nadużycie) sobota, to trudno sobie wyobrazić lepsze warunki. Dziecię jak w zeszłym roku, poszło zerknąć na krzaki owocowe, i proszę: w listopadzie jeszcze maliny znalazło, sztuk siedem naliczyło. Poziomek też nie brakło, a w porównaniu z zeszłym rokiem miały zdecydowanie poziomkowy kolor (o smaku się nie wypowiadam, gdyż nie chciałem młodzieży nawet od ust odbierać). I tak sobie pomyślałem: jeżeli to się tak dalej będzie rozwijać, że coraz później i później, to kiedy w tym roku przyjdzie zima? No niby juz pierwsza była, ale...

Przy zgarnianiu liści poczyniłem zaskakujące odkrycie - tu i ówdzie spod grabi wyskakiwały.. orzechy włoskie (jak również żołędzie). Ani orzech, ani dąb mi w ogródku ani za płotem nie rosną, więc spaść nie mogły. Nawet się myśl zrodziła, że to do jakiejś zabawy celowo poskrywane, ale nikt się w domu do takich pomysłów nie przyznał. Ostatecznie padło na ptaki, że pewnie gubią w dziobie nosząc (bo chyba nie wpadło im do łebków robić sobie spiżarni pod moim płotem). Orzechy zostały przyjęte (okoliczne drzewa latoś słabo obrodziły), żołędzie.. niech sobie mają. 

I tylko nie wiem, czy biedronki wygrzebane spod liści, to one tam zapadały były w sen zimowy czy już wieczny, kiedyś miałem sprawdzić ich cykl życiowy ale mi się dotąd nie chciało.

Tagi: jesień
23:25, bartoszcze , Eko
Link Dodaj komentarz »