Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: żałoba narodowa

poniedziałek, 10 października 2016

Umrzeć - ludzka rzecz. Codziennie odchodzą tysiące, prawie codziennie odchodzi ktoś mniej lub bardziej znany (pomijam tu osoby znane komuś osobiście, bo to jednak inny wymiar relacji), na Wszystkich Świętych tworzy się wspominkowe listy umarłych w ciągu ostatniego roku.

Zwykle po śmierci kogoś znanego, pojawia się wiele reakcji wyrażających żal - czy to przez zapalenie wirtualnej świeczki, czy to przez takie czy inne wspomnienie, wielu wzdycha "co za wielka strata" (przy okazji śmierci kogoś przynajmniej relatywnie młodego dodaje się "mógł jeszcze pożyć", ale to tak na marginesie). Często się wtedy zastanawiam, na czym taka strata polega, poza "utratą stanu posiadania"? Jaką wartość - poza sentymentalną - przedstawia były polityk, dziennikarz czy artysta, o którym od dawna cicho (o celebrytach nie wspominając)? 

Co najmniej od północy wszyscy wspominają Andrzeja Wajdę (najczęściej przywołując ulubione filmy lub sceny). Przez 60 lat nakręcił tych filmów istotnie wiele, z jednej strony biorąc się za Tematy Największe, z drugiej osiągając godną podziwu różnorodność. Jego ostatni film wejdzie na ekrany w styczniu, w zeszłym miesiącu został już wybrany na polskiego kandydata do Oscara.

Śmierć takiego 90-latka to strata.

środa, 12 maja 2010

Dzisiaj na lotnisku w Trypolisie rozbił się podchodzący do lądowania samolot ze 105 osobami na pokładzie. Nikt nie przeżył.

Pomiędzy dzisiejszą katastrofą a wypadkiem w Smoleńsku różnica wyraża się w liście pasażerów. Zapewne Kaddafi ogłosi żałobę narodową, ale mało prawdopodobne, aby przyłączyli się do niej choćby sąsiedzi.

Dla mnie jednak sprawa ma nieco inny wymiar, bo na tym lotnisku dobrych parę razy startowałem i lądowałem (choć w tym konkretnym locie na pewno nie byłoby mnie na pokładzie). Dlatego nie obejdzie się bez cichej żałoby.

PS. Pojawiła się informacja, że jedno 8-letnie dziecko przeżyło katastrofę. Allahu Akbar.

niedziela, 18 kwietnia 2010

Gdyby w wypadku zginął prezydent Barack Obama, opłakiwałoby go serdecznie 90% Bible Belt. Gdyby w wypadku zginął prezydent George W. Bush, opłakiwałoby go serdecznie 90% Big Apple. I nie spodziewabym się głosów - że to nie wasz prezydent, więc się odsuńcie, bo tylko my mamy moralne prawo etc.

U nas śmierć Prezydenta Lecha Kaczyńskiego - a jakże, ujawniła poczucie umocowania do rozdzielania uprawnień, komu i jak wolno wspominać prezydenta, ba! co komu wolno czuć. Tradycja Eligiusza Niewiadomskiego, tej buty pozwalającej na samodzielne rozstrzyganie, komu wolno być Prezydentem, że o pomniejszych aktach bandytyzmu mentalnego nie wspomnę, jest w głowach betonowej prawicy wiecznie żywa, żywsza niż jakakolwiek nauka chrześcijańska.

Panowie Mazurek, panowie Krasnodębscy, panowie Rymkiewiczowie: spieprzajcie, dziady.

sobota, 17 kwietnia 2010

Za komuny mieliśmy w telewizorze (za mojej pamięci) dwa programy telewizyjne, później pojawiła się jeszcze TV lokalna. Mówiło się wtedy, że na wszystkich i tak jest to samo (co niekoniecznie oznaczało tę samą audycję w tym samym czasie).

Włączyłem dzisiaj telewizor przed 15-tą. Na pierwszych ośmiu kanałach miałem dokładnie ten sam program (na kilku dalszych jeszcze też, nie zliczę). Praktycznie wszystkie kanały telewizji publicznej oraz grupy TVN i grupy Polsatu nadawały zgodnie transmisję z uroczystości żałobnych w Warszawie. Takie łudzące wrażenie jedności narodowej (a przynajmniej medialnej).

Puenty nie będzie.

piątek, 16 kwietnia 2010

Stoję w kolejce na poczcie. Gdzieś za mną stoi dwóch nastolatków, nie mam pewności, czy bardziej gimnazjalnych, czy już licealnych. Swobodnie sobie dyskutują o sprawach różnych, aż nagle jeden z nich pyta drugiego:
- A ty będziesz jechać do Warszawy na ten pogrzeb Papieża.. ee.. no wiesz czyj?

środa, 14 kwietnia 2010

Żyjemy nadal w poczuciu straty, opadającym nas zewsząd, wśród zniczy, kwiatów i spływających kondolencji. Świat tymczasem żyje dalej.

W katastrofie kolejowej we Włoszech zginęło 7 osób, inne uratowały się cudem.
W kopalni w Zabrzu zasypało górników, 1 zginął.
Spadł samolot w Meksyku, zginęło 5 osób
W Tybecie miało miejsce silne trzęsienie ziemi, zginęło co najmniej 300 osób.

Wszystkie te informacje, przechodzą koło nas jakby nigdy nic, choć nie są ani trochę mniej tragiczne niż gdyby zdarzyły się o tydzień wcześniej. Herbert postawił kiedyś za temat do rozmyślania arytmetykę współczucia, ale proste przeliczanie liczb i odległości nie wystarczy, nawet i wyższa matematyka by nie pomogła. Chyba że uwzględniłaby w liczbach tę względną osobistość relacji między współczującym a opłakiwanym. Egocentryczną, bo osobistą.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Nastrój żałoby pomału opada, coraz więcej będzie dywagacji politycznych, więc pomału należy się z melancholii otrząsać. Utwór, który zaczął dzisiaj za mną chodzić, tyle ma wspólnego z naszym stanem, że powstał na cześć śmierci pewnego człowieka. Nie zginął on wprawdzie w katastrofie ani nawet wypadku, lecz został zabity w 1987 roku w Nikaragui, gdzie pracował przy budowie elektrowni wodnej. Nie o podobieństwo sytuacji tu jednak chodzi, lecz o zawsze aktualny wers:

For all those born beneath an angry star
Lest we forget how fragile we are

Czyli w wolnym przekładzie: Urodzeni pod złą gwiazdą, pamiętajmy, jak kruchy jest każdy z nas.

Może banalne, może oklepane. Ale niech Sting śpiewa.

sobota, 10 kwietnia 2010

Kpiłem kiedyś z praktyki zarządzania żałoby przy każdej możliwej okazji. Dziś, po katastrofie prezydenckiego samolotu, zwłaszcza kiedy czytam listę ofiar, sam mam chęć poszukać jakiejś czarnej wstążeczki, żeby na blogu powiesić.

13:23, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »