Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: media

czwartek, 17 września 2015

Wieczorna chwila odpoczynku, leniwie przeglądam co tam fejs przyniósł. Rzuca mi się w oczy link sponsorowany o tradycyjnie szokującym tytule, tym razem "FIRMA ZBANKRUTOWAŁA BO FISKUS UZNAŁ ŻE LODY TO NAPÓJ!" Oczywiście popadam w namysł, bo pierwsze prawo mediów mówi, że ważne żeby było chwytliwie, a drugie - że związek tekstu z rzeczywistością nie jest niezbędny. Dochodzę do wniosku, że trzeba to rozkminić, klikam, czytam notkę niewychodzącą w istocie poza komunikat reportera sądowego PAP (chyba). Postanawiam przeprowadzić Próbę Gugla. 

Trach, wyskakuje mi od razu parę linków, w tym strona rzeczonej firmy. Clou sprawy polegało na tym, że na lody prawo przewiduje obniżoną stawkę VAT, natomiast na napoje bezalkoholowe - normalną (wysoką). Ha ha ha, śmieją się wszyscy, jak to nie można odróżnić napoju od loda, włoskiego lub gałkowanego, prawda? Spoglądamy na stronę producenta - produkuje on lizaki lodowe, które kontrahentom dostarcza w formie... płynnej (Lody wodne GUT-MIX  przechowywać można w stanie płynnym, przez co nie wymagają specjalistycznych warunków przechowywania i transportu.Zamrażamy je przed spożyciem)?, czyli - można by rzecz - jakby nieszczególnie przypominającej lody. Śmieją się państwo nadal? 

Nie twierdzę, oczywiście, że urząd skarbowy miał rację, zwłaszcza że sąd administracyjny przyznał rację firmie. Zwróciła jednak moją uwagę kategoryczność twierdzenia że firma nie wytrzymała i upadła - jakkolwiek jej strona wydaje się być w jak najlepszym stanie (jeśli kiedykolwiek była we wzorowym), a w jej rogu widać datę 2015. Cóż, przed mediami dobrze jest źle się prezentować, kiedy pretenduje się do bycia ofiarą.

Morał z tej historyjki jest taki, że nie należy ślepo wierzyć w to co się przeczyta w internecie, a także w to co się przeczyta w gazecie lub usłyszy w radio czy telewizji

poniedziałek, 10 lutego 2014

...to po wyjściu na wolność podjechałbym do salonu z samochodami luksusowymi, grożąc nożem zmusił personel do wydania mi samochodu, może być z jakąś blondynką jako kierowcą - a potem pojechałbym (zostałbym zawieziony) do Gesslera na długi i wystawny obiad (za który, oczywiście, zapłaciłby Gessler).

Rozbój przy użyciu niebezpiecznego narzędzia, plus ewentualne pozbawienie wolności - wystarczy na długi wyrok (choć nie w warunkach recydywy). Sam obiad u Gesslera chyba byłby wykroczeniem, poza tym fakt, że to u Gesslera, byłby okolicznością co najmniej łagodzącą (orżnąć złodzieja). I nikt przy tym de facto by nie ucierpiał (no, ktoś musiałby zapłacić za paliwo do jaguara, porsche czy co najmniej bmw).

Oczywiście, nie jestem Trynkiewiczem, a on nie myśli tak jak ja. Ale jeśli miałby nie wytrzymać presji jakiej zostanie poddany na wolności, to lepiej żeby wrócił do więzienia w taki sposób, niż krzywdząc kogoś naprawdę.

Może to nie temat do luźnego pisania, ale prawdę mówiąc, już wczoraj (w niedzielę) miałem dość tematu, a dzisiejsze (poniedziałkowe) newsy w zasadzie dotarły do granic mojej wytrzymałości. 

 

wtorek, 29 grudnia 2009

Napisanie notki na ten temat chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu, a rolę "cyngla" (angielski "trigger" jest dużo bardziej adekwatny, niż jego polski odpowiednik) odegrał ten tekst, w którym znajdujemy następujący cytat:
"zmiany klimatyczne są niebezpieczne dla naszej planety, naszej gospodarki, naszych dzieci i wnuków"

No i właśnie. Czy na pewno? Nie zamierzam tu rozwodzić się nad tym, czy te zmiany faktycznie zachodzą i czy zachodzić będą (przyjmuję zdanie większości naukowców, nie wchodząc w detale). Interesuje mnie tylko określenie, na co w jaki sposób wpłyną, ewentualnie czemu mogą służyć takie czy inne proponowane rozwiązania. Powyższe zdanie nawet nie jest do końca reprezentatywne dla typowej dla problemu retoryki, ponieważ najczęściej - w moim odczuciu - używany jest argument "ekologiczny", czyli "niszczymy naszą Ziemię".

Otóż jest to - cytując śp. ks. Tischnera - g..o prowda. Ziemia liczy sobie parę miliardów lat (kreacjonistów uprzejmie prosimy na swoje blogi), życie na niej  pewnie z połowę tego, przeszło przez najrozmaitsze formy i przypadki, przeżyło rozmaite ciężkie ciosy, powodujące zagładę niemal całkowitą na poziomie zarówno globalnym, jak i lokalnym (vide Krakatau). A mimo to, zawsze sobie jakoś to życie radzi. Ziemia i życie na Niej liczą sobie bowiem czas w zupełnie innej skali, dla której jesteśmy ledwie epizodem. Czym więc będą dla Ziemi przejściowe (a nawet trwałe!) zmiany klimatyczne? Kolejnym epizodem lub epizodzikiem. Bywało na Ziemi i dużo cieplej, i dużo zimniej, i generalnie dużo nieprzyjaźniej (nawet mimo naszych starań).

Tak, jest jeden drobny szczegół: we wcześniejszych epizodach brakowało Czlowieka. Zmiany klimatyczne mogą zaś spowodować, że Człowiekowi będzie się na Ziemi żyło trudniej (bo nawet najczarniejsze wersje nie przewidują, by wskutek zmian klimatycznych ludzkość miała wyginąć).

Komu więc zagraża "globalne ocieplenie"? Nie, nie naszej planecie, Ona go nawet nie zauważy. Życiu też nie, ono najwyżej nieco zmieni swoje oblicze. Gejzerem hipokryzji jest przypisywanie zmianom klimatycznym całego zła w zakresie zmniejszania się bioróżnorodności Ziemi - działalność Człowieka od setek lat tak drastycznie Ziemi szkodzi, że naprawdę trudno bardziej (mój ulubiony cytat: "I ziemia [..] jeśli porównać z tym co dawniej to co dziś, jakby same kości z ciała, które choroba zjadła [...] został tylko chudy szkielet Ziemi"; to nie jest cytat z raportu Greenepeace, to jest cytat z Platona - za A.Trepka, Król tasmańskich stepów, 1980). Jedynym zagrożonym jesteśmy my (a właściwie jakość naszego życia), ale tego nie dałoby się tak ładnie "sprzedać".

Zastanawia przy tym histeria, jaka zaczyna temu towarzyszyć. Po fiasku szczytu w Kopenhadze pisano, że "że za 11 lat emisje gazów muszą być zmniejszone o 30-40 proc. w stosunku do 1990 r. - bo inaczej Ziemi grożą katastrofy na biblijną skalę". Że co? Wszystkie prognozy naukowców polegają na tym, że "w określonych założeniach, przyjmując za prawidłowe modelowanie zdarzeń, prawdopodobieństwo wystąpienia określonych zdarzeń jest o x% wyższe niż w innym przypadku". A tu nagle taki deadline (podczas gdy równie dobrze cokolwiek może się zdarzyć jutro, jak i za 100 lat).  Nieobce jest też uczucie manipulacji - parę dni temu GW opublikowała tekst "ABCO2 globalnego ocieplenia". Na sąsiedniej stronie znajdował się wywiad z pewnym biologiem, który mówiąc o zmianach klimatycznych, wskazywał, że jest to tylko jeden z czynników oddziałujących na przyrodę. No i z jakiegoś dziwnego powodu, kurat ten wywiad nie znalazł się na portalu Gazeta.pl, ani w dziale Biologia, ani w dziale Zmiany klimatu:P (dla zainteresowanych - tutaj znalazłem kopię, pod tekstem Ulanowskiego).

Ba, nawet jak się tak dobrze zastanowić, to nawet i samemu Człowiekowi zmiany klimatyczne niestraszne. Świat taki jaki jest, zdaje się nam taki znajomy, a przecież zmienia się on w zastraszającym tempie. Nasi pradziadkowie patrzyliby na niego zupełnie inaczej, a przecież i 200-300 lat temu, przed eksplozją rewolucji przemysłowej, Człowiek żył w najlepsze tak, jak mu natura zagrała. A dzisiaj okazało się, że kiedy już prawie-prawie ujarzmiliśmy świat, to nagle jego zmienność zaczyna nam przeszkadzać, i za naście-dziesiąt-set lat życie takie, jak dzisiaj może nie być możliwe. Co nawiasem mówiąc zresztą jest zupełnie niezależne od zmian klimatycznych.

Na zakończenie refleksja, która też mnie nachodzi ostatnimi czasy - a co jeżeli globalne ocieplenie jest odpowiedzią Matki Ziemi na nasze istnienie i zachowanie? Strugaccy wymyślili kiedyś Homeostatyczny Wszechświat, który starał się utrudnić zniechęcać naukowcom do odkrywania pewnych tajemnic rzeczywistości. A jeśli Ziemia chce nas do czegoś zniechęcić..?

Ponieważ nie wiem, czy jeszcze będzie mi się chciało coś w tym roku napisać - na wszelkim wypadek już teraz życzę wszystkim: Wesołego, lecz Spokojnego Roku 2010!