Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: F1

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Są takie dni kiedy się dzieje. Bernie Ecclestone po 40 latach przestał kierować Formułą 1 (został oficjalnie mianowany prezesem emeritusem), ogłoszono tytuł Epizodu VIII Gwiezdnych Wojen ("The Last Jedi"), który wejdzie do kin w grudniu, Macierewicz coś palnął o Piłsudskim w Powstaniu Warszawskim, a ratownicy w Abruzzach wykopali spod zasypanego przez lawinę hotelu trzy żywe szczeniaki. W takim natłoku informacja o czyjejś śmierci łatwo może zginąć...

Ale nie ta. W wieku 75 lat odszedł Gorden Kaye. Nie wiecie kto to? Najwyraźniej nie żyliście w latach 90-tych. Rene Artois i jego brat bliźniak, mąż You Stupid Woman, posiadacz kiełbasy z Madonną z Wielkim Cycem Van Klompa (czasem bez Cyca)... Dał nam tyle radości w serialu Allo, allo!, że został postacią nieśmiertelną, całe moje pokolenie dziś płacze i wznosi kielich wina za jego pamięć.

Tytuł pożyczyłem z komentarza pod jakimś wspominkowym wpisem. Porucznik Gruber, posiadacz małego czołgu, przez cały właściwie serial się do Rene zalecał (bez wzajemności, Rene wolał Yvette i inne dziewczyny). Zabawne, bo Kaye był gejem - ale ileż serial by stracił, gdyby tak było w scenariuszu...

Merci, Rene.

Gorden Kaye RIP Allo allo Rene Artois

sobota, 24 września 2016

Trolle to niesympatyczne zjawisko (te internetowe, z prawdziwymi nie miałem doświadczeń). Łażą i powtarzają swoje bzdury, czasem w sposób na tyle ordynarny i kłamliwy, że trudno na nie zastosować najprostszą metodę na trolla - czyli ignorowanie.

Jest sobie taki internauta, najczęściej używa zwiska fracky. Jest znany na większości serwisów poświęconych F1, na większości jest znany ze złej strony - jeżeli nie jest zabanowany to jest ignorowany (czasem desperacko szukając dla siebie możliwości wzięcia udziału w dyskusji udaje kogoś innego, ale zwykle jest szybko rozpoznawany). Są jednak w dalszym ciągu serwisy, których właściciele starają się mieć dużo wyrozumiałości. Tam fracky pleni się w sposób często nieprzyjemny dla otoczenia, gdyż nudzi straszliwie, starając się za wszelką cenę udowodnić że "ma rację" (a że jej zwykle nie ma - używa tupania i udawania że to jego ręka), oraz nieustannie deklarując swoją rzekomą wyższość nad innymi dyskutantami i powołując się na swoje urojone "sukcesy" w dyskusji (czyli własne przekonanie, że powiedział coś mądrego i prawdziwego, zwykle wbrew faktom).

Jednym z takich wyrozumiałych gospodarzy jest Karol296, prowadzący zacny serwis Cyrk F1 (nie pamiętam teraz czy go polecałem przy okazji któregoś Blog Day? jak nie to może w przyszłym roku). Mniej więcej miesiąc temu Karol opublikował wpis poświęcony wykorzystywaniu komputerów do symulacji aerodynamicznych, czyli tzw. CFD (to nie jest zasadniczo wpis poświęcony kwestiom technicznym, więc staram się pisać jak dla laika). Pod tym wpisem zmaterializował się fracky, niby starając się coś powiedzieć na temat, ale głównie żeby pochwalić się ilu to Bohunów nie usiekł. Zaczęła się wymiana zdań, w której fracky zakwestionował znaczenie rozwoju komputerów- w tym ich mocy obliczeniowej - dla CFD, żeby wreszcie wyrazić znamienny pogląd:
"W regulaminie zawarty jest zapis o maksymalnej mocy obliczeniowej komputera, z jakiej można skorzystać" (23.08.2016, 06.15 - uwaga: linki z godziną prowadzą do komentarzy Disqus, które z powodu obszerności dyskusji mogą się dłuugo ładować)

Zareagowałem instynktownym sprostowaniem - gdyż ze względów zawodowo-hobbystycznych akurat trochę regulaminy F1 czytam - że akurat regulamin takich ograniczeń mocy nie zawiera (23.08.2016, 14.13). Cóż, było to wywołanie trolla z lasu (z jaskini? za słabo znam się na biotopach trolli). Od tamtej pory fracky (który na dodatek ma do mnie głęboką zadawnioną urazę za wielokrotne lanie, jakie mu sprawiłem w dyskusjach) agresywnie próbuje na mnie skakać niczym jamnik z potrzebą kopulowania, ale - o dziwo! - nie potrafi podać ile wynosi ten rzekomo widniejący w regulaminie limit "maksymalnej mocy obliczeniowej".  Próbował już metody, że "jego twierdzenie samo w sobie jest dowodem" (25.08.2016, 23.11), próbował konceptu "najpierw oskarżyciel wykłada swoje argumenty"(26.08.2016, 12.09) - nie rozumiejąc (udając że nie rozumie) że nie jest w procesie karnym, tylko w dyskusji, gdzie skoro postawił tezę to powinien ją udowodnić). Dzięki cierpliwym podpowiedziom (nie wprost, przyznaję) udało mu się przynajmniej dotrzeć do właściwego regulaminu określającego warunki korzystania z CFD, ale w dalszym ciągu nie rozumie tego co w nim jest napisane (może dlatego że po angielsku, to istotna bariera). Skupił się na figurującym w regulaminie wzorze określającym parametr zatytułowany TotFLOPS mylnie wyobrażając sobie, że jest on zarazem limitem mocy obliczeniowej (nie będąc oczywiście w stanie podać wartości tego limitu)...  

Zabawa (przyznaję ze smutkiem, że czasem odwołuję się do niskich instynktów i czerpię przyjemność z igrania ze słabeuszem) z frackym trwała długo, nie będę jej w całości przytaczał, okresowo zanikała - ale naiwniak wracał (tak, tu też zaglądał). W końcu jednak przeszedł samego siebie i radośnie zaprzeczył samemu sobie, twierdząc że przewidziany w regulaminie limit mocy obliczeniowej komputera... "zależy od specyfikacji sprzętowej superkomputera" (21.09.2016, 14.07, wcześniej w innym miejscu wyraził to jako "Dla każdego komputera ten limit jest i zależy od jego parametrów"). Tak, rozumiem że przecieracie oczy: najpierw twierdził, że nie ma sensu zwiększać mocy obliczeniowej komputera, bo regulamin przewiduje limit dostępnej mocy obliczeniowej, a teraz twierdzi, że ten limit zależy od parametrów komputera (czyli jak ktoś rozbuduje komputer i zwiększy jego moc, to będzie miał wyższy limit)...

Po co ta notka, zapytacie? Bo - mówiąc szczerze - uznałem że przyda mi się resume, które będę mógł jednorazowo wkleić, kiedy fracky znowu odczuje potrzebę wywnętrzania się... A poza tym czyż można zrobić trollowi większą przyjemność, niż poświęcić mu tyle czasu i miejsca? ;)

PS dla frackiego - to jest notka, pod którą możesz się zrehabilitować i spełnić określone dwa tygodnie temu warunki dalszego komentowania tutaj, a to:
1/ podać ile wynosi przewidziana regulaminem maksymalna moc obliczeniowa z jakiej można skorzystać,
2/ wskazać na właściwe punkty regulaminu, które to określają,
3/ jeżeli trzeba to policzyć przy użyciu wzoru:
a/ podać wzór,
b/ wyjaśnić jakie wartości i dlaczego należy do niego podstawić (z powołaniem regulaminu - pkt 2 powyżej)
c/ przeprowadzić i podać obliczenia.

PS 2 Po pięciu tygodniach wstydzenia się fracky w końcu potwierdził, że w regulaminie nie ma limitu mocy obliczeniowej.  Co za zaskoczenie! :)

PS 3 Po dwóch miesiącach fracky postanowił się wreszcie przyznać, że nie zna regulaminu. Co oczywiście było jasne od samego początku...

PS 4 Ponieważ fracky bojaźliwie snuje się za mną po internecie jak smród po gaciach, marudząc o rzeczach, których nie zrozumiał - dla zachęty informuję, że pytania o niezrozumiane przez niego ograniczenia ilości operacji może zadawać tutaj (do niewiedzy w kwestii limitu mocy się wszak już przyznał). Ponieważ jednak do rozmowy musi mieć pewne podstawy, warunkiem zadania pytania jest udzielenie przez niego poprawnych odpowiedzi na pytania:
- czy ilość prac nad CFD jest regulaminowo ograniczona,
- jak mierzy się ilość prac nad CFD.
Chamstwo, oczywiście, nie będzie tolerowane :)
Aha, dla jasności - to jest jedyne miejsce, w którym może się spodziewać odpowiedzi :) 

PS 5 Wygląda na to, że fracky stchórzy i nie podejmie się dyskusji o znalezionej w regulaminie liczbie, której nie rozumie (bo nie przeczytał opisów do wzoru). Zamiast tego opowiada, jak to smoka ubił :) Aha, wycofał się chyba z opowieści o tym że limit mocy zależy od specyfikacji, co za zaskoczenie!

PS 6 Z okazji Święta Narodowego będzie podpowiedź dla frackiego, bo biedak sobie wyraźnie nie radzi (i nie chodzi tylko o to, że tchórzy, ale łazi i błaga o podpowiedź). Przyjmijmy, że w regulaminie istnieje maksymalna moc obliczeniowa, z jakiej w danej chwili może korzystać komputer używany do CFD (nie istnieje, ale zróbmy na moment frackiemu tę przyjemność), nazwijmy ją P(max). Fracky przyznał już istnienie okresów rozliczeniowych o długości określonej w regulaminie, nazwijmy ją t. Czy ilość operacji, jaką można wykonać w okresie t na komputerze pracującym z mocą nie większą niż P(max) - nazwijmy ją n(max), będzie jakoś ograniczona?
Ciekawe, czy fracky potrafi rozwiązać tak trudne zadanie z fizyki... 

PS 7 - aktualizacja z 19.11.2016 dla tych, którzy nie chcą czytać komentarzy: fracky zawiesił się po przytoczeniu z regulaminu jednej liczby (ze źle zacytowaną jednostką) oraz dwóch pojęć, z których jedno ma w nazwie słowo "limit", a drugie ma w definicji słowa "moc obliczeniowa"; jak coś z tego ma wynikać, to fracky na razie nie rozumie albo boi się podać :)

PS 8 Ponieważ fracky chyba cierpi na jakieś przejściowe zaburzenia wzroku, wklejam fragment strony regulaminu, wokół której chwilowo toczy się dyskusja:
CFD limit f1 sporting regulations 
Oceńcie sami: czy w pierwszej linii jest słowo Teraflops, czy TFLOPS? Czy w linii zaczynającej się od 3.7 widzicie coś o "computing power"? 

PS 9 Wygląda na to, że fracky ostatecznie zrozumiał swój błąd (po tym jak podpowiedziałem mu jaka wartość jest w przepisie, na który się próbował triumfalnie powołać) i uciekł gdzie pieprz rośnie. Ale jedna rzecz jest w tym wszystkim dobra - specjalnie założył własnego bloga (!), na którym będzie szerzył swoją wyższość nad całym światem, logiką i fizyką* :)
*and many, many more 

09:37, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (62) »
poniedziałek, 15 czerwca 2015

Tematem ostatnich dni w F1 jest niewątpliwie... wyścig samochodowy 24 godziny Le Mans, zaliczany oczywiście do zupełnie innego cyklu wyścigowego World Endurance Championship (wyścigi w tej serii trwają co najmniej po 6 godzin). Wyścig ten zawsze miał wiele punktów stycznych z F1, na liście startowej zawsze można znaleźć wiele nazwisk z lepszą lub gorszą przeszłością w F1, w tym roku jednak po raz pierwszy od dawna wystartował czynny kierowca F1 - Nico Hulkenberg (przepraszam za brak umlautów nad u). Był to jego debiut w tej imprezie, podobnie jak jego partnera Earla Bambera - i był to debiut nad debiuty, bo wspólnie z debiutującym w klasie LMP1 Nickiem Tandy (dwa razy startował bez sukcesów w znacznie słabszej kategorii) pobili wszystkich, kolegów z drugiej załogi Porsche wyprzedzając o okrążenie. W ogóle można rzec, że do sukcesu w tym roku potrzebny był kierowca F1 - drugie miejsce zajął świetnie znany kibicom F1 Mark Webber, w załodze z trzeciego miejsca jechał Andre Lotterer, który w zeszłym roku startował na Spa z Caterhamem (aczkolwiek to raczej incydent w jego karierze wyścigowej). 

W toku relacji (śledziłem przez czas jakiś, sporo koszul przy tym wyprasowałem) kilkakrotnie przewijały się porównania wyścigów WEC do wyścigów F1, różni komentatorzy zdradzali się z zauroczeniem dla szybkości samochodów i ilości walki na torze. Co do szybkości.. trochę trudno porównywać, bo samochody WEC i bolidy F1 nie stają zwykle razem na torze, z lubością powtarzano (jako dowód wyższości) uwagę Lotterera ze Spa, że samochody WEC w zakrętach mogą bardziej cisnąć z uwagi na lepsze opony - aczkolwiek z drugiej strony w tym roku prędkość maksymalna oscylowała koło 340 km na dwukilometrowych odcinkach prostej Mulsanne, podczas gdy bolidy F1 już w zeszłym roku wyciskały tyle na jednym kilometrze w Kanadzie, nie mówiąc o Monzy (osobną kwestią byłyby ustawienia). Co zaś się tyczy walki - kiedy przenicować wyścig Le Mans, to okazuje się on nieustającym lawirowaniem szybszych wokół wolniejszych, przy różnicach dalece wyższych niż w wyścigu F1; dość powiedzieć, że gdyby w kwalifikacjach LeMans zastosować znaną z F1 regułę wymagającą uzyskania najwyżej 107% czasu lidera, to z 55 samochodów, które zameldowały się na starcie, do wyścigu ruszyłoby... dziesięć (sklasyfikowana w wyścigu na przedostatnim miejscu załoga z Kubą Giermaziakiem miała do zwycięzców 75 okrążeń straty). Żeby sobie uzmysłowić, jak wygląda jazda w LeMans, należałoby wypuścić na tor 10 samochodów F1 (powiedzmy Mercedesy, Williamsy, Lotusy, Force India i Saubery), w towarzystwie 10 samochodów GP2 i 8 porsche z zawodów Super Cup; akcji byłoby co niemiara, ale czy to na pewno będzie ściganie na najwyższym poziomie...

Statystycy szybko wygrzebali, że ostatni raz czynni kierowcy F1 triumfowali w Le Mans w roku 1991. Cóż, kiedyś dla kierowców F1 start w Le Mans bywał po prostu naturalną częścią sezonu, pewnie nawet używali tych samych samochodów. Być może starty kierowców F1 znów staną się częstsze (choć pytanie czy samochodów nie braknie...), ciekawe czy doczekamy się startu bolidów F1 - regulaminy WEC są dalece bardziej elastyczne niż F1, zwycięskie porsche było napędzane dwulitrowym silnikiem benzynowym V4 turbo i pokonało faworyzowane audi z czterolitrowym turbodieslem, oba oczywiście w wariancie hybrydowym - a dziś Nick Chester z Lotusa zasugerował półżartem, że obecne regulacje F1 powodują, że silnik i skrzynia biegów powinny wytrzymać dystans Le Mans, więc kto wie... (oczywiście potrzebne byłyby opony wytrzymujące odpowiednio więcej, obecne opony dla F1 są projektowane raczej tak, żeby nie przejeżdżać na nich wielu setek kilometrów, bo to psuje wyścigi)

Tagi: F1 le mans WEC
21:27, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 14 września 2014

Sezon F1 kręci się w najlepsze, aż trudno pisać o poszczególnych wyścigach, kiedy się ma usta rozdziawione z zachwytu (poza tym, mówiąc szczerze, w tylu miejscach piszą fajnie, że ledwo nadążam czytać, i trudno przy tym wydobyć jakiś oryginalny ton, a notowanie dla notowania znudziło mi się dawno temu). 

Dominującym hasłem w tym sezonie jest oczywiście "postęp" i "zmiana", zmiany technologiczne zaowocowały przetasowaniami w stawce i masą nowych, wciąż oswajanych rozwiązań (skutkiem ubocznym jest fantastyczne ściganie, co marudy jakoś zwykle przegapiają). Kierowcy i ekipy wciąż poznają możliwości swoich szalejących maszyn, rejestrując każde drgnienie z dokładnością do setnych sekundy i starając się z niego wycisnąć maksimum informacji. Nieoczekiwanym efektem stało się podawanie na bieżąco informacji, że "w zakręcie nr 3 możesz nadrobić dwie dziesiąte sekundy bo partner daje radę" lub "odpuszczaj gaz przed zakrętem jedenastym, to zaoszczędzisz paliwo nie tracąc na czasie". Złośliwi zaczęli mówić, że kierowcy są sterowani z boksów...

Przesadzanie zwykle źle się kończy. W tym sezonie FIA pogroziła już raz palcem, uznając, że zespoły zaczęły przesadzać z tzw. systemem FRIC (pozwalającym na stabilizowanie samochodu przez hydrauliczne połączenie przedniego i tylnego zawieszenia) do tego stopnia, że stał się on zakazanym "ruchomym urządzeniem aerodynamicznym". Tym razem uznano, że takie rozmowy z kierowcą mogą stanowić naruszenie zasady, że kierowca prowadzi samochód samodzielnie (i przy okazji zakazu przekazywania do samochodu danych) - a w konsekwencji sprecyzowano, że nie wolno przekazywać przez radio informacji dotyczących osiągów samochodu lub kierowcy (po więcej szczegółów odsyłam do Mikołaja Sokoła, bo nie będę tego przepisywał ani przeklejał).

Jako że ludzie są.. ludźmi, natychmiast zaczęły się rozważania, czy zespoły mogą próbować przekazywać informacje w sposób zaszyfrowany. Żadna to nowina, mnie się nasunęła analogia brydżowa - już nieoceniony Janusz Mikke (pseudonim artystyczny znacie) asystując Andrzejowi Macieszczakowi pisał, że najbardziej typowym dla brydża sposobem oszukiwania jest nielegalne przekazywanie informacji partnerowi (ponieważ wszelkie formy werbalne przy brydżowym stoliku są zakazane, zostają wszelkie próby przekazywania informacji gestem). Tak w brydżu, jak i w wyścigach, problemem jest ograniczona ilość możliwych kodów, zwłaszcza w relacji do ilości możliwych do przekazania informacji - zwłaszcza że i tu, i tu przyłapanie może rodzić konsekwencje czyniące całą zabawę grą niewartą świeczki.

Nie spodziewam się więc zbyt wielu dziwnych komunikatów, i oczekuję, że - wbrew tytułowi - wyścigi staną się bardziej... wyścigowe, oldschoolowe wręcz, kiedy kierowca będzie z jednej strony sam pilnował co mu się w samochodzie dzieje, a z drugiej sam wyważał między ostrożnością a ryzykiem, szukając granicy - czy też, jak mówią w motosporcie: limitu.  

piątek, 07 września 2012

Na blogu sportowym w serwisie śląsk.sport.pl piszę w takim tempie, że wrzucanie na bieżąco zajawek do notek zaburzyłoby tradycyjny porządek na tym blogu, zakładający w miarę możliwości regularny płodozmian i unikanie powtarzania kategorii. Dlatego teraz zajawka zbiorcza do trzech nowych notek:
- z Londynu o powrotach sportowców w sporcie paraolimpijskim,
- ze Szkocji o tym, jak śnić na granatowo, 
- i o tym, jak najlepiej jechać do Francji na Euro.  

Komentarze wyłącznie pod właściwymi notkami.

piątek, 31 sierpnia 2012

I jak zwykle, co roku (taka nowa świecka tradycja) niewiele brakowało, żebym zapomniał o Dniu Blogera czy też może od Dniu Blogowania czy tez może o Dniu Bloga (to raczej bym w urodziny obchodził), czyli całkiem swojsko o Blog Day. 

Na szczęście w tym roku jestem przygotowany - będzie do bólu i znudzenia monotematycznie, albowiem w tym roku polecać się będzie:
1. F1talks czyli o Formule1 w nieco innej formule - krótkie opowiastki, nieraz mocno techniczne, faszerowane solidnie zdjęciami, do tego dla chętnych podgląd Twittera na bieżąco,
2. James Allen on F1 czyli czołowy brytyjski komentator Formuły1,
3. Joe Saward czyli stary brytyjski dziennikarz zajmujący się Formułą1 od wielu, wielu lat (nazywany ostatnio złośliwie Caterham Joe z racji swej admiracji dla zespołu znanego obecnie jako Caterham F1, niegdyś jako Lotus Team, ogólnie poczuwający się do bycia kontynuatorem i troskliwym opiekunem niegdysiejszego zespołu Lotus),
4. Sokolim Okiem, czyli o Formule1 pisze Mikołaj Sokół, najlepszy polski były komentator F1, bliski przyjaciel Roberta Kubicy i kopalnia wiedzy o tym, co w Formule1 przez wiele lat się działo,
5. byłoby przesadą,  żebym wstawiał tu piąty blog poświęcony F1, więc tradycyjnie życząc przyjemności w czytaniu wszystkich blogów na blogrollu podpowiem, że jeden blog tam również...

I tak oto minął kolejny Blog Day, w tym roku będący zarazem pierwszym dniem pierwszego weekendu wyścigowego po letniej przerwie:) 

Tagi: blogday F1
17:53, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (11) »
środa, 20 kwietnia 2011

Moja przeglądarka ma taką opcję, że w każdej nowo otwartej karcie daje mi osiem dużych plansz z linkami do najczęściej otwieranych stron (szczegóły algorytmu nieznane). Dzięki tej opcji widzę, jak bardzo zmienia się w czasie moja aktywność sieciowa (pewne rzeczy zostają stałe, inne wędrują między miejscami).

Włączyłem dziś popołudniu przeglądarkę i myślę: o, zmiana na liście, co to ja tak ostatnio często odwiedzam? No i zmiana symboliczna: w miejsce strony FIS, gdzie śledziłem na żywo zawody narciarskie, względnie wczytywałem się w statystyki po zawodach, pojawiła się strona serwisu Autosport.

Uznajmy to za symboliczny koniec zimy.

wtorek, 19 stycznia 2010

Znawców tematu być może zastanawia, dlaczego piszę o tym w środku zimy, długo po zakończeniu sezonu.
Pozostałych być może zastanawia, dlaczego taki dziwny tytuł w kategorii Junior:)
A Junior tak, ot, po prostu wypalił sobie ostatnio. Pewnie musiał zasłuchać, kiedy Ojciec oglądał transmisje na Polsacie, i mu się znienacka przypomniało:) Oczywiście potem padły pytania, jakie samochody mają KERS i co to w ogóle jest. Matka dyplomatycznie wskazała palcem na Ojca (w sumie ona się lepiej zna na samochodach oferowanych w salonach). Ojciec jakoś sobie poradził, chociaż koncepcja KERS w Skodach lekko nim wstrząsnęła:)