Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Małysz

sobota, 07 stycznia 2012

Dziś ogłoszono wyniki plebiscytu na Sportowca Roku. Wygrała - co nie było szczególną niespodzianką - Justyna Kowalczyk (gratulacje, oczywiście). 

Trzecie miejsce przypadło Adamowi Małyszowi. Na liście laureatów skrupulatnie podano uprawiane przezeń dyscypliny: skoki narciarskie/rajdy samochodowe. 

Mógłbym się tu poznęcać trochę złośliwościami o wygraniu Rajdu Czterech Skoczni, ale Mistrz sobie na to zwyczajnie nie zasłużył. Zwłaszcza że ten wynik w plebiscycie, to taka nagroda za całokształt, bo mimo wszystko jeden brązowy medal na mistrzostwach świata, jeden wygrany konkurs skoków i sześć (osiem jeśli wliczymy zawody z końcówki 2010) innych miejsc na podium, nawet jeśli dały trzecie miejsce w Pucharze Świata, to chyba jednak mało, żeby rywalizować z Mają Włoszczowską, Agnieszką Radwańską czy Pawłem Wojciechowskim. Niech jedzie spokojnie przez bezdroża południowoamerykańskiego Dakaru, może za jakieś 5 lat i tam doczeka chwały.

Tagi: Małysz
23:16, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (3) »
sobota, 05 marca 2011

Nie udało się Adamowi Małyszowi zakończyć kariery drużynowym medalem mistrzostw świata. Jak nieraz przedtem, po jednoseryjnym konkursie skończyło się na piątym miejscu. Decyzja o rezygnacji została podjęta, bo wiatr kręcił straszliwie, a wyniki były szczerze mówiąc mocno przypadkowe. Do medalu zabrakło 17 punktów.

Nasze orły krytycznie się wypowiadają o przerwaniu konkursu, a celuje w tym Kamil Stoch, nazywając tę decyzję "barbarzyństwem, które odebrało nam szansę walki o medal". Czuję się zmuszony zwrócić jednak uwagę, że gdyby Kamil w swoim skoku skoczył na miarę tego, czego od niego oczekujemy (nawet jeżeli wiatr miał średni i zmienny, a w końcowej fazie dziurę w powietrzu), to medal byłby najzupełniej realny i po jednej serii. Jeżeli zawodnik aspirujący do medali oddaje skok, który w konkursie indywidualnym prawdopodobnie wyeliminowałby go z drugiej serii, to zastrzeżenia powinien mieć przede wszystkim do siebie - że nie skoncentrował się w pierwszym skoku tak dobrze, jak potrafi to zrobić w skoku drugim (co Kamil wielekroć już pokazywał, także na tych mistrzostwach). 113,5 metra, 100 punktów - to o 10 metrów i 18 punktów za mało (nie wspominając o prawdopodobnej różnicy w nocie za styl po locie o 10 metrów dalszym).

Swoją drogą, konkurs był na tyle nieprzewidywalny, że słowo szansa było na miejscu w swoim loteryjnym odcieniu. Kiedy pomyślę, że przy skoku Adama średnia prędkość wiatru wynosiła ponad 2,5 metra na sekundę (18 punktów odjętych!) , to tracę wiarę w jakąkolwiek przewidywalność następnych rezultatów; poza, niestety, dość przewidywalną średniością skoku Stefana Huli, który tym razem ewidentnie nie trafił z formą (aczkolwiek większe pretensje mam zdecydowanie do Kamila).

A chyba najbardziej mi żal Michaela Uhrmanna. To miał być zdaje się jego ostatni skok w karierze, miał w swoich nogach pożegnalny medal (i w tamtym momencie nawet wydawało się, że ma szansę, by był to medal złoty). Skoczył jeszcze słabiej niż Stoch i Hula, do medalu jakiegokolwiek zabrakło Niemcom 0,7 punktu. Cóż, może Pani Fortuna odebrała mu dzisiaj to, co dała 9 lat temu, kiedy w Salt Lake City w wyścigu o drużynowe mistrzostwo olimpijskie wyprzedzili Finów o 0,1 punktu...

niedziela, 23 stycznia 2011

Kim jest Król Adam, wiedzą wszyscy, wzmianki o Księciu Kamilu były dotąd zwykle kwitowane uprzejmymi uśmiechami ("może kiedyś..."). Dzisiaj Kamil Stoch te uśmiechy zgasił (swoją drogą ciekawe ilu tych uprzejmie uśmiechających się pamiętało o jego czwartym miejscu na ostatnich mistrzostwach świata w Libercu). Wykorzystał znajomość skoczni, nie dał się stłamsić tylnemu wiatrowi i wygrał zasłużenie. Nie dał się nawet wystraszyć wywołanemu zaklęciami redaktora Szaranowicza śnieżnemu potworowi..*

snow monster in Zakopane

...w jakiego zamienił się po upadku Adam Małysz.

Adam Małysz na zeskoku Wielkiej Krokwi

*na filmie około 0:30.

piątek, 21 stycznia 2011

I tylko dlatego nie zobaczyliśmy przebitki, jak wchodzi do ubikacji.

"Znaj proporcją, mocium panie" to myśl kompletnie już nieznana.

PS. Psów w telewizji nie szczędzą.

sobota, 15 stycznia 2011

Pucharowe konkursy skoków w Japonii są zawsze szczególne. Nawet nie przez to, że rozgrywają się o specyficznych z naszego punktu widzenia porach (rano lub w środku nocy), ale zwykle zaskakują wynikami, i to w sposób niekoniecznie pozytywny. Z uwagi na odległość (i związane z tym problemy adaptacyjne organizmu) często mocni zawodnicy odpuszczają sobie wyjazdy (woląc podszlifować formę przed lutowymi imprezami), zwalniając miejsce nieco słabszym kolegom, podczas gdy czołówka punktacji generalnej zwykle szuka tam wszystkich punktów, jakie się uda znaleźć - w rezultacie zróżnicowanie poziomu jest większe niż zwykle. Skutkuje to znacznie większym zróżnicowaniem wyników niż zwykle, co oznacza niestety wyjątkowo niskie noty na dalszych miejscach. Dołóżmy do tego częste opady śniegu, kręcący we wszystkie strony wiatr i umiarkowane zainteresowanie widzów.. Właściwie konkursy te organizuje się głównie dlatego, że Japończycy tradycyjnie coś znaczą w skokach i po prostu wypada się z nimi imprezami podzielić.

W sumie najciekawsze zwykle w tych konkursach są listy startowe:) i niespodzianki. Niespodzianki każdego rodzaju - w kategorii "zdobyłem wreszcie punkty pucharowe", w kategorii "osiągnąłem życiowy wynik" czy wreszcie "nieoczekiwany skład podium". Dzisiaj, a jakże, nie obyło się bez niespodzianek (choć zmienność warunków i kiepskie wyniki tu się nie zaliczają), takich jak punkty młodego Kanadyjczyka (i zupełny mimo słabej stawki brak punktów naszych młodych orlików), oraz sensacyjny prawie zwycięzca Severin Freund. Miewał ostatnio niezłe skoki, a w dzisiejszym konkursie po prostu dał radę oddać dwa dobre. Niestety, nie można tego powiedzieć o Małyszu, bo bez względu na przyczynę (nie natrafiłem  do tej pory na żaden jego komentarz na ten temat), jego drugiego skoku nie sposób nazwać dobrym. I zamiast 39 zwycięstwa, było tylko 89. podium - a Morgenstern jutro słabszy nie będzie.

 

17:34, bartoszcze , Sport
Link Komentarze (2) »
sobota, 20 marca 2010

Rzeczywistość spłatała nam niesympatycznego psikusa (w wersji dosadnej: przekłuła nadęty balon oczekiwań) i Adam Małysz, mimo że w piątek wydawał się być tuż-tuż od złota, przegrał ostatecznie brązowy medal Mistrzostw Świata w Lotach o 0,4 pkt. O pół metra, mówią wszyscy, o jedną ciut lepszą notę sędziowską (ech, ten telemark oceniany z niewłaściwej strony..), o.. I właśnie. Mistrzostwa były rozgrywane z uwzględnieniem czynnika wiatru (wind factor), polegającego na tym, że podczas skoku wykonuje się bliżej nieznaną liczbę pomiarów siły wiatru, których wyniki przy pomocy wzorów wyższej matematyki (bliższe dane są chronione lepiej, niż tajemnice IPN) przelicza się na uśredniony pomiar wiatru (tangential wind speed). Przelicznik tego wiatru na punkty zależy od poszczególnych skoczni - w każdym razie zasada jest prosta: wiatr pod narty to minus, wiatr w plecy to plus. W Planicy - sądząc po oficjalnych wynikach (PDF) - jeden m/s wiatru był przeliczany na około 10,8 pkt. Czyli 0,4 pkt odpowiada mniej więcej wiatrowi 0,04 m/s, czyli 4 cm/s.

Zadaję sobie pytanie: jaki jest sens wyliczania "czynnika wiatru", jeżeli w decydującym momencie wpływ tego czynnika na wyniki daje efekty przypadkowe? Bo żaden skoczek nie jest w stanie przewidzieć, jaka wyjdzie mu uśredniona prędkość wiatru, i jak mu się to przełoży na wynik. A jeżeli przy dwóch równo skaczących zawodnikach (takich jak Ammann i Małysz w piątek), przy niewiele rózniących się notach, o wyniku końcowym zadecyduje absolutnie nieodczuwalne kilka centymetrów na sekundę siły wiatru w tą czy tamtą stronę? Idea "oddania sprawiedliwości" zawodnikom, którzy skaczą przy zupełnie innym wietrze, niż ich rywale (czym innym jest 1,2 m/s pod narty, a czym innym jest 1,5 m/s w plecy), była może i słuszna, ale to aptekarskie mierzenie wiatru i przeliczanie setnych metra na sekundę na dziesiąte punktu, staje się karykaturą tej idei. A już pomijam zupełnie, że przy zmiennym wietrze w ciągu skoku (inny wiatr na progu, inny na dole), średnia niczego mądrego nie powie, czego przykładem zdaje się być pierwszy skok Małysza w Oslo - gdzie przydusiło go na progu, po czym komputer radośnie pokazał wyliczony "fantastyczny" wiatr pod narty.

Aha, i żeby nie było wątpliwości: nie obwiniam nowego systemu za porażkę Adama. Gdyby w Planicy nie stosowano przeliczania siły wiatru (ograniczając się do systemu punktów za zmianę belki), to Jacobsen wyprzedziłby Małysza nie o 0,4 pkt, lecz o 4 pkt [aczkolwiek w decydującym skoku Małyszowi więcej odjęto]. A w "gołych metrach" strata byłaby jeszcze wyraźniejsza. Zadecydowały słabsze sobotnie skoki, przy czym z mojego punktu widzenia, [w drugim skoku] Małysz miał pecha i wpadł w jakąś dziurę powietrzną w drugiej fazie lotu (było widać wahnięcie, po którym stracił wysokość). Cóż, Pani Fortuna mu w tym roku nie sprzyjała. Ale i tak jest Wielki:)