Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: John Irving

sobota, 27 lutego 2016

Dziś będzie rokendrolowo. Kawałków z wykopem jest około mnóstwo, ale nietrudno zauważyć, że dominują w nich mężczyźni, dlatego dziś (choć Dzień Kobiet za tydzień z okładem) zrobimy sobie kącik w którym to ładniejsza z punktu widzenia heteryka płeć będzie dawać czadu.

Zaczniemy od Joan Jett. Spośród wielu kawałków, w których daje czadu, wybieram ten, w którym tak znakomicie prowadzony jest rytm (już niejeden raz zdradzałem się z małą fiksacją na tym punkcie, może powinienem dodać sobie tag"rytm"?) No i tytuł bardzo adekwatny do rokendrolowej notki - I love rock'n'roll.

Janis Joplin nikomu przedstawiać nie trzeba, I presume, zostaje tylko kwestia wyboru utworu. Każdy ma swoje preferencje, ja bardzo lubię czad, który daje w Piece of my heart w towarzystwie Big Brother and the Holding Company (choć kogo obchodzi zespół przy takiej frontwoman, przy Joan Jett też nie dodawałem że gra z Blackhearts). I pomyśleć że to była kiedyś słodka pioseneczka śpiewana przez siostrę Arethy (poszukajcie sobie, Erma jej na imię)...

Można pomyśleć, że preferuję wyłącznie stare... kawałki, co oczywistą nieprawdą jest (muzyka nie ma wieku). Dzisiejszy kącik uzupełni więc kawałek z czasów rozwoju internetu, choć muzyki się wtedy przez sieć nie słuchało (od tego było radio i MTV). Proszę mi się tu nie czepiać, że Meredith Brooks używa słów mocnych, na pewno nie będę cenzurował tytułu: Bitch

I tylko się zastanawiam, na ile do napisania tej notki sprowokowało mnie odświeżenie Modlitwy za Owena Irvinga, i przypomnienie postaci Hester the Molester. 

 

czwartek, 22 kwietnia 2010

Telefon do dostawcy Internetu.
- Panie, usuń mnie pan z tego interneta.
- To znaczy o co Panu chodzi?
- Ja w wyszukiwarce znalazłem swoje nazwisko, a nie życzę sobie. Tego interneta mam przez was, więc mnie pan stamtąd usuń.
- Proszę Pana, ale w Internecie jest tak dużo różnych stron i informacji, że tam każde nazwisko jakoś można znaleźć. Te informacje mogą być gdziekolwiek na świecie, ja nie mam żadnego wpływu na to, co jest w Internecie.
- To ja poproszę z kierownikiem bo pan jesteś niekompetentny.
- Chwileczkę..
- ..słucham Pana?
- Proszę Panią, Pani pracownik nie chce usunąc mojego nazwiska z tego interneta, jak ja chcę.
- Proszę Pana, my naprawdę nie mamy wpływu na to co jest w Internecie, nawet nazwiska.
- Pani też jest widzę niekompetentna, więc ja wyślę pismo do dyrektora z kopią do prezydium!

Gdybym wymyślił to sam, byłby to tylko kiepski dowcip. Ale ja tylko lekko podrasowałem sytuację "z życia wziętą", znalezioną na portalu, w ramach odreagowania rzeczywistości (nie twierdzę, że dowcip jest od tego wiele lepszy). Życie to kiepski dowcip? Możliwe. Dzisiaj rano śmiałem się z innej takiej życiowej sytuacji, jak to Ojciec Dyrektor wypatrzył dwie przelatujące kaczki podczas ceremonii sobotnich pogrzebowych w Warszawie, i zastanawiał się, kto i co chciał przez to powiedzieć; gdybym usłyszał to jako dowcip, uznałbym go za strasznie wydumany. John Irving wspominał kiedyś, że wykładając na kursach pisania, skrytykował sytuację opisaną przez uczestnika jako absolutnie nieprawdopodobną, po czym dowiedział się, że nie została ona wymyślona, tylko wiernie opowiedziana. Jak to ujął Irving, "życie trzeba przedstawić w taki sposób, żeby wydawało się prawdziwe - nic nie jest prawdopodobne tylko i wyłącznie na mocy faktu, że się wydarzyło".

A swoą drogą zastanawiam się, czy dla bohatera historyjki atrakcyjna byłaby usługa antypozycjonowania - sprawienia, że określone słowo czy słowa nie pojawiałyby się w wyszukiwarce.