Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: sklepy internetowe

piątek, 19 grudnia 2014

Czwartek pod wieczór. Robię zamówienie w sklepie internetowym. Wybieram jedną pozycję, drugą, decyduję się na szybkiego kuriera. Zatwierdzam, płacę szybkim przelewem (zwykle do 10 minut).

Piątek. Uświadamiam sobie, że nie mam skrzynce mailowej żadnego potwierdzenia dokonania transakcji. Sprawdzam stan konta, transakcja jest opłacona. Sprawdzam konto w sklepie, zamówienie znikło z koszyka - nie widzę go jednak w żadnej historii (z drugiej strony kupowałem w tym sklepie pierwszy raz i nie wiem czy jakakolwiek historia istnieje). Wieczorem wysyłam maila z prośbą o informację czy zamówienie dotarło.

Sobota. Zero reakcji. Uświadamiam sobie, że sklep pracuje od poniedziałku do piątku od 9 do 17. Spokój.

Poniedziałek. Koło południa dzwonię do sklepu. Pan strasznie się dziwi i mówi że mojego zamówienia nie ma w systemie. Mojego maila z piątku z zaskoczeniem znajduje jednak w skrzynce mailowej. Prosi o wysłanie potwierdzenia przelewu (co zaraz czynię), ale nie obiecuje że zaraz sprawdzi, bo dane o wpływach pieniędzy ma tylko dział księgowy. 

Wtorek. Po piętnastej dzwonię do sklepu. Pan nie pamięta rozmowy ze mną (choć podpisał się na mailu do mnie) i twierdzi że w mailu ode mnie nie było potwierdzenia przelewu. Przesyłam ponownie tego samego maila (forwarduję) i tym razem załącznik już jest. Pan obiecuje że zaraz prześle do działu księgowego informację i że ręcznie uruchomią zamówienie. Proszę o przesłanie linka do listu przewozowego, żeby móc śledzić przesyłkę.

Środa. Linka nie dostałem. Popołudniu dzwonię i się dowiaduję (chyba od innego pana), że mają awarię przez większość dnia i nic nie wysyłali.

Czwartek. Dzwonię gdzieś koło czternastej. Odbiera zupełnie inny pan, szybciutko znajduje moje zamówienie (w mailu pewnie). Informuje mnie, że jednej pozycji nie mają na stanie, ale drugą wyślą jeszcze dziś, Obiecuje linka do listu przewozowego.

Piątek. Linka do listu przewozowego nie dostałem, ale za to kurier przywiózł zamówienie. To znaczy tę część, która była na stanie. Postanawiam na razie zostawić w spokoju brakującą pozycję na co najmniej po Świętach...

Powiecie: początkującym się różne rzeczy zdarzają. To był sklep firmowy National Geographic...

Z życzeniami jeszcze chyba poczekam (a w każdym razie ograniczę się do "spokojnych zakupów").

wtorek, 05 sierpnia 2014

Poświęciłem leniwie dzisiejszy poranek na zamawianie podręczników dla Juniora. Nie/stety nie jestem w fazie z rządowymi projektami, w związku z czym za wszystkie podręczniki muszę płacić, skierowałem więc kroki swej myszki* do księgarni internetowej i zacząłem pracowicie wybierać (jak już sobie potworzyłem legendę, to mogę uczciwie przyznać, że wybierałem po prostu pozycje z listy przesłanej mi przez Małżonkę, ceny się zgadzały).

Nasunęła mi się przy tym myśl, że obecna sytuacja "w podręcznikach" jest zwyczajnie chora - rozumiem: wybór, rozumiem: konkurencja poprawia sytuację (to tak na marginesie banał i to mocno fałszywy, rozważam poświęcenie notki kwestii marnotrawstwa powodowanego konkurencją), ale nie widzę zbytnio sensu w sytuacji, kiedy dla jednej klasy jest n konkurujących pakietów podręczników o tej samej zawartości merytorycznej. Ba! nawet wydawnictwo produkujące (bo to chyba właściwe słowo) pakiet nakazany przez wychowawczynię Juniora produkuje dwa różne zestawy podręczników dla tej samej klasy...

Snując takie myśli dotarłem do końca procesu zamawiania, potwierdziłem dane osobowe. Formularz poinformował mnie wówczas, że moje zamówienie oznacza uzyskanie około sześć koma pół punktu (cokolwiek to znaczy, bo nie zamierzałem czytać regulaminu), które mogę (wnioskując z innego punktu formularza) zachować na przyszłe zakupy (które robię tam raz do roku póki co) albo przekazać jakiejś bibliotece. Ta ostatnia możliwość natychmiast mi się spodobała i wszedłem w listę bibliotek. Ku swojemu zaskoczeniu (i niezadowoleniu) spędziłem nad nią dużo czasu. Nie znalazłem bowiem żadnej zaprzyjaźnionej biblioteki (ani ze znanej sobie szkoły, ani żadnej publicznej okolicznej), nie znalazłem też biblioteki z żadnej miejscowości, z którą czułbym się jakoś mocniej emocjonalnie związany. Były na liście biblioteki przeróżne - szkolne, publiczne, jak też i biblioteka jakiejś szkoły polskiej/polonijnej w Anglii oraz biblioteka przy ambasadzie w Chorwacji (tam specjalnie zaglądałem, bo byłem ciekaw czy to literówka w nazwie Zabrzeg, czy jednak naprawdę Zagrzeb). Pomyślałem sobie, że takich bibliotek, które naprawdę mogłyby wsparcia potrzebować (znacznie chętniej wsparłbym punktami jakiś punkt biblioteczny w Kazachstanie czy innym odległym miejscu przebywania Polonii), to na tej liście nie wygrzebię. Ostatecznie obdarowałem jakąś szkolną bibliotekę w górach, bo... czemu nie.

Urlop się kończy, wracam pomału do życia, kierat od jutra. Notki różne są w planach, ale na razie pewna taka leniwość jeszcze ma nade mną władzę.

*cokolwiek sobie pomyśleliście, tak naprawdę to touchpad aka gładzik

niedziela, 02 maja 2010

Potrzebowałem po zimie kupić nowe opony letnie. Jeszcze w marcu przejrzałem szybko dostępne modele, wyrobiłem sobie pogląd na relację ceny do jakości i wybrałem określony model. Tak uzbrojony udałem się na zakupy, uznając e-sklepy za odpowiednie miejsce (ceny niższe, a za transport całego zestawu już się zwykle nie płaci).

Zacząłem - taką małą świecką tradycją - od Znanego Internetoweogo Dystrybutora. Z aprobatą zobaczyłem, że "mój" model jest dostępny w ciągłej sprzedaży, więc szybko zamówiłem i czekałem na realizację. Niestety, następnego dnia dostałem telefon, że moje opony system pokazuje jako dostepne na bieżąco, ale niestety chwilowo moich opon brak - i będą prawdopodobnie za dwa tygodnie (a na razie oferują mi zastępczo inny model, nic to że droższy, za to słabiej testowany). Uprzejmie się rozmyśliłem i zacząłem szukać alternatywnego dostawcy, wykorzystując strony internetowe jako jedynie źródło danych kontaktowych i preferując bardziej szybszy w efekcie kontakt telefoniczny. Następny sprzedawca okazał się mutacją Znanego Internetowego Dystrybutora, z tym samym problemem. Kolejny sprzedawca oświecił mnie, że chwilowo "mój" model jest w Polsce praktycznie niedostępny, bo cała produkcja idzie do krajów zachodnich, żeby tam obsłużyć wiosenną wymianę opon; ponieważ budził zaufanie (i był dodatkowo nieco tańszy), zamówiłem tam ze świadomością, że i tak trzeba zaczekać jakąś chwilkę.

No i czekałem. Po jakichś dwóch tygodniach (kwiecień już był w pełni) zadzwoniłem zapytać, co słychać - i ku swojej konsternacji dowiedziałem się, że spodziewany termin dostawy mojego modelu to koniec maja (termin dostawy może ulec zmianie), a poza tym nawet jeżeli dotrą, to i tak będą w innej cenie, niż w moim zamówieniu. Współpraca z tym sklepem zakończyła sie z szybkością światła, rozpoczęły się coraz bardziej gorączkowe poszukiwania (bo słońce przygrzewało, a ja się uparłem). Odnalazłem kolejny e-sklep z siedzibą w Warszawie, którego system pokazywał dostępność 8 sztuk poszukiwanych opon. Natychmiast zadzwoniłem się upewnić, że tych 8 sztuk nadal jest w magazynie i że 4 z tego mogą być przeznaczone dla mnie, a po pozytywnej odpowiedzi niezwłocznie dopełniłem zamówienia, z uruchomieniem karty kredytowej włącznie. Kto jeszcze jest zaskoczony, że następnego dnia rano dostałem smsa, iż owych 8 sztuk jest już nieaktualne?

Znalazłem jeszcze jeden sklepik, nie budzący zaufania na pierwszy rzut oka (w istocie nie podawał nawet swojego rzeczywistego adresu, numer telefonu był jedynie komórkowy i trudno się było dodzwonić). Kiedy uzyskałem połączenie, rozmówca lekko zdziwionym właściwie tonem potwierdził, że oferowane 4 sztuki nadal posiada, i że wyśle je wkrótce po otrzymaniu przelewu (brak opcji płatności kartą). Niby to tylko trochę pieniędzy i cztery kawałki gumy, ale przyznam, że następnych parę dni było dość stresujących - czy po wysłaniu pieniędzy znowu nie dostanę radosnego komunikatu, że zamówionych opon brak. Odetchnąłem z ulgą dopiero kiedy dostałem telefon z warsztatu, że kurier jest dostarczył.

Nazwy sklepów, które poleciały sobie w gumę, zachowam dla siebie. Pozwolę sobie natomiast wyrazić wdzięczność niewielkiemu sklepowi Superopona.pl z wielkopolskiej Opalenicy - za odrobinę normalności. Mała rzecz, a.. super.