Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: Chuck Norris

środa, 27 kwietnia 2011

Wałkuje się ten temat wszędzie i wkoło i od każdej strony, że aż obrzydzenia można dostać, ale przy okazji przelatują człowiekowi rozmaite myśli, które chce się złapać i w snopek powiązać.

Kilka miesięcy temu Real przegrał z Barceloną 0:5. W zeszłym tygodniu wygrał 1:0. Przypomniał mi się podobny "dwumecz" sprzed ponad pół wieku. Dawid przegrał wtedy z Goliatem pięcioma golami (3:8), żeby parę tygodni później w znacznie ważniejszym momencie wygrać jednym (3:2). Messi jak Puskas, Mourinho jak Herberger?

Jak mantra w wypowiedziach o ostatnich meczach powraca wątek "czy to wypada tak zmienić styl, żeby pokonać przeciwnika". Staje mi przed oczami kultowa filmowa walka czasów mojej młodości, kiedy Bruce Lee w trakcie walki zmienia styl, żeby pokonać Chucka Norrisa. On mógł? No mógł. I nie on jeden, tylko inne przykłady gdzieś się chowają przytłoczone ta walką.

I czy wypada tak dostosowywać taktykę, żeby skupić się na przeszkadzaniu przeciwnikowi? Kiedy w roku 1990 zaczynało się u nas hej-tu-en-bi-ej, zostałem z powodów bliżej niezrozumiałych dzisiaj kibicem Detroit Pistons. Raczej chodziło mi o finezję Isiaha Thomasa, ale nie mogę zapominać, że kluczem do sukcesu były The Jordan Rules. Te ostatnie nie działały zresztą bardzo długo.

Kolejna runda maratonu GD już dzisiaj. Spodziewam się tego, co ostatnio, a może..?

piątek, 26 marca 2010

Kiedyś może poświęcę specjalną notkę na zawiłe poszukiwania wspólnego mianownika rozmaitych utworów, które mnie kręcą. Teraz (wciąż jeszcze) nie mam na to nastroju, więc ograniczę się do stwierdzeń bardziej banalnych.

Kawałek będący bohaterem dzisiejszej notki, wydał mi się niezły od pierwszego usłyszenia, lecz dopiero kiedy wsłuchałem się w niego uważnie i spokojnie (nie tylko na zasadzie „coś mi brzęczy przy robocie”, tylko zgodnie z zasadami zen), wciągnął mnie podstępnie i bez reszty. I za każdym przesłuchaniem wciąż urzeka mnie swoimi rozwiązaniami aranżacyjnymi (jak dla mnie znakomicie przemyślanymi i fantastycznie komponującymi się ze sobą). I nie umiem tylko powiedzieć, czy klimat mrocznego dreszczowca, który czasem odczuwam, pochodzi bardziej od przybrudzonego dźwięku gitary, czy od wspomnienia teledysku..

W każdym razie w głowie mi leci:

Bullets are the beauty of the blistering sky
Bullets are the beauty and I don't know why
Bullets are the beauty of the blistering sky
Bullets are the beauty and I don't know why..

A na zen się zasadniczo nie znam, ale kiedyś nawet Chuck Norris stwierdził w jakimś wywiadzie, że trzeba się skupiać tylko na jednej rzeczy w danym momencie, zgodnie z zasadami zen (czyli pisząc tę notkę nie powinienem jednocześnie słuchać Archive). A Chuck Norris, jak wiadomo, zawsze rację ma i słuchać go trzeba.