Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: lekkoatletyka

niedziela, 28 października 2018

Ta historia jest znana: na Igrzyskach w Meksyku w 1968 roku, do ceremonii wręczenia medali w biegu na 200 metrów mężczyzn dwaj zawodnicy - mistrz olimpijski i rekordzista świata Tommie Smith oraz jego kolega z drużyny, brązowy medalista John Carlos - wyszli boso, z przypiętymi do dresów znaczkami OPHR (organizacji protestującej przeciwko segregacji rasowej) i czarnej rękawiczce na jednej z dłoni. Podczas wykonywania hymnu amerykańskiego Smith i Carlos unieśli zaciśnięte pięści w geście solidarności z czarnoskórymi, za co zostali usunięci z wioski olimpijskiej.

Mexico 1968 Black Power salute Peter Norman

Mało kto zwraca uwagę na trzeciego człowieka na tym zdjęciu, stojącego z przodu białego, pewnie dlatego, że ma buty na nogach i nie podnosi ręki - pomimo że też ma na dresie znaczek OPHR, o który sam poprosił. Ba, to on podpowiedział Amerykanom - po tym jak Carlos zapomniał swojej pary czarnych rękawiczek - żeby się podzielili parą rękawiczek Smitha (dlatego Carlos podnosi lewą rękę, a nie prawą).

Ten trzeci Peter Norman, biały sprinter z Australii, też dotkniętej piętnem rasizmu. W eliminacjach ustanowił rekord olimpijski, w finale kapitalnym finiszem wydarł srebro Carlosowi, ustanawiając niepobity do dziś rekord Australii. Jego gest był dyskretny w porównaniu ze Smithem i Carlosem, więc wściekłość szefa MKOl go ominęła, choć australijskie media nawoływały do ukarania go również. Smith i Carlos uznali go za swojego przyjaciela, na tyle że nieśli jego trumnę kiedy zmarł w 2006 roku.

Mówiono później że w Australii był prześladowany za swój gest, w 2012 niższa izba australijskiego parlamentu nawet podjęła uchwałę przepraszającą za traktowanie go po powrocie z Meksyku. Nie będę tej kwestii tu drążyć szczegółowo, twierdzenia w różnych artykułach są sprzeczne, te bardziej dramatyczne okazują się być kontrfaktyczne. Norman już nam nie wyjaśni.

piątek, 07 września 2012

Na blogu sportowym w serwisie śląsk.sport.pl piszę w takim tempie, że wrzucanie na bieżąco zajawek do notek zaburzyłoby tradycyjny porządek na tym blogu, zakładający w miarę możliwości regularny płodozmian i unikanie powtarzania kategorii. Dlatego teraz zajawka zbiorcza do trzech nowych notek:
- z Londynu o powrotach sportowców w sporcie paraolimpijskim,
- ze Szkocji o tym, jak śnić na granatowo, 
- i o tym, jak najlepiej jechać do Francji na Euro.  

Komentarze wyłącznie pod właściwymi notkami.

piątek, 03 lutego 2012

Karolinie, żeby nigdy nie traciła wiary w siebie

Nietrudno uwielbiać ten utwór. Gdy się w niego wczuć, opowiada nam całą historię biegu. Nerwowe oczekiwanie przed startem. Równy rytm kroków rozpędzającego się biegacza. Uczucie lekkości towarzyszące pełnemu rozpędowi. Euforię poczucia dobrego biegu. Siłę w walce na wirażu. Dobywanie ostatnich rezerw w zaciekle wybijanych krokach na finiszu. Triumfalne wyrzucanie w górę rąk na mecie. Łzy niedowierzania, że udało się spełnić marzenie. 

Gdyby spojrzeć na czas tak opowiedzianego biegu - pamiętając, że utwór napisano na potrzeby opowieści o Igrzyskach w Paryżu w 1924 roku - to musiałby to być bieg na 800 metrów, choć i to niezbyt szybki; z takim czasem (mniej więcej 2 minuty 5 sekund) nie udałoby się wejść do półfinału (jako ciekawostkę podajmy, że Stefan Kostrzewski pobiegł wtedy o parę sekund szybciej, a Stefan Ołdak - o parę sekund wolniej). Film opowiadał jednak o sprinterach - na klasyczny bieg Harolda Abrahamsa to jednak zdecydowanie za dużo, natomiast niemal idealnie pasuje to do rekordowego biegu Erica Liddella na 400 metrów. Dwa razy dłużej - to mieści się w granicach licentia poetica.

I nieważne, czy ten utwór faktycznie był wmontowany w scenę biegu. To wizja Vangelisa.

niedziela, 04 września 2011

Na koniec mistrzostw świata, polska męska sztafeta stumetrowców pobiegła w biegu eliminacyjnym w czasie zaledwie o cztery setne sekundy wolniejszym od rekordu Polski (wiekowym już, wkrótce może kandydować na prezydenta). Rezultat ten wystarczył do zajęcia w tym biegu drugiego, premiowanego awansem do finału miejsca, raptem o cztery setne sekundy przed Włochami (którym czas zresztą wystarczył na awans do finału z trzeciego miejsca). 

W finale, polska sztafeta zajęła czwarte miejsce, z czasem gorszym od trzeciej na mety sztafety zaledwie o jedną setną sekundy. Gdyby powtórzyli wynik z eliminacji, mieliby medal. Fuks nie fuks (Amerykanie i Brytyjczycy nie dobiegli), zawsze szkoda takiej szansy, która była tuż-tuż.

Jak wiele zależy od tak krótkiego czasu. Ale i tak wielkie gratulacje dla sprinterów, poprawili swój najlepszy tegoroczny wynik o pół sekundy.

I jeszcze mała uwaga na koniec - na wieść o tym, z kim przegraliśmy ten medal, większość narodu zapewne zaczęłaby się drapać w głowę zastanawiając się "ki czort"? Dwa lata temu wspominałem, jak lubię na czempionatach zawodników z państw z pozoru egzotycznych, i wymieniłem wtedy także nazwę St. Kitts&Nevis. Dziś zdobyli medal, i mieli o tyle łatwiej, że mieli w składzie medalistę na 100 metrów, Kima Collinsa. Gdyby przegrali, to mogliby się też zastanawiać: Jamajka, USA, W.Brytania, Trynidad, Bahamy, to by zrozumieli - ale jakaś egzotyczna Polska?

środa, 03 sierpnia 2011

Słyszę ostatnio w radio kampanię reklamową pewnej sieci paliwowej. Opiera się ona na polskich lekkoatletach (mistrzostwa świata coraz bliżej), którzy mają się pdoobno zachwycać.. oferowanymi przez stacje tej sieci hot-dogami czy kanapkami, siegając dzięki nim (!) po sukcesy.

Pamiętam z zamierzchłych czasów opowieści olimpijczyków, jak to na zgrupowaniach czy na zawodach, karmili się bułkami z jajecznicą. Pewnie i dziś tak można, ale czołowi lekkoatleci, jak cała czołówka sportowców profesjonalnych, jednak dba solidnie o swoją dietę, i nie jada - z szacunkiem dla stacyjnych przekąsek - byle czego. Ale laicy być może się dadzą nabrać.