Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: bzdury

piątek, 06 października 2017

Panta rhei, powiedział Heraklit. W myśl tej maksymy nawet jak wrócimy w to samo miejsce, to będzie ono już inne, nawet jak spróbujemy odtworzyć jakąś sytuację, to nigdy nie będzie ona tą samą.

Siedem lat temu podczas weekendu F1 w Japonii mieliśmy potężną ulewę w porze przewidzianej na kwalifikacje. Lało (w Japonii jesienią potrafi mocno, nawet bez tajfunów) tak mocno, że żaden samochód nie wyściubił nosa z garażu, musiałby być zresztą bardziej łódką niż samochodem (samochód Pana Samochodzika też mógłby nie dać rady w tych warunkach). Jedyną formą ścigania tego dnia było puszczanie łódeczek majstrowanych przez mechaników...

Dziś zanosiło się podobnie - struga płynęła przez pitlane, nawet któryś garaż chciała zalać. I znów zespoły zabrały się do puszczania małych obiektów pływających.

Haas F1 Steiner boat Suzuka 2017 Japan
Nie ma to jak kazać szefowi spływać...

Haas F1 Steiner boat Suzuka 2017 Japan
...a potem pokażą to w telewizji.

Renault F1 Hulk boat Suzuka 2017 Japan
Puszczenie z prądem monstrum można jeszcze zrozumieć...

Renault F1 banana boat Suzuka 2017 Japan
...ale tego już nie bardzo...

Wygląda podobnie? Może, ale jednak inne łódeczki, inne zespoły i przede wszystkim inny dzień tygodnia. A poza tym po trzech kwadransach ulewa dała sobie spokój i samochody wyjechały.

Panta rhei.

21:24, bartoszcze , F1
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 03 października 2017

Dziwne słowo w tytule, prawda? Sam wymyśliłem. Jest to na podobieństwo słowa "inktober", które poznałem w tym miesiącu, a które oznacza akcję (zapomniałem lub nie zapamiętałem czy ma to jakiś podtekst) polegającą na tym, że grafik codziennie rysuje obrazek (i publikuje, chyba, pamięć coraz słabsza do rzeczy mało istotnych przynajmniej). Oczywiście nazwa pochodzi z angielska, że niby ink+october (tak naprawdę to sam to sobie dośpiewałem).

Jak już zauważyłem taką akcję (oczywiście natychmiast sobie pomyślałem, że grafikiem nie jestem, a raczej antygrafikiem, więc...), to później zajrzałem sobie na blogaska i uświadomiłem sobie, że w tym miesiącu w ciągu dwóch dni napisałem dwie notki, obie w zasadzie nieplanowane, i zadałem sobie zaskakujące pytanie: "a co gdybym w tym miesiącu codziennie pisał jedną notkę"? Nazwa dorobiła się sama...

Możecie obstawiać, czy wytrzymam. To tylko i aż miesiąc.

 

Tagi: bzdury
18:25, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 21 września 2017

Wychodziłem wieczorem do sklepu, deszcz lał jak głupi, więc sięgnąłem do szafy po mało używaną kurtkę przeciwdeszczową. Wracając zacząłem grzebać w jej kieszeniach, wyłowiłem jakieś dwa niewielkie papierki. Ich język oraz wybita na nich data sugerowały niedwuznacznie, że pochodziły jeszcze z wiosennego wyjazdu do Budapesztu. Pozostawał tylko jeden problem...

Spędziłem dobrą chwilę zastanawiając się do czego te papierki służyły. Umieszczone na nich wielocyfrowe numery "seryjne" (kolejne zresztą) oraz kwota w forintach sugerowały, że to dowód zakupu czegoś, ale czego? Rozmiar - jakieś trzy centymetry na dwa lub w tych rejestrach, nie mierzyłem - i ascetyczna forma sugerowały, że to nic istotnego, cena - 250 forintów (jakieś 3,50 zł) - też wskazywała na drobiazg, bilet na metro kosztował bodaj 350 forintów. Przelatywałem myślami cały dzień spędzony w Budapeszcie, starając się namierzyć taki drobny wydatek. Nic pewnego nie przychodziło do głowy.  

Kiedy staromodne metody zawodzą, sięga się po nowoczesne. Włączyłem wyszukiwarkę, wpisałem wybite największymi literami słowo "nyugta", okazało się, że chodzi o kwitek, paragon. Nie przybliżało to jednak do odpowiedzi, gdzie go wydano. Zacząłem więc wpisywać w wyszukiwarkę długą trójwyrazową nazwę, wyszukiwarka przyjęła ją dość ochoczo, wyświetliła rozbudowaną stronę z licznymi zdjęciami, strona w języku węgierskim oczywiście, na szczęście miała też wersję angielską. Następnych kilkanaście minut spędziłem analizując jeszcze staranniej, w którym miejscu w Peszcie (do Budy tego dnia nie zaglądaliśmy) mogłem się zetknąć z firmą, do której należała ta strona, i wejść z tą firmą w komercyjną interakcję. Wychodziło mi, że musiało to być podczas przemierzania Wyspy Małgorzaty (od mostu Małgorzaty po most Arpada), bo tylko tam przypominałem sobie moment w którym mogliśmy skorzystać z usług budapeszteńskiego przedsiębiorstwa wodociągowo-kanalizacyjnego...

Tak, przez trzy miesiące miałem w kieszeni kwitki z szaletu.

sobota, 26 sierpnia 2017

Ciepły (prawie gorący) letni dzień. Szwendamy się leniwie uliczkami małego miasteczka wśród pól i obserwujemy rzeczywistość jednakowoż odmienną od naszej (no, chyba żeby nie). Pośrodku miasteczka, przy ryneczku, stoi sobie ratusz. Widać go z pewnej odległości, wyniosły góruje nad otoczeniem niskopiennym niczym Kongresówka. Na dachu widać te urocze, rzadko spotykane zdobienia, które tak bardzo podobały mi się w Budapeszcie (nie napisałem o tym? trudno). A kiedy patrzymy na ryneczek pod ratuszem, to nie dość, że prawie cały zajęty pod parking:

Laa an der Thaye rathaus ratusz Austria

to zaraz obok z boku tegoż ratusza jest - powiedzmy - kącik sanitarny, obejmujący nie tylko zwykłego toi-toia, ale i barakowóz jak od Drzymały wypożyczony, zaadaptowany przez lokalną OSP na posiadający część zarówno męską jak i damską.

laa an der thaye wc wagen rynek

Dla większego urozmaicenia po tej bocznej stronie dorzucono część zieloną (acz niepozbawioną parkingu) i stację ładowania wszystkiego (choć raczej mniejszego niż większego) prądem elektrycznym pochodzącym ze źródeł odnawialnych, a konkretnie z baterii słonecznych umieszczonych na dachu wiaty. Gdzieś tam był też sklep typu 1001 drobiazgów (zamknięty z powodu urlopu), na którego wystawie wypatrzyłem tę oto fascynującą, przydatną rzecz:

laa an der thaye stojak na butelkę

Cóż to za piękny przedmiot, Trurlem pachnący? Nie wiem jak Wam, ale na moje niefachowe oko to stojak na butelkę wina. Klassisch! A z innej strony ryneczku (z przyległościami) było miejskie muzeum. Zerknąłem na jego tablicę ogłoszeń - promowała ekspozycję "OGÓRKI I WIĘCEJ".

Laa an der Thaye Muzeum Museum Austria

Ale w gruncie rzeczy czego się spodziewać po miasteczku, które ma w nazwie "nad rzeką", a rzeka znajduje się kilka kilometrów dalej, w sąsiedniej wsi i sąsiednim państwie (ech, ta pokręcona historia Europy Środkowej). 

Laa an der Thaye (nad Dyją) pozdrawia serdecznie. 

poniedziałek, 21 sierpnia 2017

Dzisiejszy wpis jest zupełnie nieplanowany i niespodziewany, ponieważ jest w całości ściągnięty z Twittera - ktoś się podzielił o poranku, a ja się tylko zachwyciłem, przetłumaczyłem i dokonałem wyboru. Można się zgadzać albo nie.

KAPITALIZM
Twoja mama pierze twoje ubrania. Płacisz jej dolara. Narzeka. Wzywasz policję i i oskarżasz ją o bunt.

KOMUNIZM
Twoja mama pierze. Ty pierzesz. Co noc salutujecie portretowi zmarłego ojca.

SOCJALIZM
Twoja mama pierze. Ty gotujesz. Wszyscy są teoretycznie zadowoleni.

FASZYZM
Twoja mama pierze bojąc się o życie

NAZIZM 
Twoja mama pierze. Ty gazujesz pralnię.

FEUDALIZM
Twoja mama pierze i płaci ci podatek.

LIBERALIZM
Twoja mama pierze, a ty patrzysz i czujesz się źle. Mówisz, że coś trzeba z tym zrobić. Coś zostanie lub nie zostanie zrobione.

LIBERTARIANIZM
Twoja mama pierze. Ty wierzysz, że wyprałeś.

RELIGIA
Twoja mama pierze. Ty dziękujesz bogu.

ATEIZM
Twoja mama pierze. Ty w filmiku na YouTube żądasz zweryfikowanych naukowych dowodów, że wyprała.

MIZOGINIA
Nienawidzisz mamy niezależnie od tego, czy wyprała, czy nie.

PATRIARCHAT
Twoja mama nie istnieje. Pranie zrobiło się w magiczny sposób.

FEMINIZM
Twoja mama nalega, żebyś dorósł i sam zaczął prać swoje rzeczy.

BIAŁY FEMINIZM
Twoja mama zatrudniła do prania niebiałą kobietę

ANTYFEMINIZM
Mama cię zostawiła. Po roku piszesz "wredna zdzira" na stercie brudnych ciuchów.

RASIZM
Twoja mama pierze i obwinia czarnych.

NEOKAPITALIZM
Twoja mama pierze. Płacisz jej dolara. Nakłaniasz ją, żeby wyprała rzeczy twoich kolegów. Kolega płaci ci 50 dolarów.

SEKSIZM
Oczywiście, że mama pierze, pfff.

AMERYKANIZM
Twoja mama pierze. To jest w Konstytucji, KONIEC DYSKUSJI

To nie jest wcale nowe, ale kogo to obchodzi, skoro trafiłem dzisiaj. Oryginał (czyli wszystkie definicje w oryginalnych wersjach, w komplecie i z twórczością fanowską) jest tutaj.

A teraz do pracy, bo poniedziałek.

sobota, 22 lipca 2017

Odbyłem niedawno krótki urlop (dlatego nie pisałem bo się najpierw przygotowywałem do wyjazdu, potem mnie nie było, a potem nadrabiałem po przyjeździe). A że tak jakoś strasznie pusto wygląda, to wrzucę malutki przerywnik.

zachód słońca Bałtyk Świnoujście Swinemunde

Pojechałem na zachód i taki sobie widziałem zachód. 

Tagi: bzdury fotka
19:45, bartoszcze , Z podróży
Link Komentarze (1) »
niedziela, 18 czerwca 2017

Yossarian uważał go za swojego mistrza: nieznanego żołnierza, który widział wszystko podwójnie. Naśladował go wiernie aż do momentu, w którym nieznany żołnierz wziął i zmarł. Wtedy Yossarian profilaktycznie zaczął widzieć wszystko pojedynczo.

To wcale nie jest wielki problem żeby widzieć wszystko podwójnie. Odpowiednia (każdemu indywidualna) dawka etanolu (po metanolu widzi się mniej niż więcej) i można śmiało zacząć widzieć podwójnie: znaki poziome; i światła (w tym innych pojazdów); i znaki pionowe nawet. Cały sekret w tym, żeby widzieć je z fotela pasażera, a nie kierowcy.

Don't drink and drive. Nigdy.

09:17, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
piątek, 16 czerwca 2017

Wspominałem kiedyś, że w moim sklepie opodal przybywa różnych oryginalnych gatunków piwa. Zadeklarowałem również, że z uwagi na uwarunkowania polityczne rosyjskiego piwa póki co kupować nie będę, ale ukraińskie - czemu nie. Pozostawała kwestia możliwości...

No i w tym tygodniu jakoś stanąłem znów przed ladą chłodniczą, i patrzę: znów nowości jakieś. Wśród nich lager "Stare Misto" z browaru w Odwiecznie Polskim, Lecz Jednak Ukraińskim Lwowie (bez rewelacji, ujdzie). Ten sam browar wyprodukował również półciemne piwo według autorskiej reguły jakiegoś Andrzeja (lub Andrija raczej, po podpisie sądząc), znacznie bardziej zacne. Nazwa "Awtorskie" nawet trafiona.

Tylko czemu szef sklepu, baranek jeden, kazał to Awtorskie jako rosyjskie opisać? 

Tagi: bzdury sklep
23:13, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (2) »
środa, 07 czerwca 2017

Nudno jest ciągle robić coś tak samo, prawda? Dlatego dla urozmaicenia zamiast co miesiąc wrzucać listę kawałków ogrywanych o poranku, postanowiłem połączyć dwa w jedno i opublikować listę od razu za dwa miesiące. Miało to też pewien związek z faktem, że na początku maja byłem na wyjeździe, bez komputra - ale jak widać, w czerwcu wcale się tak bardzo nie spieszyłem, spokojnie bym w maju z takim opóźnieniem opędził.

Niemniej przejdźmy powoli do muzyki. Lista... nie jest aż tak długa, jak mogłoby to wynikać z faktu połączenia plonów z dwóch miesięcy.

The Adolescents - She Walks Alone
Lech Janerka - Paragwaj
Kazik - Zgredzi
Grace Mitchell - Maneater
Omega - Gyongyhaju lany
Edyta Bartosiewicz - Jenny
Lionel Richie - Hello
F.R. David - Words Don't Come Easy
The Souljazz Orchestra - Mista President
Gorillaz - Andromeda
Sheryl Crow - Tomorrow Never Dies
Blondie - Call me
Maanam - Cykady na Cykladach
Siq - Oddech szczura
Grzegorz Tomczak - Fragment pewnego artykułu o Marku Hłasce
Phil Collins - Sussudio
Captain Beefhart - The Floppy Boot Stomp
U2 - Raised By The Wolves
Shakira - Whenever, wherever
Ewa Demarczyk - Karuzela z Madonnami
Karl Jenkins - Song of The Trinity
Wiktorija Jermoljewa - Black Hole Sun (Soundgarden cover)
Dubska - Avokado
Jamiroquai ft James Brown ft Gorillaz - Tallulah Feels Good (Tamar Mashup)
Stanisława Celińska - Uśmiechnij się
Stevie Wonder - Pastime Paradise
Przemysław Gintrowski - Przebudzenie

Czegóż tu nie ma... są klasycy i klasyki, covery i utwory coverowane, kawałki najpopularniejsze i najbardziej niszowe, od punk rocka po disco, od orkiestry i big bandu po solówki. Takie listy najbardziej lubię.

Dość gadania? No dość. Pora coś zagrać. Tym razem coś, co było dla mnie jednym z największych zaskoczeń - Captain Beefhart i The Floppy Boot Stomp, sądzę, że zupełnie się tego nie spodziewacie.

środa, 24 maja 2017

Lubię karmić swojego żółwia. Lubię patrzeć jak je. Lubię widzieć, że je. Kiedyś wystarczyło mu żarcie wrzucać w określonych porach, później stało się to bardziej skomplikowane. Przestał akceptować to czy tamto, potem ograniczył się do jedzenia tylko tego co świeżo wrzucone, jak nasiąknie wodą, to już właściwie niejadalne. (Nie pomógł też fakt, że wyrósł na tyle, że przestał się bezpiecznie mieścić w starym akwarium, do którego był wkładany na czas karmienia, i zaczął jadać w swoim dużym akwarium, gdzie lepiej, żeby resztki nie zostawały). Zaczął okresowo lubić to bardziej, a to wcale, potem na odwrót...

Z czasem postarzał się (według niepewnej rachuby, jaką prowadzimy, jest już pełnoletni). Owszem, kiedy ma wrażenie, że kawałek ryby zaraz mu z nieba spadnie, to wyciąga się jak młodziak z otwartą szeroko paszczą i chciałby tę rybę złapać w powietrzu, a najlepiej od razu w ręce. Wykonuje ku tej rybie skoki niczym Dennis Rodman za piłką... i właśnie. Czasem by może i trafił, ale często wykonuje wspaniały ruch przez powietrze, by złapać tylko powietrze. Zwaliłbym to na problemy z percepcją w ośrodku innym niż wodny czy wręcz z refrakcją na granicy wody i powietrza, ale obserwacja pozwala dostrzec podobne sytuacje także w samej wodzie - raczej to ruch "na wyczucie", powodowany niecierpliwością (i, podejrzewam, słabnącym nieco widzeniem czołowym). A ileż razy ta ryba spadnie mu koło pyska na dno i tam leży i czeka, stwarzając wyzwanie dla karmiącego "jak temu zwierzęciu podpowiedzieć, że wystarczy w dół popatrzeć"). Całkiem ślepy nie jest, kiedy w końcu dostrzeże, rzuca się całkiem efektownie (stanowczo zapomnijcie opowieści o powolnych żółwiach, one się po prostu nie spieszą bez potrzeby). Karmienie z ręki nie jest atrakcyjne, bo uścisk żółwiej paszczy - nawet bezzębnej - jest do nie do zapomnienia i stanowczo zniechęca do powtórek, a szybkość tej paszczy czyniłaby niemal gwarantowanym co najmniej jedno chapsnięcie w tygodniu. Zdarzało mi się już używać patyczka do szaszłyka, żeby zwierzęciu bezpiecznie pod sam nos podtykać...

Marudzę? Może, ale z sympatii. W każdym razie, z okazji Międzynarodowego Dnia Żółwia idę coś temu wybrednemu niczym francuski piesek stworzeniu podrzucić...

00:07, bartoszcze , Eko
Link Komentarze (7) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25