Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: bzdury

piątek, 12 maja 2017

Dziś przepis. Podobno niezawodny.

Bierzemy zacną przygarść kaszy jęczmiennej i kaszy z prosa, tak aby dla rodziny starczyło.
Moczymy w glinianym garnku parę godzin, poczem gotujemy długo z dodatkiem soczewicy.
Gdy kasza będzie miękka, dodajemy półgarniec grubo przesiekanej lebiody, oraz dla smaku drobniej usiekanego szczawiu i rdestu, byle czystego i świeżego.
Całość gotujemy jeszcze przez trzy zdrowaśki lub światowidki. 
Zagęszczamy pszenną mąką, co przy odsianiu na chleb pozostała. 
Zaprawiamy świeżo zerwaną miętą.
Zdejmujemy z paleniska, szczelnie zatykamy i odstawiamy na jakiś tysiąc lat.

Archeolodzy twierdzą, że tak właśnie

niedziela, 23 kwietnia 2017

Wiem, że na świecie codziennie obchodzone są jakieś niezmiernie interesujące święta, ale żeby dziś był Międzynarodowy Dzień Szakala to nie (za to dziś jest Dzień Konia, gdybyście szukali okazji do świętowania). Wczoraj za to, gdym na PIT-em pochylon siedział i wieczór już dawno się zrobił głęboki (cichy ani ciepły niestety nie), doszedłem w pewnej chwili do wniosku, że starczy tego dobrego (?) na jeden dzień (zwłaszcza że jakieś 80% miałem zrobione) i może warto by relaksu zażyć.

Sięgnąłem do programu telewizyjnego i popadłem w rozterkę. Oto bowiem na jednym programie nadawano klasyczną ekranizację Dnia Szakala z Edwardem Foxem, a w tym samym czasie inna stacja pokazywała remake tegoż z Brucem Willisem. Jako że tego drugiego dzieła nigdy nie widziałem w całości, dylemat był poważny. Dałem "nowemu" szansę, z uśmiechem odnotowałem dość wierne powtórzenie paru wątków (wierne nie oznacza z pominięciem nowych realiów), nawet bawiło. Później jednak (nie bez pomocy przerwy reklamowej) przeskoczyłem do klasyka i tam już zostałem. Może tak podziałały zdjęcia przynoszące klimat Europy lat 60/70, zwłaszcza z wszystkimi paryskimi widoczkami, może znacznie większa (bo nie pełna) wierność powieści... A może ta zaskakująca bezgłośność, ograniczanie dźwięków i dialogów do minimum, operowanie niemal wyłącznie obrazem, ruchem, barwą. (Poza tym podejrzałem opis na wikipedii i stwierdziłem, że zmodyfikowana fabuła mnie znacznie mniej kręci, a Willis w przebierankach nie jest lepszy od Malkovicha w Na linii ognia). 

Nasunęła mi się przy tym refleksja inspirowana luźno rzuconą w jakiejś dyskusji myślą o książkach, filmach i wyobraźni. Patrzyłem na Szakala, Colette czy Jacqueline* i myślałem "zupełnie inaczej bym sobie ich wyobrażał" (nie jest to zarzut nietrafnej obsady czy słabego występu), nawet jeśli byli tylko nieokreślonymi bytami snującymi się w myślach. Co innego Lonsdale, którego Lebel jest wręcz archetypiczny (choć powieściowy był zdaje się skromniejszej postury).

*jej w ogóle jakieś inne imię dali

sobota, 01 kwietnia 2017

Ludzie dzielą się na trzy kategorie: tych, którzy próbują wymyślić na siłę jakąś wkręcającą historię (z większym lub mniejszym zaangażowaniem, z większym lub mniejszym skutkiem), tych którzy z przymrużeniem oka opowiadają absolutnie prawdziwe historie i tych, którzy postanawiają absolutnie nie próbować niczego udawać.

Ludzie dzielą się również na trzy inne kategorie: tych, którzy wierzą we wszystkie historie dla zasady, tych którzy pracowicie sprawdzają wiarygodność (w czasach postprawdy i faktów alternatywnych coraz bardziej niezbędne) i tych, którzy nie wierzą czekając, aż się samo potwierdzi.

Pewnie mógłbym jeszcze podzielić na tych, którzy umieją opowiadać dowcipy i tych którzy je psują, oraz na tych, którzy żart doceniają z kamienną powagą i tych, którzy psują zabawę mówiąc "hahaha żartujesz".

To taki poradnik, jak przetrwać ten dzień.

PS Tytuł to clickbait.

Tagi: bzdury
10:31, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
czwartek, 23 marca 2017

Prawo Murphy'ego, najważniejsze prawo Wszechświata. Prawo o zmiennej treści (w zależności od zbioru), z przeróżnymi uszczegółowieniami, które można byłoby podsumować jego najogólniejszymi normami "Wszystko, co może, pójdzie źle" i "Natura zawsze stoi po stronie zła". Jednym z bardziej znanych uszczegółowień jest norma "Każde urządzenie, które nie jest całkowicie zniszczone, będzie działać bez zarzutu w obecności specjalisty".

W weekend parszywie wiało i w pewnej chwili zginął mi obraz TV z anteny satelitarnej. Zginął, powrócił, znów zginął... W poniedziałek wypełzłem na dach zobaczyć co się poluzowało, wypatrzyłem miejsce w którym kabel się naderwał i przetarł. We wtorek odwiedziłem sklep, nabyłem parę drobnych części, wypełzłem ponownie na dach z narzędziami, oczyściłem, przyciąłem, założyłem, poskręcałem... Zlazłem z powrotem, aby się dowiedzieć, że cała ta porządna robota ma jeden feler - obrazu brak.

Całą środę biłem się z myślami, czy szukać technika, czy próbować dalej samemu. Wracając do domu dokupiłem jeszcze jeden zestaw części, patrzyłem bardzo nieprzyjaźnie na deszcz (chodzenie w deszczu po dachu - nawet nie bardzo stromym - i dłubanie przy instalacji, nawet słaboprądowej...), zastanawiałem się w duchu czy znam kogoś kto by się tym zajął na poczekaniu przed końcem tygodnia... Wszedłem do domu, przywitałem się, rozejrzałem. Telewizor grał w najlepsze.

Mówcie mi serwisant jakby co.

Tagi: bzdury
00:40, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 13 marca 2017

Święto! Odmiennie niż w paru poprzednich latach, zauważyłem, że właśnie wypada kolejna rocznica założenia tego bloga. Wiecie która?

DZIEWIĄTA. Czyli gdyby blog chodził do szkoły, to teraz martwiłby się, czy go nie przeniosą razem z klasą do innej podstawówki w ramach reformy czy deformy systemu nauczania. Na szczęście dla bloga, blogi nie są objęte obowiązkiem szkolnym.

Oczywiście, nie jest to najstarszy blog na świecie ani nawet na Bloksie, ale coraz więcej widzę blogów de facto zamierających (także takich, które linkuję na blogrollu). Nawet niedawno coś w rodzaju wyróżnienia dostałem za podtrzymywanie tradycji! (#FF na Twitterze, żeby sobie nikt nie myślał).

Imprezy nie będzie. Ciekawostek statystycznych - też nie. Może za rok o tej porze, wtedy będzie wszak Okrągła Rocznica.

niedziela, 26 lutego 2017

Zima się chyba powoli kończy (za tydzień ma być +15 podobno), pewnie za chwilę cały świat wokół będzie się stawał kolorowy. Zima się na pewno kończy w świecie F1, już jutro pierwsze przedsezonowe testy (w Barcelonie słonecznie i kolorowo), dziś zakończyły się prezentacje nowych bolidów. 

O walorach technicznych opowiadać tu nie będę - kto ciekaw, mogę podpowiedzieć parę serwisów - pomimo że w przepisach technicznych nastąpiła tzw. rewolucja i wszystkie samochody miały w założeniu wyglądać inaczej (to znaczy nadal mają po cztery koła etc., ale pewne różnice powinny być widoczne, przynajmniej jak postawić zeszłoroczny pojazd obok tegorocznego). Bardzo mnie bawiło natomiast oczekiwanie na szczegóły kolorystyki, bo w tym zakresie wszyscy spodziewali się wielu zmian. Na dziś wygląda to tak, że za miesiąc w Australii powinniśmy zobaczyć samochody: srebrno-turkusowe, czerwono-białe, granatowo-żółte, srebrno-czarne, żółto-czarne, niebiesko-srebrno-czerwone (a podobno miał być błękitno-srebrny...), pomarańczowo-czarne, białe, grafitowo-czerwone i niebiesko-biało-złote. Wydaje się, że z daleka będzie je można od siebie odróżniać!

F1 2017 cars bolidy malowania livery

F1 2017 cars bolidy malowania livery

(autorów zdjęć nie znam, zestawienie zostało sporządzone przez jednego z użytkowników forum F1WM)

Będzie kolorowo? No będzie. Rykiem niektórych fanów o to, że silniki za mało ryczą, zupełnie się nie przejmuję.

Tagi: bzdury fotka
20:22, bartoszcze , F1
Link Komentarze (1) »
sobota, 25 lutego 2017

To był dzień, w którym wszyscy odliczali co najmniej od północy: ile kto zje, ile kto da radę (a ile i jak spali).

Nie robiłem żadnych planów. W pracy trafiły się dwa, nie narzekałem, nie uchylałem się ani nie dopraszałem się. W domu czekały dwa talerze pełne pączków, przy czym z uwagi na to, że były w bodaj ośmiu rodzajach, to dla wyrównania szans zostały pokrojone na ćwiartki, by każdy mógł spróbować wszystkich smaków nie narażając się na skręt kiszek czy co tam się może z nadmiaru zdarzyć. A ja jadłem i starałem się podliczać te ćwiartki...

A potem zostałem na wieczór sam z talerzem pełnym niezjedzonych ćwiartek. I tak sobie pogryzałem i pogryzałem, wreszcie talerz opustoszał, a ja dla pewności sięgnąłem po kartkę, zapisałem i przeliczyłem. Wyszło siedem i pół pączka. 

Wcisnąłbym jeszcze tego jednego, ale już nie było.

20:33, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (2) »
czwartek, 23 lutego 2017

Są takie dni, kiedy wszystko dzieje się dziwnie i na opak. Na przykład zdarzyło mi się kiedyś, że wyszedłem rano z domu, wsiadłem do samochodu i po przejechaniu kilkunastu kilometrów zorientowałem się, że włożyłem buty z dwóch różnych par (jeżeli ktoś się spodziewał, że zapomniałem telefonu, dokumentów, kluczy do biura czy teczki, to różne rzeczy się zdarzały). Na szczęście miałem supermarket po drodze, mieli też jakiś sklep z butami, nawet chyba jakieś nietragiczne znalazłem (a zwykle większość butów mi się nie podoba).

Wczoraj miałem taki dzień, że wyjście z domu opóźniało mi się przez kolejne "bardzo bardzo bardzo pilne" rzeczy. Kiedy w końcu szczęśliwie wyjechałem, po kilkunastu kilometrach zorientowałem się... że zapomniałem się ogolić, a od kilku dni pracowicie na brodzie coś tam sobie rosło. Wobec zaś umówionego Ważnego Spotkania... Pomyślałem sobie, że - szczęśliwy traf - ten sam supermarket mam po drodze, a że maszynek i pianki do golenia nigdy za dużo... ponadto uświadomiłem sobie, że w biurowej łazience z jakiegoś powodu nie ma lustra, za to w centrum handlowym - zapewne jest, więc załatwię za jednym zamachem. Zjechałem więc na parking, podreptałem na halę, zacząłem szukać. Znalazłem... kartkę, że stoisko "Świat Mężczyzny" jest w remoncie (nie tylko ono), jacyś panowie robotnicy wymieniali stoiska, jakaś ekspedientka obojętnie zakomunikowała, że przybory do golenia zwyczajnie nie są na stanie (alternatywnej drogerii w markecie nie zauważyłem).

Pozostało mi polowanie na drogerię w okolicy biura (niby centrum miasta) - a potem zaufanie własnemu wyczuciu w łazience. Zaciąć się nie zaciąłem, kontrola wykonana aparatem w komórce wykazała brak jakichś poważniej nieogolonych miejsc... ale na przyszłość będzie trzeba jednak lepiej nad tym panować.

O tym co się przydarzyło bohaterowi opowiadania Forsytha pod tym tytułem, to ja nawet nie.

19:19, bartoszcze , Bez
Link Komentarze (4) »
czwartek, 09 lutego 2017

Trzeba sobie powiedzieć otwarcie: reforma edukacji będzie albo i nie będzie (jeśli protest społeczny rozleje się szeroką falą, to kto wie, rok 2017 to może być dziwny rok), na pewno budzi wiele emocji. Jeden jej aspekt jest jednak w najwyższym stopniu rozczarowujący.

Żeby się zorientować w reformie, trzeba przedrzeć się przez obrzydliwie długie ustawy: Prawo oświatowe oraz Przepisy wprowadzające ustawę - Prawo oświatowe. Ta druga (nie wiadomo, czy nie ważniejsza, bo z niej właśnie wynika, z której klasy się teraz trafia do której i w jakiej szkole) zawiera między innymi zmiany w setce innych ustaw (żartuję, tak naprawdę w ponad setce). Zmieniana jest między innymi stareńka (jak na tempo przemian), ćwierćwiekowa (z roku pańskiego 1991) ustawa o systemie oświaty, która była już tylekroć zmieniana, że...

Dobrych już parę lat temu popełniłem notkę, w której śmiałem się z rozbudowania oznaczeń w innej ustawie, a konkretnie z tego, że dopisując nowe treści (rozdziały całe) ustawodawca doszedł aż do artykułu 223zzz (trzy litery "zet"). W ustawie o systemie oświaty ustawodawca rozwinął się jeszcze bardziej, i oprócz takich prostych konstrukcji jak artykuł 5a ustęp 2b czy artykuł 7 ustęp 1 ba (musiał się zmieścić między 1b a 1c), a nawet bardziej wyrafinowanych jak artykuł 20zh ustęp 3a czy artykuł 22aga - sięgnął aż po artykuł 44zzzx (trzy litery "zet" i jedna "iks").* Kiedy po raz pierwszy to zobaczyłem, moją myślą było "ach, czemuż nie dodali tam jeszcze dwóch artykułów" (następne w kolejności byłyby 44zzzz i 44zzzza...). 

Przepisy wprowadzające ustawę Prawo oświatowe nie uchyliły - jak już zaznaczyłem - ustawy o systemie oświaty, tylko ją zmieniły. Zmiany polegały głównie na wycinaniu, w dużej mierze na nadawaniu nowego brzmienia jednostkom redakcyjnym, ale były i dodatki, a nawet nowe artykuły... ale w kwestii mnie interesującej ustawodawca spękał. Zmienił artykuł 44zzzw, zamiast dodać tam coś w okolicy.

Cokolwiek będzie dalej, jestem rozczarowany.

*odnajduję jakiś ukryty podtekst w tym, że artykuł 44zzzx brzmi:
"Przepisów rozdziału 3b nie stosuje się do dzieci i młodzieży z upośledzeniem umysłowym w stopniu głębokim" 

Tagi: bzdury
20:49, bartoszcze , Prawo
Link Komentarze (2) »
środa, 01 lutego 2017

Wyszło, co skrzętnie ukrywane: mimo wszelkich deklaracji o skromności i zgrywanych wyniośle obojętnych póz, gapię się w statystyki ruchu i rośnie mi od tego, jak rosną. Tak przynajmniej trzeba sobie tłumaczyć tę notkę...

Bo zacząć trzeba od tego, że niedawna notka pożegnalna dla Gordena Kaye, napisana wieczorem pod wpływem impulsu, spodobała się redaktorowi kontentu na głównej stronie i dobę całą Rene uśmiechał się na głównej w pożegnalnym toaście. Ja zaś zaglądałem w statystyki i zastanawiałem się jak skończy, poprzednio (mógłbym linki powrzucać, ale mi się nie chce) z głównej wpadło ze trzy tysiące ciekawskich, tym razem jakieś dziesięć procent mniej. I wtedy postanowiłem coś zanotować.

Statystyki odwiedzin (te dostarczane przez Bloksa, nie mam pojęcia jak je interpretować ani jak odnosić do innych statystyk, i całkiem mi z tym dobrze) za wcześniejszy tydzień mówiły o 219 wejściach, co dało 150 miejsce. Kiedy skończył się kolejny tydzień (ten tłusty w odwiedziny), Blox podsumował go na 3172 wejścia. Dało to pozycję w pierwszej setce, o niemal równo sto miejsc wyżej niż przed tygodniem (dokładnie o 99). 

Pomyślałem sobie: na Zapiskach... wcale się wiele nie dzieje, nie piszę tak często jak kiedyś, komentarzy też mniej (taka to ogólna tendencja na blogach), a miejsce w rankingu rośnie (kiedyś były w drugiej pięćsetce, potem w połowie tysiąca, w trzeciej setce... ostatnio w drugiej(a ruch, powtórzmy, nie rośnie). Przypuszczam, że te setki wklepanych przez lata notek często gęsto wyskakują w Góglu, to i potem jakiś stały ruch małozainteresowanych się pojawia. Natomiast wygenerowana incydentalnie różnica w liczbie wejść wyraźnie pokazała, o ile większy musi być ruch, żeby wskoczyć na miejsca bliższe czołówki (mają na to ładne określenie, krzywa coś tam), nie mówiąc o samym szczycie (pewnie i obecność przez tydzień na głównej stronie by nie wystarczyła, blogu dzięki).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24