Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: transliteracja

piątek, 09 kwietnia 2010

Jedną z rzeczy, która mnie w ostatnich latach wkurza (i chyba nie jestem w tym odosobniony), jest spotykany w mediach sposób zapisywania nazw własnych i nazwisk pochodzących z regionów, gdzie używa się cyrylicy (we wszelkich odmianach), i tym alfabetem pierwotnie zapisywanych. Z jakiegoś powodu - nie wiem, czy to snobizacja na "zachodnią modłę", czy też chęć ideologicznego odcięcia się od tego, co było za poprzedniego ustroju, czy może przekonanie o potrzebie reformowania pisowni (ujednolicania ze światową) - często spotkać można cyryliczne nazwiska zapisane, jakby uczynił to redaktor medium angielskiego (w praktyce tak to wygląda). Mamy więc Vitaly Petrova, mamy Petra Tchaikovsky'ego, także Dimitara Berbatova i wiele, wiele innych, których nie zliczę. A wszystko to bierze się z błędnego stosowania zasady transliteracji.

Transliteracja nazw obcych to zabieg sam w sobie oczywiście poprawny, zwłaszcza że oparty jest na Polskiej Normie. Co jednak bywa przeoczane, to fakt, że klasyczna forma transliteracji, zmierzająca do zapisania alfabetem łacińskim znaków pochodzących z cyrylicy (że do tego się ograniczmy), stosowana jest zgodnie z tąże Polską Normą przede wszystkim do tekstów naukowych oraz w bibliotekach naukowych. W codziennym zaś użyciu, powinna być w piśmie stosowana transkrypcja, czyli zapis fonetyczny obcego słowa. A więc piszmy Witalij Pietrow, Piotr Czajkowski i Dimityr Berbatow (przy tym ostatnim mamy dodatkowo szczególny problem z bułgarską głoską przed "r", która i fonetycznie nie jest łatwa do oddania, i kiedyś bywała zapisywana jako "a', lecz aktualnie w języku polskim zapisuje się ją jako 'y'). Tym bardziej, że zdarzało mi się widzieć teksty, w których to samo nazwisko zapisywano raz wg zasad transkrypcji, a raz - transliteracji. A nie poprawia sytuacji fakt, że nawet przepisy prawa właściwie mylą te pojęcia, i wprowadzając zasady transliteracji nazwisk, faktycznie uczyniły to przy pomocy transkrypcji (patrz rozporządzenie wykonawcze do ustawy o mniejszościach narodowych).

Serdeczne podziękowanie dla dr Katarzyny Kłosińskiej, która czyniąc w Trójce krótki wykład w tej kwestii, natchnęła mnie do napisania tej notki:) Od niej też pochodzi znakomity przykład zawarty w tytule - otóż gdyby stosować w codziennym obrocie zasady transliteracji, to pewna znana postać z bratniej Ukrainy, tak właśnie mniej więcej winna być pisana: Usenko (z małymi, łatwymi do zgubienia daszkami nad dwoma pierwszymi znakami, czyli Ûŝenko). Któż taki? Przez ostatnich parę lat znaliśmy go lepiej pod nazwiskiem Juszczenko:) To już chyba szybciej byśmy się domyślili, gdyby zapisać cyrylicą (Ющенко). (Pardon: ja trochę zapominam, że młodzież dzisiaj nie miewa już z tym alfabetem kontaktu, nie to co moja generacja).