Czasem coś usłyszę, czasem sobie coś pomyślę, czasem coś z tego tu zdążę zapisać - a czasem nawet zadbam o pełną poprawność pisowni...
Archiwum
Tagi

Wpisy z tagiem: kominek

wtorek, 26 stycznia 2010

Nie, ta notka nie będzie mieć nic wspólnego z blogowym celebrytą. Kto nie wie, o co chodzi, nic nie stracił.

Kiedy przy solidnie rozpalonym kominku mam otwartą kratkę na ciągu kominowym w pomieszczeniu na piętrze (wlaściwie mam ją otwartą zawsze, by być szczerym), to temperatura w tym pomieszczeniu rośnie znakomicie, nawet do +27-28 stopni. Kiedy tak zerknąłem dla odmiany na termometr zewnętrzny przed wieczornym wyprowadzeniem psa, aż westchnąłem, że amplituda pomiędzy lodowatym na dworze, a zacisznym przy kominku, wynosi 45 stopni. Wiem, że na Podlasiu to amplituda z temperaturą tzw. pokojową - ale też cztery lata temu i u mnie (za sprawą tegoż kominka), amplituda sięgała 55 stopni.

Kominek ma to do siebie, że zostawia po sobie sporo pozostałości, w szczególności popiołu (choć praktyka w używaniu sprawia, że coraz więcej uzyskujemy węgla drzewnego:)). Mój model kominka nie posiada popielnika, który da się w każdej chwili wyjąć na trzy minuty, więc kiedy się zapełni, to konieczne jest dać kominkowi ochłonąć. W ciągu ostatniej doby, dokładałem do kominka po raz ostatni plus minus dobę temu. Wieczorem spojrzałem z głupia frant na wiadro z pozyskanym węglem. W mniejszej ilości światła wyraźnie można było dostrzec, że jeszcze tu i tam czerwono się świeci. Żar to ma zdrowie:) (a parę godzin wiadro stało na zewnątrz, żeby nikt się nie sparzył przypadkiem).

A popiół znakomicie się przydaje do posypania zlodzonych miejsc. Zwłaszcza na ulicy, bo jednak mocniej brudzi od piasku, więc pod samymi drzwiami to mniej chętniej. A teraz jest gdzie sypać.

00:37, bartoszcze , Bez
Link Dodaj komentarz »